sobota, 19 grudnia 2015

Yule


Yule- święto zimowego przesilenia (obchodzone w przedziale nawet od 17 do 25 grudnia; ale przyjął się okres 21-23 grudnia), w którym świętujemy narodziny Boga (Boga-Słońce) i wypełniamy nasze serca radością płynącą ze świadomości tego, że tak oto narodziło się nowe "Słońce"... 

Jeśli chodzi o kwestie klimatu- "magii czasu"- Yule jest moim drugim ulubionym spośród ośmiu głównych sabatów celtyckich (pierwszym jest Samhain, oczywiście). Świętowane jako bardziej popularne Boże Narodzenie, ma niezwykły klimat- unikalny, słodki, miły i przytulny, co wynika po części z samego faktu, że przypada ono na czas zimy, a więc czas naturalnie przeznaczony na spędzanie milusich wieczorów w ciepłym domku pod kołderką. ;)
Osobiście zawsze kochałam ten "czar Świąt Bożego Narodzenia", zawsze cieszyłam się samym klimatem tego okresu (należę do osób bardzo wrażliwych m.in. na aurę panującą w danych okresach roku, tak więc...). Teraz nie mniej go lubię, a nawet jeszcze bardziej, od kiedy zaczęłam celebrować nie Boże Narodzenie (która to celebracja zresztą wcale nie była celebracją- wiadomo, to było takie "bo taka tradycja", pozbawione głębszej świadomości tego, o co w owym świętowaniu tak naprawdę chodzi- a owe "tak naprawdę" odkryło przede mną Yule), a Yule. Od tamtej pory ten czas ma dla mnie jeszcze więcej uroku, magii, głębi i piękna (ach, jak mi te sabaty ubarwiają życie...).

Jeśli się wie, rozumie i- przede wszystkim- czuje, o co chodzi w danym święcie, wtedy sama świadomość jego trwania automatycznie staje się radosną (lub nie...) celebracją. Jest to wtedy celebracja autentyczna, głęboka, bo z serca- po prostu. Inaczej nie ma celebracji- prawdziwej celebracji.

Yule to dla mnie m.in.- jeśli chodzi o klimat- śnieg, wschód słońca, radość z wspólnego świętowania i dzielenia pięknych chwil z innymi oraz zapowiedź wzrostu sił światła. To czas kojarzący się z przyjemnością, czas, kiedy cały świat wydaje się piękniejszy, bo zaczarowany "magią świąt". To dla mnie w pewnym sensie nowy początek, przygotowanie się do nowego roku kalendarzowego i piękne zwieńczenie minionych 12 miesięcy. To prawdziwie wyjątkowy- magiczny, chciałoby się rzec- okres, którym żyje się wiele dni przed nim i wiele dni po nim. To radość, ekscytacja i celebracja.


Gdyby ktoś chciał sobie poczytać, co napisałam o Yule rok temu, zapraszam: "Yule". ;)

No i- podobnie jak to zrobiłam w moim ostatnim poście o Samhain- wklejam kilka(dziesiąt, heh :P; a co tam, jak Yule, to na bogato- a ja lubię na bogato z obrazami, będę sobie nimi umilała najbliższe dni ;) )- moim zdaniem- klimatycznych obrazów (niestety, mojego ideału nie udało mi się znaleźć... Poza wyżej wklejoną kartą z talii Book of Shadows Tarot: As above oraz ostatnim obrazem w tym poście).


Zima, zima, zima...


Poniżej karta z talii Green Witch Tarot- Pustelnik- która moim zdaniem pięknie oddaje energię zimy... no i też trochę Yule...


Z jakiegoś powodu karta The Faery Godmother z Faeries Oracle bardzo mocno kojarzy mi się z Yule... Troszkę też z Imbolc...


Trochę samej zimy- nie wiem, jak u Was, u mnie śniegu obecnie brak. Nie żeby mi to bardzo przeszkadzało, jednak święta (Yule czy Bożego Narodzenia lub jeszcze inne) bez śniegu... Ech... :/


Ciąg dalszy obrazów w klimacie Yule...


Trochę typowo kojarzących się z Bożym Narodzeniem klimatów...


Wersja lustrzana powyższego obrazu- jeśli ktoś by wolał właśnie taką. ;)

Pada śnieg, pada śnieg... 


Dla fanów "Harry'ego Pottera"... ;)

The Great Hall- Christmas Eve (from: Pottermore)

Winter in Hogsmeade (from: Pottermore)

No i kolejne obrazy typowo w klimacie Yule...


Na (prawie)koniec piękny obraz w podobie kartki świątecznej...


A więc...
Wesołych Świąt!


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Masz ochotę podzielić się słowem? Zapraszam! :)