poniedziałek, 20 czerwca 2016

Kompendium pracy z kartami

Wpis został zaktualizowany 17.07.2017 o godz: 08:47.

A dokładniej:
Kompendium pracy z kartami
- czyli cz. 10 serii "Praca z kartami i co nieco o różnych rodzajach talii dywinacyjnych"

Pewnie nie jest to koniec tej serii, choć de facto coś ta część kończy. A coś zaczyna. Może nowy poziom tej serii. Jeszcze nie wiem. W każdym razie ta część jest takim podsumowaniem całej serii; no, może "podsumowanie" to nie najlepsze słowo... Nazwałabym ją raczej pewnego rodzaju "zwieńczeniem".

SPIS TREŚCI 
(W związku z tym, że post ten jest dość długi, przedstawiam spis treści, byście mogli w miarę łatwo zorientować się na początku, o czym możecie przeczytać w tym poście.)

-Czym są karty?
-Czym jest praca z kartami?
-Filozofia karciarstwa
-Otoczka wokół kart- na co, po co, dlaczego
-Mniej lub bardziej ogólne wskazówki, rady, przepisy odnośnie pracy z kartami
-Mały poradnik kartomancji
-Mała wskazówka odnośnie interpretowania
-Jak przełamać barierę w pracy z talią, jak złapać połączenie z talią
-Dodatek do "Jak przełamać barierę w pracy z talią ....."- dla niepewnych siebie, dla nieśmiałych początkujących, dla łatwo się poddających, dla załamanych i niewierzących w swoje umiejętności- parę rad, słów motywacji i inspiracji
-Jak czytać karty
-Jak doskonalić swoje umiejętności czytania kart- ćwiczenie
-Jak się nauczyć kart?
-Parę ćwiczeń, propozycji, wskazówek jak skutecznie pracować z kartami
-Co "potrafią" karty- co da się z ich pomocą odczytać?
-Odwracanie kart
-Pathworking (oraz ogólnie o medytacji z kartami) (w tym o journalingowaniu- tzn. o zapisywaniu naszych doświadczeń (m.in. interpretacji rozkładów) z pracy z kartami)
-Praca z umysłem (świadomością i podświadomością) z użyciem kart (oraz innych narzędzi dywinacyjnych) 
-Praca z kartami a przeznaczenie
-Jak ja pracuję z kartami
-Rozkłady z kartami w wersji elektronicznej (np. online) 
-Karciane mity, przesądy związane z kartami
-Czas w kartach
-Sesja z klientem (gdy wróżymy innym twarzą w twarz)
-Gdy stawiamy karty innym- czyli etyka w pracy z kartami
-Nasze zdrowie i samopoczucie a praca z kartami
-Parę słów odnośnie wybierania talii dla siebie
-Czytania dla innych- czytania grupowe
-Magia (np. rytuały) z użyciem kart- do czego można użyć kart, jak można je wykorzystywać
-Warto pamiętać (czyli parę ogólników, o których warto pamiętać)
-Pamiętajmy
-Q&A- parę częstych pytań
-Jak to działa (czyli jak to jest możliwe, że wróżby, analizy są trafne)
-Linki (do różnych postów o pracy z kartami; m.in. do posta o rozkładach czy o autorskiej talii kart)

__________________________

I teraz tak. Ten (dość bałaganiarski :P) post ma trzy główne cele:
-przedstawić garść wskazówek odnośnie pracy z kartami, pewne ogólne rady, jak to robić
-omówić temat medytacji z kartami (w szczególności pathworkingu) w sposób nieco szerszy, niż zostało to zrobione w innym moim poście dotyczącym medytacji z kartami (w sumie ten post jest takim uzupełnieniem do tamtego)
-niejako podsumować temat pracy z kartami wobec wszystkich postów w tym temacie, które do tej pory opublikowałam
Aczkolwiek oczywiście jest w nim dużo nowości, różne inne tematy.
(PS: Pisząc "praca z kartami" mam na myśli pracę z wszelkiego rodzaju taliami dywinacyjnymi- a więc m.in. z kartami tarota, taliami-wyroczniami, kartami ezorunicznymi (choć funkcjonuje nazwa "karty runiczne"), kartami lenormand, kartami kipper, itd. Wszystkie karciane systemy dywinacyjne wymieniam w tym poście.)

Jeśli będziecie mieli jakieś wątpliwości, pytania, piszcie śmiało w komentarzach, zawsze z chęcią pomogę na ile będę w stanie. :)

No. Także to był wstęp. A teraz do rzeczy. ;)

__________________________________________

CZYM SĄ KARTY?

Karty są zbiorem obrazów (lub zbiorem tekstów).

Po prostu.
Oto definicja. Taka ogólna.
Przedstawiać mogą w tych obrazach i słowach różną wiedzę (np. okultystyczną, historyczną, psychologiczną), ale generalnie talia kart to po prostu zbiór obrazów (lub tekstów- bo są takie talie, gdzie nie ma obrazków, jest tylko tekst).

Zatem tak czy siak, bez względu na to, co przedstawiają, karty to po prostu obrazy (no chyba że mamy na nich sam tekst- ale to raczej nieczęsto się zdarza, raczej dominują talie zawierające obrazy).
A obrazy- wiadomo- jedne mają taki klimat, inne inny; jedne nastrajają tak, inne siak; jedne do nas przemawiają i się nam podobają, inne nie (analogicznie zresztą jest w przypadku tekstu).
Karty to po prostu obrazy- nic więcej. Żadna magia, żadne czary-mary ani nic.

NATOMIAST JAKĄ ROLĘ MOGĄ PEŁNIĆ KARTY?
(Tzn. do czego można ich używać, co można z nimi robić, jak można je wykorzystywać?)

Dowolną.
Tu wszystko zależy od osoby ich używającej. Karty mogą pełnić jakąkolwiek rolę. Same w sobie są to po prostu obrazki (i/lub tekst). Natomiast jak ich używamy i do czego- to jest totalnie nasza sprawa. Nie ma tu żadnych wytycznych, praw, granic- jedynie my sobie je ustalić możemy, mentalnie. Tu wszystko opiera się na naszym umyśle- bowiem co w głowie, to w życiu, co znaczy m.in. to, że jakie mamy przekonania, podejście, wierzenia odnośnie danego czegoś (np. kart), tak nasz umysł będzie nam z tym czymś doświadczenia kreował.

Zatem karty nie są "księgą mądrości", "kluczem wejrzenia", "lustrem prawdy", itd. Mogą być- zależy od osoby. Ale same w sobie, z góry, nie są niczym innym jak tylko... kartami.
I tyle.
A czym i jakimi je dla nas uczynimy (czyli jak będziemy do nich podchodzić), tym właśnie dla nas będą.

__________________________________________

CZYM JEST PRACA Z KARTAMI?

W sensie: co obejmuje to określenie, jakie rodzaje, sposoby pracy?
Otóż, karty służą nie tylko do wróżenia czy generalnie do rozkładania. To jest taka typowa, główna rzecz, do której się ich używa. Ale z kartami można pracować na wiele różnych sposobów- kwestia naszej kreatywności, tak naprawdę. ;) Są to w końcu obrazy, no a obrazy można wykorzystać na wiele, wieeele rozmaitych sposobów... Zarówno, nazwijmy je, "duchowych", jak i zupełnie nie"duchowych".

Tak więc z kartami można na przykład medytować, można wykorzystywać je jako element rytuałów, można używać ich jako talizmanów czy amuletów (na marginesie dodam małe wyjaśnienie tych terminów: talizman- daje nam moc, wzmacnia pewne aspekty w nas; amulet- chroni. Przy czym- takie małe wyjaśnienie- same w sobie karty (czy w ogóle jakiekolwiek inne przedmioty) żadnej mocy nie mają, ponieważ dopiero my im moc nadajemy. Mają energię- owszem; wszystko ma sobie właściwą energię (o czym pisałam szerzej w tym poście, m.in. we fragmencie przy taliach Faeries Oracle i Heart of Faerie Oracle; a także m.in. w tym poście). Ale moc- czyli zdolność wpływania na rzeczywistość- to coś, co się kartom dopiero, ewentualnie, nadaje (mentalnie- czyli swoim umysłem); same w sobie one mocy nie mają. Żadnej), można używać ich jak swoisty energetyczny "lek" (a więc podobnie jak kamieni szlachetnych czy kolorów, na przykład- w końcu obrazy, oglądanie ich, medytowanie z nimi, ma na nas określony wpływ (są to w końcu obrazy, a więc bodźce wizualne, a więc coś, na co nasz umysł może reagować w określony sposób. A w jaki- zależy od tego, co mamy w tym umyśle, bowiem to, jak odbieramy świat, jak na niego reagujemy, zależy od tego, co mamy w głowie). Określone obrazy wywołują określone reakcje- u każdego inne, oczywiście, ponieważ każdy przecież inaczej odbiera świat), można je traktować jako inspirację artystyczną (w końcu karty zawierają ilustracje- no a piękne obrazy są jednym z najlepszych źródeł inspiracji ;)), można używać ich do robienia różnych prac (np. kolaży), można używać ich jako zakładek do książek, można używać ich w celach ozdobniczych, itd., itd.

Peeełna dowolność.

Otwarty umysł to podstawa. Pamiętajcie: granice leżą w nas.


WRZUCAM JESZCZE DRUGI TEKST, KTÓRY NAPISAŁAM NIEDAWNO, 
RÓWNIEŻ NA TEMAT PRACY Z KARTAMI- JAKO UZUPEŁNIENIE TEGO, CO POWYŻEJ:

Czym jest praca z kartami?
Odpowiedź jest banalna: jest pracą z kartami, inaczej- używaniem kart. Po prostu używaniem. W jakikolwiek sposób. Nieważne, co robimy z kartami, w jaki sposób ich używamy- zawsze jest to rodzaj pracy z nimi, używania ich. Jeśli ich nie używamy, w żaden sposób, do niczego ich nie wykorzystujemy, to wtedy nie pracujemy z kartami, nie używamy ich; jeśli zaś w jakikolwiek sposób ich używamy, to wtedy pracujemy z kartami, używamy ich.
Banalne, wiem. Ale chciałam to wyjaśnić, ponieważ to nam ładnie odowiada na pytania: "jak można pracować z kartami? Do czego można kart używać?". Bowiem, no właśnie, kart można używać w jakikolwiek tylko sposób chcemy, dowolnie; i cokolwiek z nimi robimy, to zawsze będzie używanie kart, rodzaj pracy z nimi.

Praca z kartami nie ogranicza się wcale do rozkładów, wróżb, analiz psychologicznych, itp.- jakkolwiek to właśnie przychodzi większości ludzi do głowy jako pierwsze, jeśli rzuca się hasło "praca z kartami". Ale praca z kartami, używanie kart to taka sama sprawa jak używanie czegokolwiek innego: mamy pełną dowolność i możemy zrobić z tym danym czymś, czego używamy, cokolwiek nam się podoba (no, przynajmniej w teorii- bowiem w praktyce nie zawsze wszystko tak ładnie wychodzi, jak wiadomo). Wszystko jest tu więc kwestią naszej kreatywności, otwartości.

Talia kart to zbiór- oczywiście- kart, które zawierają obrazy i/lub tekst. I można ich używać na mnóstwo przeróżnych sposobów- w zależności od tego, co nam pasuje, co nam odpowiada, jakie mamy potrzeby, itd. Możemy ich używać do tzw. zaglądania w przyszłość, możemy ich używać jako narzędzia do samoanalizy (np. robiąc z ich użyciem rozkłady, które służą właśnie dostarczeniu informacji o charakterze psychologicznym albo też możemy po prostu robić rozmaite ćwiczenia psychologiczne z użyciem kart- np. coś w rodzaju testu Rorschacha), możemy ich używać jako swoistego komfortera, poprawiacza nastroju (np.: przeglądanie obrazów zawartych na kartach może nam poprawić nastrój, może nas zainspirować artystycznie, itd.; różne afirmacje czy pozytywne treści zawarte na kartach mogą nam poprawić nastrój; sama talia może np. kojarzyć nam się z kimś dla nas ważnym i z samego tego faktu być dla nas czymś ważnym, kojącym, wywołującym ciepłe uczucia, miłe wspomnienia, itd.), możemy ich używać w rozmaitych działaniach magicznych (tzn. działaniach mających na celu kreację naszego życia, naszej rzeczywistości- a więc np. w wizualizacjach czy, dajmy na to, rytuałach, jakichś inwokacjach, itd.), możemy ich używać do medytacji, możemy je po prostu tasować i w ten sposób się relaksować, możemy je zwyczajnie przeglądać, patrzeć na obrazy na nich zawarte, itd., itd. Sposobów jest masa- i wszystko to, każda czynność zawierająca karty, jest pracą z kartami, używaniem kart.
__________________________________________

FILOZOFIA KARCIARSTWA

Karty to obrazy (zwykle; no bo czasami mamy do czynienia z taliami niezawierającymi obrazów a jedynie tekst).
Karty to przedmiot.
Zwyczajny.
Najzwyczajniejszy w świecie przedmiot.
Tak zwyczajny, jak filiżanki, ubrania, szczotka do włosów czy lampa.
Zwyczajny przedmiot.
To, jak nie-zwyczajny będzie dla Ciebie, zależy tylko od tego, jaki status sam mu nadasz, jak sam podchodzisz do kart. Jak coś traktujesz, takim to coś dla ciebie jest. Tak działa świat- po prostu.
Samo w sobie nic nie ma mocy, znaczenia, statusu... Dopiero my- my sami- moc, znaczenie, status nadajemy.

Tak więc...

Karty to obrazy. I/lub tekst.
Jest to zwyczajny przedmiot.
Przedmiot, który może być narzędziem. Narzędziem wykorzystywanym do wielu rzeczy, wielu działań, na wiele rozmaitych sposobów.
Ogranicza nas tylko nasz własny umysł, nasza wyobraźnia, otwartość, kreatywność.
Karty to przedmiot- narzędzie- którym można m.in.:
-wróżyć
-robić rozmaite inne rozkłady (np. umożliwiające nam samoanalizę psychologiczną)
-ozdabiać sobie przestrzeń (w końcu hej, to są obrazy, tak? ;))
-kreować sobie fajny klimat (ozdabiając nimi przestrzeń)
-cieszyć oczy (nierzadko w końcu są pięknymi dziełami sztuki)
-medytować z nimi (na różne sposoby, na różnych głębokościach, w różnych celach)
-wykorzystywać do rozmaitych swoich działań magicznych, rytuałów (to coś w ten deseń, jak to jest z obrazkami religijnymi, które ustawia się na jakimś ołtarzyku czy czymś podobnym)
-używać jako talizmanów, amuletów (w końcu jeśli mamy na karcie obraz i on się nam z czymś kojarzy- na przykład z ochroną sił wyższych, dajmy na to- to możemy sobie taką kartę uczynić amuletem; i będzie to działało na takiej zasadzie, że my nadaliśmy tej karcie znaczenie, status, moc amuletu (bo w taki właśnie sposób do niej podchodzimy, tak ją odbieramy, tak odbiera ją nasz umysł, no a w końcu co w głowie, to w życiu), no i nasz umysł za tym podąży i zaszczepi sobie przekonanie pt. "mam amulet- jestem bezpieczny". Bo wiecie, na takiej właśnie zasadzie działają amulety, talizmany, znaki, symbole, pieczęcie, itd.: same w sobie one nie mają żadnej mocy, znaczenia, a dopiero my moc, znaczenie im nadajemy- naszą wiarą, intencją, przekonaniami- no i nasz umysł działa wg tego, projektując nasze podejście, wiarę, przekonanie o mocy takiego np. amuletu na naszą rzeczywistość, nasze życie)
-używać jako narzędzi uzdrawiania (podobnie jak to się robi np. z kamieniami czy kolorami: karty jako obrazy mają pewien klimat, vibe, energię, aurę, z czymś nam się kojarzą, w jakiś sposób na nas wpływają. No i właśnie na tej podstawie możemy działać, wykorzystując te obrazy do pracy uzdrowicielskiej, terapeutycznej- np. w formie medytowania z tymi obrazami bądź też w formie układania ich na ciele- tak jak to się robi z kamieniami, na przykład. Nieco więcej o temacie energii talii, obrazów pisałam tu oraz w tym poście, a dokładniej we fragmencie przy talii Fallen Angel Oracle)

Karty to po prostu przedmiot. To obrazy, słowa, cyfry (ewentualnie innego rodzaju znaki). Jaką moc im nadamy, jakie znaczenie, status im przypiszemy, tak one będą dla nas działać. Bo co w głowie, to w życiu.
Podążajmy w tych naszych działaniach, praktyce za sobą, za sercem, po prostu wczujmy się w siebie i podążajmy za tym swoim wewnętrznym głosem. I tyle. Sami doskonale wiemy, czego potrzebujemy, co robić i jak. Musimy się jedynie mocno, porządnie, głęboko w siebie zanurzyć, by do tej wiedzy dotrzeć, a nie wpaść w iluzje i pułapki umysłu po drodze.
A najlepszy sposób, by to zrobić, to działanie w stanie umysłowej Pustki- wtedy bowiem mamy sporą gwarancję tego, że żadne umysłowe śmieci (iluzje, uprzedzenia, nasza własna wiedza- mniej lub bardziej Prawdziwa- nasze doświadczenia, myśli, emocje, itd.) nam nie przeszkodzą.


PS: W tym poście opisuję dokładnie, jak działają karty- pod kątem psychologicznym oraz pod kątem metafizycznym (inaczej można powiedzieć: energetycznym). Także zapraszam szczególnie do tego właśnie posta (a w każdym razie jego fragmentów poświęconych pracy z kartami; bo jest w nim mnóstwo innych rzeczy, taki trochę bałagan, ale chyba można się jako tako odnaleźć- w razie czego, pytajcie), ponieważ jest on niezbędnym uzupełnieniem całego tego posta (po prostu rozszerzeniem wiedzy zawartej w tym poście).

__________________________________________

OTOCZKA WOKÓŁ KART
- NA CO, PO CO, DLACZEGO

(Poniższy tekst jest fragmentem tego posta.) 
Karty to narzędzie, a to o nas chodzi i o nasz komfort. Karty to nie istoty żywe, one nie czują- to Wy jesteście istotami żywymi i to Wy czujecie. Zatem róbcie po prostu to, co do Was przemawia, co sprawia, że czujecie się dobrze.
To wszystko, co się robi wokół kart (obrusy, świece, kamienie, rytuały typu oczyszczanie- po prostu ta cała tzw. otoczka wokół kart) to jest tylko taki gadżet, taka zabawa, w której chodzi o to, byście używając tego narzędzia jakim są karty, mieli komfort, przyjemność, żebyście się po prostu dobrze czuli. Tylko o to chodzi. O nic więcej. Żadne "czary-mary", żadne odgórnie ustalone zasady, żadne narzucenia, żadne musy. To, najzwyczajniej w świecie, Wasz psychiczny komfort (bo w końcu każdy ma do kart inne podejście i tak na przykład niektórzy po prostu muszą, potrzebują mieć obrus, gdy kart używają- bo im się to wbiło w umysł- a inni rozkładają sobie karty gdziekolwiek chcą, gdziekolwiek mają do tego w miarę dogodne warunki i nie potrzebują żadnych dodatków, żadnych gadżetów typu obrusy, kamienie, świeczki, nie potrzebują żadnych rytuałów typu oczyszczenia, itd. Wszystko to- te potrzeby- siedzą w głowie. Robienie tego samo w sobie nie ma żadnego znaczenia- dopiero Wy owo znaczenie tym czynnościom nadajecie. Wg siebie. Wg swoich przekonań).

Zatem nie ma najmniejszego znaczenia to, jak się obchodzicie ze swoimi kartami- chyba że ma dla Was. Jeżeli Wy sami po prostu preferujecie szanować swoje rzeczy, to naturalnie i karty będziecie chcieli szanować. Natomiast jeśli należycie do osób, które mają takie sprawy gdzieś, to możecie sobie z tymi kartami (czy jakimikolwiek innymi narzędziami tego typu- na przykład wahadełkiem radiestezyjnym) robić cokolwiek tylko chcecie. Możecie je szlajać po kątach, kłaść na brudną ziemię czy uklejony stolik, pluć na nie... cokolwiek.
Bo w szacunku- jeżeli okazujecie go przedmiotom- chodzi jedynie o Was i o Wasze uczucia, a nie o przedmioty. Bo przedmioty nie mają uczuć. Wy za to macie. Więc polegajcie po prostu na tym, co sami czujecie. Jeśli chcecie, okazujcie szacunek swoim rzeczom (w tym- kartom), jeśli nie chcecie, nie róbcie tego. Przedmioty to przedmioty, a nie istoty żywe. A karty- być może wbrew temu, co się co poniektórym wydaje- są przedmiotem, a nie istotami żywymi.

