piątek, 10 czerwca 2016

Cudowne metody uzdrawiania, oczyszczanie, zdejmowanie obciążeń, itp. vs rzeczywistość

POST TEN WYMAGA PRZEJRZENIA- GDY JUŻ GO SPRAWDZĘ I, EWENTUALNIE, ZAKTUALIZUJĘ ZAWARTE W NIM INFORMACJE, POINFORMUJĘ O TYM TUTAJ, A TA INFORMACJA ZNIKNIE. (W razie jakichkolwiek pytań, zapraszam do komentowania lub innych form kontaktu.)

Tymczasem, linkuję tu posty, w których omawiam dokładnie poruszony niżej temat:

...

Pierwotnie napisałam to na fanpage'u bloga (konkretnie to tu), ale pomyślałam sobie, że warto by podzielić się tym również na blogu (tym bardziej że na Facebooku to łatwo tonie wśród innych
postów :P).
Post ten zainspirowany został poznaniem niedawno przeze mnie metody o nazwie "Access Consciousness".
__________

Access Consciousness... Ciekawe.
Ech, tak sobie myślę... Ostatnio w ogóle namnożyło się tych różnych "magicznych remediów na wszystko"- sama znam Theta Healing, EFT, Synchronizację Kwantową, Dwupunkt i Kod Uzdrawiania; no a teraz również AC- i zastanawia mnie, jak to z tym wszystkim tak naprawdę jest... Ludzie na świecie odkrywają te techniki- na różne sposoby; czasem przypadkiem, czasem poprzez jakiś channeling... Odkrywają te różne narzędzia kreowania lepszego życia, potem tego uczą, piszą książki, itd. Ludzie to stosują- jednym działa, innym nie... 
Te wszystkie metody to takie magiczne różdżki pt. "zrobisz to i to, i od razu całe Twoje życie stanie się dokładnie takie, o jakim zawsze marzyłeś". Ja zawsze do takiego podejścia byłam sceptyczna. Tzn. jesteśmy ludźmi, jesteśmy tu, na Ziemi, po to, by się rozwijać. No a rozwój to nie jest bycie idealnym od razu. Rozwój to jest stawanie się lepszym poprzez doświadczanie.
Inna sprawa: karma. Tyle technik obiecuje zdjęcie karmy, obciążeń rodowych czy inkarnacyjnych, uwolnienie od karmy... bla, bla, bla. A karma to nie jest coś, co nam przeszkadza. Karma to jest- mówiąc prosto- cel naszego życia. Nie ma karmy= nie ma celu, nie ma sensu. No chyba że ktoś sobie uważa, że sensem, celem istnienia jest żyć sobie milutko w pięknej, słodkiej sielance, w miłości, radości i pokoju. No NIE, NIE JEST. A jednak wiele technik to właśnie obiecuje- że wszystkie nieszczęścia, wszystkie złe cosie, wszystkie przeszkody i blokady zostaną zdjęte, wystarczy tylko zrobić parę puknięć, parę zaklęć, itp. i już- wszystko ślicznie się samo załatwi, bo wszechświat przecież tylko czeka na nasze otwarcie się, by móc obdarować nas czymkolwiek zapragniemy. A tak wszechświat NIE działa. Bo gdyby tak działał, to cały rozwój duchowy, cały sens wszystkiego szlag by trafił.
W praktyce to działa nieco inaczej, oczywiście, bo przecież nie jest tak, że ktokolwiek zastosuje sobie którąkolwiek z tych jakże wspaniałych metod, od razu mu zadziała i naprawi calutkie jego życie i zlikwiduje wszystkie ściany (tzn. problemy). Niektórym działa, owszem. Ale nie wszystkim. Bo- jak napisałam- gdyby to tak wspaniale działało na wszystko i wszystkich, to świat przestałby istnieć. I nie dlatego, że by się zepsuł (hah, przecież jakby się mógł zepsuć, skoro wszyscy wszystko dostają, wszyscy wszystko potrafią, wszystko pięknie działa, wszyscy żyją w obfitości, radości i miłości), ale dlatego, że po prostu nie miałoby sensu jego istnienie (w tym miejscu tak tylko dodam, że świat został stworzony po to, by Źródło mogło się doskonalić poprzez rozwój (a więc zdobywanie rozmaitych doświadczeń) dusz. A skoro żadnych złych rzeczy by nie było, bo wszyscy byliby zdrowi, szczęśliwi, nie byłoby żadnych wojen, itd., to jak można doświadczać całego spektrum- tzn. światła i cienia? Ano nie można).
Tak więc to jest moje zdanie na temat tych wszystkich cudownych metod, takie moje luźne refleksje.
Jeśli ktoś ma ochotę się wypowiedzieć, zapraszam bardzo, bardzo, ponieważ dyskusje- jak wiadomo- mogą być niezwykle pouczające. ;) A może ja nie mam racji? Może coś pominęłam w tych moich wywodach, może ktoś ma ochotę skorygować moje spojrzenie na sprawę? Jeśli tak, to, powtarzam, zapraszam bardzo, bardzo. Bardzo.
 __________

No właśnie. Oczywiście jesteśmy kreatorami swojej rzeczywistości, niemniej jednak nie jest tak, że jesteśmy bogami swojego losu i w każdej chwili mamy cały świat pod zupełną kontrolą- bo takie możliwości najzwyczajniej w świecie przeczyłyby sensowi rozwoju duchowego.
Nikt za nas nie przeżyje naszego życia, nie rozwinie się, nie nauczy się- to nasza rola. Dlatego też np. wszelkie te zdejmowania obciążeń karmicznych, oczyszczenia, itd. również są nonsensem- nie da się zniwelować czegoś, jeśli nie zniweluje się przyczyny tego czegoś. A przyczyna zawsze leży w nas. W nas, w nas, w nas. Nie w innych. W nas. Więc nawet jeśli inni mogą nam ulżyć w jakiś tam sposób poprzez jakieś tam rytuały, to i tak i tak musimy się z przyczyną naszych cierpień uporać sami- inni, owszem, mogą nam bardzo pomóc (np. w odnalezieniu przyczyny), ale rozprawić się z nią tak naprawdę musimy sami. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Masz ochotę podzielić się słowem? Zapraszam! :)