piątek, 18 grudnia 2015

Moje ulubione, najczęściej używane talie (18.12.2015) [w tym m.in. parę słów o journalingowaniu]

Ach, muzyka... To magia... Kocham słuchać nastrojowej muzyki, np. podczas pisania (postów na bloga między innymi). A kocham to jeszcze bardziej od minionego Samhain, kiedy to słuchałam adekwatnej muzyki dosłownie bez przerwy. ^^ Uwielbiam kreować sobie fajny klimat, a piękna muzyka w połączeniu z obrazami- to jest to. <3 [Oczywiście np. jeśli chodzi o Samhain, słuchanie Halloweenowej czy Samhainowej muzyki w czasie innym, niż te święta, za bardzo nie wypala (gdyż po prostu wydaje się to jakieś takie sztuczne- to zupełnie nie to samo, co słuchanie takiej muzyki w Samhain- przynajmniej ja tak to odbieram).]
I tak na przykład ostatnio często i chętnie słucham m.in.:


Tak na sam początek wklejam- gdyby ktoś chciał sobie w taki sposób, właśnie z pomocą takiej muzyki umilić czytanie- ja sobie nią umilałam pisanie dość znacznej części tego posta. ;)
No a teraz przejdźmy do tego, co miało być początkiem (a zostało zastąpione przez ten mój malutki akapicik o obrazach, muzyce i klimacie). ;)


Wow, nie wiem, jak Wam, ale mnie ten czas (od 4.10) minął błyskawicznie. Z jednej strony (z bliżej nieokreślonego powodu) się cieszę, z drugiej strony (tu już jest określony powód- bo jesteśmy już PO Samhain. Mój ulubiony sabat już minął, a kolejny dopiero za rok...) wywołuje to we mnie smutek. No ale cóż, wszystko się kręci, idzie do przodu, bez ustanku... wszystko mija, czas płynie- i trzeba się z tym pogodzić, zaakceptować swoją bezsilność wobec tego i żyć wg słów "carpe diem" (co- tak nawiasem- jest jedną z lekcji, z którymi się mierzę w ostatnim czasie). Przemijanie... Końce i początki... Śmierć i życie... Takie sezonowe tematy, czyż nie? A u mnie one górują, rządzą tak mniej więcej od Lughnasadh (które- przypominam- jest "wejściem" w mroczną część roku). Nie ma to jak iść z Kołem Roku... (i to w żadnym razie nie jest sarkazm).

A więc tak...
Niedawno byliśmy w okresie pomiędzy Mabon a Samhain...


Teraz jednak jesteśmy już w okresie pomiędzy Samhain a Yule...


A Yule już tuż-tuż... już lada moment...

No spójrzcie- czyż te karty nie są idealne, by oddać energię, klimat danego okresu? Moim zdaniem jak najbardziej. I właśnie w taki sposób uwielbiam używać tych ośmiu kart sabatów z talii Book of Shadows Tarot: As above. Kocham kreować sobie klimat z pomocą obrazów i muzyki, a jeśli idzie o sabaty, ta talia bez dwóch zdań rządzi. ;)

W sezonie na mrok (tzn. w okresie od Mabon do Yule) mam bardzo dużą ochotę pracować z wieloma taliami na bardzo głębokim poziomie, pracować z nimi więcej, poznawać je bardziej i bardziej. Ciekawe, że ostatnio miałam te zmienne nastroje, dzięki którym odświeżyłam sobie znaczną część mojej kolekcji, a teraz mam ochotę na głębszą, porządniejszą pracę z częścią z nich. To trochę tak, jakby sierpień i wrzesień miały być przygotowaniem na najbliższe kilka miesięcy pt. "poznaj lepiej swoje talie i przekonaj się, z którymi z nich chcesz pracować w najbliższym czasie" (lipiec- miesiąc przerwy- to było takie gromadzenie sił, energii), a teraz właśnie zagłębiam się w te talie, które najbardziej mnie zaintrygowały, które chcę poznać jeszcze lepiej i pracować z nimi głębiej.
W tym magicznym ;) okresie energię poszczególnych talii odczuwam znacznie mocniej, niż w ciągu reszty roku, co jest tym bardziej sprzyjające, jeśli chce się poznawać talie głębiej, lepiej. Innymi słowy, okres od Mabon do Yule to czas wręcz wymarzony na głęboką pracę z kartami i poznawanie kolejnych talii jeszcze lepiej.

W okresie od Mabon do Yule (a im bliżej Samhain, tym lepiej ;) ) talie mają wyjątkowo mocną energię i przemawiają w wyjątkowy, wyjątkowo mocny sposób. Szczególnie- wydaje mi się- te z nich, które odnoszą się do bogów i bogiń, do świata natury (rośliny, zwierzęta, kamienie, itd.) oraz te przedstawiające bardziej magiczne, fantastyczne aspekty natury (np. smoki, syreny, elfy). No i- rzecz jasna- wszelkie mroczne talie (ale o tym wspominać chyba nie trzeba? ;) ). M.in. właśnie dlatego okolice Samhain to dla mnie niezwykły i bardzo znaczący czas. Wtedy doświadczam tego, czego nie mogę doświadczyć nigdy indziej w całym roku. Dla mnie to jest czas naprawdę magiczny... Praca z kartami w tym okresie to wyjątkowo niezwykłe doświadczenie, prawdziwie magiczne, można by rzec. Wtedy osoby, które kochają kąpać się w energii talii (tak to sobie określam), mogą się poczuć jak w raju- i właśnie ja do takich osób należę. ;)
_________________________

W ostatnim czasie odkryłam piękno journaling-owania... Niektóre talie co prawda nie wymagają tego, by się z nimi- a raczej z ich przesłaniami- połączyć, są jednak takie, z którymi praca staje się znacznie, znacznie, znacznie łatwiejsza, głębsza i przyjemniejsza, gdy interpretujemy pisząc (czyli gdy journaling-ujemy). Niesamowite obszary interpretacji, do których można dotrzeć poprzez pisanie inspirowane obrazem na karcie, są naprawdę zaskakująco rozległe, nieprawdopodobnie wręcz głębokie i bez wątpienia warte zwiedzania. Co prawda u mnie niestety nie zawsze jest czas, by siąść sobie spokojnie z kartami i zapisać to, co przychodzi mi do głowy, gdy na nie patrzę, jednak ostatnio staram się robić to jak najczęściej- bo warto. Pisanie otwiera wiele furtek, których istnienia nigdy bym się nie spodziewała... chyba. ;) Pisanie to niesamowity proces i niesamowite narzędzie. Dla każdego wygląda to zapewne nieco inaczej, lecz ja w pewnym momencie mojej przygody z kartami (i w sumie nie tylko samych kart to dotyczy) otworzyłam kolejne drzwi, do których kluczem było właśnie pisanie. I od tej pory będę zachęcać każdego do pisania, zapisywania swoich interpretacji (poprzez pisanie o tym, na przykład). Ma to wiele zalet, ale dla mnie największą jest bez wątpienia to, że (poza faktem, że dzięki temu łatwiej jest przypomnieć sobie uzyskane przesłanie, informacje) dzięki temu interpretacja pogłębia się niesamowicie mocno, a sam proces pisania wspomaga dopuszczenie naszej intuicji (i generalnie tych, że tak to ujmę, karcianych zdolności) do głosu- także jeśli ktoś ma z tym problem, to serdecznie polecam pisanie. To naprawdę bardzo otwiera w zakresie interpretacji i pozwala naprawdę bardzo mocno zagłębić się w przesłanie karty- jedynie z korzyścią dla nas.
_________________________

30.10 miałam sen- o kamieniach. I tak na dobrą sprawę jedynym kamieniem, którego zapamiętałam z tego snu był kwarc różany (bardziej znany jako kwarc różowy). Uwielbiam ten kamień, jest to jeden z najbliższych mi. Zawsze bez problemu się z nim łączę, zawsze bardzo wyraźnie czuję jego energię- a tę wprost uwielbiam, jest tak piękna...
No ale odnośnie tego snu- więc skoro śniły mi się kamienie szlachetne, to uznałam to za znak, wskazówkę, etc., by zająć się bardziej kamieniami, by do nich w pewnym sensie powrócić. Co prawda parę dni temu popracowałam sobie trochę z moimi kryształami górskimi (powiedziona wylosowaniem karty "Crystal Magic" z talii Wild Wisdom of the Faery Oracle), jednak teraz, po tym śnie, czuję, że moja ogromna miłość do kamieni jakby powróciła, znowu się obudziła i żąda zajęcia się kamieniami znowu bardziej na poważnie. Także mam nadzieję, że mi się to uda w tych najbliższych dniach.
(PS: Czy "pasuje" tak ramblingować? Cóż, zapewne niezupełnie, jednak jest to mój blog, a więc ja go piszę (rzecz to jasna i oczywista, wiadomo ;) ) i piszę po swojemu, a to znaczy, że- czasami, w tego rodzaju wpisach, na przykład- sobie trochę poramblinguję. Poza tym ja np. uwielbiam czytać takie rozmaitości, a więc i zdarzy mi się coś takiego napisać. ;) )

kwarc różany/różowy
_________________________

Z roku na rok, z miesiąca na miesiąc jestem coraz dalej. Gdy tak sobie o tym pomyślę, gdy zdaję sobie sprawę z tego, jak bardzo się rozwinęłam w ciągu ostatniego miesiąca, trzech miesięcy, półrocza, roku... gdy dociera do mnie to, co w tym czasie mnie spotkało, jak wyglądały moje umiejętności, jaki był mój poziom wtedy- ten miesiąc temu, pół roku temu, rok temu, itd.- jestem naprawdę pod wrażeniem. I w sumie nie bardzo potrafię powiedzieć, pod czego wrażeniem jestem... Po prostu dziwi mnie to, że za każdym razem, kiedy mija- dajmy na ten przykład- kolejne pół roku, ja mogę stwierdzić, że jestem dużo dalej w swoim rozwoju (m.in. w pracy z kartami), niż byłam pół roku wcześniej. Takie obserwowanie swojego rozwoju przez te lata jest naprawdę niesamowite- przede wszystkim właśnie dlatego, że mogę stwierdzić: "tak, bardzo się w tym czasie rozwinęłam". I to jest piękne. Bo raz- satysfakcja, dwa- świadomość swojego rozwoju (i w sumie nie tylko swojego- bo np. i rynku karcianego... jeśli mowa o rozwoju w pracy z kartami ;) ).
_________________________

W ostatnim czasie skupiłam się raczej na pogłębianiu relacji z odświeżonymi i bardziej lubianymi taliami, choć, oczywiście, nowości ciągle się pojawiają, więc nie sposób ich ignorować- a przynajmniej jeśli się jest tak karciano zakręconym człowiekiem, jak ja. ;)

Chciałabym dodać taką małą uwagę, zanim przejdę do właściwej części tego posta- otóż podobnie jak pierwszą wersję poprzedniego posta z tej serii, tego posta również pisałam na zasadzie dziennika pracy z kartami- w różnych dniach, kiedy pracowałam z daną talią. To tak tylko dla informacji, żeby było jasne, że nie napisałam tego posta w jednym dniu. ;)

And so... let's get started! ;)


TALIE TAROTA

1. Tarot of Vampyres
Tarot of Vampyres- rzecz jasna i oczywista- jak zawsze na pierwszym miejscu. ;)
Mamy ten piękny sezon na mrok, a więc i na mroczne talie, a królową mrocznych talii- dla mnie- jest bez wątpienia ta fantastyczna talia autorstwa Iana Danielsa... <3 Taak, co prawda u mnie mroczne talie nie są sezonowymi, jednak w tym mrocznym okresie ich magia baaardzo wzrasta. ;) A Tarot of Vampyres... rozkwita... jak ta róża na pięknej koszulce tych niesamowitych kart.
W okresie mroku (szczególnie od Mabon do końca panowania znaku Skorpiona) energia mrocznych talii (i tak w sumie nie tylko mrocznych... ;) ) wydaje się wręcz bić z kart. To jest nie-sa-mo-wi-te. W tym czasie każda talia ożywa. A Tarot of Vampyres- no, skupmy się już na nim, w końcu to o nim chcę pisać w tej części posta ;)- jest jedną z najintensywniejszych pod tym względem talii w mojej kolekcji.
Także to pisałam w dniu 5.10, a więc do Samhain jeszcze całkiem daleko... A jak będzie w Samhain- zobaczymy..
No więc mamy Samhain (konkretnie 1.11 po zachodzie słońca)... Popracowałam sobie z tą talią bardzo intensywnie i co mogę napisać... Wow... Tak, tyle mogę napisać. Bo to, czego doświadczyłam w pracy z Tarot of Vampyres, to jest po prostu nieopisywalne. Autentycznie.
Nie wiem, czy to z samego faktu natury wampirów (wiążącej się z odczuwaniem ekstazy, itd.), ale podczas pracy z tą talią odczuwałam duchową przyjemność odkrywania w sobie (i w tej talii) wiedzy, do której kluczem jest właśnie ta talia. To była dosłownie ekstaza upojenia wiedzą, która płynęła do mnie z rozkładów. To było coś pięknego. Prawdziwie pięknego. To było zaspokojenie- w pewnym stopniu- żądzy wiedzy, pragnienia wiedzy, pożądania wiedzy- duchowej wiedzy, oczywiście. Tego wieczora (1.11) Tarot of Vampyres ujawnił mi swoje... ach... tak piękne, autentycznie piękne... niczym słodkie i soczyste jabłko ociekające sokami wiedzy duchowej oblicze. Tego wieczora doświadczyłam 9 monet w Tarot of Vampyres. To było coś tak nieopisywalnie pięknego i głębokiego... i intensywnego...


2. Dark Angels Tarot
Ta talia jest... och, po prostu niesamowita. Szczególnie (i nieporównywalnie) jeśli chodzi o pracę z cieniem. Oczywiście wiele jest świetnych talii do pracy z cieniem (i nie mam tu na myśli jedynie tych mrocznych), jednak Dark Angels Tarot... Każda karta (dosłownie każda) niesie ze sobą niesamowicie wartościowe lekcje. Każda karta zdaje się być kolejnym rozdziałem wielkiej księgi pracy nad sobą, jaką jest właśnie ta niesamowita talia. Nie potrafię- po prostu nie potrafię- opisać mojego zachwytu nad... głębią i mądrością tej talii. Nad jej niesamowitością. Nad jej pięknem. Nad jej sposobem działania, pracy ze mną. Dark Angels Tarot daje mi tak ważne i tak piękne lekcje dotyczące pracy z cieniem, dotyczące rozwoju osobistego i duchowego... To jest bez wątpienia jedna z najlepszych talii do tego rodzaju pracy- przynajmniej w mojej opinii. Bo oczywiście każdy na daną talię reaguje inaczej, jednak gdyby tak nie było- gdyby każdy reagował tak samo i miał takie same (lub chociaż bardzo podobne) doświadczenia w pracy z nią- wtedy szczerze, z całego serca polecałabym Dark Angels Tarot każdemu, kto pracuje z kartami, a szczególnie tym, którzy robią to przede wszystkim (lub m.in.) po to, aby się rozwijać i wspomagać w rozwoju innych. Dark Angels Tarot to niezastąpiony nauczyciel... To po prostu niesamowita talia... Szczególnie do pracy z cieniem.



3. Green Witch Tarot
Ta talia jest po prostu świetna. Bardzo konkretna, pięknie odpowiada na pytania, nadaje się doskonale na wszelkiego rodzaju rozkłady. Jest uniwersalna, czytelna, ma cudny klimat i jest przepiękna- czego chcieć więcej? ;) Czasami naprawdę zaskakuje mnie trafnością (albo raczej: zaskakuje mnie, jak dobrze ja rezonuję z talią i jak pięknie układa się nasza- nazwijmy to- współpraca ;) ). Najchętniej używam tej talii do typowych przyziemnych rozkładów pt. "wróżby", bo sprawdza się w nich fantastycznie.
Muszę przyznać, że ogromnie mnie ta talia zaskoczyła; owo zaskoczenie jest jak najbardziej pozytywne- chodzi po prostu o to, że na samym początku (tzn. kiedy przeglądałam pojedyncze karty w internecie) spodziewałam się czegoś innego, niż tego, czym i jaka ta talia okazała się być. Nie spodziewałam się, że będzie aż tak wróżebna, przyziemna przy jednoczesnym pięknym wpleceniu w nią magii i tego cudnego ezoterycznego smaku nadającego jej fascynującej głębi duchowej- że tak to ujmę.



Cała talia TU.

4. Royo Dark Tarot
Uwielbiam głębię tej talii, taką nieco inną, bo polegającą na tym, że każdy obraz wydaje się być częścią większej historii. Te karty po prostu bardzo mocno pobudzają wyobraźnię (co jest bardzo przydatne nie tylko w typowej pracy z kartami pt. "interpretacja rozkładów", ale również np. jeśli chcemy wspomóc się kartami przy pisaniu i wykorzystać je jako inspirację artystyczną). Ta talia jest, krótko pisząc, fenomenalna. No i ma ten cudny, cudny klimat dark fantasty- love it! <3


5. Tarot of Delphi
Dla mnie to raczej typowo letnia talia, jeśli chodzi o jej klimat, jej energię, jednak... hmm, no, nie wiem, jak to będzie, w każdym razie pracuję z nią ciągle, odkąd ją kupiłam i bardzo to lubię. Ta talia jest naprawdę świetna, bo mocno działa na intuicję (ogólnie- karciane zdolności) i jest łatwa w kontakcie, przyjemna, ma taką fajną sielankową energię... No po prostu bardzo, bardzo ją lubię (może nie jest to ten poziom "uwielbiam", ale naprawdę bardzo, bardzo lubię).


Cała talia na TYM filmiku.

6. Ghost Tarot
Ta talia ma piękną energię, aurę, klimat na Samhain... Tak mocną, że aż... nie da się tego opisać. W Samhain i okolicach te karty naprawdę ożywają... duchy na nich przedstawione ożywają... To jest coś naprawdę niesamowitego, bo można sobie w ramach interpretacji karty dosłownie uciąć pogawędkę z postacią (lub postaciami) przedstawioną (przedstawionymi) na karcie. Mam nadzieję, że to, czego doświadczyłam z tą talią w Samhain, nie jest tylko tymczasowym wzmocnieniem energii talii, ale trwałym efektem wejścia na nowy poziom pracy z nią (które to wejście dokonało się właśnie w Samhain). ;) Ghost Tarot jest jedną z talii, z którymi w tegoroczne Samhain miałam najbardziej niezwykłe doświadczenia.



7. Legacy of the Divine Tarot
Hmm, tak właściwie nic nowego do napisania o tej talii nie mam- ona po prostu się nie zmienia, jeśli chodzi o mój poziom pracy z nią, ogólnie pisząc. Ale uwielbiam ją, ponieważ zawsze jest dla mnie bardzo czytelna, konkretna. Także np. gdy mam słabszy dzień pod kątem łapania połączenia z taliami, Legacy of the Divine Tarot jest jedną z tych, po które mogę spokojnie sięgnąć w takich przypadkach.


8. Ludy Lescot Tarot
Taa yess, kocham tę talię! <3 Jej klimat jest tak mocny, że nie sposób się w nim nie topić za każdym razem, gdy się z nią pracuje (przynajmniej jeśli się jest mną). ;) Właściwie nie wiem, co w nim jest takiego, że aż tak mnie kręci, ale... to nie ma znaczenia- grunt, że uwielbiam pracować z tą talią. ;D


9. Wooden Tarot
Mam takie wrażenie, że za każdym razem, kiedy wyciągam tę talię, mój poziom pracy z nią, mój poziom połączenia z nią coraz bardziej się pogłębia, idę dalej i dalej- nie robiąc właściwie nic szczególnego. To jest bardzo, bardzo intrygujące... i bardzo, bardzo mi się podoba. ;)
Wooden Tarot to jedna z talii, które świetnie pasują na Samhain, generalnie na ten mroczny okres- ponieważ przedstawia naturę (krótko rzecz ujmując), a właśnie takie talie należą do tej ciekawej grupy idealnych na czas największego mroku. I rzeczywiście- w tym czasie ta talia naprawdę ma moc i dużo łatwiej się z nią połączyć, wejść w jej energię, zrozumieć jej przekazy.