__________________________________________

Mniej lub bardziej ogólne wskazówki, rady, przepisy odnośnie pracy z kartami

Ta część posta jest trochę bałaganiarska, ale nie zrażajcie się. ;)

>>>Karty to tylko narzędzie, taki katalizator naszych zdolności. To nie one wiedzą coś tam, tylko my. My mamy tę wiedzę w swoim umyśle. I my z pomocą kart wydobywamy tę wiedzę ze swojego umysłu. Ale równie dobrze możemy to robić bez nich- zupełnie sami. Owszem, z kartami (czy innymi tego typu narzędziami-pomocami, np. wahadłem radiestezyjnym czy kulą do wróżenia) jest łatwiej- bo umysł ma coś namacalnego, czym może się posłużyć, by zamanifestować wiedzę, którą uzyskał. Ale narzędzia nie są, absolutnie nie są, nam potrzebne- równie dobrze i równie skutecznie potrafimy działać bez nich. Ludzie powymyślali sobie i potworzyli przedmioty typu karty, po to, by sobie pomagać w owym wydobywaniu z siebie wiedzy- ale nie znaczy to, że owe przedmioty są w jakikolwiek sposób niezbędne, by to robić. Nie. One są tylko pomocą dla nas. Takim katalizatorem. Niczym więcej.

>>>Sposobów na czytanie kart (tarota, na przykład) jest wiele i każdy ma nieco inny. I każdy powinien sobie używać takiego, jaki mu odpowiada. Jedni są mega przyziemni i logiczni, inni bardzo odleciani i mistyczni, jeszcze inni w miarę zbalansowani... Ludzie są różni. I nie ma w tym nic złego. No właśnie- istotne jest, by zdawać sobie sprawę z tego, że nie ma w tym nic złego. To, że ktoś krytykuje sposób czytania kart, jakim my się akurat posługujemy, nie ma znaczenia- w końcu każdy robi to, co mu gra i tak jak mu gra.

>>>Be true to yourself (bądź szczery wobec siebie), podążaj za intuicją, za sercem, bądź sobą, bądź wierny sobie; jeśli coś doesn't feel right (nie wydaje ci się dobre, korzystne), nie rób tego- po prostu podążaj za intuicją, sercem, wewnętrzną mądrością.
Wszyscy mamy dostęp do pełnej, nieskończonej mądrości; wszyscy jesteśmy Pustką (a więc energią, z której powstało wszystko, energią, która jest wszystkim i którą wszystko jest). Wiedza jest w nas. Ufaj jej. Podążaj drogą autentyczności (bycia sobą). Nie oglądaj się na innych- oni to oni, a ty to ty. Idź tam, gdzie cię serce prowadzi: wsłuchując się w nie bardzo głęboko (im głębiej tym lepiej, bo im głębiej tym mniejsza szansa, że jakieś śmieci umysłu się wtrącą).

>>>Podążaj za intuicją i odpuść potrzebę kontroli (let go of control) swoich doświadczeń z talią, z którą sobie pracujesz- niech życie samo cię prowadzi w twojej pracy z talią, pozwól doświadczaniu się dziać, pozwól sobie doświadczać go w pełnej otwartości. Otwórz się na to, go with this flow (płyń z tym prądem).
Po prostu wyjdź poza swoją strefę komfortu, otwórz się ku nowemu.

>>>Gdy interpretujemy karty, bardzo pomocne może się okazać tzw. wejście w interakcję z obrazem z karty- w medytacji, ale nie tylko.
Chodzi tu po prostu o taką mentalną zabawę w rozmawianie z postaciami na karcie (jeśli jakieś są, oczywiście; jeśli żadnych nie ma, to np. z roślinami czy kolorami- wyobraźnia i otwarty umysł to klucz w takich zabawach. ;) To w końcu jest tylko mentalna zabawa, by rozwinąć swoją wyobraźnię, swoją uważność, swoją skuteczność w pracy z kartami, no i by- jeśli akurat interpretujemy rozkład- uzyskać informacje).

>>>Generalnie praca z talią czy poszczególnymi kartami (np. w rozkładzie) polega na otwarciu się na- że tak to ujmę- "słyszenie" talii, traktowanie jej niejako jak człowieka (przy czym, oczywiście, trzeba mieć na uwadze, pamiętać, że karty to tylko narzędzie. Tak więc owo "słyszenie talii, traktowanie jej niejako jak człowieka" to tylko taka metafora, taka mentalna zabawa, a nie przepis, jak się powinno traktować pracę z kartami. Karty to nie są istoty żywe; aczkolwiek takie udawanie, że są, może nam fajnie pomóc w pracy z nimi, gdyż może nam pomóc otworzyć umysł, pobudzić wyobraźnię, ruszyć intuicję).

>>>Istotne, kluczowe w pracy z kartami ogólnie- tzn. tak globalnie w życiu, a nie tylko przy stoliku, na przykład- jest by otworzyć się na go with the flow z talią (płynięcie z prądem z talią); a więc kluczowa jest akceptacja tego, czego doświadczamy w pracy z talią, tego, jak wygląda nasza droga z talią (czyli m.in. nie przyspieszanie niczego, nie stawianie się, nie blokowanie pewnych rzeczy, które się dzieją, nie uciekanie od pewnych rzeczy, sytuacji- chyba że, oczywiście, w głębi serca- ale tak faktycznie głęboko, głęboko w sercu- czujemy, że de facto dane coś nie jest dla nas korzystne).
Zawsze podążać za sobą- to jest klucz. 

>>>W pracy z kartami skupiajmy się zarówno na pracy z poszczególnymi kartami, jak również z całą talią- jako jednością, że tak to ujmę. A więc zwracajmy uwagę nie tylko na to, jak wpływają na nas poszczególne karty, ale również jak wpływa na nas cała talia. A więc i- na przykład- medytujmy nie tylko z poszczególnymi kartami, ale i z całą talią jako całością, jednością.

>>>Poprzez talię niejako "komunikujemy się" (możemy, nie musimy- bo w końcu jak pracujemy z kartami, zależy od nas, od tego, jak sobie wybierzemy, zadecydujemy) z tym, co przedstawia (kwiaty, bogowie i boginie, zwierzęta, anioły, kamienie, duchy, rośliny, itd).
Szerzej na temat pracowania z kartami w ten sposób pisałam w tym poście, m.in. we fragmencie przy talii Fallen Angel Oracle).

>>>Grunt to to, by UŻYWAĆ talii, jak najczęściej, jak najregularniej, by z nią dużo pracować- po prostu ponieważ praktyka, jak zresztą wiadomo, czyni mistrza. (Oczywiście priorytetowym jest, by podążać za sobą, a więc być wiernym swoim potrzebom. Jeżeli więc używać kart nie potrzebujemy czy nie chcemy, to absolutnie nie chodzi o to, by się do tego zmuszać. Nie chodzi przecież o to, żeby wpaść zaraz w nałóg, absolutnie.)
Poza tym dzięki temu (tzn. używaniu talii) oswajamy się z talią, zapoznajemy się z nią, a więc nabieramy tego komfortu w używaniu kart (to jak takie "zaprzyjaźnianie się" z książką, którą czytamy, zapoznawanie się z jej językiem, z jej fabułą, jej bohaterami).

Nie chodzi tu o to, że powstaje jakaś "więź energetyczna" i "talia bardziej nas lubi" czy coś- nie, czegoś takiego nie ma. Talia kart to przedmiot, materia nieożywiona. Tu chodzi o nas, o nasz umysł, który zapoznaje się z tematem, ogarnia się w doświadczeniu, którego doświadcza.

>>>"Wkrocz w świat talii"- to taka ogólna rada odnosząca się do tego, jak skutecznie połączyć się energetycznie z talią.
A co to znaczy "wkroczyć w świat talii"? Jak już kiedyś pisałam: każda talia ma swoją energię/klimat; każda karta w talii ma swoją energię/klimat- tak samo, zresztą, jak wszystko inne. Bo wszystko ma energię. Natomiast to, co stricte związane ze sztuką- tzn. obrazy, powieści, filmy, seriale, spektakle, itd.- ma pewien sobie właściwy klimat (czyli też energię), można powiedzieć, że ma własny świat. Bo coś przedstawia- a konkretnie jakąś rzeczywistość, jakąś fabułę. Inną od tej realnej, prawdziwej (przeważnie). A więc "wkroczenie w świat talii" oznacza po prostu wkroczenie, wejście w świat przedstawiony talii, mówiąc nieco bardziej językiem polonistów. ;) A więc danie się wciągnąć, porwać światowi, który przedstawia dana talia lub dana karta. (To trochę tak, jak kiedy obejrzycie jakiś film czy przeczytacie jakąś książkę, który/która wywarł(a) na Was ogromne wrażenie i nie możecie przestać o nim/niej myśleć, jesteście wręcz pochłonięci przez fabułę filmu/książki (czy serialu, spektaklu, itd.), żyjecie w jego/jej świecie, itd. Na pewno część z Was bardzo dobrze zna to uczucie. No i właśnie w tym stwierdzeniu: "wkrocz w świat talii" chodzi po prostu o to, by na podobnej zasadzie "wejść w świat talii", w "fabułę" talii (lub karty), by dać się światowi talii; czyli, innymi słowy, klimatowi talii, energii talii- wciągnąć. Podobnie jak dajemy się wciągnąć filmowi, książce czy grze komputerowej. To wszystko to przecież sztuka. Tak więc analogicznie jak wchodzimy sobie, tak zwanie, w świat filmu, powieści czy gry, tak samo wchodzimy sobie, tak zwanie, w świat talii. Także tu nie chodzi o jakieś czary-mary, cuda-niewidy, magiczne niewiadomoco, tylko o zwyczajne psychologiczne zjawisko.)

>>>Podążaj za intuicją, rób to, w czym i z czym czujesz się dobrze, komfortowo. Rób to, co do ciebie przemawia, co ci pasuje, co feels right (czujesz, że jest dobre) dla ciebie. Trzymaj się tego, co ci dobrze gra, co czujesz, że jest korzystne dla ciebie; odpuść/odpuszczaj to, co nie jest korzystne, co cię zatrzymuje.

>>>We wróżeniu nie myśleć, tylko obserwować; tzw. mieć umysł tarotowego Głupca, tzn. mieć umysł dziecka, mówiąc inaczej, mieć umysł otwarty nawet na najbardziej szalone i nieprawdopodobne interpretacje, możliwości, eksperymenty.
Zresztą takie podejście tarotowego Głupca- otwarty umysł, kreatywność, wyobraźnia, dzięcięca otwartość- jest ważne nie tylko we wróżeniu, ale również w magii... no i w ogóle w życiu jest bardzo, bardzo istotne, a na pewno ogromnie pomocne (ponieważ co w głowie, to w życiu. Zatem jeśli w głowie mamy pełno niepewności, blokad, itd., to nasz umysł będzie je nam projektował na nasze życie; zaś gdy w głowie mamy radość, entuzjazm, otwartość, to nasz umysł będzie nam kreował rzeczywistość właśnie wg tejże zawartości (PS: więcej na temat umysłu i kreowania rzeczywistości w tym poście oraz w tym poście, a dokładniej we fragmencie przy talii Oracle of the Mermaids)).

>>>Należy (ekhem... Najlepiej. Bo oczywiście nie to, że trzeba- po prostu najlepiej jest) interpretować karty intuicyjnie, po obrazkach.

Przykłady takich interpretacji w moim wykonaniu możecie znaleźć w niektórych postach z tej serii, gdzie, przedstawiając różne rozkłady, przedstawiam również ich przykładowe interpretacje (właśnie po to, by pokazać, jak można interpretować. No i też po to, by, być może lepiej przedstawić sam rozkład).

>>>Po prostu zrelaksuj się, rozluźnij, otwórz umysł i pozwól sobie bawić się z pracą z kartami, pozwól sobie mieć fun (radochę) w twojej podróży.
Tu nie ma nic na siłę- to twoja droga. Podążaj za sercem, wyluzuj się, go with the flow (płyń z prądem) i... rozwijaj się w pracy z kartami.

>>>Kiedyś, w komentarzach na moim blogu, napisałam: 
"Praca z kartami to, tak naprawdę, praca z samym sobą- ze swoim umysłem, ze swoją świadomością, podświadomością i nadświadomością, po prostu z różnymi mentalnymi itp. częściami siebie (żeby jakoś to krótko nazwać)- właśnie poprzez to narzędzie, jakim są karty; a język obrazów bardzo dobrze przemawia do ludzi... ;)"
oraz: "Praca z kartami pomaga nam doskonalić rozmaite umiejętności właśnie poprzez zachęcanie nas do pracy nad nimi- a one, jak mięsień, rozwijają się właśnie dzięki naszemu wysiłkowi."
oraz: "Wiara we własną intuicję, we własne zdolności, umiejętności, we własne możliwości- wiara w siebie, mówiąc krótko- to bardzo, bardzo ważna rzecz. Bycie pewnym swoich umiejętności (oczywiście nie w sensie "pretensjonalnie pewnym", tylko po prostu posiadanie mądrego zaufania do nich) oraz świadomość tego, jak ta pewność wspaniale wpływa na nasz rozwój jest jednym z kluczy- do rozwoju właśnie." 

>>>Podobnie jak gdy uczymy małe dzieci, nie wyręczamy ich we wszystkim- jedynie pokazujemy, jak coś należy lub po prostu jak można (z)robić. Tak samo z kartami- uczenie się pt. "wyręczam się książką/podpisami na kartach/itp." nie jest najkorzystniejsze. Lepiej rzucić się na głęboką wodę- choć to już zależy od osoby (ja, na przykład, właśnie na głęboką wodę się rzuciłam na samym początku i dzięki temu błyskawicznie nauczyłam się pływać w świecie kart, że tak to wyrażę. ;) Po prostu otwartość i zaufanie do samego siebie oraz wiara w siebie, nieblokowanie się strachem, niepewnościami, itp. jest najlepszym podejściem jeśli w czymś zaczynamy: w końcu co w głowie, to w życiu, zatem jakie mamy podejście (przy czym trzeba pamiętać, że liczy się tu zarówno podejście świadome, jak i podejście podświadome- zresztą pisałam o tym szerzej w tym poście), takie efekty dostajemy).

>>>W czytaniu, w rozkładach karty zawsze są takie, jakie powinny być, zawsze pojawiają się po coś- i tak np. jeśli wróżba się nie sprawdziła, to też jest po coś, też ma to jakiś sens. Głębszy sens, może nie od razu wyraźny, widoczny. Ale ma. (Inna sprawa jest taka, że jeśli wróżba się nie sprawdziła, to może to oznaczać po prostu, że pokierowaliśmy swoim życiem inaczej, niż to wyglądało wtedy, gdy karty były stawiane- bo przyszłość nie jest pewna, tylko prawdopodobna, my ją ciągle kształtujemy, zmieniamy swoimi wyborami i wobec tego nie da się ze 100% pewnością, trafnością przewidzieć zawsze wszystkiego.)
Więcej na temat przewidywania przyszłości (m.in. na temat trafności przepowiedni) pisałam w tym poście, a dokładniej we fragmencie przy talii Oracle of the Mermaids.

>>>Pracuj z kartami po swojemu, czytaj po swojemu, ufaj swojej intuicji- to twoja sprawa, jak pracujesz z talią; talie dywinacyjne są all about intuition (chodzi w nich o intuicję), a jeśli się z nimi w taki właśnie sposób nie pracuje, to jest to, no cóż, w sumie bez sensu, można powiedzieć. 
>>>Więc ufaj intuicji- jeśli np. jakaś karta z rozkładu przypomni ci wczorajszy obiad i przypomni ci tym samym, że ziemniaki się skończyły i trzeba je kupić- to to jest właśnie przesłanie dla ciebie. ;)
Tak- no bo czemu nie? Również takie informacje możemy odczytywać z rozkładów. ;)

Należy mieć po prostu otwarty umysł- m.in. w pracy z kartami właśnie.

>>>Develop your own language with the deck (odkryj swój własny język z talią).
Każdy ma co innego w głowie (myśli, emocje, przekonania, programy mentalne, wiedzę, doświadczenia, podejście do różnych spraw, itd.), i każdy odbiera świat właśnie poprzez pryzmat tego, co ma w głowie. Zatem każdy odbiera świat inaczej, po swojemu. A wobec tego każdy inaczej odbiera takie na przykład karty. Zatem owo "odkryj swój własny język z talią" odnosi się do tego, żeby podążać w interpretowaniu kart za tym, co my sami czujemy, myślimy, a nie za tym, co inni nam mówią, wskazują. Interpretowanie kart to jest- no właśnie- interpretowanie kart; a więc nasz własny ich odbiór, a nie podążanie za wskazaniami innych (np. w książkach czy w necie).

>>>Nie o narzędzie chodzi, a o ciebie. Nie o kartę chodzi, a o interpretację. Nieważne, jeśli nawet stwierdzisz: "a tam, ta karta jest taka ogólna... To samo wyczytałabym z wszystkich pozostałych kart w tej talii"- chodzi o przesłanie, jakie odczytujesz w danym momencie, a nie o kartę.
I tak samo up to you jest (od ciebie zależy), czy przyjmiesz sobie, że informacje płyną z twojego umysłu (a tak właśnie jest), czy też może daje ci je sama karta (tak nie jest, bowiem karta to tylko obraz i/lub tekst, na który nasz umysł reaguje w określony sposób- i to właśnie stanowi interpretację. Także nie "karta daje nam informacje", tylko nasz umysł reaguje na obraz na karcie i na podstawie tego, co w niej widzi, interpretuje (o mechanizmie interpretowania pisałam szerzej w tym poście)), byty w niej "zawarte", itd., czy też to wszystko w tobie leży, a obraz jest tylko "motywatorem" dla tej wiedzy- w gruncie rzeczy nie ma znaczenia, jakie "wierzenia" przyjmiesz w pracy z kartami, jeśli chodzi o kwestię interpretacji- bo wszystko i tak, summa, summarum, pochodzi od jednego, tzn. od energii, z której powstało wszystko, czyli od Pustki (tak. Wszystko. I dobre, i złe. Po prostu wszystko).

>>>  -Czemu karty to zwykle ilustracje, a nie słowa?
        -Bo "jeden obraz jest wart więcej, niż tysiąc słów".

>>>Otwarcie się na doświadczenie czasami oznacza otwarcie się na nieprzyjemne doświadczenie. I trzeba być tego świadomym. Oraz nie bać się tego. Po prostu spokojnie iść swoją ścieżką, doświadczać, wyciągać lekcje, mierzyć się z wyzwaniami. To jest rozwój. A rozwój- tak na dobrą sprawę, tak w gruncie rzeczy- dzieje się zawsze. Ponieważ każde- ale to absolutnie każde, bez wyjątku- doświadczenie jest rozwojem. Każde. Nawet jeśli wydaje się, że nie ma rozwoju, że stoimy w miejscu, to tak naPrawdę jest rozwój- bowiem rozwój dzieje się zawsze, stale, nieustannie. Gdyż rozwój to po prostu doświadczanie. A doświadczanie jest zawsze- zatem i rozwój jest zawsze.

>>>Talia to zbiór obrazów do prazy z. A z obrazami można pracować na różne sposoby.
Kreatywność i otwarty umysł to podstawa. ;)

>>>W pracy z kartami (np. w czytaniu rozkładu czy medytacji) BĄDŹ UWAŻNY, ZWRACAJ UWAGĘ na wszystko, co do ciebie przychodzi- jakimikolwiek zmysłami (tzn.: co widzisz, co czujesz (zapach, smak, wrażenie dotykowe), co słyszysz).

>>>Follow what feels authentic for you. (Podążaj za tym, co jest wg ciebie dobre, prawdziwe, korzystne dla ciebie.)

