poniedziałek, 4 maja 2015

Praca z kartami i co nieco o różnych rodzajach talii dywinacyjnych (cz. 7) TALIE SEZONOWE

Pod pojęciem "talii sezonowych" kryją się talie, których używa się tzw. sezonowo, a więc np. w zależności od pory roku, stanu przyrody, czy też naszych własnych "faz" (czyli "mam ochotę na pracę z tą, tą i tą talią").
Jeśli posiada się wiele talii, prawdopodobnie nietrudno zauważyć, że nasza wena na pracę z danymi taliami zmienia się w ciągu roku.
Ja, w okresie wiosny, na przykład, kiedy wszystko budzi się do życia, chętniej sięgam się po talie kolorowe, pełne życia, radosne, lekkie, wiosenne. Gdy zaczyna się ta ciemniejsza część roku, w ruch idą u mnie talie mroczne, bardziej ponure, o takiej jesiennej lub jesienno-zimowej energii. Może być też tak, że wena na daną talię bierze nas w okolicach "rocznicy" posiadania przez nas tej talii- u mnie taka sytuacja jest np. z Maroon Tarot, Thoth Tarot, Haindl Tarot i pewnie z wieloma innymi, ale nie pamiętam, kiedy stały się częścią mojej kolekcji, więc nie mogę stwierdzić na pewno. 

Są oczywiście talie, których używamy przez cały rok, niezależnie od klimatu, pory roku, itd. Ja takie talie określam mianem "ponadczasowych" (przy czym to u mnie znaczy co innego, niż "ponadczasowo ulubione"). Jedną z takich ponadczasowych talii jest u mnie Shadowscapes Tarot. Z tą talią wprost uwielbiam pracować, niezależnie od tego, w jakim punkcie na kole roku się znajduję. Na Shadowscapes Tarot zawsze mam wenę. Podobnie jest z Tarot of Vampyres- z nim również pracuję tzw. bez przerwy (choć zauważyłam, że szczególnie dobrze pracuje mi się z nim właśnie w tej ciemnej połowie roku, podobnie zresztą jak ze wszystkimi innymi mrocznymi taliami, które posiadam). Rider-Waite Tarot i Thoth Tarot to kolejne talie ponadczasowe (choć na ten drugi nieco większą wenę niż normalnie mam w okolicach "rocznicy" dołączenia jej do mojej kolekcji).

Kiedy zbliża się maj, chętnie sięgam m.in. po Wheel of the Year Tarot, a także po Tarot of Dreams. W sumie Tarot of Dreams "króluje" u mnie od maja aż po sierpień. Podobnie jest z Maroon Tarot (co prawda jej "rocznica" ma miejsce pod koniec maja, ale wena na nią utrzymuje się u mnie przez następne trzy miesiące). Koniec lata, początek jesieni- na ten czas korzystam najczęściej z Legacy of the Divine Tarot, Crystal Visions Tarot. Natomiast przez całą wiosnę, lato i jesień bardzo mocno ciągnie mnie do DruidCraft Tarot. Tarot of the Dream Enchantress ma swój czas szczególnie w listopadzie, ale także w kolejnych miesiącach aż do rozpoczęcia wiosny. Ceccoli Tarot to dla mnie bardzo zimowa talia i właśnie w okresie zimy pracuje mi się z nią najlepiej. Również po Fairy Lights Tarot najchętniej sięgam w zimie, ale i początki wiosny są taką bardzo "jej porą". Llewellyn Tarot to dla mnie typowo letnia talia, choć często używam jej również wczesną jesienią, kiedy lato jeszcze "gdzieś tam jest". Bardzo zimową talią jest wg mnie Dark Angels Tarot, ale w związku z tym, że to bardzo nowy nabytek, nie wiem, czy faktycznie w okresie zimowym będzie mnie ona szczególnie wołała.

Także tak przedstawiają się moje sezonowe talie tarota- na dzień dzisiejszy, w każdym razie. Oczywiście to tylko przykłady, w końcu mam o wiele więcej talii, ale po co wypisywać tu wszystkie... ;)

Póki co opisałam tylko talie tarota, a przecież obok nich rozmaite talie wyrocznie, talie przesłaniowe i talie niesystemowe wróżebne są przeze mnie bardzo często używane. Talie systemowe wróżebne (czyli np. talie runiczne, lenormand, kipper, cygańskie, itd.) są u mnie natomiast rzadziej używane.
Zacznę może od moich ulubionych talii. Tak więc Isis Oracle, Sacred Rebels Oracle, Soul Cards i Faeries Oracle są u mnie w użyciu cały rok. Tarota Transerfingu nie używam tak często, ale również jest "aktywny" cały rok. Na Flower Therapy Oracle przychodzi czas wiosną. Podobnie jest z talią Kamienie Wróżą oraz Gems Oracle. Oracle de Belline używam najczęściej w okolicach lipca, podobnie jak Wisdom of the Hidden Realms Oracle. Z Oracle of the Mermaids uwielbiam pracować wiosną i latem, jednak późną zimą również nierzadko ją wyciągam. Wild Wisdom of the Faery Oracle jest raczej "ponadczasowa", choć w okresie wiosennym i letnim częściej gości u mnie na stole. Okres panowania mroku (wg kalendarza celtyckiego) to również czas "panowania" u mnie tych mroczniejszych talii, a więc np. Fallen Angel Oracle, Halloween Oracle, Oracle of Shadows and Light czy Les Vampires Oracle. Z taliami przedstawiającymi przyrodę (np. Druid Plant Oracle, Druid Animal Oracle, Oracle of the Shapeshifters) pracuję w sumie tak samo często przez cały rok (przy czym z tej trójki najbardziej aktywna jest u mnie Oracle of the Shapeshifters). Oracle of Visions to kolejna z tych "ponadczasowych" talii. Natomiast po Madame Endora's Fortune Cards najchętniej sięgam w grudniu oraz w maju.