10. Wild Unknown Tarot
Bardzo podobnie sprawa się ma z Wild Unknown Tarot, która to talia jest zresztą bardzo podobna do Wooden Tarot. On również nabiera mocy w tym okresie.
W ogóle uwielbiam z nim pracować- nie bez powodu umieściłam go na mojej liście ponadczasowo ulubionych talii (głównie chodzi tu o to, że pracuje mi się z nimi mniej więcej tak samo wyśmienicie niezależnie od pory roku). Wild Unknown Tarot to talia kultowa i ja mogę stwierdzić, że bez wątpienia na to zasłużył- jest F-E-N-O-M-E-N-A-L-N-Y. 


11. Dark Grimoire Tarot
Najnowszy nabytek do mojej kolekcji mrocznych talii... Ta talia siedziała mi w głowie przez rok (no, plus minus kilka(naście) dni). Nie byłam do niej za bardzo przekonana w zeszłoroczny okres największego mroku (tak to sobie pozwolę nazwać), jednak w tym roku coś we mnie pękło odnośnie tej talii i któregoś dnia, zupełnie nagle, zdałam sobie sprawę z tego, że właśnie takiej talii brakuje mi w mojej kolekcji (choć kolekcją jaką taką to to nie jest, ale lepszych słów brak, także...). To było trochę dziwne- jakby ktoś nagle włączył mi w mózgu przycisk umożliwiający ujrzenie w tej talii czegoś tak oczywistego... czego nie widziałam przez 12 miesięcy... <wznosi oczy ku niebu> No ale mniejsza o to- grunt, że wreszcie ta talia znalazła miejsce w moim kochanym domu, w mojej ulubionej szafie, w mojej pięknej karcianej kolekcji. ^^
A tak jakoś czułam, że jak zbliżymy się do Samhain, to kupię sobie co najmniej jedną mroczną talię... Widać u mnie to taki sprzyjający czas na "mroczne" zakupy. ;)

Jeśli chodzi o pracę z Dark Grimoire Tarot, to muszę przyznać, że na początku szło mi trochę ciężko- co jest dziwne, bo w końcu owo "na początku" było w okolicach Samhain, a więc w idealnym czasie na pracę z rozmaitymi taliami. No cóż, w związku z tym, że nie szło mi tak dobrze, jakbym tego chciała, postanowiłam po prostu odłożyć talię- zrobić sobie od niej przerwę. Po tej przerwie- która trwała parę tygodni- ponownie po nią sięgnęłam i okazało się, że decyzja o "odstawieniu" talii na pewien czas była strzałem w 10-tkę. ;D Teraz czuję ogromną różnicę w porównaniu do tego, jak mi się z tą talią pracowało na samym początku.
Uwielbiam klimat tej talii- jest taki mistyczny, magiczny, tajemniczy, nieco niepokojący i mroczny oraz baaardzo intrygujący. No i ma w sobie taki historyczny element... Nie czytałam o talii, ale w moim odczuciu ma bardzo UK-owski feel- Wielka Brytania, Szkocja, Walia, Irlandia. Sama talia natomiast jest dość nieśmiała i niechętna w odkrywaniu swoich sekretów; medytacje z nią często są bardzo niejasne i ma się w nich uczucie bycia intruzem w świecie przedstawionym na kartach. O dziwno nie jest to jednak zniechęcające, a wręcz przeciwnie- wzmaga ciekawość i zaintrygowanie i popycha do głębszej pracy z talią. No cóż, gdyby nie chciała się przede mną otworzyć, toby mnie nie wołała. ;)


12. Tarot of Fire
Ta talia jest po prostu niesamowita... Bo tak pięknie oddaje, pokazuje przeróżne aspekty ognia... Jestem pod ogromnym wrażeniem. I ogromnie się cieszę, że ta fantastyczna talia jest częścią mojej kolekcji- to idealne narzędzie do pracy z żywiołem ognia. Ach, ogień...
Fire, fire, fire...



13. Thelema Tarot
No więc tak... Im więcej z tą talią pracuję, tym bardziej jestem nią oczarowana. Nie tylko jej pięknem (które już samo sobą potrafi zachwycić), ale również jej energią i tym, jak się z nią pracuje. Nie wiem, czy to taka trochę magia nowości na rynku, w każdym razie tą talią nie sposób się nie zachwycać (przynajmniej w mojej opinii). Uwielbiam w niej wiele rzeczy, m.in. jej niesamowitą energię, która jest taka... ciepła, kojąca, przyjacielska... i sprawia, że każdy kontakt z tymi przepięknymi kartami to czysta przyjemność. No i tak właściwie, to nie wiem, co jeszcze mogę o tej talii napisać- bo jestem pod tak ogromnym wrażeniem jej piękna- zarówno wizualnego, jak i energetycznego- że aż brak mi słów... Praca z tą talią to jak usiąść sobie przy kominku i słuchać fascynujących opowieści, delektując się ciepłem i przytulnością naszego kochanego domu- które to porównanie szczególnie dobrze pasuje do obecnie trwającej pory roku.
Po prostu uwielbiam tę talię- to, jak na mnie wpływa, jak łatwo i przyjemnie mi się z nią pracuje...
Mam teraz taki okres tej talii, można by powiedzieć- tzn. chcę pracować z nią i tylko z nią. Kiedyś miałam taką samą sytuację m.in. z Wild Unknown Tarot, Soul Cards, Tarot of Vampyres, Wisdom of the Oracle i Sacred Rebels Oracle- a więc bardzo znaczącymi dla mnie taliami, więc myślę, że Thelema Tarot może stać się dla mnie naprawdę wyjątkowo wyjątkową talią... Choć w sumie już jest- tylko że w trochę innym sensie. ;)


14. Tarot Oddech Duszy
Nie wiem, czy talia jest do kupienia (chyba nie- a przynajmniej mi nie udało się jej znaleźć w żadnym sklepie), znalazłam ją kiedyś (gdzieś tak może z rok temu...) w pewnej galerii i tak mnie zachwyciła, że postanowiłam wydrukować.
Uwielbiam jej fantastyczny, magiczny klimat- mam ogromną słabość do takich magicznych spraw (filmów, seriali, obrazów, itp.), nic więc dziwnego, że spodobała mi się taka talia. ;) Zresztą powodem mojego zauroczenia nie był jedynie ten fakt, ale również to, że naprawdę bardzo mi się spodobał sposób przedstawienia kart (choć raczej wygląda to tak, jakby ktoś powybierał już wcześniej stworzone obrazy i umieścił je na kartach- tak czy siak talia jest świetna).
Te karty bardzo mocno do mnie przemawiają, bardzo mocno pobudzają moją wyobraźnię. M.in. z tego powodu talia jest- jak dla mnie- fantastyczna do medytacji, a także np. jako źródło inspiracji artystycznej (która to funkcja ostatnio stała się dla mnie całkiem istotna).
Generalnie od tych kart bije bardzo interesująca i niezwykła energia, zresztą talia faktycznie jest niezwykła (przynajmniej w mojej opinii). Bardzo się cieszę, że na nią natrafiłam i że mogę z nią pracować.


Cała talia TU.

15. Paulina Tarot
Jest to jedna z tych talii, o których, no cóż, nie mam nic nowego do napisania... Nie żebym musiała mieć, czy coś, jednak ciągłe pisanie tego samego o danej talii jest trochę nudne. -.- Paulina Tarot to bez wątpienia jedna z moich ukochanych talii (choć jakoś nie jest na liście ponadczasowo ulubionych...), jedna z tych, z którymi zawsze bardzo przyjemnie mi się pracuje i z którymi zawsze mam zabawę (w kwestii interpretacji i nie tylko). Dla mnie jest to typowo uniwersalna talia, nadająca się na każdy rozkład, każdy nastrój, każdą okazję, każdą porę roku czy dnia. Choć- jak już kiedyś pisałam- szczególnie dobrze sprawdza się wtedy, gdy chcemy na spokojnie i na poważnie podejść do tematu i zagłębić się w niego bez obaw o niepotrzebną ingerencję naszych emocji w interpretację. Po prostu jakoś tak cudownie ta talia działa, że pobudza nasze karciane zdolności i wyłącza zbędne emocje.


16. Maroon Tarot
Uwielbiam jego klimat... Jest taki... po prostu idealny na tę część roku (choć bardzo chętnie sięgam po tę talię również późną wiosną). Dla mnie Maroon Tarot to niesamowicie intrygująca talia. I bardzo głęboka. Sprawia to, że jest świetna do różnego rodzaju medytacji (oczywiście u mnie pathworking rządzi ;) ). Jest u mnie dość długo (była jedną z pierwszych talii w mojej kolekcji) i gdy z nią pracuję, to trochę ciężko mi jest zapomnieć o moim dawnym stylu pracy z kartami- który był znacznie płytszy, tak nawiasem. Teraz, odkrywanie tej talii w pewnym sensie na nowo jest niesamowicie ekscytującym doświadczeniem, ponieważ czuję się trochę tak, jakby była to dla mnie zupełnie nowa talia. Obieram tę talię ze starych skór i wchodzę głębiej, dalej...


17. Necronomicon Tarot
Jeden z moich najnowszych nabytków. Oczywiście nie mogłam oprzeć się narastającemu wraz ze zbliżaniem się Samhain pragnieniu posiadania większej ilości mrocznych talii, wobec czego- wcale nie bez zastanowienia i absolutnie nie pochopnie- kupiłam dwie nowe mroczne talie- jedną z nich jest wcześniej wymieniony Dark Grimoire Tarot, drugą natomiast właśnie Necronomicon Tarot. Co prawda co do tego drugiego miałam znacznie więcej wątpliwości, jednak jak się okazało, gdy się mu przyjrzałam, bardzo wiele kart bardzo mi się w nim podoba. Obydwie talie są do siebie pod pewnym względem bardzo podobne. Dark Grimoire Tarot jest w mojej opinii taki raczej dość luźny w kwestii podstaw do przedstawienia kolejnych kart tak, a nie inaczej, podczas gdy w Necronomicon Tarot mam wrażenie znacznie większej głębi kart. Mamy tu ciekawą różnorodność- różne dziwne mitologiczne stwory, duchy, zombi, czarnoksiężnicy, magowie... Po prostu pod względem merytorycznym Necronomicon Tarot wydaje mi się być ciekawszy od Dark Grimoire Tarot.


18. Tarot of the Dream Enchantress
No i tak... Mamy listopad... [Pisałam to w listopadzie] A Tarot of the Dream Enchantress jest jedną z tych typowo listopadowych dla mnie talii (o czym, tak nawiasem, pisałam w jej recenzji). W sumie nie wiem do końca, czemu tak jest, ale jest bardzo dobrze, ponieważ ta talia wyśmienicie się sprawdza w tym czasie. Uwielbiam ją z wielu powodów... I mam takie wrażenie, że wchodzę z nią na nowy poziom (co zresztą tyczy się wielu talii z mojej kolekcji), wobec czego jestem bardzo ciekawa, jak rozwinie się moja relacja z nią w tym roku... ^^
Ostatnio szczególnie uwielbiam medytować z tą talią- kocham jej mocną klimatyczność, która umożliwia bardzo łatwe przeniesienie się w krainę medytowanej karty.
Poza tym zauważyłam, że talia ma świetną energię na czas wschodu oraz zachodu słońca. 


19. Book of Shadows Tarot: As above
Tej talii z wielką przyjemnością używam w okolicach sabatów i zawsze świetnie się sprawdza, m.in. dodając tym dniom magicznej aury, którą tak kocham. ^^ Dawniej pracowałam z nią bardziej losowo, jeśli chodzi o czas, jednak w pewnym momencie zdecydowałam się (w sumie to raczej samo się stało) nadać mojej pracy z nią bardziej ekskluzywnego charakteru- i była to świetna decyzja. ;) 


20. Tarot of the Hidden Realm
Wołał mnie bardzo mocno w Samhain i okolicach i praca z nim to było coś naprawdę wspaniałego. Właściwie to zawsze jest, ale w tym niezwykłym okresie, jakim jest właśnie Samhain, talie po prostu nabierają mocy- a Tarot of the Hidden Realm bez wątpienia należy do grupy mocniejszych pod tym względem, co mnie niesamowicie cieszy, ponieważ jest to jedna z moich ukochanych talii. ^^


21. Alchemy 1977 England Tarot
Tak na dobrą sprawę nigdy wcześniej (tzn. zanim zaczęłam pracować z tą talią) nie myślałam o niej zbyt pozytywnie. Wydawało mi się, że jest "taką tam sobie byle jaką talią, mrok dla mroku, sztuka dla sztuki". Oczywiście było to absolutnie błędne myślenie i na szczęście miałam możliwość się o tym przekonać, dzięki czemu teraz (a właściwie to już od dość długiego czasu) mogę się cieszyć tą naprawdę fantastyczną talią. Kocham jej specyficzny mroczny klimat (dark fantasy- to jest to!), kocham, że jest w niej sporo smoków, kocham w niej Małe Arkana (szczerze? Jest to chyba moja ulubiona talia, spośród tych (z grupy talii tarota współczesnego, pragnę nadmienić), w których Małe Arkana przedstawiono tzw. w stylu tarota marsylskiego- właśnie ze względu na to, jak owe Małe Arkana w niej przedstawiono) i naprawdę uwielbiam jej charakter (jeśli tak można powiedzieć o talii kart... ;) ) i energię. Jest to bardzo oryginalna talia pod kątem charakteru i energii, co powoduje, że cenię ją sobie naprawdę mocno, głównie dlatego, że uwielbiam takie oryginalniejsze talie.
Mam z nią bardzo ciekawy kontakt (to jest coś w stylu "docieramy się" ;) ), kocham z nią pracować (choć nie robię tego zbyt często, niestety) i jestem naprawdę przeszczęśliwa, że: raz- mam tę talię, dwa- odkryłam jej piękno. <3
Takie doświadczenia są nie tylko piękne, itd., ale są przede wszystkim bardzo inspirujące.


22. Favole Tarot
O ile taki np. Alchemy 1977 England Tarot jest znacznie bardziej męski w swojej energii, o tyle Favole Tarot ma znacznie więcej energii Yin. To bardzo fajne, bo uwielbiam mieć możliwość uzyskania balansu pomiędzy Yang i Yin, jeśli chodzi o pracę z kartami (i robię to właśnie poprzez pracę raz z talią o energii Yang, a raz z talią o energii Yin). Mrok w wydaniu Yang jest... krótko mówiąc, marsowy. Jest w nim więcej agresji, więcej ognia, więcej krwi (nawet) i generalnie jest dość mocny (nierzadko wręcz hardcorowy). Mrok w wydaniu Yin jest przede wszystkim znacznie bardziej kontemplacyjny i duchowy, głębszy i bardziej przejmujący, grający na emocjach- wielu różnych emocjach, a nie tylko na tych typowo Yang. Mrok Yang jest ognisty- aktywny, dynamiczny; podczas gdy mrok Yin jest wodny- spokojny, głęboki, słaniający do refleksji, poddania się, płynięcia z prądem.
We mnie mrok w wydaniu Yang budzi powera, buntowniczkę, wojowniczkę (ja więc talie, których mrok ma raczej charakter Yang, nazywam "kick-ass-deck" i do takich zalicza się właśnie Alchemy 1977 England Tarot czy Royo Dark Tarot). Mrok w wydaniu Yin natomiast jest dla mnie znacznie bardziej przytłaczający (chociaż wszystko zależy oczywiście od tego, jaki tak dokładnie jest ten mrok- bo np. w Favole Tarot potrafi być nawet bardzo, bardzo przytłaczający. Ale już w przypadku Dark Angels Tarot ten mrok nie jest ani trochę przytłaczający, a wręcz przeciwnie- jest w pewien sposób kojący, uspokajający, przyjazny), a poza tym znacznie głębszy i znacznie bardziej autentyczny, realistyczny, żywy, życiowy.
Mrok Favole Tarot to mrok księżyca. To mrok naszej świadomości... nieświadomości... naszego ego... naszego Ja... To mrok dość niepokojący- jeśli bardziej się w niego zagłębić- ale jednocześnie fascynujący i w jakiś sposób pociągający, bo swoje źródło ma przecież w najgłębszych i najbardziej mrocznych częściach całego Istnienia, wszystkich dusz. Jest nam z jednej strony bardzo znajomy i bliski, z drugiej strony odtrącamy go ciągle i próbujemy się go wyzbyć, wyrzekamy się go- a on nadal jest... z nami, w nas... tym silniejszy, im bardziej nieakceptowany. Dlatego właśnie praca z tego typu taliami (tzn. takimi, jak Favole Tarot czy Dark Angels Tarot) może być niesamowicie uzdrawiająca- gdyż pomaga nam zbliżyć się do tego mrocznego potwora-części nas samych, poznać go bliżej, oswoić i uczynić nie jeszcze większym zagrożeniem, a przyjacielem (trochę tak, jak z wilka "uczyniono" psa).


Galeria z talią w pełni ilustrowaną TU.
A TU pierwsza wersja talii (czyli z nieilustrowanymi kartami 1-10 w Małych Arkanach).

23. Gothic Tarot (Anne Stokes)
Uwielbiam tę talię... Dark fantasy, mroczny gotycki klimat, no i smoki- idealne, po prostu idealne połączenie. <3 Szkoda tylko, że Gothic Tarot został wykonany tzw. w stylu tarota marsylskiego (tzn. 2-10 w Małych Arkanach nie mają konkretnych scenkowych ilustracji), ponieważ Anna Stokes ma mnóstwo fantastycznych obrazów, które mogłyby ozdobić te puściejsze karty... No ale cóż... I tak uwielbiam tę talię- przede wszystkim za dużą ilość smoków. ;)
Nie jest w sumie taka bardzo typowa, jak na mroczne talie. Nie jest mroczna, jak Alchemy 1977 England Tarot, nie jest też mroczna jak Favole Tarot. Jej mrok mogłabym przyrównać raczej do Tarot of Vampyres- jest obecny, owszem, ale nie jest on taki bardzo outstanding, nie bije nam w twarz, gdy patrzymy na karty, nie ściska nam serca, gdy dajemy się objąć energii talii. To taki przyjazny rodzaj mroku, taki fajny gotyk. (I zaznaczam- to moja opinia.)


24. Archeon Tarot
Z tą talią pracuje mi się naprawdę świetnie, choć- przyznam szczerze- moje "wydaje mi się" było nieco inne. ;) Tak, no cóż, Archeon Tarot to po prostu świetna talia. Może się wydać niełatwa, niejasna, itd.- ale to tylko pozory. Osobiście uwielbiam talie o mocnym, wyraźnym klimacie, talie, które same sobą tworzą nastrój- Archeon Tarot bez wątpienia należy do tej wyjątkowej grupy. Ma bardzo adekwatny klimat na tę porę roku- taki jesienno-zimowy. Ogólnie, jako całość, talia ta jest niesamowicie intrygująca. Ma taki księżycowy charakter, nieodgadniony. Ale mimo to połączenie pomiędzy nią, a mną (i domyślam się, że inni również tak mają) jest bardzo piękne i klarowne. Czasami aż przerażająco klarowne (choć w sumie mnie to nie przeraża- raczej bardzo pozytywnie zaskakuje). ;)
Dość długo wahałam się, czy warto kupić tę talię, ale ostateczna decyzja była nawet więcej, niż strzałem w 10-tkę (pewnie to nie ma sensu, jednak chciałam podkreślić, jak mocno jestem tą talią zachwycona).


25. Mary-El Tarot
Ta talia ciągle jest dla mnie niczym świątynia- niezwykła, tajemnicza, święta, wyjątkowa, inna od reszty talii. I to jest jedna z cech, za które ją uwielbiam. Mary-El Tarot to dla mnie- krótko pisząc- such a yummy stuff. ;)
Jest po prostu niezwykła, jest jakby odrębnym tarotem. Jest talią, z którą chce się spędzać mnóstwo czasu choćby gapiąc się na przepiękne obrazy, zatapiając się w magii Abyss (które to słowo w języku angielskim oznacza otchłań), wędrując po tym mistycznym świecie... Chce się poznawać historię każdej karty, chce się być godnym pracy z tą talią. I jest to jedyna talia w mojej kolekcji, co do której mam tak duży respekt. Nie stwierdzam, że cokolwiek powstrzymuje mnie przed pracą z Mary-El Tarot, jedynie po prostu chcę czuć się gotowa na to, by naprawdę zacząć... tak bardziej na poważnie. I nie tyle chodzi tu o coś w stylu "zapoznam się z treścią książki i na podstawie opisów będę interpretować karty"- nie, będę je interpretować tak, jak to zawsze robię, czyli zupełnie intuicyjnie. Jednak chciałabym zagłębić się nieco bardziej w merytoryczne bogactwo tej niezwykłej talii... bo ono jest aż zbyt duże i zbyt wyjątkowe, by je tak po prostu pominąć.