>>>Pamiętajmy, że: we are the creators of our experiences. (Jesteśmy kreatorami/twórcami swoich doświadczeń.)
To, co mamy w umyśle oraz to, co mamy w duszy, kreuje nasze doświadczenia. (O czym pisałam m.in. tutaj.)

>>>To akurat nie odnosi się stricte do pracy z kartami, jest raczej takim ogólnym stwierdzeniem. Aczkolwiek chcę to zawrzeć właśnie w tym poście, ponieważ m.in. do tematu pracy z kartami się to odnosi:
Twoja świątynia jest w tobie- nie gdzieś tam na zewnątrz. W tobie.
Świątynia czyli to nasze wyjątkowe miejsce, święte miejsce, nasze "miejsce pod słońcem", miejsce Prawdziwych nas, ta nasza esencja (tzw. boski pierwiastek- ja go wolę nazywać Źródlanym- od Źródła), takie nasze miejsce mocy/siły, miejsce regeneracji, uzdrowienia, miejsce spokoju, oświecenia, szczęścia, wyciszenia, itd.- po prostu takie nasze uniwersalnie magiczne miejsce, można by powiedzieć. A właściwie, nie tyle miejsce, tylko stan (bo to nie jest miejsce, lecz stan właśnie). Tak więc ten stan osiąga się, gdy się wchodzi w stan Pustki- owy stan Pustki jest właśnie tym stanem-miejscem będącym naszą świątynią.
I właśnie wchodzenie w ten stan jest właściwie najlepszym sposobem osiągnięcia stanu najbardziej odpowiedniego do wszelkiego rodzaju pracy z energią (w tym również pracy z kartami)- bo to jest taki klucz, można powiedzieć.

>>>W pracy z kartami- analogicznie jak w porozumiewaniu się ze światem duchowym- jeśli odpowiedź jest Prawdziwa, to czujemy to w sobie, po prostu czujemy, że "to jest to" (inaczej mówiąc: "it feels right"), no a jeśli odpowiedź nie jest Prawdziwa (bo np. źle zinterpretowaliśmy rozkład czy- w przypadku medytacji- informacje, które uzyskujemy, nie są Prawdziwe), to w takim przypadku czujemy, że "coś jest nie tak", że "to nie to" (inaczej mówiąc: "it doesn't feel right").
A więc bardzo istotne jest, by zawsze zwracać uwagę na sygnały, jakie daje nam nasze ciało, na pojawiające się podczas pracy z kartami (interpretacji, medytacji, itd.) wrażenia, uczucia.

Nie jest to takie wcale najłatwiejsze, bowiem często wydaje nam się tylko, że odbieramy informacje Prawdziwe, podczas gdy tak naPrawdę są one jakiegoś rodzaju iluzją wykreowaną przez nasz umysł. Aby mieć pewność, że otrzymywane informacje są Prawdziwe, najlepiej jest po prostu wyjść poza umysł- a robi się to poprzez wchodzenie w stan Pustki.
Więcej na ten temat pisałam m.in. tutaj oraz tutaj, przy talii Fallen Angel Oracle.

>>>Karty to narzędzie. A więc mają taką moc, jaką my im nadamy (naszym umysłem- a więc naszymi myślami, naszym podejściem do nich, naszą wiarą, itd). Jak ich używamy i do czego, to nasza sprawa i kwestia naszej woli. Możemy ich używać jako narzędzia do pracy z energią, narzędzia magicznego, jako talizmanu czy amuletu, jako elementu ołtarza magicznego, w rytuałach magicznych, jako stymulatora energii (np. potrzebujemy energii ognia---> medytujemy, pracujemy z kartą/ami lub talią/ami o mocnej energii ognia), itd. Kwestia naszych potrzeb, naszej woli, no i naszej wyobraźni oraz kreatywności.
Wszystko kręci się wokół umysłu; bowiem co w głowie, to w życiu; jaką mamy zawartość umysłu, tak umysł projektuje nam życie.

>>>Pisząc, że karty są tylko narzędziem, nie mam na myśli tego, że nieważny jest nasz komfort podczas pracy z nimi; oczywiście, że jest ważny. W końcu gdy wybieramy sobie przedmioty, którymi będziemy się otaczać na co dzień, przedmioty codziennego użytku, również wybieramy kierując się naszym gustem i poczuciem komfortu. Tak jest ze wszystkim, z kartami nie inaczej.

>>>Odnośnie stylu pracy z kartami: zapytaj siebie tak głęboko, głęboko, co ci pasuje. Podążaj za sercem i pamiętaj, że każdy ma inną drogę, każdy jest inny i każdy tworzy sobie własną rzeczywistość.

________________________________________

 MAŁY PORADNIK KARTOMANCJI

Przede wszystkim pamiętaj:
-nie bój się interpretować kart (no bo po co się blokować? Co w głowie, to w życiu. Strach, niepewność jest blokadą, przeszkodą- a tych nie potrzebujemy ;))
-pracuj z nimi bez stresu, "na luzie", ze swobodą, zrelaksowany, bez spiny... Ale odpowiednio skupiony, oczywiście (i podkreślam: odpowiednio. Bo czasami trzeba się bardziej skupić, czasami nieco mniej, a bardziej trzeba wyluzować myśli i pozwolić im płynąć- np. w wolnych medytacjach, w których nie określamy intencji medytacji)
-ufaj swojej intuicji (swojemu sercu, wewnętrznemu głosowi, itd.- wszystko to znaczy jedno i to samo (ps: czym jest intuicja- pisałam w tym poście, przy talii Night Sun Tarot)), podążaj za nią, wsłuchując się głęboko, głęboko w Siebie

-gdy wybierasz karty, gdy je interpretujesz, nie myśl, tylko działaj! To znaczy: nie zastanawiaj się godzinę, nie analizuj, nie rozwlekaj się nad wątpliwościami pt. "czy to na pewno dobra intepretacja?"; po prostu nie rób sobie myślowego bałaganu w głowie. To tylko przeszkadza. Zamiast słuchać się umysłowej paplaniny, słuchaj swojej intuicji

Gdy przystępujesz do wykonania rozkładu:
1. Oczyść umysł z wszelkich myśli (bałagan nie jest wskazany ;)). Innymi słowy: opróżnij umysł.
2. Skup się w 100% na pytaniu (myśl o nim, poczuj je, wypełnij się nim- dzięki temu twój umysł dostanie instrukcję, co ma robić, czyli że ma zdobyć informację, która jest ci potrzebna, odpowiedź na pytanie, które zadajesz).
3. Z tym pełnym skupieniem (ale nie napięciem, tylko po prostu spokojnym skupieniem) wylosuj kartę/y.
4. Zacznij interpretować. To znaczy: zobacz, co masz na karcie/tach i po prostu zastanów się, co ci to mówi, o czym ci przypomina, z czym ci się kojarzy.
Pisz (jeśli zapisujesz swoje interpretacje) wszystko, co do ciebie przychodzi i pamiętaj, by ufać intuicji (bo jeśli będziesz sobie w pełni ufał, tak głęboko, głęboko w sercu będziesz miał zaufanie do siebie, to nigdy się na sobie nie zawiedziesz. W głębi ciebie leżą sobie wszystkie odpowiedzi- wystarczy, że się na nie otworzysz, tzn. głęboko i bezwarunkowo zaufasz sobie (bezwarunkowe zaufanie do samego siebie to dosłownie bezwarunkowe zaufanie do samego siebie, a więc takie, które nie łamie się bez względu na warunki. Rozwinięcie w sobie tak głębokiego zaufania do siebie nie jest być może proste- ale jest możliwe; i kluczem do tego jest praktykowanie medytacji Pustki)).

Po prostu otwórz się na proces (interpretacji, medytacji, czy co tam robisz), go with this flow (płyń z tym prądem), podążaj za sercem. I pamiętaj, by zawsze być sobą, by podążać swoją ścieżką, by być wiernym swoim uczuciom, wrażeniom.

Wydaje się za proste? A czemu miałoby być skomplikowane? ;) Nie jest. Jest właśnie dokładnie tak proste, jakie się wydaje. Ale czy jest tak samo łatwe- to już inna sprawa... I zależna od nas samych. W końcu to w nas leżą granice, to my kreujemy swoją rzeczywistość: bo co w głowie, to w życiu.


To teraz w pigułce:
1. Zrelaksuj się i oczyść umysł.
2. Niech pytanie cię wypełni.
3. Wylosuj kartę/y.
4. Zinterpretuj.

__________________________________________

MAŁA WSKAZÓWKA ODNOŚNIE INTERPRETOWANIA

Gdy interpretujesz karty, możesz robić to na zasadzie: "What does this card make me think of?" ("Co ta karta przywodzi mi na myśl?"), a nie próbując od razu dopasować swoją interpretację do pytania. Najpierw po prostu zobacz, co karta ci mówi, z czym ci się kojarzy, jaką interpretację przywodzi na myśl, a dopiero potem zastanów się, jak to się odnosi do twojego pytania.
Nasz umysł ma naturalną umiejętność kojarzenia faktów, rzeczy, itd., więc odnalezienie powiązania pomiędzy twoją interpretacją a sytuacją której rozkład dotyczy nie powinno być trudne.

Ten sposób interpretowania jest dobry dla tych, którzy z interpretowaniem mają problem. Można bowiem interpretować na zasadzie: "Jak to, co widzę w rozkładzie, odnosi się do mojego pytania?", ale można też interpretować na zasadzie: "Co te karty mi mówią, co mi przypominają, co przywodzą mi na myśl?", a więc nie łączymy tu od razu interpretacji z pytaniem, lecz najpierw patrzymy na karty "na czysto", bez odnoszenia się do pytania, na które je rozłożyliśmy.

____________________________________________________

JAK PRZEŁAMAĆ BARIERĘ W PRACY Z TALIĄ, JAK ZŁAPAĆ POŁĄCZENIE Z TALIĄ

Części z Was na pewno znany jest ten problem pt. "nie potrafię pracować z tą talią, nie dogadujemy się, nie potrafię odnaleźć języka z nią, itd". Gdy mamy talię, z którą z jakiegoś powodu nie potrafimy pracować, nie umiemy się z nią zżyć, złapać tego całego tzw. połączenia, pomocne będzie skorzystanie z poniższych wskazówek:

>Wpierw: pamiętaj, że karty to tylko i wyłącznie przedmiot, narzędzie, a narzędzie taką ma moc (i tylko taką), jaką się mu nada.
To, że nie potrafisz "złapać połączenia z talią", oznacza po prostu tyle co: "na dzień dzisiejszy ta talia nie trafia w twoje gusta, twojemu umysłowi coś w tej talii nie pasuje". Bo nie chodzi tu o jakieś mistyczne, magiczne połączenie. Karty to nie jakaś świętość czy coś w rodzaju istoty żywej, z którą "trzeba się dogadać, znaleźć tę więź, bo inaczej nic z tego". Tak się tylko mówi, ale nie chodzi tu o jakieś połączenie czy coś- po prostu, albo nam się dana rzecz podoba albo nie; albo trafia w nasze gusta albo nie; albo do nas przemawia (wizualnie, tematycznie, itd.) albo nie. I tak samo jest z kartami.
To zwyczajna psychologia, a nie jakieś czary-mary i energie.

Także to tak dla wyjaśnienia. (Szerzej pisałam o tym w tym poście, m.in. przy talii Wild Unknown Tarot.)
Przejdźmy teraz do konkretnych wskazówek jak złapać połączenie z talią- czyli po prostu jak talię polubić, jak się do niej przekonać.

>Przede wszystkim odpowiedz sobie na pytanie: "czy faktycznie chcę przełamać swoje bariery odnośnie tej talii? Czy rzeczywiście chcę nawiązać z tą talią głębokie połączenie, pracować z nią, używać jej?" Chodzi po prostu o to, by uświadomić sobie, czy faktycznie są w tobie te chęci, być może nawet potrzeba, wołanie. Bo jeżeli nie ma w tobie faktycznej potrzeby, chęci, lepiej sobie odpuść- przynajmniej na jakiś czas, dopóki nie poczujesz, że masz ochotę na pracę z talią.
Podążaj po prostu za sobą. Zawsze.

>Odpowiedz sobie na pytania: "co mi się w tej talii podoba?", "co mi się w tej talii nie podoba?". Zastanów się, co w danej talii do ciebie przemawia, co do ciebie trafia, zgadza się z twoim stylem, gustem, itd., a co nie, co ci przeszkadza, nie odpowiada, nie trafia do ciebie. Zastanów się, z czym w danej tali rezonujesz, a z czym nie, co ci w niej gra, a co nie, co jest w niej nie tak dla ciebie, a co jest zupełnie w porządku (przy czym nie patrz tylko pod kątem: "co jest białe, co jest czarne"- weź pod uwagę również odcienie szarości w tych swoich badaniach).
Po prostu zbadaj talię pod kątem indywidualnego jej odbioru, przeanalizuj, co ci się w niej podoba, a co nie i dlaczego. Spróbuj- jeżeli zależy ci na polubieniu talii- otworzyć się na zaakceptowanie tego, czego w talii nie akceptujesz, na polubienie tego, czego nie lubisz.
Oczywiście zawsze pamiętaj, by podążać za sobą- a więc jeśli czujesz naprawdę wyraźnie, że jednak nic z tego, że to jednak nie talia dla ciebie, itd., absolutnie nie zmuszaj się. Działanie na siłę to nie dobra droga. Nie chodzi przecież o to, by się zrazić do czegoś, lecz by pozwolić sobie na swobodną, spokojną analizę, na przyjrzenie się pewnym drażniącym nas czynnikom i odnalezienie odpowiedzi na pytanie, dlaczego one nas drażnią, co nam w nich nie pasuje oraz jak możemy ten problem rozwiązać (nawiasem: często okazuje się, że wkraczamy tu na pole pracy z cieniem. Takie autoanalizy mogą być źródłem ciekawych informacji o naszym umyśle- jak zresztą pisałam w tym poście, m.in. przy talii Faerytale Oracle). O ile oczywiście w ogóle tego chcemy.

>Wkrocz w świat talii (tzn.: daj się porwać światowi, który talia przedstawia, który widzisz na ilustracjach. Niech fabuła talii cię wciągnie, niech wciągnie cię fabuła poszczególnych kart. Otwórz się na historię, którą pokazują poszczególne karty i cała talia jako jedność, jako całość).
Innymi słowy: pobaw się w zanurzanie się w świecie talii. To wszystko dzieje się mentalnie, to po prostu taka zabawa w wyobraźni.

>Pracuj z talią- po prostu, używaj jej- w miarę jak najczęściej, na ile czujesz, że potrzebujesz, że chcesz, na ile cię ciągnie do pracy z tą talią. Po prostu jej używaj, obcuj z nią, medytuj z nią, oglądaj ją (przeglądaj talię, oglądaj, przyglądaj się kolejnym kartom, analizuj, co widzisz na ilustracjach, jak te wizerunki na ciebie wpływają (lub, jeśli na kartach nie ma konkretnych obrazów, a jedynie kolory lub słowa bądź jedynie litery, liczby czy jakieś inne proste symbole- co one u ciebie wywołują, jakie wrażenia, co możesz w nich wyczytać, co w nich widzisz, itd.). Po prostu uruchom swoją wyobraźnię, pobudź swój umysł do działania), używaj jej w swoich rytuałach (jeśli to twój styl, oczywiście), niech będzie jak najbardziej w zasięgu twojej ręki- nie chowaj jej w szafie czy szufladzie, bo tak łatwiej ci będzie talii nie używać, a przecież nie o to chodzi, co nie? ;)

>Medytuj z talią- to jest, oczywiście, jeden ze sposobów pracy z talią, aczkolwiek wydzieliłam to, ponieważ właśnie medytacje z talią są jednym z najskuteczniejszych kluczy do- jak to się mówi- nawiązania głębokiego połączenia z talią, do tego, by przełamać tkwiące w naszym umyśle bariery, które przeszkadzają nam w pracy z talią (m.in. dlatego, że, jak już kiedyś pisałam na blogu, medytacja może być świetnym narzędziem wglądu w siebie, a więc i zrozumienia pewnych mechanizmów, które nami rządzą, a więc m.in. zrozumienia powodu, dla którego nie trawimy danej talii czy karty, dla którego nie możemy się z nią połączyć, itd).

>Fajnym sposobem na barierę są różne ćwiczenia typu: "wybierz ulubioną kartę z talii, najmniej ulubioną kartę i neutralną kartę, a następnie zbadaj, czemu ci się podobają oraz czemu ci się nie podobają- pomyśl, co ci się podoba, czego nie cierpisz, a co jest ok. No i potem, jeśli chcesz, jeśli ta propozycja ci pasuje, przemawia do ciebie, tak już głęboko pomedytuj z tymi wybranymi przez siebie kartami" albo "wybierz karty które ci się podobają i przeanalizuj, jak się odnoszą do twojego aktualnego stanu psychicznego".
To jest po prostu taka forma prostej, bezstresowej sesji z kartami- to też praca z talią, tylko po prostu nie polegająca na rozkładaniu kart i ich odczytywaniu, lecz na traktowaniu kart jak reprezentantów swoich uczuć, kluczy do zrozumienia siebie poprzez badanie naszych reakcji na obrazy oraz badanie powodów tych reakcji.
Co w głowie, to w życiu; odbieramy świat przez pryzmat tego, co w głowie mamy- stąd badanie tego, jak odbieramy świat (np. takie talie kart) może dać nam wiele informacji o zawartości naszego umysłu, a więc umożliwić rozwiązanie problemu pt.: "nie trawię tej talii".

Generalnie, jeśli mamy talię, z którą nie układa nam się dobrze, z którą praca przynosi nam uczucie dyskomfortu, to w sumie nie powinniśmy się zmuszać do przełamania się i pracowania z taką talią- chyba że zmienimy swoje podejście odnośnie tego, dlaczego talia już nam nie chce służyć tak dobrze, jak dawniej (bo wiele właśnie od naszego podejścia zależy- czasami możemy mieć jakieś uprzedzenia (np. do jakichś scen przedstawionych na kartach, jakichś motywów w talii zastosowanych, samego stylu graficznego, kolorystyki talii, itd., itd.)- mniej lub bardziej uświadomione; nie warto talii od razu odrzucać, lecz po prostu podążyć za sercem i działać z nią, tak jak czujemy, że powinniśmy, jak czujemy, że jest dobrze, jak nam serce podpowiada) (lub też jeśli czujemy, że jednak jest to dobra droga, bo potrzebujemy jednak trochę tej presji- a faktycznie nierzadko tak jest. Po prostu słuchajmy swojego serca/intuicji/wewnętrznego głosu (nazwy inne, ale o to samo chodzi)). No a zamiast się takiej talii pozbywać, można wykorzystać ją w inny sposób, np. przy tworzeniu prac plastycznych, ozdabianiu zeszytów czy tym podobnych. Chyba że ktoś ma opory przed wykorzystaniem talii w taki sposób (bo np. postrzega karty jako jakieś wyjątkowe narzędzie, którego nie powinno się używać do takich działań. Co, rzecz jasna, jest jedynie osobistym podejściem takiej osoby, a nie Prawdziwą, Słuszną drogą postrzegania sprawy- no ale jeżeli ktoś tak właśnie do sprawy podchodzi, to dla własnego komfortu psychicznego niech za tym właśnie podąża)- wtedy, oczywiście, niech postąpi tak, jak uważa za słuszne, jak czuje, że będzie najlepiej.

Jeśli natomiast jakaś talia nas przyciąga, ale mimo to nie umiemy z nią pracować, rozkłady się nie sprawdzają, itd., to nie oznacza to, że- dajmy na to- ta talia nie jest dla nas. A w każdym razie nie musi oznaczać- po prostu jest to kwestia indywidualna, zależy od przypadku, od osoby. Wtedy warto spróbować zająć się swoim umysłem, bowiem problem z "niedziałającą" talią leży nie w samej talii, lecz w naszym umyśle właśnie (jak można to zrobić- przedstawiłam w rozdziale "Q&A- parę częstych pytań" tego posta, konkretnie w odpowiedzi na pytanie "CO ZROBIĆ, GDY TALIA "NIE DZIAŁA" (NP. WRÓŻBY SPRAWDZAJĄ SIĘ Z PRZESUNIĘCIEM CZASOWYM ALBO NIE SPRAWDZAJĄ SIĘ W OGÓLE, ITP.)?") lub też po prostu poczekać- czasami jest to zwyczajnie kwestia czasu. No a wiadomo: człowiek się zmienia z biegiem czasu, tak więc po jakimś czasie możemy stwierdzić, że coś, co wcześniej nam przeszkadzało, nagle przeszkadzać nam przestało i jest już ok.

