sobota, 2 lutego 2019

Imbolc



Ok. 1 lutego, w kalendarzu celtyckim, wypada nam święto zwane Imbolc, które rozpoczyna – w celtyckiej rachubie – wiosnę.
Choć zima ciągle u nas spokojnie trwa.

niedziela, 6 stycznia 2019

Mini-podsumowanie roku 2018 + moje ulubione talie 2018


Dobiegł końca kolejny kalendarzowy rok. (kurczę. mam wrażenie, jakby dopiero co kończył się 2017. ależ ten czas pędzi) – i zaczął się nowy. Tak więc oto kolejny końcoworoczny, podsumowujący post. (nie wiem, czy będę takie pisać dalej, w przyszłości, ale póki co rzeczywiście mam co w nich pisać, zatem na razie je robię; bo czemu by nie).

czwartek, 20 grudnia 2018

Yule



Yule – przypadające na ok. 21 grudnia – inaczej znane jako zimowe przesilenie (przypadające, akurat, dokładnie 21 grudnia, przynajmniej dla tej strefy czasowej), to dla Celtów święto światła, bowiem jakkolwiek na okres trwania tego święta przypada najdłuższa noc w roku – zimowe przesilenie, właśnie – to tym samym, od tej daty, słońca nad horyzontem będzie na dobę przybywać, aż do dnia letniego przesilenia, gdy długość widnienia słońca nad horyzontem z powrotem zacznie się skracać.

czwartek, 13 grudnia 2018

Brak wiedzy = miejsce dla głupoty



Ten króciutki (jak na moje standardy) – i nieco, być może, ostry/zbyt dosadny (ale w sumie jaki jest sens owijania w bawełnę? Ma być do rzeczy, jasno i wyraźnie. A nie miękko i przyjemnie) – post ma być zwróceniem uwagi na pewien problem. Ściślej, problem tyczący się zwłaszcza – aczkolwiek absolutnie nie wyłącznie – tematu ezoteryki, czy raczej, ezo-światka, i jego (w sensie, ludzi tworzących owo środowisko, owy, tak przeze mnie zwany, ezo-światek) podejścia do ezoteryki. 

niedziela, 28 października 2018

Minął czwarty rok

...a mi trochę dziwnie z tą świadomością, bo z jednej strony wowszybko zleciało, a z drugiej mam wrażenie, że bloguję od dużo dawniejszego dawna.

Ech, te liczby. Oraz: ech, ten czas.


To co, może jakieś refleksyjki z okazji. O moim blogowaniu, bo to chyba najadekwatniejsze. A i może ciekawie wyjdzie. Właściwie, trochę mam różnych cośków do napisania, które właśnie – jak się ładnie złożyło! – w ten post będą pasować jak ulał i nie przelał ni nie rozlał.

sobota, 29 września 2018

Mabon



Mabon i jesienności, raczej. Bo tak wyszło. W sumie, lepsze już, moim zdaniem, takie (pełne różnych informacji) coś niż denny pościk pt. "hejka, no to mamy Mabon, no to przyroda robi wtedy to i tamto, no to jakieś tam życzonka, no i wesołego!".

Zatem, to będzie o jesieni ogólniej, lekko z zawężeniem do tej jej części, która przypada na okres od połowy września (okolice Mabon właśnie) do początku listopada (okolice Samhain). Czyli na ten taki szczyt jesieni, można by rzec. Najbardziej kolorową, typowo jesienną część roku.