26. Barbieri Tarot
W tej talii jest sporo smoków, poza tym ma ten niezwykły klimat fantasty (a nawet dark fantasty... w wielu miejscach), generalnie jest w niej dużo magii... Jest bardzo ładna... Niby powinnam ją ubóstwiać. Ale tak nie jest. I szczerze, absolutnie szczerze- nie mam pojęcia, czemu. Po prostu jest w tej talii jakieś dziwne niezidentyfikowane coś, co mnie od niej odpycha, podczas gdy- generalnie- talia mnie bardzo mocno przyciąga. Jest to pierwsza talia, z którą mam takie doświadczenia i w związku z tym zanim zdecydowałam się na zakup (bo ostatecznie jednak ją kupiłam), postanowiłam ją wcześniej porządnie przetestować. Nie będę się już rozpisywać na temat dziwności (dla mnie, przynajmniej) tej talii, napiszę po prostu: bardzo się cieszę, że jednak podjęłam decyzję o zakupie, bo mimo jej bardzo, ale to bardzo dziwnego wpływu na mnie, jest w niej coś, co wręcz idealnie do mnie pasuje- i nie jest to tylko jedna rzecz (patrz: sam początek mojego tekstu o Barbieri Tarot w tym poście).
Na pewno mogę (a wręcz muszę) przyznać jedno: obrazy pana Barbieri są przepiękne. Mają swoją specyfikę... ale to w sumie jak w przypadku każdego artysty... Uwielbiam klimaty fantasy, uwielbiam smoki, kocham energetyczną męskość tej talii (która jest bardzo silna, nawet mimo faktu, że zdecydowanie dominują w niej kobiety) i choć na razie jeszcze nie współgram z nią tak, jakbym chciała, to jednak ani trochę nie żałuję, że zdecydowałam się jednak kupić tę talię- bo bez wątpienia ma swoje miejsce w mojej kolekcji.


27. Bohemian Gothic Tarot
O tak, ta talia idealnie pasuje na Samhain... ;) Ma świetny klimat, świetną energię i nawet jeśli jako tarot nie jest the best deck ever, i tak ją uwielbiam- głównie za tę mroczność i taką pewnego rodzaju halloweenowość. Niektóre karty są pod tym kątem genialne, niektóre nieco mniej, jednak jako całość, Bohemian Gothic Tarot jest bardzo wartościową talią (przy czym być może ciężko to zobaczyć tak od razu), szczególnie jeśli ktoś kocha mroczne klimaty (jak ja). ;)


28. Tarot of the Sidhe
Tarot of the Sidhe to jedna z tych talii, które tworzą, można by powiedzieć, rdzeń mojej kolekcji. Te właśnie talie to jestem tak jakby ja w świecie kart, one w jakiś sposób oddają mnie, moje podejście, są po prostu- tak czuję- moje. Z tymi taliami wiąże mnie bardzo wyjątkowa więź. A Tarot of the Sidhe jest... nie wiem, jak oddać to w słowach... jest po prostu czarujący- w najbardziej pozytywnym sensie. Pisałam o tej talii w poprzednim poście z tego cyklu, na razie nie mam w sumie nic nowego do napisania o niej... Może poza tym, że moja relacja z nią (jeśli można tu użyć tego słowa) się pogłębia. Dość szybko. Ta talia jest tak żywa- a to zawsze bardzo pomaga (przynajmniej mi) w sukcesywnym pogłębianiu połączenia, jakie mam z daną talią. W przypadku Tarot of the Sidhe ono już i tak jest głębokie, więc... no cóż, idę ku dobremu. :)


29. Dark Fairytale Tarot
Bardzo lubię klimat tej talii... Nie używam jej często- jak pisałam w tym poście- jednak jest dla mnie w pewien sposób ważna. Oczywiście każda moja talia jest dla mnie ważna, każda stanowi nieodłączną część mojej kolekcji, chodzi po prostu o to, że niektóre są w niej tak jakby ważniejsze, a inne... po prostu nieco mniej. Dark Fairytale Tarot nie jest jakoś szczególnie bliski memu sercu, aczkolwiek mam do niego duży sentyment, ponieważ był moją pierwszą mroczną talią (i mam tu na myśli nie tylko talie tarota, ale całą moją karcianą kolekcję). Nie jest to może najlepsza, najbardziej efektowna mroczna talia, a i jako tarot też nie plasuje się wysoko na mojej liście, jednak ma w sobie coś, co po prostu bardzo mi się podoba. Jest naprawdę ładna (niektóre karty są ładniejsze, inne brzydsze, ale generalnie grafika mi się podoba), całkiem klimatyczna (i znowu- są lepsze karty, są te gorsze, ale generalnie jest ok), dość niekanoniczna (co na początku mi przeszkadzało, ale po jakimś czasie- kiedy nabrałam pewnej elastyczności w zakresie patrzenia na tarota i, co za tym naturalnie idzie, na różne talie tarota- mi to przeszło), no po prostu miło się z nią pracuje (i chyba w sumie tym milej dlatego, że wyciągam ją tak rzadko- właściwie tylko w okolicach Samhain, ponieważ wtedy pracuję z mrocznymi taliami na poziomie high extreme ;) ).


30. 2012 Tarot of Ascension 
Nie powiem, że go uwielbiam... Np. trochę... no dobra, bądźmy szczerzy- bardzo mnie irytują buławy, kielichy, miecze i monety na Małych Arkanach. Ale poza tym jest to naprawdę świetna talia. Ma bardzo ciekawy motyw, klimat, energię i zdecydowanie nie jest to talia na każdy dzień, każdą porę i każdy rozkład (przynajmniej dla mnie).


31. Surrealist Tarot
Lubię mocny charakter przekazu tej talii- choć czasami mnie trochę przeraża... No cóż, na pewno jest to bardzo intrygująca i interesująca talia. Ale raczej lepiej mi się z nią pracuje w takich, powiedziałabym, typowo neutralnych stanach psychicznych, bo kiedy mam dołek czy coś podobnego, wtedy naprawdę ciężko mi czasami przełknąć niektóre metafory tych kart... No a że sama energia talii też nie jest zbyt... hmm... przyjazna (i przypomina mi coś w rodzaju "horror w szpitalu"), to generalnie mi osobiście ciężko powiedzieć, że ją uwielbiam. Lubię- tak. Ale... nie uwielbiam. Po prostu.
Aczkolwiek- chcę jeszcze dodać- do pracy z cieniem ta talia jest naprawdę niezła- w sensie: mocna, taka bardzo creepy miejscami, ale jednak skuteczna i wobec tego bardzo dobra, jeśli ktoś dobrze się czuje w takich klimatach.


32. Intuitive Tarot
Jeden z najnowszych nabytków.
Nie powiem, żebym była jakoś szczególnie oczarowana tą talią, z drugiej jednak strony nie zaprzeczę, że mi się podoba. Jak sama nazwa wskazuje, jest świetna do pracy z intuicją- tzn. oczywiście każda talia jest, jednak ta ma w sobie coś, co sprawia, że ta praca jest po prostu inna, głębsza w pewien sposób. Interpretacje tych kart to nie jest "zwyczajny proces interpretacji rozkładu"- to jest proces dużo głębszy, bo kierujący naszą uwagę nie tylko na samą interpretację jako taką, ale również na wszystko to, co dzieje się w nas podczas tego procesu. Praca z tą talią to rzeczywiście jest praca ze swoimi- jak ja to określam- karcianymi zdolnościami. To jest zauważanie tego, co dzieje się z nami, w nas, a także czym w istocie jest interpretacja. To bardzo głębokie doświadczenia i z pewnością właśnie za nie jestem tej talii ogromnie wdzięczna- są w końcu niezwykle pouczające i cenne.
Natomiast poza tym muszę powiedzieć, że- przynajmniej na obecnym etapie- nie czuję tej głębokiej więzi, której zawsze szukam, na którą czekam, jeśli chodzi o pracę z kartami. Ta talia jest w pewien sposób surowa, ma w sobie coś z Thoth Tarot. Z jednej strony uwielbiam to, z drugiej natomiast nie zawsze jest to energia, w której czuję się zupełnie dobrze. Tak czy siak Intuitive Tarot bez wątpienia jest bardzo wartościowym "dodatkiem do kolekcji". ;)


33. Raven's Prophecy Tarot
Mimo, że czuję z tą talią głęboką więź, praca z nią nie zawsze idzie mi tak łatwo, jakbym chciała. Ale- z jakiegoś bliżej nieokreślonego powodu- podoba mi się to. Raven's Prophecy Tarot to talia bardzo tajemnicza, skromna graficznie, skromna energetycznie, skromna w przekazie- generalnie jest to wyjątkowo skromna talia. Co oczywiście wcale nie oznacza, że jest w jakikolwiek sposób gorsza od tych mniej skromnych. Wiem, że w pewnym momencie otworzy przede mną swoje drzwi (że tak to ujmę) i wtedy odkryję wszystko to, co do tamtej pory tak skrupulatnie chowała, chowa i- bo to w końcu się jeszcze nie stało- będzie chować. Wiem, że moja praca z tą talią ma potencjał (albo może lepiej napisać: "ta talia ma potencjał"...?) i cieszę się, że mogę pracować nad odkrywaniem go, ponieważ jest to bardzo ekscytujące (mimo że z drugiej strony trochę irytujące- gdy się jest tak niecierpliwym człowiekiem, jak ja).


Cała talia TU.

34. Deviant Moon Tarot
Z nim niezmiennie mam naprawdę świetną zabawę, dużo śmiechu i (dziwnej) radości nawet w najsmutniejszych chwilach. Nie mam pojęcia, jak ta talia to "robi", ale uwielbiam ją za to. Drugiej takiej nie znam- a przez to jeszcze bardziej cenię sobie tą, ponieważ uwielbiam oryginalne, unikalne talie. Deviant Moon Tarot jest unikalny nie tylko pod kątem grafiki, ale również właśnie pod kątem charakteru. Kocham z nim pracować, a jedną z najlepszych rzeczy jest to, że pasuje mi zawsze- niezależnie od nastroju.


35. Ceccoli Tarot
Mamy, w gruncie rzeczy, sezon zimowy (no a przynajmniej ja już nie czuję jesieni, tylko raczej świeżą zimę...), a więc przyszedł czas na Ceccoli Tarot (dla jasności: piszę to dnia 1.12.15). Ta talia ma w sobie w tym czasie jakiś niezwykły czar, a jej pewnego rodzaju senność (w sensie klimatu obrazów) jest bardzo... no właśnie zimowa. Ma w sobie chłód, wręcz ziąb i na pewno nie zalicza się do tych "miłych, słodkich i przyjaznych talii, z którymi można sobie spokojnie siąść przy kominku i rozkoszować się czasem spędzanym z kartami". Ta talia tylko wygląda spokojnie, ale gdy ją bliżej ponzać, można się szybko przekonać, że prowokuje bardzo intensywną pracę (że tak to ujmę- bo to, czy do owej pracy dojdzie, to już kwestia naszej wolnej woli, oczywiście). Lubię takie talie, choć nie zawsze mam na nie siłę. Jednak Ceccoli Tarot ma w sobie coś takiego bardzo, bardzo wyjątkowego i tajemniczego, co sprawia, że po prostu chce się zgłębiać życie (zarówno swoje, jak i w bardziej globalnym sensie), tak jakby wciąga w swój świat, a tym samym w pole pracy nad sobą- a przynajmniej ja mam z nią takie doświadczenia.



36. Thoth Tarot
Kiedy potrzeba mi jasnych, konkretnych odpowiedzi, jedną z talii, po które sięgam najchętniej, jest właśnie Thoth Tarot. Z nim nie ma owijania w bawełnę- jest czysta prawda. Nie ma za bardzo uczuć, emocji- jest chłodna logika. Czasem właśnie tego mi potrzeba, a czasem są to dla mnie trochę za chłodne klimaty- że tak powiem- ale Thoth Tarot to dla mnie jedna z tych talii, na które zawsze mogę liczyć w kwestiach stricte wróżebnych (konkretne i jasne odpowiedzi na pytania) i nie tylko. Jedna z najskuteczniejszych- bez wątpienia.


37. Crystal Visions Tarot
No więc tak... Najpierw go uwielbiałam. Po prostu miłość niesamowita. Potem, po długim czasie mienia jej na liście "talie, z którymi pracuję niemal codziennie", jakoś tak o niej zapomniałam. Przysłoniły ją po prostu inne talie. A tak konkretnie, to masa innych talii. Ciekawszych, oryginalniejszych, nowszych, bardziej zachwycających i porywających pod kątem wizualnym i nie tylko. Crystal Visions Tarot stał się dla mnie talią z grupy "uwielbiałam z nimi pracować, ale to sobie w pewnym momencie umarło śmiercią naturalną"- co oczywiście nie oznacza definitywnego końca, gdyż- jak z pewnością wiadomo tym, którzy zajmują się jakąś dziedziną ezoteryki (tak ogólnie mówiąc "ezoteryki") śmierć nie jest końcem, a jedynie nowym początkiem (lub jego zapowiedzią). No więc nie pracowałam z nim przez długi czas. Nawet taki w sumie bardzo długi (przynajmniej jak dla mnie). I zdarzyło się tak, że pewnego dnia byłam w trakcie przygotowywania tego posta. No i sobie w pewnym momencie owego przygotowywania przypomniałam, że mam talię, która się nazywa Crystal Visions Tarot i że jest ona bardzo fajna, no i że może warto by było sprawdzić, czy może to właśnie w niej któraś z tych wyjątkowych dla mnie kart nie została przedstawiona w fajny wg mnie sposób. Tak więc szybciutko odszukałam sobie galerię z tą talią, spojrzałam, jak w niej wygląda As buław (bo akurat w tej części tamtego posta sobie o tej talii przypomniałam) i przeżyłam szok. Bardzo miły, owszem- ale jednak szok. Dlaczego? Ano dlatego, że As buław w tej talii wygląda tak: klik. Co my tu mamy... Otóż przede wszystkim mamy tu smoka. S-m-o-k-a. Kilka już razy (możliwe, że nawet więcej) wspominałam na blogu, że mam- krótko rzecz ujmując- bzika na punkcie smoków. Kocham smoki. A gdy widnieją na kartach tarota, czy innych taliach dywinacyjnych (bo przecież nie tylko tarotem da się pracować (unikam słowa "wróżyć", gdyż jest zbyt płytkie wobec tego rodzaju pracy, jaką ja wykonuję z kartami), jeśli chodzi o kartomancję), to już w ogóle jestem w 7-mym niebie i jeszcze wyżej. No i ten nasz kochany As buław- z Crystal Visions Tarot właśnie- ma smoka. I- co również sprawia, że szaleję z radości- kryształ (a właściwie to nawet kilka). O mojej miłości do smoków pisałam, wyjaśniłam trochę w tym poście, do którego podałam link kilka zdań wcześniej, tak samo, jak o uwielbieniu dla Asów buław z zawartymi w ich wizerunku kryształami. Od jakiegoś czasu kryształy bardzo mocno łączę z żywiołem ognia, więc gdy choć jeden kryształ widnieje na którejkolwiek karcie z dworu buław (a szczególnie na Asie oraz kartach dworskich), to taka karta jest niczym spełnienie moich marzeń odnośnie sposobu przedstawienia tej karty/tych kart. Tak więc UWIELBIAM tego Asa buław właśnie dlatego, że ma smoka i kryształy. Poza tym jest też przepiękny- ale głównym powodem mojego niesamowicie wielkiego zachwytu jest właśnie fakt widnienia na tym obrazie smoka i kryształów. (Jakoś tak się dziwnie stało, że dopiero wtedy, kiedy pisałam tamtego posta, uświadomiłam sobie, że tak właśnie wygląda w tej talii As buław.)
No więc kocham Asa buław w tej talii. I właśnie mniej więcej wtedy, kiedy zdałam sobie sprawę z mocy mojego uczucia do wizerunku tej konkretnej karty, moja miłość do całej talii niejako automatycznie odżyła. Co więcej- odżyła znacznie, znacznie silniejsza, niż kiedyś. To naprawdę bardzo piękne uczucie poczuć na nowo i mocniej niż kiedykolwiek miłość do talii (wielkie sorry dla tych, którzy- całkiem słusznie zresztą- uważają, że "ludzi należy kochać, rzeczy używać, nigdy odwrotnie"- no, ja ludzi nie używam, ale kocham rzeczy, co jest ponoć- i wg tegoż zdania- społecznie, i nie tylko, niepoprawne).
Tak więc moja miłość do Crystal Visions Tarot powróciła, i to ze zdwojoną (a może nawet jeszcze silniejsza) mocą, czego całkiem naturalnym i dość chyba oczywistym następstwem było to, że natychmiast poczułam przemożną potrzebę ponownej pracy z tą talią (aż pięć słów na "p" jedno po drugim... No, takich rzeczy się chyba za często nie widuje...). Tak więc oczywiście uległam tej jakże pięknej pokusie i z wielką przyjemnością odświeżyłam swój związek z Crystal Visions Tarot. Taaak, to naprawdę wspaniałe i ogromnie satysfakcjonujące uczucie, kiedy się powraca do "starej" talii i ma możliwość zaobserwowania, jak zmienił się poziom pracy, jak wysoko jest się teraz, w porównaniu do tego, jak nisko się było wtedy... Jestem niesamowicie szczęśliwa, że Crystal Visions Tarot umożliwił mi doświadczenie tego (jakby co, przypominam- piszę o taliach jakby były istotami żywymi tylko dlatego, by łatwiej mi było opisać moje wrażenia, doświadczenia, itd.).
Ta talia zawsze była dla mnie klarowna, łatwa w interpretacji, przyjemna we współpracy i tutaj nic się nie zmieniło. Za to mój poziom porozumienia z nią, połączenia- o tak, tutaj poszło bardzo mocno w górę. Jest więc rozwój i to mnie- jak nietrudno się domyśleć- ogromnie cieszy. Tym bardziej- jeśli chodzi konkretnie o tę talię- dlatego, że martwiłam się trochę, że ta talia odeszła już u mnie do lamusa. Ale nic z tego- Crystal Visions Tarot jest po prostu ponadczasowy.

PS: O tej talii pisałam w bardzo ciekawym nastroju, stąd może się Wam to wydać trochę dziwnie napisane. 


38. Dream Raven Tarot
Zacznijmy może od tego, dlaczego w ogóle go kupiłam. Otóż tak naprawdę tylko dlatego, że w moim odczuciu ma silnie zaznaczony żywioł powietrza i pięknie go prezentuje- w różnych odsłonach i na różne sposoby. Nie jest to co prawda talia pokroju Tarot of Fire, jednak nie zmienia to faktu, że jest naprawdę świetna, jeśli chodzi o żywioł powietrza (i nie tylko o to- jako talia tarota też jest świetna- ale skupmy się na żywiole powietrza). Nie mam, tak na dobrą sprawę, żadnej innej talii, która byłaby w całości poświęcona temu żywiołowi. Mam talie poświęcone żywiołom: wody, ognia, ziemi- ale nie mam żadnej dla powietrza. I dlatego właśnie Dream Raven Tarot ma bardzo ważne miejsce w mojej kolekcji. Teraz, dzięki temu, że go mam, kiedy będę potrzebowała talii do pracy z żywiołem powietrza, mogę spokojnie sięgnąć właśnie po niego. Jest świetny. Jak mówię- nie jest to to samo, co Tarot of Fire, jednak jestem równie mocno zachwycona tym, jak pięknie został w tej talii zawarty żywioł powietrza.
Wiecie, ja po prostu uwielbiam żywioły, uwielbiam z nimi pracować- z pomocą talii kart i nie tylko. Dlatego właśnie bardzo istotne jest dla mnie, aby mieć dobry asortyment do karcianej pracy z żywiołami- i od niedawna piękną częścią tego mojego asortymentu jest Dream Raven Tarot.