A JAK TO W OGÓLE JEST, ŻE TALIA NIE CHCE WSPÓŁPRACOWAĆ? Oczywiście zawsze jest to kwestia umysłu. To umysł działa, a nie karty.
Czasami po prostu, najnormalniej w świecie, dana talia do nas nie przemawia- w sensie wizualnym czy coś. Tak jest ze wszystkim- różne rzeczy różnie do nas przemawiają, jedne przemawiają, inne nie. To normalnie i nie ma to nic wspólnego z jakimiś energetycznymi, magicznymi sprawami.
Czasami po prostu coś nas od danej rzeczy odpycha. Np. od jakiegoś mebla czy ubrania. Źle się z nim/w nim czujemy. No i tyle- najzwyczajniej w świecie tak czasami jest (czasem jest to kwestia stricte psychologiczna- bo np. preferujemy inny fason ubrań- a czasami jest to kwestia metafizyczna- bo np. w danym przedmiocie, dajmy na to, zachowała się energia jego właściciela, która to koliduje z nami (tak, świat również w taki sposób działa. Może i jest to nieco odleciane czy dziwne, ale, no cóż, Prawdziwe)). I z taliami jest tak samo- w końcu talie to normalne, zwyczajne rzeczy, tak samo jak np. meble czy ubrania. Nie ma co doszukiwać się tu jakiegoś magicznego sensu czy czegoś podobnego. ;)

____________________________

DODATEK DO "JAK PRZEŁAMAĆ BARIERĘ W PRACY Z TALIĄ ...."
- DLA NIEPEWNYCH SIEBIE, DLA NIEŚMIAŁYCH POCZĄTKUJĄCYCH, DLA ŁATWO SIĘ PODDAJĄCYCH, DLA ZAŁAMANYCH I NIEWIERZĄCYCH W SWOJE UMIEJĘTNOŚCI- 
parę rad, słów motywacji i inspiracji

Jeśli w tym tytule rozpoznajesz siebie, ten rozdzialik może Cię zainteresować... ;)


Zrób rozkład na pracę z talią (czemu proponuję właśnie ten? Ponieważ jest bardzo dobry na tzw. "przełamanie lodów" z talią. Jest on prostym, zabawnym rozkładem, luźnym i nie mającym na celu wróżenia, a więc zapewne mniej stresującym (dla wielu osób perspektywa zrobienia faktycznego rozkładu pt.: "co się wydarzy" może być w pewien sposób dziwna i stresująca, zatem w ramach rozgrzewki, oswojenia się z tematem taki właśnie nie-wróżebny rozkład wydaje się być idealną opcją). Można się przy nim pobawić z kartami, z naszym umysłem, naszą intuicją, lepiej poczuć talię (podobnie jak gdy się pierwszy raz siada za kierownicę- najpierw potrzebujemy oswoić się z sytuacją, ogarnąć, co, jak i gdzie, itd. W innych sprawach- między innymi w pracy z kartami właśnie- jest analogicznie: najpierw jest trochę spiny, ale potem napięcie puszcza i rozluźniamy się, odnajdujemy się w nowej sytuacji), bezstresowo uruchomić wyobraźnię i intuicję). Możesz * postępować wg następujących wskazówek:
zrelaksuj się, rozluźnij ciało i umysł (możesz poprzeciągać się trochę, a potem totalnie rozluźnić wszystkie mięśnie, zamknąć na chwilę oczy i wziąć kilka głębokich, spokojnych, powolnych oddechów), oczyść umysł z wszelkich śmieci (myśli i emocje, jakieś napięcia mentalne, przeszkadzające wspomnienia, itd.), skup się ze spokojem i luzem na intencji (w tym wypadku: że chcesz wykonać rozkład na pracę z talią), potasuj karty jak tam sobie chcesz (masz pełną dowolność- nie ma w końcu żadnych zasad, jak powinno się tasować karty. Takie działania to kwestia naszej zupełnie wolnej woli- co powinno być oczywiste, aczkolwiek zdaję sobie sprawę z tego, że dla niektórych może nie być, zatem zaznaczam to tutaj, żeby było jasne), wyciągnij (losowo, oczywiście) te sześć kart (po jednej na każdą pozycję rozkładu; chyba że chcesz np. po dwie lub trzy czy więcej- nie ma sprawy, ty decydujesz) i zacznij interpretować. Nie traktuj tego ze spiną, tylko na luzie, spokojnie... miej fun. ;) Ciągle zrelaksowany, rozluźniony, popatrz sobie spokojnie na karty (spokojnie- masz czas), poprzyglądaj się im i po prostu zobacz, co widzisz. Co widzisz w tych obrazach? Co widzisz na nich? Jakie emocje przedstawiają, jakie sceny, jakie symbole, kolory, kształty? Jakie istoty? Co na tych kartach jest i jakie myśli, emocje u ciebie wywołuje? Jak twój umysł reaguje na to, co widzisz na karcie? Spokojnie i z rozluźnieniem, w takim nieco wręcz sennym stanie po prostu zinterpretuj kolejne karty- tzn. odbierz je, odczytaj je po swojemu (bo tym właśnie jest interpretacja- własnym, indywidualnym odbiorem danej rzeczy/sytuacji). Otwórz się na odbiór tego, co widzisz na kartach. Otwórz się na swój umysł, na swoją intuicję- słyszysz jakieś słowa, zdania? Widzisz obrazy w swojej głowie? Czujesz coś? Pojawia się jakiś zapach, smak bądź fizyczne wrażenie? Co się w tobie dzieje, co się pojawia w twojej głowie, gdy patrzysz na karty? Spokojnie, na luzie, to nic trudnego, to zwyczajny odbiór tego, co prezentuje, przekazuje obraz (bądź tekst- jeżeli to jest tekst a nie obraz)- a konkretnie obrazy (lub tekst), na kartach, które rozłożyłeś. Bądź swobodny w swojej pracy- to nie jest nic trudnego. (Jedynie ty sam możesz skomplikować sobie sprawę- w końcu co w głowie, to w życiu.) Nie stresuj się, jeśli na początku "nie umiesz"- czasem potrzeba cierpliwości, a w końcu interpretacja sama zacznie płynąć. ;) Po prostu patrz- spokojnie, na luzie, zrelaksowany, bez spiny, bez stresu- i obserwuj, co widzisz, co czujesz.

Jeśli zapisujesz swoją interpretację **, pisz zupełnie, totalnie wszystko, co przychodzi ci do głowy przy kolejnych kartach oraz- jeśli masz taką ochotę- przy ich połączeniach, przy całym rozkładzie jako całości. Zawsze i wszędzie podążaj za sobą (za swoją intuicją, za sercem- obydwa znaczą jedno i to samo)- rób to, co czujesz, co ci gra, na co masz w danym momencie szczerą ochotę. I pamiętaj: granice leżą w tobie; bowiem co w głowie, to w życiu.

Nie mów, że "nie umiesz" albo że "to trudne"- to wcale nie jest trudne, a ty to bardzo dobrze umiesz. Każdy to umie. Wszelkie bariery leżą, tak naprawdę, w nas samych. Więc nie ograniczaj się stwierdzeniami "nie umiem", "to trudne", "nie dam rady", itp. Umiesz, dasz radę i to wcale nie jest trudne. Tylko sobie to uświadom. Bo tak jest. Ty kreujesz swoją rzeczywistość- po co kreować sobie problemy i przeszkody? Granice to iluzje kreowane przez nasz umysł. A czy nie lepiej kreować sobie rzeczywistość, w której niemalże wszystko jest możliwe? Jeśli podobnie jak ja uważasz, że lepiej, to zamiast wmawiać sobie, że nie dasz rady albo że coś jest za trudne, uświadom sobie, że granice leżą w tobie i że masz w sobie wszystko, czego potrzebujesz, by osiągać swoje cele. Mniejsze, większe- nieważne. Wszystko jest w tobie. Obudź swój potencjał- bo w istocie jest ogromny. Uświadom sobie, że możesz osiągnąć wszystko- nawet to, co wydaje ci się w tej chwili totalnie odjechane i absolutnie niemożliwe. Masz wszelki (tak, wszelki) potencjał. Więc go wykorzystuj. Bo czemu nie? Czemu ma się marnować?
I nie, to nie jest zwykła płytka fluffy-puffy gadka-szmatka na poprawę nastroju. To jest szczera Prawda. Bez względu na to, jak dziwnie czy nieprawdopodobnie to brzmi- to, co napisałam wyżej, jest Prawdą.

Oczywiście nie wszystko od razu się udaje- i jest to absolutnie naturalne. I wręcz potrzebne- w końcu gdyby spotykały nas same dobre rzeczy, gdyby nasze życie było pasmem sukcesów, niczego byśmy się w jego trakcie nie nauczyli. Porażki, przeszkody, problemy są po to, by się na nich uczyć- pokonywać je i wygrywać... lub nawet i zmagać się z nimi bez efektu... ale jednak zawsze są elementem niezbędnym nam do rozwoju. Są doświadczeniem- a doświadczenia zawsze czegoś uczą, zawsze są rozwijające (tak, zawsze. Nawet wtedy, gdy wydaje nam się, że nie są. Każde doświadczenie jest rozwojem, ponieważ rozwój to po prostu doświadczanie- stąd, logicznie, każde doświadczenie jest rozwojem).
Dlatego też jeśli coś ci nie wychodzi, absolutnie się nie poddawaj- jeśli zależy ci na tym, jeśli głęboko w sercu czujesz, że to jest dla ciebie ważne, że po prostu musisz to osiągnąć, że jest to coś bardzo dla ciebie znaczącego, że jest to ta twoja droga- działaj! Walcz, idź po to! Bo jeśli gdzieś cię serce woła, to znaczy, że to twoja droga.
Porażki, przeszkody, problemy to nie przesłania pt. "nie-e, to nie tędy droga, to nie dla ciebie". Owszem, czasami- podkreślam: czasami- mogą być. Ale w znacznej- podkreślam: znacznej- większości są one swoistym motywatorem dla nas, byśmy jeszcze więcej z siebie dali, jeszcze więcej wysiłku w coś włożyli, jeszcze większy potencjał w sobie odkryli. Gdybyśmy nie musieli stawiać czoła przeszkodom, bylibyśmy jak człowiek wychowany tzw. "pod kloszem", z dala od "złego" świata- a więc kompletnie nieporadni i uzależnieni od innych. A przecież zupełnie nie o to chodzi. My się mamy rozwijać- po to żyjemy, po to doświadczamy. A więc czerpmy z tych doświadczeń- żyjmy i walczmy- a nie załamujmy się, by odwrócić się i odejść po pierwszej porażce. Co się robi, gdy się upadnie? Leży się i czeka, aż ktoś nas podniesie? Oczywiście że nie. Gdy się upadnie, po prostu się wstaje i idzie dalej. Za każdym razem, nieważne ile tych upadków zaliczymy. A z każdego z nich możesz wyciągnąć lekcję, by stawać się coraz mądrzejszym i coraz bardziej doświadczonym i iść naprzód w rozwoju- na twojej własnej ścieżce. Nie na czyjejś innej, nie według czyichś wymagań, opinii, itp., tylko wg twojego własnego serca- to się liczy. Bo to twoje życie, twoje ciało, twoje szczęście, twoje zdrowie, twoja wola. A nie czyjaś inna. Więc za czym przede wszystkim podążać? Za radami innych, za ich wskazaniami, opiniami, za ich "widzi mi się"? Nie. Przede wszystkim podążaj za swoim własnym sercem (intuicją/wewnętrznym głosem- wszystko znaczy jedno i to samo). Bo to ty znasz swoją drogę- nikt inny.

A więc... chcesz pracować z kartami? No to karty w dłoń i działaj! Z wiarą w siebie- bo to jest klucz. ;)


* Bo oczywiście absolutnie nie musisz- tych rozluźnień, oczyszczeń umysłu, itd. absolutnie NIE TRZEBA robić- aczkolwiek fakt faktem, że to ogromnie pomaga, jeśli komuś praca z kartami niezbyt idzie.
No a tak właściwie to pracować z kartami można równie dobrze totalnie "z biegu", bez żadnych rozluźnień, itp. przygotowań- i będzie to równie skuteczne.
Po prostu jest to kwestia "jak kto podchodzi", bo odgórnie nie ma żadnych ustaleń, zasad, reguł.
W pracy z kartami chodzi nie o karty- a więc nie o przedmiot, którego używamy- tylko o nas, a więc użytkowników. I o tym należy pamiętać.

** Jak zapisywać swoje doświadczenia w pracy z kartami (interpretacje, doświadczenia w medytacji, itp)? Pisać wszystko, czy zwracać uwagę tylko na szczególne sprawy?
Klucz to: podążaj za sobą, za tym, co czujesz, za tym, co ci gra. Nie wiesz, jak pracować z kartami, co robić i jak? Zapytaj siebie, po prostu. Możesz to zrobić np. tak: zrelaksuj się, rozluźnij, weź kilka głębokich oddechów i po prostu zadaj sobie w myślach to pytanie. Spokojnie, znajdziesz odpowiedź- umysł ci ją dostarczy. Bo wszystkie odpowiedzi leżą w tobie. To ty, tak naprawdę, wiesz, co robić i jak, co jest dla ciebie najlepsze. Więc podążaj za tym. I pamiętaj: co inni ci powiedzą to jedna sprawa, natomiast co ty czujesz (tak głęboko w sobie)- to się właśnie najbardziej liczy.

____________________________________________________

JAK CZYTAĆ KARTY

(Właściwie, po części napisałam już o tym w poprzednim "rozdziale" posta.)

Krótko i prosto mówiąc:
tak, jak to robią dzieci 
- czyli nie patrzeć i myśleć "co to jest, o co tu może chodzić?", tylko patrzeć i widzieć oraz odczuwać- co ten obraz u nas wywołuje, jakie myśli, jakie uczucia, skojarzenia, wrażenia, itd. Po prostu obserwować co się ma na karcie, no i interpretować po swojemu; najlepiej jest w tym celu totalnie zapomnieć wszystko co się wie (chyba że się nie wie nic na temat symboliki, znaczeń kart), i interpretować zupełnie wg swoich własnych, osobistych wrażeń, skojarzeń.

Grunt to to, by zwracać uwagę na wszystkie wrażenia, uczucia, odczucia, które się pojawią. Oczywiście trzeba pamiętać, że nie zupełnie wszystkie wrażenia są faktyczną interpretacją- czasami miesza się tu nasz umysł (oraz- jeśli, oczywiście, wierzymy w ich istnienie- iluzje typu jakieś złe byty, złe energie, itp. (bo tak- złe byty to są iluzje- one tak naPrawdę nie istnieją, są jedynie tworami umysłów. Zresztą pisałam o tym m.in. tutaj, przy talii Fallen Angel Oracle czy tutaj)). Jak rozpoznać, czy to, co się pojawia, czy te uczucia, wrażenia odnoszą się stricte do rozkładu, czy są Prawdziwe? Bardzo prosto (łatwo to już może niekoniecznie, bo zależy to od osoby. Ale nie jest to ani trochę skomplikowane), otóż: jeśli są Prawdziwe, będziemy czuli- tak głęboko w sobie (głęboko w sercu, można powiedzieć)- że faktycznie takie są, będziemy mieli takie uczucie "to jest to" (nawet jeśli informacja zbyt przyjemna nie będzie); natomiast jeśli nie są Prawdziwe, to będziemy mieli wewnętrzne uczucie, że coś jest nie tak, że to nie to, że coś tu nie gra, będziemy czuli dyskomfort w okolicach serca, będziemy mieli- głęboko w sobie- jakąś taką wątpliwość, niepewność.

Intuicja to jest taki głos-z-tyłu-głowy, zatem bywa ciężko go usłyszeć, odebrać wśród chmary myśli krążących w naszym umyśle. I dlatego właśnie im czystszy, spokojniejszy, cichszy umysł, tym klarowniejszy odbiór informacji drogą intuicji. (A oczyszczać umysł najlepiej jest poprzez wchodzenie w stan Pustki.)

W samej interpretacji rozkładu, czyli w samym czytaniu kart jako takim dobrze jest: zwracać uwagę np. na wyrazy twarzy postaci, ich pozy, kolory na ilustracji, po prostu wszelkie elementy (symbole, postacie, ich liczba, wygląd, wiek; krajobraz- jego wygląd, wygląd nieba; ogólny klimat ilustracji, ogólny sens przedstawionej na niej sceny, itd). Co robią postacie, jak się zachowują? Co do nas "mówi" cała karta? Co przywodzi nam na myśl obraz, jakie wrażenia, uczucia, myśli wywołuje, przywołuje, być może przywołuje jakieś wspomnienia, o czymś/coś nam przypomina?
Po prostu wszelkie elementy, które przykują naszą uwagę, mówiąc krótko- to właśnie na nich powinniśmy się skupić. No a jak je odczytać, zinterpretować- wyjaśniłam wyżej.

(Nawiasem: możemy łączyć się poprzez karty z tym, co przedstawiają (kamienie, rośliny, zwierzęta, duchy, anioły, bogowie, boginie, różne inne byty energetyczne, itd.)- wystarczy po prostu skupić się na tym, nastawić swój umysł na to. To również jest sposób czytania kart, z tym że nieco bardziej... odjechany, można powiedzieć. Aczkolwiek niesamowicie interesujący i zabawny- także jeżeli ktoś takie zabawy lubi, może sobie spróbować.
PS: O mechanizmie działania talii właśnie pod takim metafizycznym kątem pisałam w tym poście, we fragmencie przy Mother Mary Oracle.)

Czytanie kart jest, w gruncie rzeczy, bardzo proste. Grunt to mieć otwarty umysł (jak pisałam na początku posta, we wskazówkach ogólnych: mieć umysł tarotowego Głupca) oraz być otwartym na przepływ informacji, no i ufać sobie, pamiętając, że każdy posiada zdolności parapsychiczne (wystarczy po prostu je w sobie obudzić- o czym pisałam w zalinkowanym przed chwilą poście o zdolnościach parapsychicznych właśnie).


PS: W tym poście przedstawiłam przykładowe interpretacje rozkładów na dwie karty- tak więc możecie sobie zobaczyć, jak można interpretować karty w połączeniach, no i ogólnie- jak czytać karty intuicyjnie, tylko na podstawie ilustracji na kartach.


 JAK DOSKONALIĆ SWOJE UMIEJĘTNOŚCI CZYTANIA KART- ĆWICZENIE

Można ćwiczyć swoje karciane zdolności (tak sobie nazywam: umiejętność interpretowania kart oraz wrażliwość intuicyjną (tzn. to słyszenie intuicji)) poprzez kładzenie kart na przeszłość (czyli kładziemy karty na zdarzenie, które już się stało- i analizujemy, jak odnoszą się do tego karty, które rozłożyliśmy), albo np. poprzez kładzenie kart na postacie z filmu/serialu/książki, itp. (tworzymy więc taką karcianą charakterystykę postaci), albo na fabułę (już nam znaną bądź jeszcze nam nieznaną) filmu/serialu/książki, itp., albo np. wybieramy sobie jakieś słowo lub zdanie (np. "dom" albo "syzyfowa praca" albo "nigdy nie drażnij śpiącego smoka" albo jakieś "normalniejsze" zdanie, tzn. nie przysłowie/powiedzenie/związek frazeologiczny, itp., tylko np. krótki opis (niekoniecznie jednozdaniowy) jakiegoś krajobrazu, itd.- kwestia naszej kreatywności, sposobów wymyślać można mnóstwo) i kładziemy na nie kartę/y, no i analizujemy sobie, jak te nasze karty się mają do tego naszego, na przykład, zdania, słowa, charakteru postaci, fabuły, itd.

Oczywiście ile kart kładziemy, to nasza decyzja. Jeśli chcemy oswajać się z większymi rozkładami, z połączeniami kart, wtedy warto oczywiście położyć więcej niż jedną kartę.

Także właśnie w taki sposób możemy ćwiczyć się w interpretowaniu kart, ćwiczyć swoje karciane zdolności, ćwiczyć swoje wyczucie (tzn. mentalny odbiór) kart, wyczucie (tzn. mentalny odbiór) danej talii, której używamy.