Oczywiście to, że dana talia jest sezonowa nie oznacza wcale, że używam jej tylko w "jej sezonie". Niemniej jednak wena na takie talie bierze mnie najbardziej właśnie w tym specyficznym okresie.
Muszę przyznać, że całe to zjawisko sezonowych talii bardzo mi się podoba, tzn.- po prostu fajnie jest mieć takie sezonowe talie. ;) Dzięki temu lepiej wczuwa się w ich energię, a poza tym jest się bardziej świadomym cyklów przyrody, zmian w niej zachodzących. Co jeszcze mnie fascynuje: dzięki posiadaniu talii sezonowych możemy doświadczyć bardzo skrajnych emocji związanych z daną talią- raz ją uwielbiamy i moglibyśmy tylko z nią siedzieć całe dnie, innym razem natomiast kompletnie nie mamy na nią weny, a wręcz może nas od niej odpychać. Ciekawe, czyż nie? ;) Jak to działa ludzki mózg...

PS: W tym poście (prawie na samym jego początku) zawarłam małe uzupełnienie odnośnie sezonowych talii.

PS2: Na jakiej zasadzie funkcjonuje ta cała sezonowość talii?

Każda talia, jako zbiór obrazów i/lub tekstów, ma jakiś motyw, klimat. Każda talia jakoś wygląda, poszczególne obrazy na kartach coś mogą przypominać, z czymś się kojarzyć. Wszystko w końcu ma jakąś konkretną formę, charakter, cechy. Wszystko można w jakiś sposób odebrać- np. jako ciepłe, ogniste, wiążące się z latem i wulkanami na Hawajach, albo jako chłodne, wilgotne, ponure, mroczne, niczym jaskinie wysoko w górach. (No wiecie- takie mapki skojarzeń.)
   No i właśnie. Wszystko ma jakieś cechy. I na podstawie cech- na ten przykład- danej talii możemy sobie stwierdzić, że dana talia pasuje nam na taki czas (bo się nam z nim kojarzy), a jakaś inna na inny.
   Zaś po co w ogóle bawić się w sezonowe talie? Czy to ma jakieś większe znaczenie? W gruncie rzeczy, nie. Po prostu jest to podążanie za tym, co się czuje, na co się ma ochotę. Tak jest nie tylko z taliami, ale i ze wszystkim innym; dajmy na to- o tej porze roku mam ochotę na takie i takie klimaty, a o tamtej porze roku mam ochotę na inne klimaty. Z taliami sprawa jest analogiczna. Talie sezonowe (czyli takie dobieranie talii względem poszczególnych okresów w roku i naszych odczuć z nimi związanych) to po prostu fajna sprawa, takie zabawne urozmaicenie w pracy z kartami. I tyle.


ZOBACZ TEŻ:
Kompendium pracy z kartami

2 komentarze:

  1. Fajny post. :) W rzeczy samej, mi również podobają się sezonowe talie. Ostatecznie, częściowo opieram się na całej "filozofii" Koła Roku, i to po prostu da się poczuć (nie tylko ze zmieniającej się przyrody), że każda pora roku ma swoją atmosferę i nastrój, ale też jakoś odnosi się do części naszego życia, czegoś nas może nauczyć. (Dlatego właśnie lubię cykliczność i Koło Roku). No a ponieważ praca z kartami jest częścią naszego życia, to również one bardziej pasują do różnych miesięcy. :)

    Myślałem nad tym, jakie ja posiadam talie sezonowe, ale chyba po prostu nie pracuję jeszcze taaak długo, żeby zauważyć jakiś pattern. Na pewno istotne jest u mnie to, że w trakcie pór roku, które kojarzą mi się bardziej z energią Yin (żeńską, "ciemną" i pasywną) - czyli na jesień i zimę - korzystam również z talii które są bardziej feminine. Są to wszelkie te związane z Naturą (jak na przykład Earth Magic) albo takie jak Silver Witchcraft Tarot (zauważalny motyw pogański oraz Wicca, a i to i to kojarzy mi się jakoś bardziej z Yin). O, jeszcze Ceccoli Tarot.

    No a na bardziej "aktywne" pory roku, kiedy jest więcej Słońca, a przyroda jest "w ruchu" - czyli wiosnę i lato - używam tych przeciwnych talii, w których czuć to Yang. Akurat takich mam mniej, no ale mogą to być niektóre od Doreen Virtue albo tarot Illuminati. Mogłyby też być Gods & Titans Oracle, ale to muszę sobie dopiero kupić. ;)

    No i jeszcze są takie oczywiste, jak na przykład Les Vampires i Halloween Oracle, z którymi obiema zamierzam pracować w październiku. :)

    Pozdrawiam,
    LM

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, że podzieliłeś się swoimi doświadczeniami. :)
      Ja od jakiegoś czasu również biorę pod uwagę cykl Koła Roku, może nie jakoś bardzo mocno, niemniej jednak mam dzięki temu znacznie większą świadomość zmian, jakie dokonują się w przyrodzie i w ogóle- w naszym życiu (które w końcu zawsze pozostaje pod wpływem tych zmian). Niezwykłe jest to, jak dzięki temu pogłębia się nasza świadomość- na różnych poziomach. Zaznacza się to również właśnie w pracy z kartami, a posiadanie talii sezonowych jeszcze bardziej nas w tym zakresie rozwija. A więc jest to kolejny sposób rozwoju poprzez pracę z kartami.

      Pozdrawiam serdecznie :)

      Usuń

Masz ochotę podzielić się słowem? Zapraszam! :)