39. Tarot of Sacred Feminine
Ostatnio dostałam wyraźne znaki, że powinnam popracować z żywiołami wody i ziemi. Nie musiałam się długo zastanawiać nad wyborem odpowiedniej talii do tej pracy. ;) Jak pisałam w ostatnim poście z tej serii, Tarot of Sacred Feminine pięknie przedstawia żywioły wody i ziemi- przynajmniej w moim odczuciu. Nie jest to co prawda poziom, jaki reprezentuje- dajmy na ten przykład- Tarot of Fire, jednak w dalszym ciągu uważam Tarot of Sacred Feminine za świetną talię do pracy z tymi dwoma żywiołami.
Mimo że uwielbiam tę talię, to jednak nie powiem, żeby jakoś szczególnie przyjemnie mi się z nią pracowało (tzn. nie mam z nią tego połączenia, tego 100% komfortu energetycznego) i myślę, że wynika to przede wszystkim z faktu, że ta talia jest bardzo kobieca. A ja wolę raczej talie bardzo męskie, niż bardzo kobiece (np. z Tarot of Fire pracuje mi się wyśmienicie). No cóż... Pewnie jest to jedna z rzeczy, nad którymi powinnam popracować... :P Ale jeśli już, to jestem szczęśliwa, że mam do tego celu tak dobrą talię. ;)


40. Steampunk Tarot
Idealna talia, szczególnie na ten czas (listopad). Zawsze czytelna, prosta w interpretacji, klimatyczna i po prostu praca z nią to sama przyjemność. Niby tzw. klony Tarota Rider-Waite'a nie mają u mnie za bardzo szansy przebicia się, wybicia, jednak Steampunk Tarot (podobnie jak np. Tarot Illuminati czy Thelema Tarot) jest wyjątkiem. <3
Nie wiem w sumie, czemu, naprawdę nie mam pojęcia, ale z jakiegoś powodu niesamowicie rezonuję z tą talią, z jej steampunkowym klimatem. Nic, tylko się cieszyć i delektować pracą z tymi fantastycznymi kartami. ;D



41. Tarot Illuminati
Czasami nie jestem pewna siebie, swoich decyzji. Czasami mam gorszy dzień. Czasami wydaje mi się, że jestem w sytuacji bez wyjścia. Czasami po prostu nie mam siły na wędrowanie po światach różnych talii, na zagłębianie się w ich energię- chcę szybkiej, jasnej, konkretnej odpowiedzi. Jedną z talii, po które mogę sięgnąć w takich sytuacjach, jest właśnie Tarot Illuminati.
Ta talia to dla mnie niczym dom, w którym dorastałam, a który za każdą moją wizytą odkrywa przede mną kolejne swoje tajemnice, kolejne fascynujące obszary. Ta talia to bez wątpienia jeden z najlepszych "odświeżycieli" tzw. klasyki (tzn. Tarota Rider-Waite'a)- niby "stare dobre miejsca", a jednak za każdym razem się zmieniają, za każdym razem, gdy do nich przychodzimy, zaskakują nas czymś nowym. To jest coś, co uwielbiam w taliach. To jest coś, co czyni Tarota Illuminati talią naprawdę wyjątkową i ponadczasową.


42. Fairy Lights Tarot
Praca z tą talią jest dla mnie zawsze czystą przyjemnością, ale najlepiej pracuje mi się z nią w okresie późnojesiennym oraz zimowym (myślę, że dlatego, że dołączyła do mojej kolekcji w drugiej połowie grudnia). W tym właśnie czasie ta talia zdaje się "być w swoim żywiole", to jest jej czas, jej pora. I właśnie wtedy moje doświadczenia z nią są naprawdę niesamowite i bardzo żywe. Wtedy naprawdę uwielbiam z nią pracować.
Ta talia łączy się dla mnie w pewnym sensie z Ceccoli Tarot- a to dlatego, że stałam się ich posiadaczką w tym samym czasie i na początku bardzo dużo z nimi pracowałam właściwie razem, jednocześnie, łącząc je. Teraz już nie pracują razem, ale jednak owo połączenie zostało... szczególnie ze strony Fairy Lights Tarot.


43. Tarot Marsylski
Po prostu nie potrafię, nie potrafię się od niego oderwać... Nie potrafię powiedzieć sobie "dobra, przez najbliższy miesiąc nie będę pracowała z tarotem marsylskim"- bo on jest po prostu tak niesamowity, że nie da się odłożyć go na dłużej (a przynajmniej po obejrzeniu "Tarology" oraz bliższym zapoznaniu się z tarotem marsylskim w ogóle).


44. Beautiful Creatures Tarot
W pewnym stopniu dlatego, że jest to tarot z obrazami Jasmine Becket- Griffith (a więc jednej z moich absolutnie ulubionych artystek), naprawdę ogromnie sobie tę talię cenię. W pewnym momencie mojego życia dostałam bzika na punkcie jej twórczości i po prostu... po prostu nie mogę sobie wyobrazić nieposiadania tej talii. ;) Kocham ją znacznie bardziej, niżbym się mogła spodziewać po moich pierwszych wrażeniach, gdy ją zobaczyłam. Pracuje mi się z nią natomiast fantastycznie. Jest bardzo uniwersalna, nie ma jakiegoś konkretnego tematu, motywu przewodniego, który mógłby odciskać się na każdej karcie, co sprawia, że można tę talię bez żadnego problemu wykorzystać przy wszelkiego rodzaju pytaniach i tak naprawdę- już wychodząc poza sferę samych rozkładów- do każdego rodzaju pracy, jaką można wykonać z kartami. Posiadanie tej talii to dla mnie jakby tarotowe przypieczętowanie mojej miłości do obrazów Jasmine (bo w końcu jest to jej jedyna talia tarota- wszystkie inne jej talie (tzn. zawierające jej obrazy) należą do grupy talii-wyroczni). Naprawdę uwielbiam Beautiful Creatures Tarot. (I bardzo się z tego cieszę, bo w końcu nie chciałabym być rozczarowana talią z obrazami jednej z moich ulubionych artystek. ;) )


45. Night Sun Tarot
Talia piękna na wiele sposobów, głęboka, fascynująca, wciągająca... Ma w sobie mrok, ma w sobie głębię. Zawarte w niej zostało sporo wiedzy ezoterycznej i żeby talię dobrze poznać i zrozumieć pod tym kątem, trzeba samemu zadbać o odpowiednie materiały, bo jedyne, co dostajemy w komplecie z talią, to typowa dla LoScarabeo lwb (skrót od "little white book"- po polsku "mała biała książeczka"). Oczywiście dla mnie brak odpowiedniej wiedzy nie jest żadnym problemem- ja pracuję z kartami stricte intuicyjnie, a więc i z tą talią mam świetną zabawę z obrazami. ;)


46. Halloween Tarot
Bardzo sympatyczna talia- to przede wszystkim. Z poczuciem humoru- i to jakim. Bardzo czytelna- bo klon RWS. Świetna na Halloween- bez wątpienia. A poza tym- uwielbiam tego kota- przewija się przez wszystkie karty. Jest genialny. ;D Kiedyś mnie irytował, teraz natomiast nie wyobrażam sobie bez niego tej talii.

Na samym początku (czyli dość dawno temu) nie miałam o tej talii szczególnie pozytywnej opinii. Jednak ostatnio miałam możliwość przekonać się, że moje "wydaje mi się" było błędne. I to jak. To było po prostu coś takiego, jakby ktoś mi nagle- w pewnym momencie- włączył w mózgu funkcję umożliwiającą dostrzeżenie genialności tej talii. Teraz ją kocham- nie wiem w sumie, czemu, ale nie dbam o to- uwielbiam ją i tylko to się liczy. ;D


47. Tarot Draconis
Ta talia siedziała mi w głowie od dość dawna. Zawsze przejawiałam fascynację smokami, więc gdy zaczęła się moja przygoda z kartami, w pewnym momencie zaczęłam szukać smoczych klimatów również na tym obszarze.
Miałam już jedną smoczą talię tarota (no i Oracle of the Dragonfae- ale jej nie liczę jako takiej typowej, pełnoprawnej smoczej talii), ale ciągle miałam niedosyt, pragnęłam czegoś więcej... Ta talia, którą miałam, skaładała się tylko z Wielkich Arkan, a to mi jednak nie wystarczało. Zaczęłam więc w pewnym momencie szukać dla siebie jakiejś dobrej smoczej talii. Koniec końców padło na Tarot Draconis, o którym nigdy jakoś szczególnie pozytywnie nie myślałam. No ale ostatecznie kupiłam go, ponieważ uświadomiłam sobie wreszcie wartość i piękno tej talii. Niekoniecznie może wizualne- choć pod tym kątem jest bardzo dobrze, no, poza tym, że smoki czasami są takie trochę "plastikowawe"... Ale jak mówię- nie tyle chodziło tu o piękno wizualne, co o piękno samej talii jako takiej, piękno jej motywu i tego, jak go przedstawia, piękno energii tej talii i piękno jej świata. Zresztą nie tylko sam motyw smoków był tym, co skłoniło mnie do zakupu- przeglądając talię, zdałam sobie sprawę z tego, że znaczna większość talii naprawdę bardzo mi się podoba- w tym część z tych ważnych dla mnie kart.
Mam tę talię od jakiegoś czasu i jestem tak, tak szczęśliwa...! :D To jest po prostu cudowne uczucie- znaleźć dla siebie fantastyczną talię z jednym z ulubionych motywów. <3 Tarot Draconis to dla mnie prześledzenie energii i symboliki smoków przez pryzmat wszystkich 78-miu kart tarota. Po prostu... brak mi słów... Trochę też i na to, że wcześniej nie dostrzegałam piękna tej talii- cóż, widać musiał nadejść odpowiedni czas.


PS: Na pracę z talią wyciągnęłam kartę Kochanków- jakież to piękne i jakże wymowne... <3


48. Tarot of the Sweet Twilight
Niezwykła talia o niesamowicie głębokiej i pełnej fascynującej tajemniczości energii zmierzchu.
Medytacje z nią pokazują, że klimat zmierzchu został w niej mistrzowsko oddany. Ta pora doby kojarzy mi się z wyciszeniem, relaksem, przygotowywaniem się do snu. Świat przedstawiony na tych kartach ma w sobie psychodeliczny nieco- i odrobinę niepokojący wobec tego- spokój, balansuje na granicy stanu wieczornego wyciszenia i psychodelizmu sennego.
Z tą talią poezję można by tworzyć i przynajmniej mnie ona wprowadza w taki bardzo ciekawy poetycki nastrój umożliwiający tworzenie tekstów o charakterze w podobie tego, jakim cechuje się sama talia. Z pewnością jest to bardzo unikalne i fascynujące doświadczenie, które czyni Tarot of the Sweet Twilight talią jeszcze bardziej niezwykłą i jeszcze mocniej odstającą od reszty- w sensie jak najbardziej pozytywnym.


49. Druid Craft Tarot
Ostatnio (dosłownie ostatnie kilka dni przed 17.12) poczułam mocne przyciąganie do tej talii, a konkretnie do jej klimatu- tak więc oczywiście poszłam za tym "wołaniem" i spędziłam z nią trochę czasu; a był to czas bardzo spokojny, niesamowicie przyjemny i pełen wyciszenia, relaksu, takiego trochę rozanielenia. No i wędrowania po ujmującym świecie tej talii... <3 Ech, kocham Druid Craft Tarot. :)



TALIE-WYROCZNIE, TALIE PRZESŁANIOWE, TALIE WRÓŻEBNE NIESYSTEMOWE (ogólnie będę je określać jako "talie-wyrocznie")

1. Wisdom of the Oracle
Napisałam o niej całkiem sporo- i przerobiłam to na recenzję. Także tu- żeby już się niepotrzebnie nie rozpisywać- napiszę po prostu:
fantastyczna talia do głębokiej pracy, do medytacji, do relaksu. Jej energia jest po prostu piękna, bardzo przyjemna i wspierająca, kojąca. Spośród wszystkich talii Colette Baron-Reid ta jest- w moim odczuciu- najbardziej duchowa. Po prostu kocham Wisdom of the Oracle! <3


2. Isis Oracle
No i znowu- podobnie, jak poprzednio- nie mam tu w sumie nic nowego do napisania... Isis Oracle to dla mnie po prostu uniwersalna talia duchowa. I przynajmniej na razie nic nie wskazuje na to, by miała mi się ukazać w jakiejś innej, nowej roli.
Ostatnio bardzo mocno ciągnie mnie do pracy z nią i nie mogę się doczekać, by dowiedzieć się, jakie przesłania ta talia dla mnie ma- a coś czuję, że bardzo mocne i ważne... No cóż, Isis Oracle to w końcu niesamowicie ognista i mocna energetycznie talia, zdecydowanie jedna z mocniejszych w mojej kolekcji. ;) A ostatnio czuję tę niesamowitą energię jeszcze mocniej- to w sumie cecha wspólna wielu talii w mojej kolekcji...
Zdałam sobie ostatnio sprawę z tego, jak daleko zaszłam w pracy z tą talią... Na początku praktycznie nie miałam pojęcia, jak cokolwiek odczytać z tych obrazów (bo były dla mnie takie inne, niż w pozostałych taliach, które posiadałam), jednak teraz czyta mi się z nich tak samo dobrze, jak z każdej innej talii (innymi słowy- praca z tą talią nie sprawia mi najmniejszego problemu). Po prostu kocham Isis Oracle, jest to jedna z Tych talii i mimo że nie pracuję z Izydą, to jednak czuję silną i głęboką więź z tą talią, co jest naprawdę piękne i czyni pracę z nią czystą przyjemnością.


3. Oracle of the Dragonfae
Uwielbiam tę talię. Jest po prostu fantastyczna, bardzo uniwersalna, mocno zwraca uwagę na żywioły, na siły natury, jest bardzo dogłębna i duchowa (aczkolwiek i na te mniej duchowe sprawy bardzo dobrze się nadaje), skupia się na smokach- jest po prostu cudna, idealna dla mnie. ;)


4. Enchanted Oracle
Hmm, o tej talii trochę ciężko jest pisać- m.in. dlatego, że w sumie nic nowego nie odkryłam, jeśli chodzi o pracę z nią, ale również dlatego, że "z charakteru" jest bardzo skryta, nieśmiała, trudna do złapania faktycznego kontaktu. Mam takie wrażenie, że do złapania z nią głębokiego połączenia (a więc tego, do czego dążę w przypadku każdej z moich talii) brakuje mi bardzo niewiele, a jednocześnie wydaje się to ogromnie dużo. Na razie nie czuję jeszcze tej talii tak mocno, jednak uwielbiam jej używać w sezonie mroku, ponieważ idealnie się na ten właśnie czas nadaje.


5. Oracle of the Mermaids
Chciałam pracować z tą talią latem, ale jakoś tak wyszło, że sobie z nią nie popracowałam... Mimo że ciągnęło mnie do niej dość mocno (w końcu lato to taki jej czas u mnie). Nadrabiam to jednak teraz- kiedy czuję chyba jeszcze mocniejsze przyciąganie do niej. ;) W tym okresie (od Mabon do Yule) jestem bardzo uwrażliwiona na energie, łatwo się wczuwam (również w sensie odbierania emocji z otoczenia i "zarażania się" nimi poprzez to). Oracle of the Mermaids zdaje się odkrywać przede mną nowe aspekty swojej energii- rozwijam, pogłębiam swoją relację z tą talią. Jest to piękne doświadczenie, szczególnie dlatego, że czuję ostatnio szczególną więź z wodą, a jej rozmaite aspekty bardzo silnie zaznaczają się w moim codziennym życiu (i nie tylko). Jest to coś bardzo podobnego do tego, czego doświadczyłam latem odnośnie żywiołu ognia- teraz tak jakby dołączyła do tego woda... A w związku z tym, że Oracle of the Mermaids to talia o bardzo mocnej energii właśnie żywiołu wody, myślę sobie, że fakt, iż ponownie pracuję z nią dopiero teraz, ma swój sens i nie bez powodu los nie dał mi szansy na pracę z nią wcześniej. W końcu wszystko ma swój czas... Pamiętajmy o tym i płyńmy z prądem... ;)
No a tak poza tym, to w sumie nic szczególnego do napisania o tej talii nie mam... Jest to jedna z tych typowo uniwersalnych talii, jeśli chodzi o to, w jakich sprawach, rozkładach sprawdza się najlepiej- podobnie jak np. Wild Wisdom of the Faery Oracle. Uwielbiam używać jej do wyciągania dniówek, ale także przy konkretnych pytaniach, bardziej lub mniej rozbudowanych rozkładach- ta talia jest po prostu świetna. 


Całą talię można obejrzeć na TYM filmiku.

6. Klucze do Twojego wnętrza (osobiste i biznes)
Talie chyba mało znane, wydaje mi się, że mało cenione. Ja cenię je sobie bardzo mocno. A to dlatego, że poprzez pracę z nimi uruchamia się w nas wiele ciekawych procesów, m.in. zaczynamy bardziej kreatywnie i świadomie podchodzić do życia. Karty te są bardzo proste- każda z nich zawiera pytanie (lub stwierdzenie/złotą myśl), na które mamy sobie odpowiedzieć i dzięki temu uczyć się, pracować nad sobą, wyciągać wnioski, poznawać siebie, itd. Bardzo lubię tego rodzaju ćwiczenia- ponieważ wymagają od nas konkretnego zaangażowania, nie jest to zwykłe przeczytanie sobie złotej myśli czy afirmacji i zapomnienie jej po paru chwilach. Kiedy myśli się nad odpowiedzią na zadane pytanie, analizuje się jego sens i sens naszej odpowiedzi (o ile jej udzielimy), wtedy takie coś znacznie bardziej zapada nam w pamięć, na znacznie dłuższy czas. Pytania zmuszają do myślenia, a nie po prostu stwierdzenia "o, fajna myśl, zgadzam się z nią", czy coś w ten deseń. Gdy losujemy kartę z którejś z tych dwóch talii (Klucze do Twojego wnętrza- osobiste lub Klucze do Twojego wnętrza- biznes) i zaczynamy zastanawiać się nad odpowiedzią na pytanie, analizujemy to głęboko i poważnie, wtedy jest to już pierwszy- bardzo dobry- krok do tego, by wkroczyć na ścieżkę pracy nad tym, co owej pracy wymaga, a co wyszło przy odpowiadaniu na zadane pytanie.


7. Pudełko Iluminacji i Pudełko Inspiracji (talie Ewy Foley)
Nie pracuję z tymi taliami zbyt często, ostatnio wyjęłam je w sumie przy okazji pracy z dwiema w/w taliami. Lubię je, są- krótko mówiąc- fajne. ;) Myślę, że warto mieć choć jedną tego typu talię w swojej kolekcji, choćby dlatego, że jest to po prostu taki miły akcent. ;)
W związku z tym, że nie pracuję z afirmacjami (to po prostu not my cup of tea, mówiąc krótko), kart z Pudełka Inspiracji używam właśnie jako inspiracji, a nie w stylu "losuję afirmację na dany dzień bądź dany problem i ją sobie powtarzam". Natomiast Iluminacje (Pudełko Iluminacji) to po prostu złote myśli.
Praca z tego typu taliami jest dla mnie znacznie bardziej bierna, niż z taliami pokroju Isis Oracle, Vintage Wisdom Oracle czy Alchemist's Oracle (czyli generalnie z taliami zawierającymi ilustracje, obrazy), właśnie dlatego, że nie zawierają żadnych ilustracji (poza jakimiś tam, w sumie byle jakimi- bo tylko dla ozdoby, żeby nie było za pusto).


8. Nature's Whispers Oracle oraz Whispers of Love Oracle
Dość dawno z nimi nie pracowałam. Po prostu nie czułam takiej potrzeby, pociągu. Jednak kiedy na dobre rozpoczął się mroczny sezon, poczułam, że chcę z nimi pracować. W lato byłyby dla mnie zbyt kolorowe, jednak teraz są dla mnie bardzo... przytulne, powiedziałabym. Naprawdę przyjemnie się z nimi pracuje, uwielbiam zatapiać się w obrazach, cieszyć oczy ich oryginalnym pięknem... Z taliami napakowanymi szczegółami w obrazach pracuje się bardzo ciekawie, ponieważ jest na nich tyle elementów, że za każdym razem nasz wzrok mogą przyciągnąć zupełnie inne, łatwiej się skupić na konkretnej części obrazu, niż na całym obrazie- a to bardzo urozmaica pracę z kartami, interpretację ich, ponieważ jakby jeszcze bardziej niż zwykle nie wiadomo, jakimi torami ona pójdzie.