 ___________________________________________

JAK SIĘ NAUCZYĆ KART?

Pytanie dość... niekonkretne, bym powiedziała. Tzn. niby każdy wie, o co chodzi, ale... tak naprawdę można je rozumieć różnorako. Zwykle jednak chodzi o "jak się nauczyć wróżyć z kart/czytać karty?".
No więc tak. Przede wszystkim zawsze trzeba pamiętać, że
każdy jest inny.
Każdy ma inną drogę. Każdy ma inne gusta. Każdy ma inny styl. Każdy ma inne zdolności. Po prostu. Bo każdy ma inny umysł (oraz inną duszę. A na człowieka składa się zarówno jego umysł (świadomość, podświadomość) jak i jego dusza (nadświadomość)). A wobec tego nie ma jednej uniwersalnej, najlepszej, sprawdzającej się w 100% dla każdego metody. Każdy po prostu powinien sobie znaleźć swój własny idealny dla siebie sposób sam. Możemy czerpać inspirację od innych, ale i tak każdy z nas ma własne preferencje, własne tempo nauki, itd. Każdy jest inny. I każdy czego innego potrzebuje.

Jedni- dajmy na to- potrzebują studiować dogłębnie każdą jedną talię, z którą pracują, drudzy lecą na intuicji i nie zajmują sobie czasu zgłębianiem, studiowaniem każdej jednej karty z każdej talii, jaką mają. Jedni muszą sobie poczytać o kartach, muszą sobie posiedzieć kilka lat zanim obudzą w sobie tę pewność siebie w pracy z kartami, a drudzy idą na spontan i idzie im genialnie. Jedni trzymają się książkowych znaczeń i uczą się znaczeń kart na blachę, drudzy zawsze idą za intuicją i własnym odbiorem. Jedni mają pięć talii, drudzy mają pięćset. Jedni są typowo "szkolni" względem kart, mają wobec nich bardzo sztywne, książkowe podejście, drudzy są wolnymi duchami i idą tą ścieżką totalnie po swojemu, nie patrząc na wskazówki, opinie innych. Itd., itd. Jedni są tacy, drudzy są inni, trzeci są jeszcze inni, czwarci jeszcze inni... Każdy jest inny i każdy uczy się pracy z kartami (i nie tylko) na swój własny sposób.
Po prostu.

Można uczyć się kując na blachę opisy kart, można uczyć się wyciągając karty na różne sytuacje i analizując ich adekwatność, można uczyć się "na surowo" poprzez konkretną praktykę (wykonywanie rozkładów i ich interpretowanie), można... można uczyć się na wiele, wiele, wiele różnych sposobów. Ja, na przykład, uczę się właściwie się nie ucząc- ja po prostu interpretuję zawsze stricte intuicyjnie i zupełnie nie potrzebuję znać talii (nawet pobieżnie), by z nią skutecznie pracować; w końcu karty to obrazy- więc po prostu interpretuję to, co widzę na obrazie (totalnie ignorując sprawę pt. "jaka to karta"). No, co prawda w przypadku systemów takich jak lenormand czy ICing akurat preferuję podążać nieco bardziej za systemem- ale zawsze to intuicja i mój własny odbiór jest na pierwszym miejscu.

A co Wam odpowiada, jaki sposób Wy wybierzecie, jak Wy pracujecie z kartami- to kompletnie, zupełnie Wasz wybór. Więc wybierzcie po prostu to, co Wam najbardziej odpowiada- w gruncie rzeczy nie ma czegoś takiego jak lepsza i gorsza ścieżka.
Bo każdy ma inną ścieżkę i właśnie ta jego ścieżka jest najlepsza- dla niego.

Na koniec zaznaczę: tak na dobrą sprawę, kart się nie da nauczyć.
Tzn., no wiecie, w życiu jest tyle zdarzeń, itd., że nie da się nauczyć, które z nich odpowiadają jakiej karcie. To absurd. ;) Grunt to intuicja. Czytać się powinno intuicyjnie. We wróżeniu nie jest tak, że "coś tam i coś tam przypisano takim i takim kartom i to jest uniwersalne i niezmienne"- ponieważ "karty do każdego mówią inaczej" (jak to się mówi), a tłumacząc to na mniej ezoteryczny język: "każdy inaczej odbiera świat (otaczającą go rzeczywistość, obrazy, zachowania innych, itd.)". Karty się interpretuje, a nie czyta z pamięci. A interpretacja to właśnie własny, osobisty, subiektywny odbiór. No a, jak napisałam przed chwilą, każdy inaczej odbiera świat. Tak więc każdy inaczej zinterpretuje daną kartę- i w tym nie ma nic ale to nic dziwnego.
____________________________________________________

PARĘ ĆWICZEŃ, PROPOZYCJI, WSKAZÓWEK
JAK SKUTECZNIE PRACOWAĆ Z KARTAMI

>>>Pisanie opowiadań, historyjek na podstawie kart (w rozkładzie- czyli interpretacja rozkładu w formie opowiadania- albo tak po prostu, na zasadzie ćwiczenia, kreatywnej zabawy z kartą).

>>>Pisanie poezji w ramach interpretacji poszczególnych kart oraz całego rozkładu (albo też zwyczajnie w ramach ćwiczenia z kartą- czyli nie jako interpretację w rozkładzie, tylko tak na luzie).
No a poza tym: rzeźbienie, malowanie, taniec, śpiewanie, itp. działania artystyczne zainspirowane kartą/ami.
[Tak więc jest to taka ciekawsza, inna forma journalingowania (czyli zapisywania swoich interpretacji kart, doświadczeń z kartami)- bo zwykle pisze się po prostu normalnie, standardowo to, co nam przychodzi do głowy, natomiast pisanie poezji (czy, jak wyżej wymieniłam, opowiadań/historyjek), malowanie, rzeźbienie, itp. działania artystyczne wykonywane w ramach zapisu swojej interpretacji, swoich doświadczeń z kartą/ami jest sposobem znacznie ciekawszym i bardziej kreatywnym. ;)]

PS: Nieco więcej o pisaniu inspirowanym obrazem na karcie (bądź tekstem na karcie- bo czasem mamy nie obraz, tylko tekst), pisałam w tym poście, przy talii Night Sun Tarot. Tak więc jeśli macie jakieś wątpliwości odnośnie tego ćwiczenia, bardzo polecam przeczytanie sobie tego fragmentu posta. Wrzuciłam tam też mój przykładowy tekst zainspirowany właśnie obrazem jednej z kart z tej talii.

>>>Wykorzystywanie kart przy pracy z energią (np. przy pracy z bioenergią)- umieszczanie kart (nie kart fizycznych, tylko... no, metafizycznych. Tzn. po prostu wizualizowanie tych kart w określonych częściach ciała. Wiecie, taka zabawa w czary-mary. ;) Ale to działa. To jak najbardziej działa. Świat w końcu działa tak, jak wierzymy, jaką mamy zawartość umysłu) w określonych partiach w ciele czy na określonych częściach ciała (a więc robienie układów z kart- takich samych, jakie tworzy się z kamieni--- mogą one być wykonywane zarówno z fizycznymi kartami (czyli po prostu układamy karty na ciele) jak i z, nazwijmy to, "energetycznymi" (czyli to, co pisałam przed chwilą, na fioletowo) kartami. Oczywiście pracujemy intuicyjnie). Tego rodzaju praca z kartami może pomóc nam poczuć lepiej klimat kart, no a, co za tym idzie, ich znaczenie w danej sytuacji.

>>>Spanie z kartą/ami bądź całą talią- ponieważ poprzez sen nasz umysł może, jak to się mówi, "połączyć się" z kartą/ami (a dokładniej chodzi tutaj o to, że umysł skupia się na karcie, no i potem, na podstawie tego, kreuje sen. Tak działa programowanie snów) i dzięki temu uzyskać dodatkowy insight (wgląd), dodatkowe informacje, wskazówki, przesłania.
Przed snem medytujemy sobie krótko z kartą (by nakierować nasz umysł na to, by wykreował sen związany z kartą. Takie działanie to po prostu programowanie snu (o snach, programowaniu snów, itp. pisałam w tym poście, przy talii Fallen Angel Oracle)), wchodzimy w jej klimat (inaczej: jej energię), wchodzimy w jej obraz (chyba że nie ma obrazu, tylko np. tekst- no to wtedy kontemplujemy sobie tekst), analizujemy ją na luzie, pozwalając naszemu umysłowi nas prowadzić, pozwalając naszej intuicji działać w tym naszym analizowaniu. Zasypiając, możemy myśleć o karcie, pozwolić jej latać sobie gdzieś tam po naszych myślach (w końcu gdy zasypiamy, jesteśmy w takim specyficznym stanie rozluźnienia, który właśnie jest idealny do czytania kart).

>>>Jak najlepiej jest czytać karty (tzn. w jakim stanie)? W stanie pełnego relaksu, spokoju, rozluźnienia, wyciszenia mentalnego; w stanie podobnym do takiego sennego zmęczenia- kiedy nasz umysł się uspokaja, kiedy myśli są powolne, kiedy umysł jest właściwie pusty i nie ma chaosu, który normalnie przeszkadza w odbiorze informacji, w usłyszeniu intuicji (btw: to nie intuicja odbiera informacje, tylko umysł. Intuicja to jest taki "głos", ta wiedza, te informacje, a nie coś, co je odbiera).
Tak więc: siadamy sobie spokojnie lub kładziemy się (oczywiście nie trzeba tego robić- można sobie stać, chodzić, tańczyć czy biegać... Ale po prostu gdy się siedzi czy leży, szanse na rozluźnienie się są, prawdopodobnie, największe. Aczkolwiek oczywiście powinniśmy działać wg siebie, tzn. podążać za tym, co nam odpowiada), rozluźniamy całe ciało, rozluźniamy oczy, uspokajamy umysł (myśli i emocje), wchodzimy w stan głębokiego relaksu (możemy wykonać w tym celu kilka głębokich, powolnych oddechów), no i patrzymy sobie spokojnie na obraz na karcie, wodzimy po nim wzrokiem, wczuwamy się w klimat karty (inaczej: energię karty. No bo każda karta jakąś ma- w końcu energia- jak pisałam w tym poście, przy Faeries Oracle i Heart of Faerie Oracle- to jest coś, co wszystko posiada, sobie właściwą, i w przypadku obrazów jest to po prostu klimat obrazu), w klimat sceny na niej przedstawionej, medytujemy (medytacja to po prostu skupianie się- a jak głęboka jest, to już druga sprawa. Tutaj akurat nie musimy wchodzić głęboko- chodzi po prostu o skupienie się na karcie) kolory, kształty, które widzimy, być może czujemy jakieś zapachy, słyszymy dźwięki, pojawiają się jakieś wrażenia sensoryczne (oczywiście wszelkie tego rodzaju doświadczenia są kreacjami umysłu będącymi elementem odbioru karty przez nasz umysł- umysł ma obraz, no to na niego reaguje, kreując różne doświadczenia jak wspomnienia, skojarzenia, emocje czy właśnie np. wrażenia smakowe czy zapachowe)... Może postać na karcie- o ile jakaś została na niej przedstawiona- coś do nas mówi, a może robi coś (albo np. przyjmuje jakieś pozy *) co my sami moglibyśmy zrobić? (* Możemy przyjąć pozy postaci z karty i obserwować, jakie uczucia, wrażenia to wywołuje w naszym ciele, jakie informacje pojawiają się w naszym umyśle. Wszelkie tego typu aktywności są po prostu taką zabawą pomagającą nam odebrać kartę- tzn. pomagającą naszemu umysłowi ją odebrać, bo to o umysł chodzi, naturalnie. Tak więc przyjmowanie póz postaci na kartach może pomóc naszemu umysłowi wczuć się w rolę postaci na karcie, a w efekcie wpaść na nowe interpretacje.) Generalnie możemy przyjąć taki sposób interpretacji kart: "gdyby karta mogła do nas przemówić, co by powiedziała?"
To wszystko- wszystkie wrażenia, uczucia, myśli, które pojawiają się w nas podczas pracy z kartami- może być częścią tego, w jaki sposób uzyskujemy informację, przesłanie z karty, tzn. w jaki sposób nasz umysł odbiera zawartość karty (obraz/tekst czy co tam na naszej karcie jest).

>>>Wykonywanie medytacji, w których wizualizujemy, że oblewają nas promienie światła o kolorach takich, jakie są na karcie- to może nam pomóc zrozumieć lepiej atmosferę, klimat karty i jej znaczenie dla nas w danym momencie, jej przesłanie dla nas. (I znowu: wszelkie tego typu aktywności są po prostu zabawą pomagającą naszemu umysłowi odebrać kartę.)
>>>Generalnie medytowanie z kartą na różne sposoby, np. pathworking. (O medytacji z kartami piszę zarówno w dalszej części tego posta jak i w tym poście oraz w tym poście, przy talii Fallen Angel Oracle)

>>>Gdy interpretujemy karty, możemy robić to w taki sposób, jakbyśmy interpretowali nie dla siebie lecz mieli przed sobą drugą osobę i właśnie dla niej rozkładali oraz interpretowali karty- tak więc możemy się tak pobawić i udawać, że przed nami siedzi klient, no i mówić do niego (na głos lub szeptem albo w myślach). A jeśli preferujemy pisanie, możemy udawać, że interpretację (która tak naprawdę jest dla nas, oczywiście) piszemy dla kogoś innego (naszego wyimaginowanego klienta). Ten sposób jest o tyle fajny, że pomaga odciąć się od własnych emocji i trzeźwym okiem spojrzeć na rozkład, zinterpretować bardziej obiektywnie (a jednocześnie nie niszczy nam adekwatności, prawdziwości naszej interpretacji- nasz umysł wie dobrze, co ma robić, a zabawa w interpretowanie wyimaginowanego klienta ma na celu po prostu pozwolić nam poczuć większą swobodę w interpretowaniu, bowiem możemy poczuć się tak, jakbyśmy nie dla siebie interpretowali, tylko dla kogoś innego i dzięki temu łatwiej przyjąć dystans do sprawy).

____________________________________________________

CO "POTRAFIĄ" KARTY- CO DA SIĘ Z ICH POMOCĄ ODCZYTAĆ?

Oczywiście pytanie jest nieco źle postawione, bowiem to nie karty (czy jakitamkolwiek inny przedmiot, którego używamy jako narzędzia dywinacyjnego- np. wahadło czy kula) coś "potrafią", tylko my. Karty to zwyczajny przedmiot (tak, zupełnie, totalnie, całkowicie zwykły, najzwyczajniejszy przedmiot- dokładnie tak zwyczajny, jak np. szczotka do zębów, kubek, czy poduszka. Oczywiście ludzie mają różne przekonania i sposoby podchodzenia do takich np. kart; wiele osób traktuje je jako swego rodzaju świętość, aczkolwiek takie podejście jest, no cóż, absurdalne, bowiem tak naPrawdę karty to nie jest żadna świętość, żaden "magiczny przedmiot o wielkiej mocy wiedzenia wszystkiego i znania przyszłości"- karty to zwyczajny przedmiot, którego można używać w procesie dywinowania jako pomoc dla siebie; ale w tym procesie to MY działamy, pracujemy, a nie karty. Zresztą, na temat mechanizmu dywinowania/wróżenia piszę niżej w tym poście, w rozdziale "Q&A", przy pytaniu: "CZY KARTY MOGĄ POKAZYWAĆ NASZE MYŚLI ZAMIAST ODPOWIEDZI NA ZADANE PYTANIE?"), którego możemy używać jako pomoc dla siebie w procesie dywinowania (tzn. uzyskiwania informacji drogą mentalną)- stąd nazywa się karty narzędziami dywinacyjnymi, bowiem służą jako pomoc w dywinowaniu. To nie karty mają jakąś "moc" i coś "potrafią", tylko my. I my możemy sobie pomagać w procesie dywinowania, właśnie używając kart czy wahadeł, czy kul czy czego tam jeszcze (właściwie, dowolne cokolwiek może stanowić dla nas narzędzie dywinacyjne- bowiem narzędzie dywinacyjne to po prostu taki katalizator dla naszego umysłu, pomagający nam uspokoić świadomość, by umysł mógł bezproblemowo przenieść do owej świadomości właśnie informację zdobytą w procesie dywinowania i ulokowaną w podświadomości (jak wspomniałam wcześniej, szerzej o tym piszę niżej w tym poście). Zatem równie dobrze narzędzie dywinacyjne może dla nas stanowić poszewka na poduszkę czy niebo za oknem, w które będziemy się wpatrywać, w efekcie czego nasza świadomość się uspokoi, nasz umysł się wyciszy, i informacje zdobyte w procesie dywinowania będą mogły swobodnie płynąć (powtarzam ponownie: szerzej na temat mechanizmu dywinacji piszę w dalszej części tego posta, tzn. w rozdziale "Q&A", przy pytaniu: "CZY KARTY MOGĄ POKAZYWAĆ NASZE MYŚLI ZAMIAST ODPOWIEDZI NA ZADANE PYTANIE?")). Zatem pytanie stanowiące tytuł tego rozdziału posta powinno brzmieć nie: "Co "potrafią" karty- co da się z ich pomocą odczytać?", tylko: "Co możemy odczytać z użyciem kart?".

No dobra, mając to wyjaśnione, mogę przejść do właściwej części odpowiedzi na pytanie będące tytułem tego rozdziału posta- tzn. "Co "potrafią" karty- co da się z ich pomocą odczytać?".
A zatem...

Co można odczytać z pomocą kart? Właściwie wszystko. Karty to narzędzie, a więc co z ich pomocą jesteśmy w stanie zrobić, to kwestia tego, jak do pracy z kartami podchodzimy- bo to my określamy sobie granice, tu o nasz umysł chodzi, a nie o narzędzie.

Jeśli chodzi o dywinowanie (uzyskiwanie informacji drogą mentalną), karty- czy to tarota, czy runiczne, czy cygańskie, czy klasyczne, czy lenormand, czy anielskie, czy jakiekolwiek inne (mowa tu również o dowolnych taliach niezaliczających się typowo do grupy talii używanych w dywinacji- bowiem wróżyć to się tak na dobrą sprawę da ze wszystkiego, zatem możemy przy dywinacji używać np. jakiejś talii do gry, zawierającej obrazki, z których możemy sobie czytać. Pamiętajcie: grunt to kreatywność i otwarty umysł!)- mogą być narzędziem, z którego będziemy odczytywali podpowiedzi, wskazówki, rady, ale także mogą być narzędziem, dzięki któremu będziemy w stanie odczytać faktyczną przyszłość (choć oczywiście przyszłość nie jest pewna, lecz prawdopodobna- ciągle się zmienia, kształtuje, a kształtują ją nasze wybory. Szerzej o tym pisałam m.in. w tym poście, przy talii Oracle of the Mermaids, jak i też piszę o tym w dalszej części tego posta, w rozdziale "Q&A")- wszystko zależy od tego, jak osoba kart używająca do nich podchodzi, jak ich użyje, z jakim zapytaniem/intencją je rozłoży (czyli krótko mówiąc: co będzie miała w umyśle w trakcie używania kart- bowiem co w głowie, to w życiu).
Innymi słowy: co jesteśmy w stanie odczytać z kart (w ezoterycznym slangu: co pokazują karty), to nie jest kwestia ustalona i stała (np. "karty pokazują tylko możliwości przyszłych wydarzeń"), bo to zależy tylko i wyłącznie od osoby, która kart używa. Osoba pracująca z kartami może chcieć uzyskać ogląd możliwości, potencjalnych dróg przyszłych wydarzeń- no to to właśnie uzyska; ale może także chcieć uzyskać konkretną wróżbę, przepowiednię- no i wtedy również właśnie to uzyska.

Karty to przedmiot mogący stanowić narzędzie używane jako pomoc w procesie dywinacji, a więc jakimi je sobie uczynimy, takimi dla nas będą (bowiem co mamy w głowie, to i mamy w życiu)- i to jest jedyne, co jest z góry określone, ustalone.