Nature's Whispers Oracle- cała talia na TYM filmiku.
Whispers of Love Oracle- cała talia na TYM filmiku.

9. Journey of Love Oracle
Ech, jakoś ciężko o tej talii pisać... I w sumie nie wiem, czemu, ale myślę, że powodem może być jej pewnego rodzaju nieuchwytność- nie da się uchwycić jej w sieci słów... bo jest taka... eteryczna... subtelna... wysoka energetycznie, duchowa... i bardzo, bardzo dogłębna... Właściwie nie potrafię powiedzieć, dlaczego, ale praca z tą talią (a szczególnie ten moment, kiedy mamy wyciągać kartę z talii) zawsze jest bardzo ekscytująca- to coś innego, niż w przypadku innych talii. Interpretacje tych kart są bardzo podobne do interpretacji Soul Cards- to jest taka bardzo intuicyjna i wielopoziomowa talia.
Im dłużej mam tę talię, im więcej z nią pracuję, tym bardziej ją kocham, doceniam- bo jest naprawdę fantastycznym narzędziem do pracy nad sobą. No i jeszcze te obrazy- och... Po prostu zakochałam się w pracach Rassouli'ego, są niesamowite...


10. Gods and Titans Oracle oraz Goddesses and Sirens Oracle
Po prostu uwielbiam te talie, są świetne. Mimo że nie pracuję z bogami i boginiami, mimo że nie jestem pasjonatką mitologii, praca z tymi taliami jest dla mnie- krótko pisząc- łatwa i przyjemna.
Sporo na ich temat napisałam w ostatnim poście z tej serii, a na razie nie mam w sumie nic nowego do podzielenia się, jeśli o nie chodzi, wobec czego nie będę niepotrzebnie lać wody. ;) Jedno, co mogę napisać, to to, że moja relacja z nimi pięknie się pogłębia- od samego początku, kiedy zaczęłam swoją przygodę z nimi, aż do teraz... cudny rozwój... <3



11. Oracle of Shadows and Light
Ostatnio ta talia przyciąga mnie coraz mocniej i mocniej, myślę, że z tego względu, iż mamy ten sezon na mrok w pełnej krasie, można by rzec, a Oracle of Shadows and Light ma bardzo fajny klimat właśnie na tę porę w roku. Poza tym ta talia to dla mnie trochę taki Jasmine Becket- Giffith's decks' home i w sumie nie potrafię wytłumaczyć, czemu- najzwyczajniej w świecie mam takie wrażenie, takie uczucie, gdy pracuję z tymi kartami. Zresztą Oracle of Shadows and Light była pierwszą (zarówno dla mnie, jak i w ogóle) talią zawierającą obrazy Jasmine, więc w sumie jest to dość zrozumiałe. ;)


12. Wild Kuan Yin Oracle
Kiedy tylko zobaczyłam tę talię, wiedziałam, że ją chcę. I... tak właściwie... to chyba bardziej było to umotywowane moim zamiłowaniem do talii Blue Angel Publishing, niż do tej konkretnej talii- bo, muszę przyznać, wielkiego wrażenia na mnie nie zrobiła. Tzn. wizualnie mnie nie porwała- najzwyczajniej w świecie ten styl to not my cup of tea... Choć przyznać muszę, że obrazy są zachwycające.
No więc wizualnie może niezbyt mi się te karty podobały (czyt.: nie pociągały mnie tak bardzo, jak np. Isis Oracle, Sacred Rebels Oracle czy Ludy Lescot Tarot), jednak bardzo, ale to bardzo zaintrygował mnie tytuł talii: Wild Kuan Yin Oracle. Wild- no właśnie. To jest tak naprawdę esencja tej talii i chyba właściwie głównie za to tak ją uwielbiam. Bo uwielbiam, nie ma co się nad tym rozwlekać. Pod kątem przedstawienia idei oznajmionej w tytule, te obrazy są po prostu genialne. A ja... no cóż, ja marzyłam o dobrej talii, która byłaby wręcz przesycona owym wild, w której każda karta biłaby tą energią i budziłaby tę część mnie... Wild Kuan Yin Oracle to nie jest dobra talia. To jest talia idealna.
Na razie więc się z nią zapoznaję, delektuję się faktem posiadania jej, zatapiam się w jej energii... która jest bardzo inna od tej, którą posiadają inne talie Blue Angel Publishing. W tej talii jest coś bardzo niezwykłego, bardzo oryginalnego- bardziej, niż w pozostałych taliach tego wydawnictwa.

Tak jeszcze sobie dodam... To uczucie, kiedy się wreszcie ma talię, o której posiadaniu marzyło się przez dobrych kilka tygodni, którą widziało się u innych i zazdrościło, że oni już mają, a ja jeszcze nie (ale wiedziałam, że wkrótce to się zmieni)- to uczucie jest niesamowite. Po prostu bezcenne.

Talia ta dołączyła do mojej kolekcji kilka dni przed Samhain. A teraz mała aktualizacja (pisana dnia 17.12):
Po tym, jak podskoczył mój poziom z Kuan Yin Oracle, z Wild Kuan Yin Oracle pracuje mi się znacznie lepiej.

Grawitacja (a raczej pokonywanie jej) jest ważnym elementem tej talii. Już samo to niesie w sobie przesłanie, które idealnie współgra z energią talii:
porzuć ziemskie pęta, wkrocz w pustkę i stań się wiatrem. Poczuj wolność, wyzbądź się ograniczeń, uwolnij się.


13. Sacred Geometry Cards for the Visionary Path 
Ciągnęło mnie, żeby kupić tę talię, bardzo długo- no i w końcu się zdecydowałam. ;) Miałam już Sacred Geometry Cards (z którymi w sumie nie pracowałam za wiele- brak adekwatnej wiedzy...) i po prostu za każdym razem, kiedy widziałam tę talię lub czytałam o niej, myślałam sobie "kurcze, chcę ją mieć...". Mając dość (no bo ile można?) zdecydowałam się na zakup i jestem naprawdę zadowolona- nie tylko dlatego, że mam wreszcie spokój, ale również (a może i przede wszystkim) dlatego, że talia jest po prostu fantastyczna. :D Mam dziwnego bzika na punkcie talii, za którymi kryje się coś więcej, niż- weźmy na ten przykład- channeling i choć więcej zapału do zapoznawania się z wiedzą w nich zawartą miałam kiedyś, to jednak słabość pozostała- i dobrze, bo może któregoś dnia skorzystam z tego i zacznę traktować takie talie jako źródło wiedzy i inspirację do jej zgłębiania. ;) Na razie to jednak nie ten czas, co absolutnie nie skreśla możliwości skutecznej pracy z tego typu taliami. Zresztą takie np. Sacred Geometry Cards for the Visionary Path są świetne do interpretacji stricte po obrazkach (czyli tak, jak lubię najbardziej).
Sacred Geometry Cards w porównaniu do Sacred Geometry Cards for the Visionary Path są znacznie bardziej... hmm, schematyczne to pewnie nieodpowiednie słowo, ale lepsze do głowy mi w tym momencie nie przychodzi. Mam na myśli to, że te pierwsze zawierają znacznie więcej kart przedstawiających same figury, kształty, niewiele jest natomiast kart z bardziej typowymi wizerunkami (scenki, itp.), których z kolei w tych drugich mamy mnóstwo (znaczna większość talii). I już samo to jest w mojej opinii bardzo na plus, ponieważ moja wiedza na temat świętej geometrii nie jest zbyt wielka, a z książką siedzieć przy rozkładach, krótko pisząc, nie lubię, stąd nie używam Sacred Geometry Cards zbyt często- którego to losu zdecydowanie nie podzieli jej "siostra", tego mogę być pewna. ;)
Gdy przeglądałam karty po raz pierwszy, uderzyło mnie wiele rzeczy, ale najbardziej oczarowała mnie jakaś taka... wręcz, bym powiedziała, świętość tych kart, taka podniosłość ich energii. Te karty, te obrazy przemawiają prosto do serca, są pełne energii, są po prostu niesamowite. Medytacje z nimi są przepełnione podniosłą atmosferą, są tak inne od medytacji z większością pozostałych talii, że nie sposób nie zauważyć ogromnej różnicy i nie przyznać, że Sacred Geometry Cards for the Visionary Path mają w sobie coś niesamowicie niezwykłego. Naprawdę, zupełnie nie spodziewałam się, że będę nimi aż tak zachwycona, oczarowana. Bardzo się cieszę, że w końcu zdecydowałam się je kupić- bo był to bardzo trafiony zakup.


14. Victoria Frances Oracle Cards
Gdy tylko zobaczyłam tę talię, od razu poczułam coś takiego pt. "muszę ją mieć!", choć nie wiedziałam zupełnie, czy mi się spodoba... i w ogóle prawie nic o niej nie wiedziałam. Natomiast będąc w posiadaniu Favole Tarot i mając pewne wyczucie stylu Victorii, mogłam się domyśleć, że talia będzie bardzo mroczna i pełna emocji. Bardzo lubię obrazy tej artystki, więc w sumie można powiedzieć, że byłam zdecydowana na zakup, mimo że trochę w ciemno.
Byłam tą talią dość mocno podekscytowana (tym bardziej, że kupiłam ją właściwie tuż przed Samhain, czyli w tym czasie, kiedy moja żądza mroku sięga zenitu ;) ). Przeglądając karty miałam wrażenie pewnego rodzaju powtarzalności motywów- jakby Victoria wiele razy przedstawiała to samo, tylko w odrobinę inny sposób. (Poza tym część z nich pojawiła się już w Favole Tarot, co również mnie zbytnio nie cieszy, choć z drugiej strony fajnie jest móc zobaczyć te obrazy nieco lepiej...) Troszkę mnie to rozczarowało, szczerze pisząc, ponieważ miałam nieco wyższe oczekiwania, po prostu spodziewałam się innego wyboru obrazów, większej różnorodności. Na razie poznaję tę talię (a jest bardzo głęboka, więc trochę to zajmie) i ciągle mnie to gdzieś tam boli. Ale mniejsza.
Ogólny feel talii jest... bardzo ciężki, powiedziałabym. O ile w Favole Tarot mamy właśnie większą różnorodność energii, o tyle w tej talii niemal każda karta zawiera obraz przepełniony ciężkimi emocjami, i raczej nie tymi ognistymi (złość, agresja, żądza zemsty, itp.), a wodnymi (żal, smutek, rozgoryczenie, itp.). Nie ma w tej talii ognia-aktywności, jest za to mnóstwo wody-bierności, poddania, płynięcia z prądem, odpuszczenia.
Uczucie, jakie talia we mnie wywołuje, przyrównałabym do tego, jakie pojawia się w nas, gdy tracimy coś lub kogoś bardzo, bardzo dla nas ważnego. To bardzo ciężkie emocje, przytłaczające wręcz. I do pracy właśnie z tego rodzaju emocjami ta talia nadaje się idealnie- moim zdaniem.
Victoria Frances Oracle to bardzo mocna talia. Mam w swojej kolekcji całkiem sporo mrocznych talii, ale żadna z nich nie działa na mnie w taki sposób, jak ta, żadna nie robi na mnie tak mocnego wrażenia pod kątem przenikania aury, klimatu obrazów przez karty i ich wpływu na odbiorcę. Żadna talia nie jest tak mocna w tym aspekcie. Tak więc gdybym miała wskazać najmocniejszą z mrocznych talii, najbardziej wpływającą na nastrój, klimat- byłaby to właśnie ta talia. Tutaj Victoria prezentuje mistrzostwo w przekazywaniu emocji poprzez obraz. Dlatego tym, którzy nie przepadają za takimi ciężkimi ponurymi, mrocznymi klimatami, nie polecałabym pracy z tą talią- bo po prostu może być zbyt ciężko.
Ja natomiast generalnie- i mimo wszystko- bardzo się cieszę, że mam tę talię w swojej kolekcji- właśnie czegoś takiego mi brakowało.


15. Faeries Oracle i Heart of Faerie Oracle 
(Wymieniam je razem, ponieważ używam ich właśnie w ten sposób- jako jedna talia.)
Tia, no i cóż ja tu mogę napisać? Poza tym, że kocham te talie, że uwielbiam z nimi pracować i że są jednymi z najlepszych (tak, tak, najlepszych), najbardziej zachwycających z jakimi mam przyjemność pracować, w sumie nic szczególnego nie mam do napisania... chyba. Ciągle zaskakują mnie swoją, chciałoby się powiedzieć- inteligencją, a praca z nimi to zawsze jest coś nie-sa-mo-wi-te-go.
W dniu Samhain wyciągnęłam z tych talii (dwie talie połączone w jedną) kartę będącą taką ogólną kartą przewodnią na najbliższy czas (wybrałam do tego celu właśnie te talie, ponieważ po prostu intuicyjnie czułam, że powinny to być właśnie one)- była to karta "53. Death". Nie można było lepiej. I już nawet nie tyle chodzi o sam fakt, że śmierć idealnie pasuje do Samhain- w ostatnich miesiącach doświadczyłam śmierci w różnych sytuacjach życiowych (w sensie- śmierci jako końca czegoś, a nie śmierci typowo rozumianej jako umieranie- i idącej za tym mniejszej lub większej rozpaczy), po prostu ostatnio śmierć w tym właśnie sensie towarzyszy mi bardzo intensywnie (bardziej, niż kiedykolwiek). A gdy wyciągnęłam kartę "53. Death", to było po prostu niesamowicie mocne doświadczenie- tzn. nie samo wyciągnięcie i zdanie sobie później sprawy z tego, jak to się odnosi do minionych paru miesięcy, ale przede wszystkim medytacje, jakie z tą kartą wykonałam i które uświadomiły mi bardzo wiele rzeczy- część z nich niby oczywista, a jednak...- odnoszących się do śmierci (nie tylko dla mnie osobiście, ale również bardziej ogólnie, bardziej globalnie). To było piękne doświadczenie- mega intensywne, trochę ciężkie, ale piękne. I nie było to pierwsze tak intensywne doświadczenie, jakie miałam z tą konkretną kartą.


16. Sacred Rebels Oracle
Ach, niesamowita talia... I o niej tak właściwie też za wiele nowego (o ile cokolwiek) nie mam do napisania. :P Praca z nią to niesamowita sprawa, z tą talią po prostu nie da się stać w miejscu w rozwoju, nie da się nie działać, nie da się lenić- w jakiś sposób te obrazy przemawiają szczególnie do tej części nas samych, która pragnie zmian, która pragnie lepszego życia, która pragnie przebudzenia i podążania właściwą ścieżką. Rozwój, rozwój i jeszcze raz rozwój- z Sacred Rebels Oracle nie da się inaczej.


17. Duality Deck
Aż trochę nie mogę uwierzyć... że piszę o tej talii... że ją mam... że z nią pracuję... bo to jest tak... niesamowite... zupełnie jak sama talia. I... tak szczerze pisząc... nie wiem, czy jest w ogóle sens pisać o tej talii... bo ona jest tak niezwykła, tak wielowymiarowo piękna, tak dogłębna i tak wymowna... że wystarczy po prostu spojrzeć jej prosto w twarz(e)- dosłownie- i ujrzeć... jej piękno...


Tak... Nie wiem, jak Wy, ale ja... zakochałam się... Ta talia mnie ujęła... Od pierwszego wejrzenia...

Także wyraziłam wreszcie (pisemnie) swój zachwyt, przejdę więc do konkretów. ;)

Myślę, że jeśli ktoś obraca się w tym karcianym świecie, zauważy od razu, że Duality Deck to bardzo oryginalna talia. Nie trzeba więc pisać o niej, choć ja uwielbiam pisać o taliach, więc... ;)
I teraz tak... Pierwsze wrażenia oraz wrażenia, gdy się jeszcze nie ma talii- to jedno. Ale już wrażenia z pracy z talią to drugie. I moje wrażenia z pracy z Duality Deck są bardzo, bardzo, bardzo, bardzo pozytywne. Bardzo. Bo od razu, od pierwszego wejrzenia, a potem od pierwszego rozkładu pomiędzy mną, a tą talią powstała wyjątkowa więź. Nie potrafię tego wyjaśnić. Nie potrafię tego opisać. Nie potrafię... bo to jest ponad słowami. Kto tego doświadczył, ten rozumie.
Ta talia jest żywa. Oczywiście metaforycznie. Jednak pod kątem owej "żywości" mogłabym przyrównać ją np. do Faeries Oracle czy Heart of Faerie Oracle. Te karty "zachowują się" jak żywe istoty, jakby mnie znały, rozumiały, wiedziały doskonale, o czym myślę, czego potrzebuję, co jest dla mnie najważniejsze.
Np. standardowo zapytałam o to, jak ta talia będzie ze mną współpracować. W myślach miałam jednak jeszcze inne pytanie, ale starałam się je odsunąć i skupić się na tym dotyczącym pracy z talią. Wyciągnęłam kartę. Była to "Patience", która po prostu idealnie oddawała sytuację, o której myślałam "pobocznie" i której przesłanie było, krótko pisząc, strzałem w 10-tkę odnośnie tejże sytuacji. Tak więc wyciągnięta karta nie była odpowiedzią na pytanie o pracę z talią, ale na to drugie, kołaczące mi się gdzieś tam w głowie- i w jakiś sposób to wiedziałam, doskonale to wiedziałam. Tak więc mój "dylemat" został rozwiązany karciano (że tak to ujmę), a więc skupiłam się- już na serio, bez żadnych pobocznych pytań i dylematów, jakby zaspokojona, uspokojona odpowiedzią, którą dała mi karta "Patience" - na pytaniu o pracę z talią i wyciągnęłam kartę "Honesty". ... No i właśnie, nie trzeba chyba tego komentować...
Ta talia jest szczera. Jest prawdziwa w swoich przekazach. Jest klarowna. Jest konkretna. Jest- w pewnym sensie, bo to w końcu przedmiot, a nie istota żywa- współczująca, troskliwa, domyślająca się, znająca pytającego i jego problemy i pragnąca pomóc je rozwiązać. To jest absolutnie... piękna talia. Zarówno pod kątem stricte wizualnym, jak i pod kątem działania, energii... I ja... może to dziwnie zabrzmieć (choć w sumie "zabrzmieć" tu nie pasuje, ale to nieistotne), ale jestem zaszczycona, że mogę pracować z tą niezwykłą talią, jaką jest właśnie Duality Deck.

Cała talia na TYM filmiku.

18. Gaia Oracle
Ach... Po prostu uwielbiam medytować z tą talią... Te medytacje (niemal) zawsze są tak słodko kojące i uzdrawiające... zresztą energia tej talii również taka jest. I nie chcę tu stwierdzać, że Gaia Oracle to "słodka, urocza i mega pozytywna talia pełna światła"- bo nie jest to prawdą. W tej talii- tak samo zresztą, jak w każdej innej wydawnictwa Blue Angel Publishing- jest piękny balans pomiędzy jasną stroną i ciemną. Jednak nie sposób nie przyznać, że Gaia Oracle jest wyjątkowo ciepła i kojąca- tak bardzo, że można by przyrównać ją pod tym względem do tych wszystkich "bezmrocznych" talii, których na rynku mamy pełno. Jednak w przeciwieństwie do nich, Gaia Oracle nie boi się mroku. Po prostu. Jest to bardzo pozytywna talia, ale niepozbawiona mroku.


Ostatnio na przykład medytowałam sobie z kartą "Peace"...