____________________________________________________

ODWRACANIE KART

Kwestia "odwracać/nie odwracać?" to sprawa dość problematyczna dla niektórych i wcale nie tak mało miejsca i uwagi się jej poświęca. Trochę w sumie bezsensownie, ponieważ temat jest, w gruncie rzeczy, śmiesznie prosty. Odwracać czy nie odwracać? Otóż: sam sobie zdecyduj. ;) W końcu każdy z nas ma swój własny styl i powinien wybierać to, co do niego przemawia, co mu pasuje. I tyle. Nie ma żadnych odgórnych wskazań. ŻADNYCH.

Wszelkie przekonania jakoby- dajmy na przykład- poprzez odwracanie kart odwracało się świat (nie wiem, o co w tym, tak właściwie, chodzi- bo to jest tak absurdalne stwierdzenie...) czy coś w ten deseń, są tylko przekonaniami. No właśnie: przekonaniami a nie Prawdą. Odwracając karty nie robi się żadnego " bałaganu w energii" czy tym podobnych. No chyba że ktoś sobie właśnie tak przyjmie, tak uwierzy, z takim podejściem, przekonaniem będzie działał- wtedy, naturalnie, jemu właśnie tak to może działać. Natomiast tak naPrawdę odwracanie kart nie ma nic wspólnego z robieniem czegośtam w energii.

Dobra, schodzimy na ziemię...

Problemem w odwracaniu kart często okazują się koszulki kart- bo jednak często mamy sytuację, w której dana talia ma koszulki tzw. "nieodwracalne", tzn. takie, które mają obrazek niesymetryczny względem "góra-dół", wobec czego jeśli karty odwrócimy do góry nogami, po koszulkach będziemy w stanie stwierdzić, że karty są odwrócone. Jak ten problem rozwiązać? Nie zwracać uwagi na koszulki. A najłatwiej jest po prostu wyciągać karty nie patrząc na koszulki (np. z zamkniętymi oczami). To jest na tyle oczywiste, że teoretycznie nie ma potrzeby tego pisać, aczkolwiek mimo to wiele osób nie wie, co zrobić w przypadku talii z nieodwracalnymi koszulkami- no i dla takich właśnie osób napisałam powyższą instrukcyjkę.
Jeśli ktoś się uprze, że on koniecznie musi patrzeć na karty podczas wyciągania, a nieodwracalne koszulki mu przeszkadzają, no to powiem tak: taka osoba ma po prostu problem. I jak go rozwiąże, to już jej sprawa- albo zmieni swoje "muszę", albo zwyczajnie zrezygnuje z talii z odwracalnymi koszulkami... co jest trochę głupie, swoją drogą. No, można się oczywiście wykazać kreatywnością i coś z tymi koszulkami zrobić (np. ponaklejać na nie czarną taśmę czy coś), aczkolwiek myślę, że znacznie, znacznie łatwiej jest po prostu zmienić swoje przyzwyczajenia, wykazać się elastycznością i po prostu dostosować się do sytuacji.
Bo hej, czy koszulki kart to naprawdę jest taka poważna sprawa? ;)

Kwestią całkiem istotną w temacie odwracania kart jest, oczywiście, kwestia ich interpretacji. Jak interpretować karty odwrócone? Jak je traktować? Odpowiedzi jest kilka. A którą wybierzemy- to, naturalnie, sprawa naszej woli.
Możemy więc traktować karty odwrócone jakby miały znaczenie przeciwne do znaczenia w pozycji prostej. Możemy też traktować je jako przedstawiające minusy, negatywy danej karty- podczas gdy w pozycji prostej mamy wskazanie na plusy, pozytywy.
I to są takie w sumie najpopularniejsze sposoby traktowania kart odwróconych. Ale są jeszcze inne.
Możemy np. zinterpretować intuicyjnie, po obrazku- co z tego, że odwrócony? To nadal obrazek. Może gdy spojrzymy na niego do góry nogami, wyłonią się nowe obrazy? Ptak na obrazku leciał w górę- teraz leci w dół, nurkuje... Bujny las na karcie może być teraz kłębiastymi chmurami... Morze może być zalewającymi nas emocjami... Śnieg okrywający krajobraz stał się jasnym niebem, a ciężkie chmury na tej ilustracji zmieniły się w miłe puchowe kształty, po których miękko stąpamy... Pola pełne złocistego zboża w pozycji odwróconej mogą wyglądać jak bogactwa lejące się nam z nieba... Okno, które w pozycji prostej znajdowało się wysoko na szczycie wieży, teraz jest nisko i łatwo się do niego dostać... Itd., itd.- po prostu patrzmy na to, co widzimy, zauważajmy, co widzimy.

No a jeśli ktoś woli interpretować nie-po-obrazku, to karta w pozycji odwróconej może mówić np.: "nie rób tego", "uważaj na to", "nie bierzesz tego pod uwagę, a to ważne", "ta osoba nie taka chciała być", "tu jest blokada", "tego nie jesteś w stanie zrobić", "to jest (twoja) słabość", "nie tędy droga", "ta osoba/to działanie/ta sytuacja ci nie pomoże, nie sprzyja", itd.

Możemy ustalić sobie od razu, jak będziemy traktować karty odwrócone (a więc przyjąć sobie taką konkretną, stałą drogę) albo też niejako pójść na żywioł i potraktować sprawę intuicyjnie- tzn. za każdym razem podążając za intuicją w kwestii "jak potraktować karty odwrócone?".
Róbmy tak, jak nam pasuje, jak nam gra, jak nam odpowiada- po prostu. Żadnych reguł tutaj nie ma/

Czy warto odwracać karty? Warto spróbować- by przekonać się samemu, czy warto. Bo czy coś warto to kwestia indywidualna, tak naprawdę. A więc nie pytajcie innych o zdanie- wyróbcie sobie własne i jego właśnie się trzymajcie (ale i bądźcie elastyczni i być może od czasu do czasu spróbujcie popracować trochę odwracając karty, by przekonać się, czy może akurat TERAZ nie okaże się to fajną opcją dla Was).
W życiu trzeba próbować nowych rzeczy. Kto nie spróbował, ten nie wie. ;)

PAMIĘTAJCIE: To nieważne, co mówią, myślą inni. Ważne jest to, co Wy sami czujecie. W końcu to Wy pracujecie z kartami, a więc to Wy decydujecie, jak to robicie. Po prostu ufajcie sobie- swojej intuicji, swojemu sercu.

No a odwracanie kart wcale nie daje nam lepszych (ani gorszych) możliwości odczytu niż nieodwracanie- aczkolwiek jeśli akurat nam pasuje odwracanie, to jak najbardziej odwracajmy.
Podążajmy po prostu za sobą, bądźmy wierni sobie w naszych działaniach. 

____________________________________________________

PATHWORKING 
(ORAZ OGÓLNIE O MEDYTACJI Z KARTAMI)

Zaznaczam na początku: medytacja z kartami jest jak najbardziej bezpieczna- jedyne niebezpieczeństwa pochodzą od nas samych (a dokładniej: z naszego umysłu---> strach, przekonanie, że coś złego może nam się stać- a w końcu zawartość naszego umysłu tworzy naszą rzeczywistość, kreuje wydarzenia. Co w głowie, to w życiu. Zresztą medytacja (generalnie rzecz biorąc- bo są przecież różne rodzaje medytacji) jest podobna do snu- skoro więc sny są i miłe, dobre i niemiłe, nieprzyjemne, złe, to medytacja również może być miła i przyjemna albo niemiła- w końcu w medytacji pracujemy naszym umysłem, no a w naszym umyśle są i pozytywne rzeczy i negatywne). Tak więc nie ma czego się bać. No a jeśli ktoś się boi, niech po prostu nie medytuje z kartami na siłę- i tyle. 
To nie karty coś wam robią (w końcu to tylko narzędzie i mają tylko taką moc, jaką my im nadamy; zresztą medytacja z kartami to zwyczajna medytacja z obrazem- a gdy pomedytujecie sobie z obrazem Mona Lisy, na ten przykład, to coś złego się wam stanie? No nie. ;) Chyba że sami sobie wmówicie, że się stanie- to wtedy może. Ale będzie to tylko i wyłącznie wina tego, że sobie to wmówiliście, że taki mieliście mentalny program, no i na jego podstawie umysł wykreował wam doświadczenie)- tylko wy sami sobie, swoimi przekonaniami, swoim podejściem, swoimi emocjami i myślami. Kreujecie rzeczy, których nie ma. ;) Zamiast więc bać się np. medytować z kartami, uświadomcie sobie, że jedyne zagrożenie leży w tym, co wy sobie sami, że tak powiem, ubzduracie- i tylko dlatego, że sobie to, no właśnie, ubzduraliście. Powtarzam: co w głowie, to w życiu. 
I nie patrzcie na doświadczenia innych- oni to oni, wy to wy. Jeśli ktoś doświadczył jakichś nieprzyjemności w medytacji z kartami, na przykład, to znaczy tylko tyle, że nie wiedział, jak to się robi, żeby "było dobrze", że miał jakieś fałszywe przekonania odnośnie medytacji i wmówił sobie, że coś tam może mu się stać; generalnie, znaczy to, że miał w głowie zawartość, która dała mu w efekcie takie a nie inne doświadczenia. Co w głowie, to w życiu. I nie ma znaczenia, czy ten ktoś to wielki, uznany autorytet tarota (pewnie część z Was wie, o kim piszę), czy też anonimowy forumowicz.
No dobra, tyle wstępu; przejdźmy do sedna...

Pathworking pozwala na lepsze zrozumienie i wręcz doświadczenie danej karty/talii. Jest jednym z najbardziej powerful (mocnych) sposobów na odebranie danej karty/talii (ponieważ polega na mentalnym- tzn. dziejącym się w wyobraźni- wchodzeniu w obraz na karcie; a dzięki temu pozwala naszemu umysłowi doświadczyć tego, co jest na karcie, w sposób analogiczny jak w przypadku np. filmu czy gry komputerowej. Pathworking to po prostu zabawa dla umysłu). Pomaga w sytuacjach, gdy mamy jakieś negatywne reakcje na jakąś kartę/talię- wykonywanie pathworkingu w takim przypadku może być bardzo skutecznym sposobem na oswojenie się z tym, co nas w danej karcie/talii drażni, niepokoi, itp.- a tym samym pathworking może być świetnym narzędziem pracy z cieniem.

Pathworking pozwala na bardzo mocne wczucie się w klimat talii/karty- a w końcu wielu osobom pracującym z kartami o takie coś właśnie chodzi, do czegoś takiego właśnie dążą. Dzięki tak silnemu "połączeniu" z tym, co przedstawiają obrazy na kartach praca z talią staje się doświadczeniem znacznie ciekawszym, intensywniejszym, żywszym... po prostu lepszym na wielu poziomach, pod wieloma względami- bowiem nasz umysł, wczuwając się mocno w obraz na karcie, ma możliwość intensywniej ten obraz odebrać, a zatem i wykreować więcej doświadczeń w ramach odbioru obrazu. Nie tylko rozumiemy dzięki temu lepiej całą talię, jej klimat (w slangu ezoterycznym: energię), jej rolę w naszym życiu (po co w ogóle ją mamy, do czego możemy jej używać, w jaki sposób możemy ją wykorzystywać), jej "głos", jej "charakter" ("głos" talii czy "charakter" talii to takie metafory, oczywiście- znaczą po prostu "klimat talii"), itd. (no i poszczególnych kart również, nie tylko samej talii jako całości), ale nasza praca (czy to rozkłady, czy to działania typowo magiczne- np. rytuały- czy to medytacje inne niż pathworking (bo pathworking jest jednym z rodzajów medytacji, jakie można przeprowadzić z kartami), czy cokolwiek innego) staje się skuteczniejsza (ponieważ nasz umysł jest bardziej ogarnięty w działaniu, oswojony z doświadczeniem), a poza tym łatwiejsza, przyjemniejsza, głębsza.

Pathworking jest bardzo wolną formą medytacji z kartami, ponieważ w pathworkingu dajemy się prowadzić albo po prostu naszemu umysłowi albo naszej intuicji (zależy to od tego, jaki jest cel naszego pathworkingu- wspominałam o tym tu; pisałam o tym szeroko również w tym poście, przy talii Oracle of the Mermaids, we fragmencie na temat odbierania informacji z Istnienia); nie są to medytacje prowadzone, w których niejako mamy narzuconą pewną "trasę" do przebycia podczas medytacji.

Warto zauważyć, że skoro pathworking opiera się m.in. na wyobraźni, praktykowanie tego rodzaju medytacji rozwija naszą wyobraźnię właśnie- tak więc jeśli ktoś szuka sposobu, by rozwinąć swoją wyobraźnię, kreatywność, pomysłowość, pathworking jest świetnym sposobem, który pozwala to uzyskać "przy okazji" albo, mówiąc inaczej, "jako skutek uboczny".

Jak pisałam w tym poście, pathworking (czy jakakolwiek inna forma medytacji; czy ogólnie po prostu praca z kartami) to nie jest coś, do czego powinniśmy się zmuszać- podążajmy za naszym wewnętrznym głosem, sercem, intuicją, czy jakby tam tego nie nazwać (krótko mówiąc: podążajmy za sobą), i bądźmy naturalni, prawdziwi i szczerzy w tej naszej pracy. Oznacza to m.in. respektowanie swoich granic oraz- o ile czujemy taką ochotę, potrzebę- odpowiednie ich poszerzanie, przełamywanie barier. W pracy z kartami (a więc i pathworkingu) nic na siłę. Podążajmy swoją drogą, a nie czyjąś inną. Nie uciekajmy od tego, co dla nas niewygodne (w sensie: konkretne tematy, które poruszają swoją tematyką dane talie bądź karty- np. śmierć, bieda, sprawiedliwość, seksualność), lecz próbujmy powoli, na spokojnie się z tym oswajać. Oczywiście pamiętajmy też, że na pewne rzeczy musi po prostu przyjść ten odpowiedni czas, a więc to, że dziś nie potrafimy pracować z pewnymi taliami czy że czujemy się niekomfortowo wobec pewnych kart (tego, co przedstawiają), nie oznacza, że tak będzie zawsze. W końcu my się stale zmieniamy. Każdy ma swoją drogę i w przypadku każdej osoby- dajmy na to- pracującej z kartami procesy oswajania się z pewnymi rzeczami, tematami- o ile potrzebne- zadzieją się wtedy, kiedy będzie to najlepsze, najkorzystniejsze dla tej danej osoby.

Gdy medytujemy z kartami- np. wykonujemy pathworking- możemy postawić na prostotę i robić to "z biegu", bez żadnych specjalnych przygotowań czy czegoś podobnego; możemy też uczynić to doświadczenie bardzo specjalnym, np. wykonując je przy naszym magicznym ołtarzu czy jakimś innym wyjątkowym, znaczącym dla nas miejscu, zapalając świece, kadzidła, układając wokół siebie kamienie szlachetne, jakieś talizmany, tworząc krąg energetyczny niejako oddzielający nas od reszty świata, wykonując przed i po krótką medytację ugruntowującą, itd., itd.- wedle naszej woli, zgodnie z naszymi uczuciami, potrzebami. Bo pamiętajmy, że w naszym świecie (innymi słowy: w naszej rzeczywistości) to my ustalamy zasady, my tą rzeczywistość tworzymy. Stąd powinniśmy działać na zasadzie: "po swojemu".


Medytacje z kartami (i w ogóle medytacje- no ale tu mówię o pracy z kartami właśnie) mogą być wykonywane z konkretną intencją wyrażoną przed medytacją (nazywa się to programowaniem medytacji- analogicznie jak mamy programowanie snów, o czym wspomniałam wyżej w tym poście)- wtedy będą się, oczywiście, tej intencji trzymać (ponieważ umysł dostał program wg którego będzie działał) (no a gdy intencji nie wyrazimy, to, oczywiście, medytacja będzie zupełnie wolna i doświadczymy w niej dokładnie tego, czego potrzebujemy w danym momencie- można powiedzieć, że "umysł sam nas poprowadzi tam gdzie trzeba").
Przykładowo, taka intencja może brzmieć: "chcę dowiedzieć się, dlaczego ostatnio często otrzymuję tę kartę w rozkładach" albo "chcę zrozumieć symbolikę zastosowaną na karcie" albo "chcę się dowiedzieć, jak mogę wykorzystać cień tej karty tak, by otrzymana wiedza przyniosła korzyści w moim życiu" albo "chcę się dowiedzieć, czemu ta karta działa na mnie w taki sposób, czemu mnie odpycha" albo "chcę się dowiedzieć, czemu tytuł tej karty (Sprawiedliwość) wywołuje u mnie dyskomfort". Intencje mogą być bardzo ogólne, mogą też być bardzo konkretne- to jasne. Bo wyrażamy, co chcemy osiągnąć, jaki jest cel naszej medytacji. To tak samo jak kiedy skupiamy się na pytaniu przed wykonaniem rozkładu- wyrażamy intencję (w formie pytania) odnośnie tego, co chcemy uzyskać w naszej pracy (w tym wypadku- z interpretacji rozkładu).

Wyrażanie intencji medytacji może wyglądać następująco:
-siadamy sobie spokojnie, przygotowując się do medytacji
-rozluźniamy się, uspokajamy
-oczyszczamy umysł z wszelkich myśli i skupiamy się na naszej intencji (możemy w tym celu- aby się rozluźnić, wyciszyć i ewentualnie wyrazić intencję- wykonać krótką medytację wprowadzającą do tej właściwej medytacji z kartą/talią; no a potem, po tej właściwej medytacji, wykonać krótką medytację kończącą, polegającą na niejako odcięciu się od naszych doświadczeń w zakończonej właśnie medytacji i po prostu powrocie do naszego normalnego, codziennego życia, świata. Oczywiście jest to działanie opcjonalne, a zatem absolutnie nie jest w żaden sposób konieczne (wbrew temu, co różni ludzie uważają). Takie np. ugruntowywanie się czy inne podobne działania mają jedynie funkcję psychologiczną- a dokładniej, służą temu, by nasz umysł ogarniał, że życie to życie, a wizje w medytacji to wizje w medytacji. Czy robimy takie "oddzielenia" naszych doświadczeń czy też nie- to kwestia naszej wolnej woli. Działajmy tak, jak czujemy, że jest dobrze. Jeśli nie czujemy potrzeby wykonywania działań typu ugruntowywanie się, to znaczy to, że po prostu nie ma takiej potrzeby- a dokładniej: że nasz umysł nie ma takiej potrzeby. Bo to o umysł tutaj chodzi, a nie o jakieś energie czy inne niewiadomoco)
-zaczynamy medytację, pozwalając intencji zadziałać w naszym umyśle (tzn. po prostu nie skupiamy się już na niej- medytacja została już nakierowana naszą intencją, umysł już ma program, już wie, co ma robić, i teraz po prostu dajemy się porwać tej medytacji)

[Intencja to w ogóle jest bardzo ważna rzecz- w magii i nie tylko. Bo możemy np. programować przedmioty właśnie z pomocą intencji, możemy programować nasze działania, no i właśnie również medytacje (wspominałam o tym tu).
Intencja to po prostu mentalne działanie polegające na wyrażeniu naszej woli- tak więc używamy umysłu, by otrzymywać określone rezultaty.]

Medytacje z pojedynczymi kartami możemy wykonywać na zasadzie: "wybieram sobie kartę, z którą będę medytować" albo "losuję kartę, z którą będę medytować" (drugi sposób jest, oczywiście, znacznie bardziej... intuicyjny, można powiedzieć, ponieważ, jak to się mówi, "świat nam daje" to, z czym, nad czym powinniśmy w danym momencie popracować (a dokładniej: nie "świat nam daje", tylko "umysł nam daje"- bo to umysł tutaj działa, to umysł odbiera informacje)).


W pathworkingu chodzi o to, by wejść w obraz przedstawiony na karcie (oczywiście wszystko rozgrywa się w wyobraźni, w umyśle- jest to taka mentalna zabawa) i doświadczyć go całym sobą- na różne sposoby.
Obraz przedstawiony na karcie to- jak przyjmuje się w pathworkingu- jedynie część większej całości, jedynie fragment świata, którego część przedstawia karta. A więc gdy wykonujemy pathworking z daną kartą, wchodzimy w jej świat i jesteśmy w stanie zobaczyć go w całości- niezamkniętego w ramy karty (rzecz jasna wszystko to dzieje się w wyobraźni), żywego, trójwymiarowego- niczym alternatywny świat, inny wymiar. Widzimy to, co jest poza ramami karty, widzimy to, co jest za obrazem, który został przedstawiony na karcie. A nawet możemy zobaczyć zupełnie inny obraz. I zawsze pamiętajmy, że to, co dzieje się w naszej medytacji (czy to w pathworkingu, czy jakiejkolwiek innej), jest dokładnie tym, czego powinniśmy doświadczyć (a w każdym razie jeśli mamy głęboką ufność wobec procesu, jeśli głęboko wierzymy, ufamy sobie, wtedy możemy być pewni, że tak właśnie jest).
Oczywiście jest to jeden ze sposobów patrzenia na obraz na karcie w pathworkingu- równie dobrze możemy skupić się jedynie na tym, co jest na karcie, bez wychodzenia poza ramy widniejącego na karcie obrazu.