W owej medytacji ujrzałam siebie pływającą (a właściwie dryfującą) sobie spokojnie na plecach na powierzchni rozległego oceanu (nie widziałam brzegu, żadnego lądu, dookoła mnie wszędzie był ocean). Był zachód słońca, piękne błękitno-różowe niebo, gdzieniegdzie delikatne chmurki (dla szczegółu- były to cirrusy)... Leżałam sobie spokojnie, w pełni zrelaksowana, unoszona przez delikatne fale. Aura tego miejsca była taka... spokojna, przyjazna. Głęboko uspokajająca i relaksująca. Czułam, jak otula mnie złoto-różowa energia zachodzącego słońca... To było tak piękne i kojące doświadczenie... Medytowałam kilka minut i gdy skończyłam, otworzyłam oczy i powróciłam do codzienności, moje myśli były inne... jakby bardziej poukładane, spokojniejsze, bardziej harmonijne i klarowniejsze. I generalnie takie są wszystkie medytacje, które wykonuję z pomocą tej talii. Gaia Oracle... <3

Po tę talię sięgam m.in. wtedy, gdy potrzebuję wsparcia i pozytywnej energii, dobrej rady, ukojenia i uzdrowienia. Gdy mam jakiś większy problem, poprzez pracę i medytację z tą talią, mój umysł się uspokaja, moje myśli się harmonizują, a ja cała się relaksuję- a to jest bardzo ważne, ponieważ z zabałaganionym wnętrzem ciężko jest zrobić porządek na zewnątrz. ;)



19. Wild Wisdom of the Faery Oracle
Podobnie, jak Oracle of the Mermaids, Wild Wisdom of the Faery Oracle ma bardzo silnie zaznaczoną energię żywiołu ziemi* (szczególnie gdy mówi się nie o pojedynczych kartach, a o całej talii- wszystkich kartach jako całości), jednak w rozkładach nie przebija to (o ile się nie chce, aby przebijało) i nie zakłóca odczytu, nie wpływa na niego niepotrzebnie. Obydwie talie są bardzo uniwersalne i naprawdę wspaniale się z nimi pracuje przy wszelkiego rodzaju rozkładach.
Ostatnio co prawda Wild Wisdom of the Faery Oracle mnie jakoś szczególnie nie wołała (a ja właśnie za "wołaniem" talii wolę podążać w mojej pracy z nimi), jednak chciałam z nią trochę popracować, po prostu po to by łatwiej poczuć, połączyć się z energią ziemi (a także Ziemi jako planety) i było to bardzo ciekawe doświadczenie- zważywszy na to, jaką moc mają żywioły w tym okresie (Samhain i okolice).


*W przypadku Oracle of the Mermaids jest to oczywiście żywioł wody, nie ziemi- żeby było jasne. ;)

20. Enchanted Map Oracle
Hmm, w sumie nie mam nic nowego do napisania, jeśli chodzi o tę talię... :P
Uwielbiam talie Colette Baron-Reid, uwielbiam ich czytelność i uniwersalność, a Enchanted Map Oracle jest w moim odczuciu najbardziej uniwersalna spośród talii Colette.


21. Fallen Angel Oracle
Fallen Angel Oracle to piękna talia. Nie tylko wizualnie, ale i pod kątem tego, jak działa, jakie przesłania, lekcje daje. Jej wpływ (przynajmniej na mnie) jest bardzo uzdrawiający- naprawdę, tak bardzo, że ciągle nie mogę przestać się nad tym dziwić. Praca z cieniem z użyciem tej talii jest bardzo skuteczna, ponieważ te karty w jakiś sposób przemawiają do nas, naszego serca, naszej duszy... Nie potrafię tego opisać, to jest po prostu- dosłownie- jak magia. Tak głębokie i silne działanie, tak inspirujące, tak rozwijające... Ta talia jest niesamowita.
Uwielbiam ją, m.in. dlatego, że świetnie pasuje na mroczną część roku (ze względu na motyw i ogólną energię, która mimo wszystko nie jest wcale bardzo mroczna- jak dla mnie to raczej zbalansowana talia, choć jest w niej coś takiego, co sprawia, że pięknie daje się odczuć tą mroczną aurę, którą tak kocham), ogromnie sobie cenię również mądrość, jaką we mnie budzi i dogłębne odpowiedzi, jakie mi daje. Ta talia jest po prostu niezwykła, jest jedną z moich ukochanych. Bardzo szybko znalazłam z nią wspólny język (jeśli tak można stwierdzić) i zrozumiałam, jak ją rozumieć. ;) Mimo że na początku wydała mi się bardzo trudna, naprawdę nie potrzebowałam wiele czasu, by złapać z nią piękne, głębokie połączenie i bez problemu z nią pracować. No a teraz... cóż, mogę się delektować faktem posiadania tak wspaniałej talii i cieszyć dosłownie każdym momentem pracy z nią. <3
I szczególnie właśnie teraz, w tym okresie (gdy Słońce wędruje przez znak Skorpiona) ta talia wydaje się być w swoim żywiole (że tak to ujmę), naprawdę wspaniale się z nią pracuje, bardzo intensywnie, niesamowicie łatwo.


22. Les Vampires Oracle
Praca z tą talią w okresie Samhain to coś magicznego... Coś soczystego, słodkiego, to jak wgryzanie się w słodkie, soczyste jabłko... Ech, trochę mnie ponosi, ale naprawdę kocham pracować z Les Vampires Oracle w moim ukochanym okresie w roku! <3 Ta talia jest po prostu tak... soczystym kąskiem dla każdego miłośnika mroku i pracy z cieniem... Les Vampires Oracle jest moją mroczną ekstazą...
Bez względu na to, jak dziwne może się wydać to, co napisałam- ja po prostu nie potrafię inaczej ubrać tego w słowa. Teraz, kiedy delektuję się każdą, dosłownie każdą chwilą mojego ukochanego okresu w roku, jakim jest Samhain- nie potrafię opisać tego w inny sposób. Praca z Les Vampires Oracle to autentyczna rozkosz dla każdego, kto odnajduje kochanka w swoim mrocznym ja... i w mroku świata...


23. Earth Power Oracle
Generalnie jest to mega mocna energetycznie talia, jednak w Samhain... To jest po prostu niesamowite, praca z nią jest tak intensywna, nie trzeba wcale medytować, nie trzeba robić jakichś specjalnych rzeczy, by zagłębić się w energię wyciągniętej karty- bo ona od razu... tak jakby mnie pochłania.
Za każdym razem, kiedy pracuję z tą talią, zdaję sobie sprawę z tego, że przecież każde, absolutnie każde miejsce ma jakąś energię. Tzn. niby to wiem, jednak na co dzień nie jestem tego tak naprawdę świadoma. A poprzez pracę z Earth Power Oracle moja świadomość- choćby na chwilę, ale jednak- znacznie wzrasta i... po prostu przypominam sobie o tym. Oczywiście wiele osób ma tak, że czuje energie danego miejsca- i ja jestem jedną z nich. Dla mnie ta umiejętność jest czasami naprawdę uciążliwa, bo np. muszę przez dłuższy czas przebywać w miejscu, w którym "niewiadomodlaczego" źle się czuję- gdybym nie była tak uwrażliwiona na te wszystkie energie, nie byłoby tak. No ale cóż...


24. Wisdom of the Golden Path Oracle
Taaak... No więc jak ogólnie odbieram tę talię, jak tak typowo na co dzień mi się z nią pracuje- to już pisałam. Natomiast w Samhain te obrazy naprawdę ożywają, a praca z talią na głębokim poziomie jest tak łatwa- wręcz sama się dzieje, bo nie muszę specjalnie medytować, by medytować z tymi kartami (if that makes any sense). Po prostu wszystkie moje doznania w pracy z tą (i nie tylko, oczywiście) talią idą kilka poziomów wyżej, są jakby wzmocnione. Za to kocham Samhain! :D


25. Messenger Oracle
Przepiękna talia o pięknej energii. Skrywa w sobie mądrość Gai, jej energię, jej istotę, jej esencję. Praca z nią to zawsze- w jakiś dziwny sposób, bo niezależnie od tego, jak z nią pracuję- niesamowicie silne połączenie z energią Ziemi, z energią roślin i zwierząt, z energią wszystkich istot, które na Ziemi żyją... a nawet i poza nią. Po prostu w moim odczuciu ta talia tak jakby przedstawia Ziemię, ale na tle kosmosu, na tle całego wszechświata i wieloświata- bo jej energia sięga gdzieś dalej, gdzieś poza naszą planetę.
W związku z tym, że Messenger Oracle jest tak mocno związana z Ziemią, z jej energią, w okresach sabatów celtyckich (a szczególnie Samhain) zdaje się wręcz emanować niezwykłą energią, tak jakby chciała zasygnalizować: "to ważny czas dla Ziemi, dzieją się zmiany".


26. Magical Times Empowerment Cards
Ach, dawno, naprawdę bardzo dawno z tą talią nie pracowałam... I muszę przyznać, że nie mniej się za nią stęskniłam. ;) Po dłuuugiej przerwie wyciągnęłam ją w Samhain- choć już nieco wcześniej mnie "wołała", ale jakoś nie mogłam się za nią zabrać... W każdym razie- wreszcie ją sobie odświeżyłam i o ile nigdy wcześniej nie czułam do niej jakiejś szczególnej mięty, nigdy wcześniej nie byłam nią jakoś wyjątkowo zafascynowana i nigdy wcześniej nie pociągała mnie tak, jak- dajmy na ten przykład- Isis Oracle czy Tarot of Vampyres, o tyle teraz, po tym odświeżeniu w Samhain, mam takie wrażenie, że weszłam na nowy poziom z tą talią (właściwie takie wrażenie mam co do wielu talii z mojej kolekcji, jednak ten fragment posta przeznaczony jest dla Magical Times Empowerment Cards, a więc skupiam się na niej ;) ) i teraz naprawdę ogromnie ją doceniłam. Wcześniej praca z nią była znacznie płytsza (bo i przecież ogólnie byłam słabsza, jeśli chodzi o moje karciane umiejętności), teraz jednak jest nieprawdopodobnie głęboka i żywa... i piękna.


Talię można obejrzeć na TYM filmiku.

27. Vintage Wisdom Oracle
W Samhain energia tej talii jest mocna... Bardzo mocna... A niby- wydawałoby się- to taka delikatna talia, taka spokojna, przyjemna, kojąca, itd... No cóż, gdybym napisała, że w Samhain te jej cechy gdzieś zniknęły, byłoby to kłamstwem. Mam po prostu takie wrażenie, że te właśnie cechy Vintage Wisdom Oracle jakby schowała gdzieś głębiej, a uwydatniła- wcześniej skrywanego- powera. Jest mocna, ciągle będąc delikatna w swojej energii. Jest poważna, ciągle będąc lekka w przekazie. Jest bardziej ponura i melancholijna- ciągle będąc pełna światła, choć nie gardząca mrokiem. Przypomina o smutniejszych stronach życia, jednocześnie dając nam pełne pozytywnej energii przesłania. Wzbudza w nas ponure refleksje nad życiem, jednocześnie przynosząc ukojenie. Ta talia jest jak dobra przyjaciółka... jak przyjaciółka od serca, która co prawda nigdy nas nie zrani, nigdy nie pozostawi w smutku i rozpaczy, jednak nie będzie wciskać fałszywych "prawd", że "życie jest piękne", że "na wszystko da się zaradzić". Ta talia to idealne, pełne balansu narzędzie do pracy nad sobą, do kierowania swojego życia na te najwłaściwsze- nasze- tory.


Całą talię można obejrzeć na TYM filmiku.

28. Halloween Oracle
Idealna na Samhain/Halloween/Dziady ze względu na swój unikalny klimat. Oczywiście- jak nazwa sugeruje- głównie na Halloween, jednak tak naprawdę jest to jedna z najbardziej uniwersalnych dywinacyjnie talii. Niezależnie od tego, czy chcemy jej użyć, by uczcić Halloween, Samhain lub Dziady, czy chcemy przywołać energię tych świąt do siebie i móc- choć przez parę chwil- mieć swoje własne Halloween/Samhain/Dziady, czy też chcemy po prostu użyć tej talii, by uzyskać odpowiedź na zadane pytanie- Halloween Oracle jest idealna. Przepiękna, prosta, konkretna, bardzo klimatyczna i uniwersalna. Krótko pisząc: talia idealna. ;)


29. Mythic Oracle
W Samhain takie talie (czyli z bogami i boginiami) mają szczególną energię, a praca z nimi to naprawdę mocne doświadczenia- przynajmniej takie były moje. Co prawda nie wyciągam tej talii zbyt często w ciągu roku, jednak w Samhain po prostu nie mogłam się powstrzymać- bardzo mnie do niej ciągnęło. I słusznie- bo pracowało mi się z nią naprawdę wspaniale. ;) Nie czuję się związana z mitologią- choć nie ukrywam, że zawsze mnie w jakiś sposób fascynowała (w młodości nawet bardzo, z czasem mi przeszło)- jednak uwielbiam pracować z tego typu taliami. Co prawda trzy moje ulubione z tej kategorii (Mythic Oracle, Gods and Titans Oracle oraz Goddesses and Sirens Oracle) to talie wydane przez Blue Angel Publishing (kocham to wydawnictwo! <3), a jest przecież wiele innych talii (w znacznej większości są to talie z boginiami), jednak po prostu te trzy najbardziej przypadły mi do serca. ;) Mythic Oracle to świetna talia, przepiękna i łatwa w pracy, a co w niej naprawdę uwielbiam, to to, że mamy balans pomiędzy bogami i boginiami (którego czasami tak mi brak...). Jedyny- i naprawdę malutki- minusik jest taki, że w talii mamy bóstwa jedynie z greckiego panteonu- bo ja jednak preferuję różnorodność kulturową w takich taliach.


Cała talia TU.

30. Soul Cards
Ach, Soul Cards... Fenomenalne karty... Tak głębokie w przekazie, tak pobudzające wyobraźnię i intuicję, tak piękne, tak proste, tak skuteczne, tak rozwijające, tak zaskakujące... że aż słów brakuje, by wyrazić mój zachwyt nad nimi... <3 Choć nie tak mało ich tu zawarłam. ;)


31. Mother Mary Oracle
Teraz, gdy to piszę, właśnie przed chwilą skończyłam interpretować rozkład, jaki wykonałam tą talią i po raz kolejny- jak zawsze, gdy pracuję z Mother Mary Oracle- jestem pod tak ogromnym wrażeniem jej wielowymiarowego piękna i cudnej energii, jaką mnie otula, gdy z nią obcuję, że aż nie wiem, jakich słów użyć, by to oddać... Ta talia, praca z nią jest po prostu- autentycznie- niczym dotyk boskiej energii, niczym rozmowa z Matką Marią... I mimo, że moje podejście do spraw bogów, bogiń, aniołów, religii, itd. jest nieco inne, niż większości ludzi, to jednak tak właśnie odczuwam pracę z Mother Mary Oracle.


32. Lovers Oracle
Karty te służą przede wszystkim do pracy związanej z relacjami z innymi, szczególnie- jak wskazuje sama nazwa talii- relacjami miłosnymi. Bardzo podoba mi się w nich to, że- jak zawsze w przypadku talii Blue Angel Publishing- zachowano w nich balans pomiędzy, mówiąc najprościej, światłem i mrokiem. Nie mamy tu czegoś w rodzaju "cute fluffy messages"- te karty, oczywiście o ile używane odpowiednio, są naprawdę niesamowitym narzędziem do pracy na polu relacji partnerskich i nie tylko. Poza bardzo prostymi przesłaniami, mamy piękne obrazy Toniego Carmine Salerno- doskonale dobrane do tematu danej karty. W połączeniu z nietypowym kształtem, całość składa się na bardzo ciekawą, klimatyczną, świetną talię (no cóż, czego innego się spodziewać, jeśli zna się Blue Angel Publishing? ;) ). I nawet jeśli z pozoru wydaje się po prostu słodka i urocza, w rzeczywistości wcale taka nie jest- ale o tym trzeba się samemu przekonać. ;)
Ja miałam z nią bardzo piękne doświadczenia. Uwielbiam jej energię, jej dogłębność i skuteczność w przekazywaniu odpowiednich informacji. ;) I bardzo polecam każdemu, kto szuka interesującej, oryginalnej i przede wszystkim dobrej (a nawet bardzo dobrej ;) ) talii do pracy związanej ze sferą relacji międzyludzkich.
Każda talia ma inną energię, z każdą inaczej się pracuje. Lovers Oracle ma taką energię, która sprawia, że jej niby uniwersalne przesłania odnoszą się bezpośrednio do spraw relacji międzyludzkich, tak jakby w jakiś sposób były mocno ukierunkowane właśnie na tę sferę, dzięki czemu praca z tą talią jest bardzo głęboka i naprawdę skuteczna, bo taka właśnie "do serca".


Cała talia TU (jest to starsza wersja).

33. Das Germanishe Gotterorakel (Wyrocznia Germańskich Bogów)
Talia ta w mojej kolekcji jest już dość długo (nawet bardzo długo). I przez cały ten czas użyłam jej ze trzy razy, może troszkę więcej. Nigdy wcześniej jakoś szczególnie mocno nie ciągnęło mnie do tej talii, a to z racji tego, że nie bardzo pociągała mnie sama mitologia nordycka. Tzn. pociągać pociągała, ale nie na tyle, by się jej uczyć, zgłębiać na poważnie, itd. Oczywiście nie trzeba od razu się rzucać na tą całą wiedzę, jednak ja wolę albo się do czegoś przyłożyć albo w ogóle tego nie robić- stąd w ogóle nie robiłam (tak. Nie ma to, jak lenistwo połączone z prostolinijnością*). Natomiast ostatnio poczułam pewną miętę do mitologii nordyckiej i wobec tego przypomniałam sobie o tej talii i wobec tego poczułam miętę również do niej. ;) Bardzo się cieszę, że powstała taka talia, jak ta, bo jakby nie było, mitologia nordycka jest naprawdę niesamowicie interesująca (przynajmniej mi jest w pewien sposób bardzo bliska- mimo wszystko i wbrew pozorom), a chyba nie należy do jakichś szczególnie znanych- a szkoda.
Naprawdę bardzo mi się ta talia podoba, nie tylko wizualnie, ale w ogóle- m.in. dlatego, że jest łatwa w interpretacji nawet dla tych, którzy nie mają zielonego pojęcia o mitologii nordyckiej. I właśnie szczególnie ostatnio czuję jakieś takie fajne ciepło na sercu, gdy z nią pracuję- czego nie czułam nigdy wcześniej w całym tym czasie, kiedy talia była w mojej kolekcji (nawet gdy z nią pracowałam).


Cała talia TU.

*W razie czego, polecam sprawdzić, co znaczy to słowo- gdyby ktoś miał wątpliwości- bo zapewniam, że użyłam go w pełni świadomie i adekwatnie (przynajmniej wobec tego, co zamierzałam przekazać w tym zdaniu).

34. Spirit of the Wheel Meditation Deck
Nie ma to, jak poruszanie się po różnych mitologiach, różnych tradycjach, różnych systemach (wierzeń), itd.- za pośrednictwem kart.
Uwielbiam tę talię. I bardzo, ale to bardzo (napisałabym "bardzo" jeszcze kilka razy, ale to nie ma sensu) się cieszę, że- po dość długim czasie oczekiwania tej talii na rozpoczęcie pracy ze mną ;)- wreszcie umiem z nią pracować. Rozumiem ją. Mam z nią bardzo, naprawdę bardzo głębokie połączenie. Kocham ją, po prostu. Mimo, że system, na którym się opiera, nie jest mi ani za bardzo znany (choć bardzo mnie interesuje- ale jakoś ciężko mi było znaleźć konkretne informacje, kiedy ostatnio (czyli w sierpniu) ich szukałam), ani szczególnie bliski (zarówno pod kątem czucia się blisko, jak i w sensie bardziej realnym, dosłownym- w końcu nie mam powiązań z rdzennymi amerykanami, nie urodziłam się na tamtych terenach*). Tak więc z tą talią było u mnie podobnie, jak z w/w Das Germanishe Gotterorakel- najpierw długo leżała praktycznie nieużywana, a potem w pewnym momencie nadszedł ten właściwy czas i praca idzie zaskakująco łatwo i niesamowicie przyjemnie.


*Aczkolwiek akurat to nie ma dla mnie żadnego znaczenia- w końcu kto mi powie, że nie mogę bądź nie powinnam pasjonować się jakąś kulturą, jeśli nie jest ona tą, z której się wywodzę?

35. Karty Do Czytania Mojej Duszy
W ostatnim czasie (i trochę dłużej- bo mam tu na myśli okres gdzieś tak półtora roku) bardzo rzadko pracuję z taliami typowo przesłaniowymi- takimi, jak np. właśnie ta, czyli zawierającymi konkretne tekstowe przesłania. W sumie nie wiem, czemu. No ale cóż.
Jeśli chodzi o Karty Do Czytania Mojej Duszy, to jest to wg mnie talia niezwykle ciekawa i wartościowa- m.in. oczywiście dlatego, że zawiera bardzo mądre przesłania.
Ja sobie kiedyś- właśnie przy pracy z tą talią- dokonałam podziału przesłań, jakie są umieszczane (pisane) na kartach. Podział ten dzieli przesłania na dwie grupy:
1. Uniwersalne mądrości życiowe (tzn. takie przesłania, które są prawdziwe i adekwatne zawsze, niezależnie od sytuacji i osoby)
2. Przesłania tymczasowe (tak je sobie skrótowo nazwałam- są to przesłania, które- w przeciwieństwie do tych zaliczających się do pierwszej grupy- nie są uniwersalne i ponadczasowe, ale mają zastosowanie dla nas w konkretnych momentach naszego życia, są takie bardziej "na teraz", gdy je losujemy, na pewien czas lub odnoszące się tylko do pewnych okoliczności, sytuacji)

No i np. z poniżej pokazanych trzech kart pierwsza zawiera przesłanie zaliczające się do grupy 2, a dwie kolejne- do grupy 1.

Poza bardzo fajnymi (no bo jakiego innego słowa tu użyć...) przesłaniami, talia zawiera ciekawie dobrane obrazy, które mogą bardzo ułatwić, urozmaicić interpretację (szczególnie jeśli kart tych używamy nie tylko do prostego wyciągania przesłań, ale i do jakichś większych, bardziej wróżebnych rozkładów- czyli tak, jak typowo się używa np. kart tarota).



Cała talia (w wersji angielskiej) TU, a TU  w wersji polskiej.

36. Goddesses of the New Light
Spośród wszystkich talii z boginiami, jakie mam, ta wydaje mi się być najbardziej duchowa, najbardziej mistyczna. No i rzeczywiście- jest w tej talii wielka magia. ;) Uwielbiam tę fantazyjną grafikę, uwielbiam dominację koloru niebieskiego na kartach i bardzo mi się podobają wizerunki bogiń. Nie jestem znawczynią tematu (mało powiedziane), więc z tego typu taliami pracuję albo z jakąś ściągą (czasami jest to książka/książeczka dołączona do talii) albo zupełnie intuicyjnie. Akurat z tą talią wyjątkowo przyjemnie mi się medytuje- niemal zawsze jest to pathworking i wchodzenie w interakcję z przedstawioną na karcie boginią. Chciałam wybrać jakąś fajną talię na okres panowania znaku Skorpiona (spośród talii z boginiami, oczywiście)- padło na tą. I bardzo słusznie. ;)



37. Alchemist's Oracle
Ta talia nie przestaje mnie zadziwiać. Ani zachwycać, porywać, pociągać... Po prostu jest idealna, idealna dla mnie. W sumie nie mam nic nowego do napisania (wiem, już któryś raz to powtarzam... :P ), a w związku z tym, że ostatnio napisałam o niej piękny "artykuł", zainteresowani mogą go sobie przeczytać właśnie tu. ;)


38. Earthbound Oracle
W pewnym sensie ta talia ciągle jest dla mnie zagadką... Używam jej na wiele różnych sposobów i zawsze idealnie się sprawdza. Uwielbiam jej ziemską energię, jej ziemistość (jeśli tak można powiedzieć), jej przyziemność połączoną z nieprawdopodobną lekkością, kosmicznością, metafizycznością. To fascynujące połączenie przeciwieństw było i jest jedną z cech, która bardzo mocno mnie do tej talii przyciąga- tak samo, jak w przypadku Wooden Tarot. Talie takie, jak Earthbound Oracle czy właśnie Wooden Tarot wyróżniają się bardzo mocno na tle miliona innych współcześnie tworzonych- są bardzo oryginalne, unikalne w swoim charakterze i mają niezwykły głos. To są cechy, które ja osobiście wręcz uwielbiam w taliach i talie o takich właśnie cechach mają u mnie zwykle ogromne powodzenie ;) - stąd nic dziwnego, że zakochałam się w Earthbound Oracle.


39. Mystic Art Medicine Cards
Niesamowite karty. Naprawdę nie spodziewałabym się, że aż tak mnie zachwycą. Czyta się z nich z taką łatwością i autentyczną (choć trochę dziwną, bo niewiadomoskądsiębiorącą) przyjemnością... Są mega duchowe i to się po prostu czuje (a energię mają przepiękną). No cóż, krótko mówiąc: wywarły na mnie ogromne wrażenie (ogromnie pozytywne, warto dodać) i naprawdę jestem nimi dogłębnie oczarowana... Są fantastyczne i gdyby ktoś mnie zapytał, jakie talie polecam do szeroko pojętej pracy z kartami, Mystic Art Medicine Cards bez wątpienia znalazłyby się na mojej liście rekomendacji.


Całą talię można obejrzeć TU.

40. W świecie Duchów Natury
Uwielbiam pracować z tą talią w okresach sabatów (tzn. gdzieś tak tydzień około sabatu), m.in. dlatego, by po prostu w pewnym sensie połączyć się z tymi wszystkimi istotami, poczuć energię Ziemi i istnienia, a także by otrzymać wskazówki odnośnie tego, nad czym powinnam pracować (w tym również: z jakim żywiołem). Generalnie nie używam tej talii często, ale wyjmuję ją od czasu do czasu (i jest to przeważnie właśnie czas sabatu) i zawsze bardzo przyjemnie spędzam z nią czas- a po pracy czuję się uaktualniona. ;)


Całą talię (w formie obrazów z kart) można obejrzeć na TEJ stronie.

41. Kuan Yin Oracle
Odpuszczanie, oczyszczanie się, uwalnianie (od oczekiwań wobec siebie, wobec rzeczywistości)- to są główne tematy, które porusza ze mną w ostatnim czasie Kuan Yin Oracle. Release... To bardzo ważna lekcja. Dla mnie w ostatnim czasie jest wyjątkowo mocna, ważna i przejawia się w wielu sprawach w moim życiu, na wielu poziomach- co, mimo że trudne, jest bardzo ciekawe, gdyż dzięki temu mogę poznać smak release w wielu różnych wydaniach.
No a poza tym w dalszym ciągu używam tej talii do pracy z cieniem- co jak co, ale akurat ona fantastycznie się do tego nadaje. Uwielbiam medytować z tą talią, Kuan Yin daje mi w tych medytacjach niesamowicie cenne lekcje i robi to w bardzo interesujący, nierzadko zaskakujący i zabawny sposób.
Co mnie naprawdę ogromnie raduje to to, że chyba wreszcie weszłam na odpowiedni poziom, że wreszcie "dorosłam" do tej talii- czyli że wreszcie nadszedł jej czas u mnie. Nie wiem, czy będzie miała u mnie rolę podobną do tej, jaką ma Isis Oracle- jak na razie, Kuan Yin Oracle pięknie mnie prowadzi przez rozmaite moje mroki i cienie. Jest to naprawdę piękne, kiedy wreszcie- po paru latach czekania- mogę stwierdzić, że czuję tę talię- czuję się komfortowo pracując z nią, w pełni rozumiem, co ma mi do powiedzenia, no i doświadczam jej energii w moim życiu, a nie tylko przy stole, gdy siedzę i pracuję z talią. ;)


42. Wisdom of the House of Night Oracle
Uwielbiam tę talię, szczególnie dlatego, że- jak pisałam w ostatnim poście z tej serii- pięknie oddaje klimat, energię nocy (a więc mojej ulubionej pory doby) oraz ma w sobie bardzo ciekawy rodzaj mroku... No, może nie tyle jest to mrok jako taki, co mrok wynikający z nocnej energii tej talii. ;) Od zawsze- tzn. mam tu na myśli cały czas, kiedy mam tę talię- czułam z tą talią wyjątkową więź. Po prostu bardzo dobrze rezonuję z jej energią, bardzo mi ta talia odpowiada. Jest taka... żywa, jak zaczarowana, a karty takie jak: Fragment, Forbidden, Grove, Hope, Strength, Message, The Moon, Chaos są wyjątkowo mocne, jeśli chodzi o medytację (przynajmniej dla mnie- ja w ogóle uwielbiam takie karty, gdzie mamy po prostu jakieś miejsce czy krajobraz, ponieważ praca z nimi jest dla mnie wyjątkowo żywa, w ogóle niezwykła i bardzo łatwa).


43. Wisdom of Avalon Oracle
Talia o specyficznej energii... i tak naprawdę ciągle jeszcze nie czuję tego czegoś, gdy z nią pracuję. Uwielbiam ją (podobnie zresztą jak pozostałe talie Colette Baron-Reid- jestem wielką fanką jej karcianej twórczości), pracuje mi się z nią bardzo przyjemnie i zawsze jest to bardzo interesujące doświadczenie (chociażby ze względu na samą budowę talii i charakter poszczególnych grup kart), po prostu kocham tę talię i ogromnie ją sobie cenię, jednak mimo to ciągle nie czuję jeszcze tak zupełnie w 100% tego niezwykłego czegoś- czego nie potrafię za bardzo określić. Jeszcze do niedawna podobnie miałam z Kuan Yin Oracle- ostatnio jednak weszłam już na ten poziom mega głębokiego i pełnego miłości (wiem, jak to brzmi ;) ) połączenia z talią i teraz to jest zupełnie inny poziom również samej pracy z nią. Tego samego spodziewam się, jeśli chodzi o wiele innych talii z mojej kolekcji- i Wisdom of Avalon Oracle zalicza się do tej grupy (przynajmniej na razie).


44. Oracle of the Shapeshifters
Po prostu nie potrafię nie pracować z tą talią. :D Uwielbiam ją i tyle. ;)
Tak... Tym razem tylko tyle o tej talii, po prostu dlatego, że nie mam o niej nic nowego do napisania. :P


45. Vibrational Energy Oracle Cards
Bardzo, naprawdę bardzo niezwykła talia- i to mi się podoba. ;) Mam ją w swojej kolekcji... na pewno dłużej, niż rok. I przez cały ten czas użyłam jej może ze trzy razy- nie dlatego, że jej nie lubię, że mi się nie podoba, że się z nią nie dogaduję (tak to nazwijmy) czy coś w ten deseń- po prostu nie porwała mnie aż tak bardzo, a potem (bardzo niedługo potem- warto dodać) pojawiły się inne talie, które zachwyciły mnie znacznie bardziej, niż ta, no i niestety w pewnym sensie odeszła w zapomnienie (tzn. na długą przerwę- po wcale nie takiej intensywnej pracy; przy czym to, że użyłam jej ledwie kilka razy nie oznacza, że praca nie była intensywna- w końcu nie o ilość tu chodzi, lecz o jakość). Bardzo sobie cenię tę talię, nie tylko ze względu na jej oryginalny charakter i oryginalność samą w sobie (temat, ogólny feel, itd.), ale też dlatego, że jej grafika jest bardzo chłodna, taka wręcz senna, można by powiedzieć... Pod tym kątem talia jest bardzo podobna do Starchild Tarot (którego nie mam i przynajmniej na razie nie pociąga mnie on zbytnio) czy Wisdom of the Oracle (o której pisałam wyżej). I ogromnie się cieszę, że taka ta talia jest, ponieważ jest dzięki temu pięknym uzupełnieniem mojej kolekcji (właśnie o takie chłodniejsze graficznie, "senne" talie). ;)
Vibrational Energy Oracle Cards nie jest dla mnie najłatwiejszą talią- przynajmniej na tym etapie- aczkolwiek nie stwierdzam, że praca z nią jest dla mnie trudna. Po prostu nie jest to ten poziom komfortu i łatwości, klarowności połączenia, jaki lubię i jaki w ostatnich miesiącach osiągnęłam z bardzo wieloma taliami. Podejrzewam (a wręcz jestem pewna), że gdybym popracowała z nią nawet tylko odrobinę więcej, osiągnęłabym ten poziom. Na razie jednak jestem tu, gdzie jestem i o ile będę pracować z tą talią bardziej regularnie, na pewno wkrótce będę mogła stwierdzić, że jest kolejną z grupy tych, z którymi mocno pogłębiłam swoje połączenie (czuję, że jestem już bardzo blisko tego poziomu- ale nie tyle chodzi tu o intensywność pracy, jej długość, itd., co raczej o nastanie odpowiedniego czasu- bo w końcu wszystko ma swój czas...).
Natomiast jeśli chodzi o konkrety odnośnie pracy z talią- bo tak ciągle "nawijam" o nudnych, bardziej ogólnych sprawach ;) - to generalnie jest to jedna z tych mocno duchowych, wysokich energetycznie talii (choć pewnie sam fakt jej graficznego chłodu gra tu dużą rolę), a więc świetnie, naprawdę idealnie nadaje się do medytacji (jeśli ktoś lubi- bardzo polecam, medytacje z tą talią są czymś niesamowitym) i w ogóle do różnych rodzajów głębszej pracy z kartami (w tym te bardzo dogłębne, duchowe rozkłady). Z drugiej strony- mimo wysokowibracyjności tych kart- talia nadaje się znakomicie również do wszelkiego rodzaju typowo przyziemnych, codziennych, życiowych rozkładów. Czyli: uniwersalna talia, acz z mocnym przechyłem (specjalizacją) w stronę spraw duchowych, w stronę dogłębnych rozkładów. I takie właśnie talie ja osobiście wręcz uwielbiam. ;)


Całą talię można obejrzeć TU.

46. Spirit Oracle
Jedna z najlepszych moim zdaniem talii do losowania dniówek, tygodniówek, itd. No i ogólnie jest świetna, ponieważ (być może wbrew pozorom) bardzo czytelna i konkretna, można z nią pracować właściwie przy każdego rodzaju sprawach, pytaniach. Uwielbiam takie talie, a Spirit Oracle jest w jakiś sposób wyjątkowa. Poza tym ma niesamowitą energię, bardzo kojącą, relaksującą, uspokajającą. Odkryłam, że świetnie- właśnie pod kątem energetycznym- współgra z Shadowscapes Tarot.


47. Moja autorska talia "Wyrocznia Inpirowana Wizjami"
Bardzo silnie mnie do niej ciągnęło w okolicach Samhain. Praca z autorską talią to coś nieco innego, niż praca z talią stworzoną przez kogoś innego- to inny poziom "porozumienia", inne uczucia, inne doświadczenia. To jest coś tak głębokiego i tak pięknego...

48. Inspirations Angel/Colour Therapy Deck
Ach, jakże ja dawno z tą talią nie pracowałam... A jak wiele się od tamtego czasu zmieniło...
W sumie akurat z tą talią mój poziom zawsze był wysoki, zawsze interpretowałam stricte intucyjnie.
Mam wiele talii anielskich i z nich wszystkich ta jest- moim zdaniem- najciekawsza, najgłębsza i najbardziej oryginalna. Moim skromnym zdaniem każdy, kto zajmuje się pracą z kartami- a szczególnie anielskimi (skoro to w końcu karty anielskie)- powinien pracować z tą talią. ;) Jest niesamowita, tak intuicyjna, dogłębna i intymna w kwestii połączenia, jakie powstaje pomiędzy nią, a osobą... Takie właśnie talie powinno się popularyzować; one nie powinny ginąć wśród innych, powinny być dostrzegane i doceniane.


Cała talia TU.

49. Karten der Selbstheilung (Karty Samoleczenia/Samouzdrowienia)
Mroczna część roku to wręcz wymarzony czas na zagłębianie się w siebie, w swoje wnętrze- co w pracy z kartami oznacza m.in. wykonywanie rozmaitych analiz psychologicznych i generalnie głębokich rozkładów. Jednymi z lepszych talii do tego celu są bez wątpienia talie Chucka Spezzano- niemieckiego psychologa. Natomiast spośród wszystkich jego talii ostatnio czas poświęcałam właśnie Kartom Samoleczenia. Uwielbiam ich klimat, ich grafikę, pracuje mi się z nimi wyśmienicie. Z taliami Chucka mam zawsze mnóstwo zabawy i satysfakcji- bo jego talie są niesamowicie i ciągle dla mnie zaskakująco trafne.
Niestety nie mogę stwierdzić, że jestem zadowolona z ilości czasu poświęcanego pracy z jego taliami, no ale gdy się ma tyle rozmaitych talii, to po prostu ciężko jest czasami pracować ze wszystkimi, na jakie w danym czasie ma się ochotę... :P



TALIE WRÓŻEBNE SYSTEMOWE (INNE NIŻ TAROT)

1. Karty klasyczne
Ech, one to chyba często będą się pojawiały w tych wpisach... Bo wiecie- zwykłe karty do gry, można sobie wziąć i siąść w dowolnym w sumie miejscu i się "bawić". ;) Dla mnie to często rzeczywiście prawie jak zabawa- po tym, czego się nauczyłam i o czym pisałam w tym poście.


Tia, no i to tyle, jeśli chodzi o talie wróżebne systemowe inne niż tarot- poza taliami runicznymi, o których piszę poniżej. Chciałam jeszcze popracować z kartami geomantycznymi oraz cygańskimi, no ale trochę tak mi czasu brakło i się nie udało... :P Cóż, może następnym razem się uda.

-TALIE RUNICZNE
Ostatnio poczułam silne przyciąganie do run (i ezorun)- chyba za sprawą pracy z talią Das Germanishe Gotterorakel (o której pisałam wyżej)- wobec czego postanowiłam pójść za tym i odświeżyć sobie moje zamiłowanie do pracy z ezrounami oraz fascynację runami- oczywiście głównie poprzez pracę z rozmaitymi taliami runicznymi, które posiadam; a posiadam całkiem sporo. ;)

Jeśli chodzi o pracę z kartami, mówimy nie o runach, a o ezorunach (czyli tak w skrócie: współczesnych runach, powstałych w wyniku wypaczenia sposobu patrzenia na runy- poddaniu ich newage'owemu wymieszaniu i stworzeniu, w efekcie, pseudorunicznego miszmaszu, który tak na dobrą sprawę niewiele ma wspólnego z runami jako takimi (tzn. tymi historycznymi- runami jako alfabetem dawnych ludów germańskich)). Ja ten fakt o runach i ezorunach poznałam dość wcześnie po zapoznaniu się z kartami runicznymi, tak więc nie miałam problemu z przyswojeniem sobie tego i włączeniem w swój schemat (może to odrobinę za mocne słowo...) myślenia o runach. Osobiście uważam, że jest to istotne, by- szczególnie jeśli się pracuje z runami/ezorunami- wiedzieć, jak to z nimi, mówiąc krótko, tak naprawdę jest oraz być świadomym tego, że karty runiczne (lub kamienie czy inne środki mancyjne (wróżebne), których się używa do pracy z ezorunami), magia runiczna (jaką się nam przedstawia w rozmaitych publikacjach czy na stronach- przynajmniej w większości, bo nie mam tu na myśli wszystkich materiałów; niektóre traktują o tej tradycyjnej, historycznej magii runicznej, a nie ezorunicznym newage'owym miszmaszu) i w ogóle ta cała popularna współczesna "magia run" to zupełnie co innego, niż- krótko mówiąc- runy historyczne, "prawdziwe runy", można by powiedzieć. Stąd, by rozróżnić, o których mowa, wymyślono termin "ezoruny", który odnosi się oczywiście do tych tzw. (choć w sumie nie wiem, na ile to określenie jest popularne) "współczesnych run". I- tak na dobrą sprawę- o ile ezorun nie mylimy z runami, tym drugim nie robimy nic złego (mówiąc metaforycznie, oczywiście- bowiem, żeby było jasne, chodzi tu po prostu o to, że runy i ezoruny to, tak na dobrą sprawę, dwie różne rzeczy, zatem jeśli ktoś się sprawie przyjrzy dokładniej, to łatwo może stwierdzić, że nazywanie ezorun runami jest takim trochę mieszaniem pojęć, jest po prostu niepoprawne historycznie- i tylko o to tu chodzi).
Tak więc tak tylko chciałam to zaznaczyć, gdyż- jak już napisałam- jest to jednak warte uwagi, a skoro już piszę o pracy z runami i ezorunami (a właściwie to tylko o pracy z tymi drugimi, bo na pracy z pierwszymi zbytnio się nie znam, tak się składa), uważam, że warto (a nawet wypada- o ile się to wie, oczywiście) o tym wspomnieć. Nie jest to chyba popularny temat, a trochę szkoda, bo mnie osobiście irytuje ździebko to całe pomieszanie i nazywanie ezorun runami. 