Wykonując pathwoking (czy jakąś inną formę medytacji), możemy najpierw przez jakiś czas przypatrywać się obrazowi na karcie, by go zapamiętać, a potem zamknąć oczy i po prostu dać się ponieść procesowi (czyli naszemu umysłowi i jego działaniom, które nasz umysł przeprowadza pod wpływem obrazu). Możemy też mieć ciągle otwarte oczy i po prostu patrzeć na kartę, na różne jej elementy (choć w przypadku pathworkingu łatwiej jest medytować z zamkniętymi oczami).
Medytacje z kartami mogą przybrać różne formy; i tak np. możemy wykonywać medytacje polegające na odgrywaniu scenki z karty czy przyjmowaniu póz postaci przedstawionych na kartach (oczywiście o ile jakieś postacie na tej karcie są).
Medytacja i magia to coś, w czym jesteśmy wolni, w czym powinniśmy słuchać siebie, działać tak, jak czujemy, że jest dobrze.

W medytacji i magii- tak samo jak w życiu w ogóle- kreujemy swoją rzeczywistość, więc jeśli np. się czegoś boimy (np. opętania czy po prostu jakichś nieprzyjemnych doświadczeń- a te drugie akurat czasami są potrzebne), pamiętajmy, że wszystko, co negatywne, wszystko, co złe, wszystko, co "demoniczne", mroczne, ma źródło w naszym umyśle. Nie na zewnątrz, lecz właśnie w naszym umyśle. Złe energie- typu demony- tak naPrawdę nie istnieją. To my je tworzymy- naszym umysłem, naszymi przekonaniami, naszymi myślami, naszymi emocjami, lękami, złością, agresją, nienawiścią, itd. W co wierzymy, działa dla nas, u nas, w naszym życiu. Dlatego wiedza o tym, świadomość tego, że to tak działa, oraz nietworzenie tych negatywnych energii jest kluczem do tego, by, no cóż, nie doświadczać ich. Człowiek ma w końcu wolną wolę i sam tworzy swój świat, swoją rzeczywistość- bardziej lub mniej świadomie- właśnie siłą swojego umysłu (bo co w głowie, to w życiu- zatem jaką mamy zawartość umysłu, tak nam umysł będzie działał i takie doświadczenia będzie nam kreował). Stąd tzw. higiena umysłu (a więc po prostu utrzymywanie go w spokoju, jak najmniejszym bałaganie, nietworzenie sobie cieni) jest ważna, jeśli boimy się pracować z kartami właśnie poprzez medytacje (a skoro w medytacjach m.in. spotykamy się z własnym umysłem- własną świadomością i podświadomością- to i nasze cienie, negatywne myśli, emocje, itd. są tym, z czym możemy się spotkać. Nie należy się jednak tego bać- bo to my to stworzyliśmy, więc potrafimy sobie z tym poradzić- poprzez akceptację, poznanie, działanie (czyli praca z cieniem)).

Oczywiście trzeba pamiętać- zawsze- że jesteśmy tu, na Ziemi, po to, by doświadczać. Doświadczać zarówno światła, jak i cienia- obydwa te aspekty są nam potrzebne do rozwoju. Negatywne energie to co innego, niż negatywne doświadczenia i o ile negatywne energie w pewnym sensie sami kreujemy (wierząc w nie, na przykład- pisałam o tym tu), o tyle negatywne doświadczenia to coś, przed czym nie możemy uciec- bo one są częścią naszego rozwoju. Niezbędną.
(Więcej na temat mroku i światła pisałam w tym poście, m.in. przy talii Fallen Angel Oracle oraz przy talii Ludy Lescot Tarot.)

Przy medytacji (która jest częścią pracy z kartami) pamiętajmy, że każdy z nas jest na innym poziomie, każdy ma inną ścieżkę, drogę, każdy ma inne talenty, zdolności, itd. Po prostu każdy jest inny; każdy ma inny umysł oraz inną duszę. A w związku z tym każdy inaczej będzie doświadczał medytacji, każdy inaczej będzie sobie w niej radził- jedni załapią od razu, innym potrzeba będzie więcej czasu. Ale nie należy się zniechęcać, jeśli nam się nie udaje. Po prostu próbujmy, próbujmy, spokojnie, naturalnie, słuchając siebie, działając po swojemu, tak jak czujemy, że powinniśmy. I pamiętajmy, że nic na siłę.

Praca z kartami to jest nasza droga, nasze doświadczenie- nie czyjeś inne, tylko nasze. A więc podążajmy tą ścieżką- naszą ścieżką, naszą własną. Obserwujmy siebie, swój postęp, swój rozwój. Bądźmy wierni sobie. Ufajmy procesowi.
Jeśli tak właśnie będzie wyglądała nasza podróż z kartami, możemy być pewni, że zabierze nas ona dokładnie tam, gdzie powinniśmy trafić (co nie oznacza drogi usłanej różami- o tym trzeba pamiętać).


Wykonując medytację z kartami, pozbądźmy się osądów, uprzedzeń, programów pt. "jak to powinno wyglądać"- po prostu otwórzmy się na to doświadczenie. I będzie dobrze. Doświadczenie to zabierze nas dokładnie tam, gdzie powinniśmy się znaleźć. Tylko po prostu otwórzmy się na to, otwórzmy się na doświadczenie, zaufajmy temu, zaufajmy sobie. W pełni. W stu procentach. Całkowicie.


Pathworking (czy inne techniki medytacji z kartami) może być wykonywany bez mienia przed sobą danej karty czy talii- możemy np. siedzieć sobie gdzieś w parku, nie mieć ze sobą talii, a jednak mimo to wciąż jesteśmy w stanie wykonać medytację równie skutecznie- po prostu przywołujemy daną kartę/talię w wyobraźni i medytujemy. Ja tak często robię i wtedy dzieje się np. coś takiego, że mój umysł potrafi przywołać klimat obrazu na karcie, dzięki czemu ja mogę się w tym klimacie, w tej energii, fajnie zanurzyć. Uwielbiam to, a takie zdalne medytacje są bardzo dobre, gdy np. nagle poczujemy potrzebę wykonania medytacji z jakąś kartą/talią, gdy nagle poczujemy potrzebę "zanurzenia się" w jej klimat (w jej energię), a niekoniecznie mamy możliwość pomedytować z fizyczną kartą/talią.
Medytacje z kartami mogą być bardzo długie, głębokie, a mogą też być bardzo szybkie; np. chcemy szybko wprowadzić się w stan, nastrój, którym wg nas emanuje jakaś karta- no więc po prostu przywołujemy ją w myślach i już, możemy medytować. Bardzo szybko, bez jakichś tam wyciszeń, czy podobnych- po prostu na chwilę "zanurzyć się" w energii karty.
Jednym będzie to przychodziło z łatwością, innym będzie trudniej (zależy od tego, na ile ma się rozwiniętą wyobraźnię)- ale w końcu praktyka czyni mistrza.

Możemy zapisywać nasze doświadczenia z medytacji z kartami, pisać o nich (journalingować- takie spolszczenie angielskiego), interpretować to, czego doświadczyliśmy, co zobaczyliśmy, co do nas przyszło w tej naszej medytacji. Jest to bardzo dobry sposób, by, być może, jeszcze bardziej pogłębić nasze doświadczenie, by jeszcze więcej z niego wyciągnąć, by dowiedzieć się czegoś ciekawego o sobie.
(PS: Zamiast pisania możemy nasze doświadczenia nagrywać- na zasadzie: mówimy i nagrywamy- czy to podczas medytacji, czy też po medytacji, po prostu zamiast pisania- mówimy. Możemy również przedstawić nasze doświadczenia- np. to, co widzieliśmy- graficznie.
Zresztą, to tyczy się nie tylko doświadczeń z medytacji, ale w ogóle w całej pracy z kartami, a więc i np. interpretacji rozkładów. Możemy zapisywać, przedstawiać nasze interpretacje na wiele różnych sposobów- nie tylko poprzez pisanie. Wszystko zależy od naszej kreatywności, naszej wyobraźni oraz od tego, co do nas przemawia, jaki sposób do nas przemawia.) *


W pracy z kartami (a więc i w medytacji z kartami) nie ograniczajmy się, pozwólmy sobie poczuć być wolnym, pozwólmy sobie swobodnie doświadczać tego, czego doświadczamy, pozwólmy sobie totalnie się w tym zanurzyć, pozwólmy sobie po prostu być w tym doświadczaniu. Być naturalnym, prawdziwym, szczerym wobec siebie i swoich doświadczeń. Pozwólmy swojemu umysłowi "latać" swobodnie.
Pamiętajmy, że praktyka czyni mistrza, więc im więcej nad czymś pracujemy, tym lepsi się w tym czymś stajemy- bowiem tym bardziej nasz umysł się w tym działaniu rozwija.


Jak zaradzić negatywnym doświadczeniom w medytacjach i nie tylko (a więc np. w channelingu, podróżach astralnych, uzdrawianiu na odległość- po prostu w tej tzw. pracy duchowej, pracy z energią, pracy magicznej)? Oczywiście co w głowie to w życiu- zatem jeśli się boimy, mamy przekonania pt. "jakieś demony mogą mnie opętać", to dopóki się ich nie pozbędziemy, dopóty może to nam przeszkadzać w takich np. medytacjach. Jeśli więc nie umiemy poradzić sobie z jakimiś przekonaniami, lękami, które tkwią nam w głowie (niesłusznie, oczywiście- a czemu, to wyjaśniłam w poście o zagrożeniach energetycznych i duchowych), to możemy bardzo prosto przekonać swój umysł, że nie ma się czego bać gdyż jesteśmy chronieni; mianowicie wystarczy po prostu:
-ugruntować się (wykonać krótką medytację ugruntowującą) (czyli po prostu poczuć siebie w ciele fizycznym, poczuć połączenie ze swoim ciałem fizycznym, połączenie z Ziemią, ale również poczuć połączenie z całym Istnieniem, a więc i z sobą oraz z tym tzw. "światem duchowym". Można też zamiast tego wejść w stan Pustki- jak to się robi, opisuję w tym poście)
-wyrazić jasną intencję że nie chcemy żadnych negatywności (to jest po prostu takie "zainstalowanie" w naszym umyśle programu, który sprawi, że umysł będzie właśnie wg niego działał- no a owy mały rytualik z ugruntowywaniem się pomoże naszemu umysłowi uwierzyć w skuteczność naszego działania. Bowiem te wszystkie działania magiczne same w sobie nie mają żadnej mocy- dopiero my im moc nadajemy, swoim umysłem właśnie. To, że wykonamy jakiś gest czy powiemy jakieś słowa, nie zrobi niczego- chyba że nadamy naszemu działaniu moc, znaczenie, właśnie naszym umysłem. Pisałam o tym nieco więcej m.in. tutaj)

Pamiętajmy też, że mamy duchowych przewodników (co najmniej jednego), którzy nam pomogą, gdy będziemy w potrzebie, gdy ich o pomoc poprosimy. Oczywiście oni nie są naszymi niańkami-aniołkami na każde zawołanie, aczkolwiek jeżeli faktycznie będziemy w poważnych tarapatach, zawsze możemy liczyć na ich pomocną dłoń.


W pracy z kartami (oraz w ogóle we wszelkiego rodzaju pracach z energią) grunt to: być jasnym, konkretnym (w swoich zamiarach, swoich intencjach, celach, pragnieniach- po prostu dlatego, że gdy jesteśmy konkretni, to mamy konkretne cele, konkretne nastawienie, no i konkretne efekty wobec tego (w końcu co w głowie, to w życiu- jak jest konkret w głowie, to jest konkret w życiu)); być połączonym ze sobą, zanurzonym w sobie (scentrowanym) oraz z całym Istnieniem (generalnie, chodzi po prostu o to, by być jednością z sobą i wszystkim, ponieważ tak naPrawdę wszystko jest jednym, zaś poszczególne elementy Istnienia są formami, które przyjmuje Pustka, by poprzez nie doświadczać. Wobec tego my jesteśmy, tak naPrawdę, w swej istocie, wszystkim jak i wszystko w swej istocie jest nami- ponieważ my jesteśmy Pustką i wszystko inne też jest Pustką, no a Pustka jest wszystkim. Ale... o tym pisałam szerzej w tym poście); mieć głębokie zaufanie do siebie, a to oznacza m.in. czuć się bezpiecznie (bo de facto jesteśmy bezpieczni- jedynie swoim strachem, swoim brakiem przekonania o swoim bezpieczeństwie możemy niebezpieczeństwo na siebie sprowadzić. Co w głowie, to w życiu); wiedzieć, że, no właśnie, co w głowie, to w życiu (choć to nie sprawdza się zawsze- bo często jest tak, że np. boimy się czegośtam i w medytacji napotkane byty uczą nas, jak się z tym strachem oswoić poprzez pozytywne lekcje i mądrości).
Ale trzeba pamiętać, że negatywne doświadczenia czasem są nam potrzebne, konieczne- bo dają nam pewne lekcje. Więc nie należy przed nimi uciekać, stronić od nich, bać się ich. Strach sam w sobie nie jest zły, aczkolwiek w takich sytuacjach (tzn. w medytacji, na przykład) zdecydowanie nie pomaga.

Jak napisałam w tym poście:
"Nie chodzi o to, by nie czuć lęku (czy jakiejkolwiek innej negatywnej emocji). Każdy człowiek się boi, każdy człowiek odczuwa lęk i jest to normalne (no, chyba że mówimy o ludziach mega oświeconych, którzy zrozumieli działanie Istnienia i mechanizmy ludzkiego umysłu). Chodzi o to, by umieć ten lęk w pełni przeżyć, zrozumieć, bez wypierania go czy identyfikowania się z nim, przywiązywania się do niego.
Nie chodzi o to by nie odczuwać negatywnych, niskich emocji, ale by one nami nie kierowały, by im na to nie pozwalać."


Medytacja z kartami jest świetnym sposobem na to, by oswoić się ze swoimi cieniami, strachem, z rozmaitymi mrokami (negatywnościami) swojego umysłu, itp.- o czym zresztą pisałam na samym początku części o pathworkingu i medytacji z kartami w tym poście.

Bardzo ważne w medytacji (z kartami i nie tylko) jest to, by pokonać swój umysł i jego iluzje (m.in. ego- czyli "ja"), uwolnić się od jego kontroli i pozwolić się prowadzić czystej świadomości- tam, gdzie powinniśmy być. Możemy trafić w swojej medytacji do miejsc niemiłych, ciężkich, niekomfortowych dla nas (oczywiście te miejsca będą w naszym umyśle, bowiem medytacja to działanie na polu mentalnym, a nie fizycznym)- ale jeżeli będziemy pracowali (medytowali) z intencją/programem, by owa medytacja przyniosła nam pomoc, uzdrowienie, rozwiązanie problemu, to nic, co nie prowadzi do spełnienia naszej intencji, się nie stanie (ponieważ po prostu nasz umysł zostanie zaprogramowany przez nas na działanie w określony sposób, no i wg tegoż programu będzie działał).

PS: O programowaniu mentalnym pisałam tutaj.

PS2: Nasz pathworking może wyglądać np. tak:
siadamy spokojnie, zamykamy oczy i w medytacji wchodzimy do naszej stworzonej w wyobraźni, dajmy na to, świątyni, w której to dokonujemy ugruntowania, wyciszenia, itp. przygotowywujących działań, no a potem z tej świątyni wchodzimy od razu do karty, z którą chcemy przeprowadzić pathworking (lub inny rodzaj medytacji).


* O journalingowaniu (po polsku: dziennikowaniu) napisałam kiedyś również w tym poście:

W ostatnim czasie odkryłam piękno journaling-owania... Niektóre talie co prawda nie wymagają tego, by się z nimi- a raczej z ich przesłaniami- połączyć (tzn. by nasz umysł mógł je łatwo odebrać), są jednak takie, z którymi praca staje się znacznie, znacznie, znacznie łatwiejsza, głębsza i przyjemniejsza, gdy interpretujemy pisząc (czyli gdy journaling-ujemy). Niesamowite obszary interpretacji, do których można dotrzeć poprzez pisanie inspirowane obrazem na karcie, są naprawdę zaskakująco rozległe, nieprawdopodobnie wręcz głębokie i bez wątpienia warte zwiedzania. Co prawda u mnie niestety nie zawsze jest czas, by siąść sobie spokojnie z kartami i zapisać to, co przychodzi mi do głowy, gdy na nie patrzę, jednak ostatnio staram się robić to jak najczęściej- bo warto. Pisanie otwiera wiele furtek, których istnienia nigdy bym się nie spodziewała... chyba. ;) Pisanie to niesamowity proces i niesamowite narzędzie. Dla każdego wygląda to zapewne nieco inaczej, lecz ja w pewnym momencie mojej przygody z kartami (i w sumie nie tylko samych kart to dotyczy) otworzyłam kolejne drzwi, do których kluczem było właśnie pisanie. I od tej pory będę zachęcać każdego do pisania, zapisywania swoich interpretacji (poprzez pisanie o tym, na przykład). Ma to wiele zalet, ale dla mnie największą jest bez wątpienia to, że (poza faktem, że dzięki temu łatwiej jest przypomnieć sobie uzyskane przesłanie, informacje) dzięki temu interpretacja pogłębia się niesamowicie mocno, a sam proces pisania wspomaga dopuszczenie naszej intuicji do głosu- także jeśli ktoś ma z tym problem, to serdecznie polecam pisanie. To naprawdę bardzo otwiera w zakresie interpretacji i pozwala naprawdę bardzo mocno zagłębić się w przesłanie karty- jedynie z korzyścią dla nas.

__________________________________________________________

PRACA Z UMYSŁEM (ŚWIADOMOŚCIĄ I PODŚWIADOMOŚCIĄ) 
Z UŻYCIEM KART (LUB/ORAZ INNYCH NARZĘDZI DYWINACYJNYCH)

Jak pracować z podświadomością (oraz świadomością i nadświadomością) przy pomocy kart (lub jakichkolwiek innych narzędzi dywinacyjnych)?
Cóż, jak pisałam w poście o pracy z podświadomością i świadomością (klik) (oraz tutaj), praca tego rodzaju polega na tym, by
-wybadać, gdzie leży i na czym polega problem
-naprawić go (no, przedtem dowiedzieć się- o ile nie wiemy- jak to zrobić)

I właśnie praca z kartami (czy jakimikolwiek innymi narzędziami dywinacyjnymi) jest fajną drogą uzyskania informacji o tym, co jest problemem oraz jak możemy się z nim uporać, jak możemy go rozwiązać. Sama praca sensu stricte- czyli zastosowanie tego w praktyce- wymaga naszego działania pt. "uzdrawianie, naprawianie pewnych struktur" i tu praca z kartami (lub jakimikolwiek innymi narzędziami dywinacyjnymi) też może być pomocą, aczkolwiek tę część pracy tak naprawdę wykonujemy już sami, bez użycia narzędzi pomocnych (typu karty, właśnie).

W tym poście przedstawiłam rozkłady pomocne przy pracy z podświadomością.
W przypadku gdy używamy wahadełka czy różdżki radiestezyjnej, pomocne mogą być plansze z proponowanymi możliwymi odpowiedziami- no bo, wiadomo, wahadełkiem czy różdżką rozkładu nie zrobimy.
Odpowiedzi i podpowiedzi odnośnie pracy nad sobą możemy szukać na wiele sposobów- nie tylko przez typowe medytacje, gdzie zagłębiamy się w siebie. Wszelkie formy dywinacji mogą być pomocne- wszystko to kwestia tego, byśmy byli otwarci na zdobywanie informacji o sobie. Jeśli mamy trudności z zagłębieniem się bezpośrednio w siebie, możemy właśnie wykorzystywać różne narzędzia (jak karty czy wahadełko), które ułatwiają nam wydobycie z siebie (a dokładniej: z naszego umysłu) potrzebnych informacji. Zresztą tym właśnie te wszystkie narzędzia, techniki dywinacji są- pomocą dla nas w wydobyciu z siebie informacji.
Możemy wykorzystać sny: programujemy umysł, by ukazał nam we śnie informacje o naszych problemach i ich źródłach (np. wspomnienia z dzieciństwa, które leżą u źródła danego problemu).