1. Power of the Runes
Dla mnie to taki powrót do ezorunicznego domu (ech, tak, chyba będę pisać "ezoruny", a nie "runy"- jeśli piszę o ezorunach- żeby nie było nieporozumień w związku z tym, co napisałam powyżej; a odnośnie wszystkich wcześniejszych przypadków, kiedy ezoruny nazwałam runami- mam nadzieję, że po przeczytaniu powyższego "wykładu" każdy będzie wiedział, które tak naprawdę miałam na myśli- po prostu tak już się jakoś utarło pisać i mówić o runach, niezależnie od tego, czy są to faktycznie runy, czy też ezoruny; osobiście wolę słowo "runy", gdyż brzmi ładniej, niż "ezoruny", no ale...). Była to w końcu moja pierwsza talia ezoruniczna, a to do pewnych sentymentów "zobowiązuje". ;) Uwielbiam jej klimat, jej energię, a to chyba głównie dlatego, że- podobnie jak w/w Das Germanishe Gotterorakel- bardzo dobrze oddaje klimat mitologii nordyckiej (który naprawdę bardzo lubię). Myślę więc, że nie bez powodu to właśnie do tej talii, spośród moich wszystkich talii ezorunicznych, ciągnęło mnie najmocniej. ;)


2. Runy Medytacyjne, Runy Mancyjne i karty "ALU, OTA"
Te trzy talie były moimi drugimi runicznymi (trzy- bo są sprzedawane razem, w komplecie). Uwielbiam je, ogromnie sobie cenię i kocham z nimi pracować. Wraz z Power of the Runes tworzą taki mój "Ezoruniczny Dom". To piękne uczucie, gdy się z nimi pracuje.

Z parki: "Runy Medytacyjne" i "Runy Mancyjne" wolę pracować z tymi pierwszymi. W zamyśle Runy Medytacyjne mają służyć do medytacji, a Runy Mancyjne- do typowej pracy mancyjnej, wróżebnej. Oczywiście nie oznacza to, że tymi pierwszymi nie można rozkładać, a z drugimi medytować- jak w przypadku właściwie każdej talii, tu również mamy zupełną dowolność; mamy jedynie zaznaczone, że "ta talia została stworzona specjalnie do tego, a ta do tego".
Jeśli chodzi o karty ALU i OTA, to jest to talia czterech kart (dwie ALU, dwie OTA), których można używać np. by uzyskać odpowiedź "tak"/"nie". W dołączonej do kompletu talii książce wyjaśniona została kwestia tej niewielkiej talii.


3. Chaos Vision Runen
Mam je od dość dawna i bardzo lubię z nimi pracować. Mają całkiem ciekawy i przyjemny feel wynikający najprawdopodobniej z tego, że grafika jest niczym z gier video- co o dziwo nie przeszkadza mi ani trochę, a nawet przeciwnie- ciekawie umila i uatrakcyjnia pracę z talią. ;)
Karty te świetnie nadają się m.in. do określania wyglądu, charakteru osoby- najpewniej ze względu na to, że na każdej karcie mamy wyraźnie przedstawioną postać. Minusem talii jest to, że są to jedynie postacie żeńskie- choć w sumie zdążyłam się już do tego przyzwyczaić i nie przeszkadza mi to zbytnio.


Cała talia TU (nie jest ona do kupienia; ja swój egzemplarz wydrukowałam- właśnie z tej strony).


Także na tym kończy się karciana część tego posta (tak ją sobie pozwolę nazwać)... No cóż, nie spodziewałam się, że i tym razem wymienię aż tyle talii- a i tak nie są to zupełnie wszystkie, z którymi w tym czasie pracowałam- tylko te ulubione, najczęściej i najchętniej używane. ;)
_________________________

Blue Angel Publishing... To bez wątpienia jedno z moich ulubionych wydawnictw (przynajmniej jeśli chodzi o talie dywinacyjne- innych produktów nie kupowałam). Ich talie są... mają w sobie coś niezwykłego... są inne, są piękne i zawsze widać i czuć, że w prace nad każdą z nich zostało włożone serce. Pamiętam moje pierwsze zetknięcie się z taliami tego wydawnictwa- były to Wisdom of the Golden Path Oracle i Messenger Oracle. Bardzo szybko je pokochałam, zakochałam się nie tylko w samych taliach, ale również w sposobie ich wydania, w wymiarach kart, w papierze, na którym zostały wydrukowane, w ich zapachu, w guidebookach (bo nawet te mniejsze są świetne), w pudełkach (zarówno od strony zewnętrznej- piękna prezencja- jak i wewnętrznej- świetnie dopasowane kolory)... Po prostu absolutnie wszystko mnie zachwycało. No i jeszcze ta energia- taka ciepła, rodzinna energia bijąca z całego zestawu... Słowem: cudowne. <3 I za każdym razem, kiedy do mojej kolekcji dołączała któraś z talii tego wydawnictwa, cieszyłam się jak dziecko- nie tylko z samej talii, ale również po prostu dlatego, że była to kolejna talia od Blue Angel Publishing.
Jestem wielką, wielką fanką talii Blue Angel Publishing (mam sporą ich część), uwielbiam z nimi pracować (co zresztą zapewne widać np. po wpisach takich jak ten) i każda z nich stanowi nieodłączną część mojej karcianej kolekcji. Nawet się zastanawiałam, czy na listę talii, bez których nie wyobrażam sobie swojej kolekcji nie wpisać wszystkich talii tego wydawnictwa (już nie rozpisując się na każdą talię oddzielnie), ale jednak ostatecznie tego nie zrobiłam... Bo idąc tą drogą, mogłabym wpisać tam co najmniej połowę mojej kolekcji. :P
W każdym razie, Blue Angel Publishing jest naprawdę świetnym wydawnictwem i ja osobiście uważam, że warto je popularyzować, warto popularyzować jego talie- bo wydaje mi się, że przynajmniej u nas, w Polsce, są bardzo mało znane i cenione. Zdecydowanie za mało. (Kto się pod tym podpisuje? ;) )
_________________________

Tegoroczne Samhain było dla mnie po prostu wspaniałe. Od ostatnich paru lat każde kolejne Samhain jest coraz to milej i milej przeze mnie przeżywane- co jest naprawdę piękne i sprawia, że uśmiecham się szeroko na myśl o kolejnym... i kolejnym... i kolejnym...
W Samhain odczuwam autentyczną przyjemność z pracy z kartami. To jest coś więcej... coś znacznie więcej, niż zwykle- a zwykle i tak jest bardzo, bardzo dużo. Nigdy indziej w całym roku praca z kartami nie jest dla mnie tak ekstatyczna, tak niesamowita, tak głęboka, tak magiczna... jak właśnie w Samhain. Dlatego uwielbiam ten czas.
Oczywiście każda talia jest inna, każda ma inną energię, więc praca z każdą z nich jest nieco inna. W tym roku w Samhain najbardziej niezwykłe doświadczenia miałam m.in. w pracy z: Tarot of Vampyres, Isis Oracle, Wisdom of the Golden Path Oracle, Earth Power Oracle, Faeries Oracle i Heart of Faerie Oracle, Tarot of the Hidden Realm, Ghost Tarot...
Miałam w planach pracę z jeszcze kilkoma innymi taliami- ale niestety, nic z tych moich wielkich planów nie wyszło. No cóż, może w najbliższym czasie się uda- ale, jak już nieraz pisałam- ja w pracy z kartami podążam za weną, za "wołaniem" talii, więc skoro mnie tamte niektóre talie nie wołały, to po prostu z nimi nie pracowałam. Bo po co- skoro najwidoczniej nie było takiej potrzeby? ;)
_________________________

MAŁY DODATEK DO POSTÓW O MOJEJ PRACY Z KARTAMI (CZYLI M.IN. TEGO I TEGO):
Raz mam tak, że w sumie nie bardzo liczy się indywidualna energia konkretnych talii i konkretnych kart, bo z każdą talią pracuje mi się bardzo podobnie- bez nacisku na indywidualność talii. Zwykle dzieje się tak wtedy, gdy mam jakiś "inwazyjny" problem, dylemat i nie pomoże mi w tej sprawie zagłębianie się w energię karty/talii.
Raz mam z kolei tak, że bardzo wyraźnie czuję energię każdej pojedynczej talii i każdej pojedynczej karty i wtedy chętnie medytuję z kartami, łatwiej mi się z nimi pracuje- na różne sposoby.
_________________________

Właściwie tak sobie myślę, że ten i poprzedni post z serii "moje ulubione, najczęściej używane talie" (etykietka dla nich to "moje ulubione talie") trochę nie trzymają się założenia zawartego w tytule. Tzn. wcześniej byłam bardziej konkretna co do talii, teraz natomiast wymieniam prawie (prawie) wszystkie, z którymi w danym czasie pracuję- fakt, jest ich w ostatnim czasie dużo więcej i niemal o każdej z nich mam coś do napisania, jednak tak sobie myślę, że tytuł wobec tego nie jest taki do końca adekwatny (bo, moim zdaniem, wskazuje na większą wybiórczość wobec talii, które opisuję w postach).
 _________________________

ODNOŚNIE PRACY Z KARTAMI:
Posiadanie wielu różnych talii, o różnych energiach, charakterach, itd. jest bardzo przydatne- np. dlatego, że talie są jak duchowe lekarstwa. Kiedy jestem w takim stanie i mam taki problem, sięgam po odpowiednią talię (o odpowiednim wpływie na mnie) i ona mi adekwatnie pomaga (jak dobrze dobrany lek), innym razem jestem w innym stanie i mam inny problem, sięgam po jakąś inną talię i ona mi adekwatnie pomaga.
Oczywiście zanim się zacznie tak dobierać talie- w stylu: "na tą sytuację ta talia, na tą ta, na tamtą ta", trzeba swoje talie poznać (lub mieć dobrą intuicję i dobre wyczucie talii oraz sytuacji). Ale to już trochę rozleglejszy temat. ;)
_________________________

Mój blog jest dla mnie niczym wirtualny dom, a poszczególne posty są jak kolejne pomieszczenia, pokoje w tym domu. Każdy post ma inną energię i niektóre są naprawdę klimatyczne. Np. mój ostatni post o Samhain- pisałam go m.in. z taką intencją, bym zawsze, gdy go czytam, gdy wchodzę do tego pokoju ;), mogła poczuć energię, klimat Samhain- niezależnie od aktualnej pory. No i mi się to udało. :D
 _________________________

Ach, to naprawdę nie do wiary, że już za parę dni Yule... Mam wrażenie, jakby Samhain dopiero minęło, a tu już zimowe przesilenie... Jego energię pierwszy raz w tym roku poczułam 5.12, gdy siedziałam sobie o wschodzie słońca i pisałam- właśnie ten post. To były piękne chwile i naprawdę nie mogę uwierzyć, że od tamtego dnia minęły już dwa tygodnie...
No a tamten wschód słońca... był po prostu czarujący...


Czuć w nim było wyraźnie nadchodzące Yule...


Mmm, rozmarzyłam się...

No dobra, także tym oto miłym akcentem kończę kolejny post z serii "moje ulubione talie". Ach... tyle dni, tyle wspomnień, tyle pisania...
Ten post jest chyba najbardziej zabałaganionym ze wszystkich, jakie do tej pory napisałam... No cóż, skoro już posty z tej serii (tzn. "moje ulubione talie") stały się dla mnie takim pewnego rodzaju pamiętnikiem, to czemu by to zmieniać? ;) Zresztą lepszych miejsc na takie ramblingi chyba nie znajdę... 

8 komentarzy:

  1. Ech, ten post jest niesamowity :) - i chyba mój ulubiony z Twoich dotychczasowych postów z tej serii. Czasami aż do nich wracam, a samo przeglądanie i czytanie mnie niezwykle inspiruje. ;) Teraz przyszedłem, żeby przeglądnąć kilka talii, do których zakupienia się przymierzałem. Swoją drogą, w sklepie Osiem jest już Rumi! - więc teraz tylko czekać na przesyłkę. <3

    LM

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, jak miło czytać takie słowa. :D A miałam wrażenie, że te dwa moje ostatnie posty z tej serii są takim trochę przejawem poważnej przesady. ;)
      Hahah, gdy tylko zobaczyłam, że Rumi Oracle jest w Ósemce, natychmiast zamówiłam- razem z Namaste Oracle- no, jakoś tak impulsywnie wyszło... nie mogłam się powstrzymać (zresztą też za wiele nie myślałam). :P Tak więc obydwie talie już do mnie jadą i za parę dni będą moje! :D
      Ech, chciałoby się teraz jeszcze Faery Forest Oracle... Oglądałam videoreveal tej talii na kanale Avalon's Spiritual Odyssey (jest jeszcze unboxing LaFee Verte, ale ten filmik zostawiłam sobie na później- dawkuję sobie przyjemność oglądania tej talii i słuchania o niej ;)) i po prostu jeszcze bardziej szaleję na jej punkcie- strasznie mi się podoba to, że jest w niej jakby więcej mroku, niż w Wild Wisdom of the Faery Oracle, w ogóle Faery Forest Oracle jest taka poważniejsza, żywsza, bardziej realna. No i nie mniej piękna. Może Osiem sprowadzi ją do nas w marcu...
      Ach, tyle talii chcę mieć, tyle jeszcze trzeba czekać aż będą dostępne... No ale z drugiej strony bardzo dużo pracuję z wieloma moimi taliami, wiele ciekawych rzeczy o nich odkrywam, więc nudno nie jest. ;D

      Pozdrawiam serdecznie :)

      Usuń
    2. Właśnie dzisiaj odebrałem przesyłkę z poczty. Rumi Oracle jest niesamowitaaa! Nie mogę się doczekać aż się "zagłębię" w tę talię bardziej. <3 Tak się składa, że również zamówiłem sobie Namaste Cards - i zaskoczył mnie ich rozmiar, szczerze mówiąc. Ale patrząc na to, że przede wszystkim jest to talia afirmacyjna, to taki w zupełności wystarcza. No i wydaje się ona nawet przyjemna. :)

      Również widziałem reveal Faery Forest, ale wolałem go obejrzeć tylko trochę - już i tak się znacząco przekonałem do tej talii. :)

      Pozdrawiam,
      LM

      Usuń
    3. Właśnie, mnie też zaskoczyło, że Namaste Oracle jest taka mała- ale przyznam, że bardzo pozytywnie, bo w sumie dodaje jej to szczególnego uroku. A ja bardzo lubię takie małe talie. :) Co mnie jeszcze zaskoczyło to mój poziom zachwytu nad nią- nie spodziewałam się zupełnie, że będzie tak wysoki- ale swoje wrażenia dokładniej opiszę w poście o ulubionych taliach. :)
      Jeśli chodzi o Rumi Oracle, to na razie wyciągnęłam tylko kartę na pracę z nią i, oj tak, zapowiada się naprawdę intensywnie. :D W dodatku cytaty z twórczości Rumiego- mmm, taka wisienka na torcie, jak dla mnie. W ogóle ostatnio kocham poezję- o, no i właśnie, obrazy Rassouli'ego mają w sobie ogromny poetyzm, w moim odczuciu, są bardzo inspirujące, więc Rumi Oracle pojawiła się w idealnym dla mnie czasie. :D
      Zamierzam wkrótce wypróbować połączenie Rumi Oracle z Journey of Love Oracle i Dream Oracle Cards- wszystkie talie z obrazami Rassouli'ego; to z pewnością będzie bardzo interesujące...

      Ech, pamiętam, kiedy marzyłam, żeby mieć już w swojej kolekcji Rumi Oracle... Teraz mam i marzę o posiadaniu Faery Forest Oracle, Gospel of Aradia Deck, Ceccoli Oracle... hmm... Uwielbiam obserwować, jak spełniają się moje karciane marzenia- to taaakie pozytywne uczucie. :D

      Pozdrawiam serdecznie :)

      Usuń
    4. O, nie mogę się doczekać na kolejny post z tej serii. :)

      Chyba znam też to uczucie. I również cieszę się, że te talie wkrótce się już ukażą. Ale teraz zmieniło się trochę moje nastawienie (w porównaniu z przeszłością): jestem bardziej stabilny i szczęśliwy wewnętrznie, a nowe talie to taki bonus, który czyni życie jeszcze piękniejszym i ciekawszym. I mega doceniam to, że pojawiają się one w moim życiu. :)

      Swoją drogą, za każdym razem, kiedy wchodzę na stronę Blue Angel, to Gospel of Aradia mnie jakby wołała. :D

      Pozdrawiam,
      LM

      Usuń
    5. Również w taki sposób traktuję talie. :) Są wspaniałym narzędziem samorozwoju i dzięki nim zwykła codzienność nabiera barw, sensu i klarowności. No i magii. ;)

      Z własnego doświadczenia wiem, że jeśli talia tak "woła", to na 100% oznacza to świetną współpracę. :D Moją uwagę zwraca też za każdym razem Crystal Mandala Oracle- ciekawe. Kocham kamienie szlachetne, ostatnio sporo z nimi pracuję, może więc jest to znak, by kupić tę talię... a może, by zrobić coś swojego odnośnie kamieni lub spróbować czegoś nowego w pracy z nimi... Hmm, muszę nad tym pomyśleć, bo jak teraz o tym napisałam, wydaje mi się to trafne.

      Pozdrawiam serdecznie :)

      Usuń
  2. W tym poście zauważyłam prawie wszystkie swoje talie plus kilka chciejstw okrutnych, które staram się przystopować. Z zaciekawieniem czytałam opinię na temat kart Judy Lescot. Była to druga talia, jaką zakupiłam, bo od razu do mnie "zawołała". Mam jednak z nią problem, bo za każdym razem, kiedy ją odczytuję, pokazuje dokładnie taką odpowiedź, jakiej bym nie chciała widzieć. Zawsze źle, zawsze pesymistycznie. Nigdy nie miałam z niej pozytywnego odczytu. Co dziwniejsze, żadnej innej talii tak dobrze nie czuję w ręce - jakby była częścią dłoni. Ale jej nie używam, bo "boję się", tego co mi pokaże. W pewnym momencie nawet chciałam ją wyrzucić, jak najszybciej pozbyć się jej z domu. Na razie leży spakowana i głęboko schowana, ale...
    Miałaś kiedyś takie odczucia do jakiejś talii?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie, nigdy nie miałam takich doświadczeń... Podejrzewam, że wiele zależy od naszego ogólnego podejścia do kart oraz do konkretnych motywów. Nie wiem, jak jest w Twoim przypadku, w każdym razie ja uwielbiam mrok i o ile wielu osobom to "przebicie się" przez owy mroczny klimat talii sprawia trudności na tyle duże, że nie potrafią z taką talią pracować (poza Ludy Lescot Tarot dobrym przykładem jest choćby Deviant Moon Tarot), o tyle ja jestem z tym mrokiem po prostu oswojona. Jednak dobrze rozumiem, o czym piszesz, jeśli chodzi o problemy z odczytem z tej talii; mogłabym poradzić Ci, abyś przyjrzała się swojej relacji z nią np. poprzez wykonanie rozkładu, który nazywa się "na pracę z talią" (w razie czego, podaję link: http://ezoterycznie-blog.blogspot.com/2015/03/praca-z-kartami-i-co-nieco-o-roznych_14.html)
      Sam fakt, że w jakiś sposób ciągnie Cię do tej talii, że czujesz z nią jakąś więź, świadczy o tym, że ona jest dla Ciebie. Tylko po prostu musisz odnaleźć to połączenie, byś umiała z nią swobodnie pracować (bo odczyty pt. "widzę wszystko na ciemno" to nie jest poziom, który zadowala, niezależnie od rodzaju pracy, jaką z daną talią chcemy wykonywać- przykładowo: pracy z cieniem).

      Pozdrawiam serdecznie :)

      Usuń

Masz ochotę podzielić się słowem? Zapraszam! :)