Metod i narzędzi jest mnóstwo. Grunt to to, by, jak napisałam wcześniej, dowiedzieć się, gdzie leży problem, co go tworzy oraz by go naprawić, uzdrowić.

__________________________________________________________

PRACA Z KARTAMI A PRZEZNACZENIE

Kwestia "jak kto pracuje z kartami- a jego przeznaczenie" * - to taki dość skomplikowany do wyjaśnienia temat. Chodzi o to, że niby sami możemy sobie ustalać, jak pracujemy, jak działamy, sami możemy sobie ustalać zasady w tej naszej pracy z kartami i w ogóle jak chcemy żeby to wszystko wyglądało, ale jednak pewne elementy naszego życia (a już praca z kartami- szczególnie ta głęboka- na pewno) łączą się silnie z kwestią naszego przeznaczenia * i na te właśnie kwestie nie mamy aż takiego wielkiego, kompletnego, całkowitego wpływu (a w każdym razie: aż takiego wielkiego doraźnego wpływu- bo, jak pisałam w poście o przeznaczeniu (do którego link jest troszkę dalej), de facto my sami tworzymy sobie swoje przeznaczenie oraz je potem modyfikujemy, kształtujemy).

Przykładowo: pewne trudności w pracy z daną talią mogą nas doprowadzić do takiego momentu, że będziemy musieli przyjrzeć się pewnym naszym własnym cechom, aspektom naszego życia, które niejako reprezentuje dla nas ta problematyczna talia (dajmy na to: ogólnie mrok). Poza tym owe trudności mogą nas przyprowadzić (w sensie: zaczniemy szukać rozwiązania i dojdziemy do- no właśnie) do pewnych ludzi, miejsc, czy np. stron internetowych, dzięki czemu poznamy np. jakąś dziedzinę (dajmy na to: astrologię), co było częścią naszego przeznaczenia i dzięki poznaniu tej- w tym przykładzie- astrologii, będziemy mogli dogłębnie poznać siebie i wzbogacić swoją wiedzę o nas samych, o życiu... potem, po jakimś czasie, może nawet będziemy pracować jako astrolodzy---> i w ten właśnie sposób problem z jakąś talią przywiódł nas do spełnienia swojego przeznaczenia jako astrolog i zarabiania w ten sposób na życie.
Oto w jak fascynujący sposób różne sytuacje, różne drogi mogą się ze sobą krzyżować, jak droga jednego człowieka krzyżuje się z drogami innych osób- taka skomplikowaność (wiem, że takie słowo nie istnieje) życia.

Tak więc: z jednej strony mamy tą wolną wolę i sami możemy sobie ustalać, jak pracujemy z kartami, jak one dla nas działają, itd., aczkolwiek z drugiej strony czasami są pewne doświadczenia, które muszą się nam zadziać- wbrew naszej ludzkiej woli, wbrew naszym ludzkim ustaleniom (przeznaczenie to nasze ustalenia, które czynimy jako dusza a nie jako człowiek; są to nasze cele poczynione jako dusza właśnie, a nie jako człowiek)- bo one są nam niezbędne na naszej ścieżce rozwoju.

* No a jeśli już mówimy o przeznaczeniu, to warto by wyjaśnić, o co z tym w ogóle chodzi, co nie? ;) Tak więc w tym poście możecie zapoznać się z tematem przeznaczenia.

_________________________________________________________

JAK JA PRACUJĘ Z KARTAMI
(czyli raz jeszcze o moim stylu)

Otóż, poza tym, co napisałam już kiedyś na blogu (m.in. w postach, do których linki znajdują się na samym końcu tego posta), chciałabym przedstawić "w pigułce" jak i do czego używam kart (a w każdym razie- do czego ich używałam, jak z nimi zwykłam pracować w okresie, kiedy ten post oryginalnie pisałam, tzn. w okolicach czerwca roku 2016. Bo ostatnio to się u mnie zmieniło- o czym pisuję regularnie w postach o moich ulubionych w danym okresie taliach)- być może ktoś się tym zainspiruje, coś tam ciekawego, przydatnego dla siebie znajdzie.
A więc.

Praca z kartami dzieli się u mnie na trzy rodzaje/sposoby. Poza oczywistym używaniem kart do wykonywania rozkładów, uwielbiam z kartami medytować, a także bardzo często używam ich jako, że tak to nazwę, klucz do katharsis (tzn.: jestem w jakimś nastroju, mam wenę na jakieś klimaty---> obcuję (przeglądam, medytuję) z taliami odpowiadającymi mojemu nastrojowi, mojej wenie i w ten sposób praca z kartami pozwala mi przerobić ten dany stan emocjonalny/mentalny i się z niego oczyścić. Mam nadzieję, że w miarę rozumiecie, o co mi chodzi- bo opisać to nie jest łatwo. Po prostu karty są dla mnie obrazami, które oglądam, z którymi medytuję, by zaspokoić swój głód na konkretne klimaty, motywy. ;)).

Także ten trzeci mój sposób pracy z kartami już opisałam; teraz tak...

Rozkłady najczęściej są u mnie na jedną kartę- po prostu takie właśnie preferuję najbardziej. Aczkolwiek uwielbiam też od czasu do czasu wykonać większy rozkład- wykonuję takowe na różne pytania, różne sprawy, na różne okazje (czyli rozkłady okazjonalne- np. na konkretne święta celtyckie, które to celebruję (na swój własny sposób))- tak samo zresztą jak rozkłady jedno-kartowe. Moje rozkłady to najczęściej dniówki (a więc rozkład opisujący aurę, energię dnia oraz to, co się będzie działo w tym stricte fizycznym, przyziemnym sensie), rozkłady na konkretne pytania (przyziemne lub takie bardziej głębokie, duchowe) oraz rozkłady na zasadzie: "rada, wskazówka, inspiracja na teraz".
W sumie niby dominują u mnie rozkłady na jedną kartę, aczkolwiek gdy wyciągam dniówki, uwielbiam wyciągać po jednej karcie z wielu różnych talii. * I tak np. mam, powiedzmy, dziesięć talii. Z każdej z nich wyciągam po jednej karcie; i teraz, dajmy na to: trzy z nich to typowa dniówka opisująca energię dnia oraz co się będzie działo w danym dniu, trzy kolejne karty to rada, wskazówka, inspiracja, jak wykorzystać dany dzień, co dobrze by było zrobić, a czego lepiej nie robić, na co energia sprzyja, a na co nie, no a cztery pozostałe karty są odpowiedzią na moje cztery konkretne pytania odnoszące się do danego dnia, które akurat zdarzyło mi się mieć. Także w sumie jest to już dość niemały rozkład.

Wiecie, mając mnóstwo rozmaitych talii, po prostu aż nie da się i nie chce się pracować tylko z jedną czy dwiema- chce się pracować z jak największą ich ilością, po prostu dlatego, że to fajne. ;) W danym dniu mam wenę na klimaty takie i takie---> sięgam po talie odpowiadające tym klimatom, tej mojej wenie. Wykonuję rozkłady- dniówki, rozkłady na konkretne pytania, które się w tym dniu ewentualnie pojawią- medytuję z kartami (na wiele różnych sposobów- bo i sposobów samej medytacji jest mnóstwo, o czym pisałam już nieraz), po prostu z nimi obcuję, obcuję z ich energią (a przecież wszystko ma energię- zresztą pisałam o tym m.in. w tym poście, np. przy Faeries Oracle i Heart of Faerie Oracle czy przy Starchild Tarot), obcuję z ich obrazami (to cudowny sposób obcowania ze sztuką- a to z kolei niesamowicie karmi spragniony sztuki umysł, genialnie inspiruje). Cieszę się pracą z kartami, cieszę się tymi setkami talii, które posiadam, odkrywam z nimi różne fascynujące obszary, odkrywam siebie, pogłębiam swoją wiedzę o życiu (poprzez medytację z kartami, poprzez ich interpretowanie- bo, jak pisałam, praca z kartami to bardzo fajny sposób pracy z własnym umysłem, a stąd do wydobywania z tego umysłu wiedzy na różne tematy). Praca z kartami jest tak fulfilling (spełniającą) częścią mojego życia, jest tak wielopoziomowa, daje tak wiele możliwości, tak pięknie rozwija, ubarwia mój świat, jest tak otwartą, elastyczną dziedziną działania (jeśli tak można powiedzieć), że myślę, że już zawsze będę to robić, że zawsze będę pracować z kartami- w jakiś sposób. To część mnie, aktualna część mojej drogi, taki mój klucz do rozwoju, do wydobywania z siebie wiedzy Prawdziwej.

* Chociaż powiem Wam, że ja w sumie nie mam ustalonego stylu; każdego dnia może to u mnie wyglądać inaczej- zależy od tego, na co mam ochotę, czego potrzebuję, jaką mam wenę, ile mam czasu, itd. Podążam po prostu za sobą i nie przywiązuję się do żadnych konkretnych sposobów.

______________________________________________________________

ROZKŁADY Z KARTAMI W WERSJI ELEKTRONICZNEJ 
(NP. ONLINE)

W dobie komputerów, smartfonów i tabletów również kartomancja uległa elektronizacji. Jest wiele stron internetowych, gdzie oferuje się nam możliwość wykonania rozkładu online, są też aplikacje, które pozwalają nam posiąść talię w formie elektronicznej.
Wiele osób jednak podchodzi do kwestii elektronicznej kartomancji dość sceptycznie. W tej części posta przedstawię ten temat, być może komuś to w jakiś sposób pomoże.
A więc przejdźmy do rzeczy.

Elektroniczna kartomancja- rozkłady w wersji elektronicznej...
Czy to działa? Tak, jak najbardziej. Jak to działa? W sumie tak samo, jak w przypadku kart w formie fizycznej (piszę o tym pod koniec tego posta, a konkretnie w rozdziale "Jak to działa (czyli jak to jest możliwe, że wróżby, analizy są trafne)").
Oczywiście jeśli ktoś nie wierzy, że to działa, to jemu faktycznie może to nie działać- w końcu nasze podejście, nasze przekonania, nasza wiara, nasze programy mentalne (generalnie: zawartość naszego umysłu) mają duże znaczenie, duży wpływ na nasze życie, naszą rzeczywistość; w końcu co w głowie, to w życiu (na przykład sami możemy się naszymi fałszywymi przekonaniami blokować).
Ale tak naPrawdę rozkłady z kartami w wersji online (czy jakiejkolwiek innej elektronicznej) działają tak samo dobrze, jak w przypadku kart w wersji papierowej.

Problemem jednak jest, że czasami online (czy jakkolwiek inaczej elektronicznie) nie jest dostępna cała talia- tak więc mamy do dyspozycji talię niepełną. Ale nawet wtedy to działa. No, chyba że akurat przykładamy wielką wagę do tego, jaką kartę (np. tarota) mamy- wtedy, jeśli pracujemy na niepełnej talii (czy to elektronicznie czy to fizycznie), faktycznie może to być problemem. Dlatego zawsze warto jest jednak upewnić się, że mamy do dyspozycji pełną talię. Ale nawet jeśli nie mamy, to taki rozkład elektroniczny (nawiasem, przypominam: rozkład to również jedna karta) również ma standardowe (tzn. takie same, jak w przypadku pełnej talii) szanse się sprawdzić- po prostu bo świat tak pięknie działa, i tyle. 

Jak pracować z kartami w wersji elektronicznej (np. online)? Cóż, sprawa jest taka, że niejako nakłada się na nas, jak losujemy karty- możemy mieć możliwość poklikania na poszczególne karty rozłożone koszulkami do góry, a może też być tak, że mamy po prostu pole z napisem "wylosuj kartę", no i gdy w nie klikniemy, automatycznie wyskakuje nam nasza karta. Oczywiście ten pierwszy sposób jest znacznie bliższy temu, co robimy z talią w wersji "standardowej", tzn. papierowej.
Wobec tego, że w przypadku kart elektronicznych często narzuca nam się, jak losujemy karty i nie mamy wielkiej możliwości wyboru (np. tak, by było to jak najbardziej zbliżone do "realnej", tzn. niewirtualnej, pracy z talią), takie elektroniczne rozkłady nie są ulubioną formą pracy z kartami. Zresztą, mieć talię wirtualnie a mieć talię fizycznie, w ręku, to jednak co innego- wiadomo, inaczej się człowiek czuje i w ogóle cała sprawa wygląda inaczej. To podobnie jak z książkami w wersji papierowej oraz elektronicznej- jednak książka papierowa to jest ta "magia" będąca dodatkiem uprzyjemniającym czytanie samo w sobie, której to "magii" nie dostarczy nam wersja elektroniczna książki. Ale tak samo możemy taką elektroniczną książkę czytać... czy używać jej do bibliomancji (o bibliomancji pisałam w tym poście). A więc tak samo możemy z talią kart w wersji elektronicznej (np. online) pracować równie skutecznie, jak z talią w wersji papierowej.

Bo, pamiętajcie, granice leżą w nas. Co w głowie, to w życiu.

______________________________________________________________

KARCIANE MITY, PRZESĄDY ZWIĄZANE Z KARTAMI

Rozmaite mity, przesądy związane z kartami są bardzo popularne, w sumie niestety, ponieważ często okazują się utrudniać kwestię pracy z kartami (gdyż ludzie wbijają je sobie do głowy, no i potem mają różne dziwne uprzedzenia, przekonania. No a przecież nasz umysł kreuje nam nasze doświadczenia podług tego, co w nim jest). Osoby początkujące, które dopiero wchodzą w świat pracy z kartami, dowiadują się o tych różnych mitach, a potem- z braku właściwej wiedzy na ich temat- powstają nieporozumienia, rodzą się wątpliwości, których można by było uniknąć, gdyby zaznaczyć wyraźnie, że:
wszystkie te karciane mity, przesądy tak naPrawdę nie działają, bowiem one sprawdzają się jedynie jeśli w nie wierzymy (gdyż każdy kreuje sobie własną rzeczywistość- swoimi myślami, przekonaniami, emocjami, programami, podejściem. Po prostu zawartością swojego umysłu. Co w głowie, to w życiu).
Tak więc np. układanie kart w kolejności, oczyszczanie kart czy kwestia "ktoś dotknął mojej talii"- to wszystko sprawa indywidualnego podejścia.
Tak naPrawdę wcale nie trzeba kart układać, wcale nie trzeba kart oczyszczać i nic się z kartami nie dzieje, gdy ktoś je nam dotknie. Ale jeżeli my sobie wmówimy, że trzeba karty układać, bo coś tam albo że trzeba je oczyszczać, albo że jak ktoś dotknie naszych kart, to one już są "skażone" i do niczego, to tak właśnie, prawdopodobnie, będzie- dla nas, bo myśmy sobie tak wmówili, ustalili, uwierzyli, przyjęli. A więc nasz umysł wg takiej zawartości będzie działał; i mimo że jest to tylko psychologiczna sprawa, to jednak wpływa na nasze doświadczanie pracy z kartami. Ale cóż, wszystko przecież kręci się tutaj wokół umysłu- bowiem to umysł przecież działa, a nie karty.

Tak to działa. Wszystko siedzi w naszej głowie, wszystko jest kwestią naszego podejścia. A karty to tylko narzędzie. Jak się do nich podchodzi, takimi się je sobie czyni. I tyle.

Co do tych przekonań, ustaleń, itp: trzeba zaznaczyć, że często mamy jakieś wewnętrzne, głębsze, podświadome uprzedzenia, o których nawet możemy nie wiedzieć, a ujawniają się w określonych sytuacjach. Bo może wcale sobie czegoś tam konkretnego nie ustaliliśmy/wmówiliśmy, ale mimo to gdzieś tam w nas leżą jednak pewne uprzedzenia- nieuświadomione nawet.
Takie podświadome programy również- jak zresztą pisałam m.in. tutaj- grają rolę w kreowaniu naszej rzeczywistości, naszego życia.

Mówi się, że żyjemy w hologramie, w iluzji. No a iluzje tworzy nasz umysł (uczestniczą tu m.in. poglądy, jakie się w nas kształtują, programy, jakie tkwią w naszym umyśle, przekonania, jakie nam się wpaja). Stwierdzenie: "żyjemy w hologramie, iluzji" oznacza tyle co: "każdy z nas żyje sobie we własnej rzeczywistości stworzonej wedle zawartości swojego umysłu (w tym: przekonań, wiary)". Każdy z nas tworzy sobie własną rzeczywistość (czyli ten "hologram", "iluzję") na podstawie własnych przekonań, myśli, emocji, programów, doświadczeń, itd. (krótko mówiąc: na podstawie zawartości swojego umysłu); większość z tego tworzy iluzje, bo większość z tego to są fałszywe poglądy. Jeśli znamy Prawdę, otwieramy się na Prawdę, to owe iluzje znikają i wtedy nie żyjemy już w iluzjach, a nasza własna, indywidualna rzeczywistość * nie jest oparta na naszych fałszywych przekonaniach, lecz na Prawdzie. Wszelkie iluzje, fałszywe przekonania, cały fałsz powstaje w umyśle. A więc to w umyśle właśnie leży źródło m.in. takich problemów (tzn. z tymi przesądami, nieuświadomionymi uprzedzeniami, itp).

* O rzeczywistościach pisałam m.in. tutaj.

PS: O karcianych mitach pisałam w znacznie szerszy sposób tu oraz tu.

______________________________________________________________

 CZAS W KARTACH

Niektórzy twierdzą, że nie da się określić czasu w kartach. A nie jest to prawdą, bo jak najbardziej da się; kwestia łatwości tego to już jednak inna sprawa...
Z czasem to jest taka sprawa, że on generalnie jest tzw. "ruchomy. Oznacza to że nawet jeśli coś jest nam przeznaczone (tzn. jeśli coś sobie założyliśmy- jako dusza- że chcemy doświadczyć) i po prostu musi się zdarzyć, to istnieje możliwość iż zostanie to przesunięte w czasie. Trzeba mieć na uwadze, że przyszłość nie jest pewna, tylko prawdopodobna; nic nie jest "wyryte w kamieniu". Tak więc nie jest wcale tak, że nie da się odczytać czasu- w kartach czy jakiejtamkolwiek innej metodzie dywinacji. Bo da się. Mi, na przykład, wiele już razy udało się dosłownie co do minuty określić np. czas przyjścia kogoś do mojego domu. Kwestia czasu we wróżeniu jest o tyle trudna, że- jak pisałam- przyszłość nie jest pewna, tylko prawdopodobna, a czas jest ruchomy, a więc pewne rzeczy mogą przesuwać się w czasie (co wcale nie musi oznaczać, że gdy określaliśmy czas we wróżbie, zrobiliśmy to źle. Owszem, może to oznaczać właśnie to, jak najbardziej. Aczkolwiek może to też być wynikiem tego, że na ten moment gdy wykonywaliśmy rozkład, czasowo wyglądało to tak a nie inaczej, natomiast potem uległo to zmianie- właśnie dlatego, że przyszłość nie jest pewna, tylko prawdopodobna).

Jak określać czas w kartach? Każdy może sobie ustalić własny system, a gotowych wzorów jest wiele. Poza tym ważne jest też by odpowiednio dopasować system do sytuacji (no bo jeśli pytamy o to, co się stanie w danym dniu, nie określimy sobie, że buławy znaczą dni, miecze- tygodnie, kielichy- miesiące, a monety- lata, gdyż byłoby to absurdalne względem pytania).

______________________________________________________________

SESJA Z KLIENTEM 
(GDY WRÓŻYMY INNYM TWARZĄ W TWARZ)

Wiele osób, mając przed sobą perspektywę pierwszej, nazwijmy to, profesjonalnej sesji z klientem, denerwuje się- nie tylko standardowo "zjadają ich nerwy", stresują się, ale również zastanawiają, jak w ogóle powinna wyglądać taka sesja, jak przyjąć klienta, co robić, jak się zachowywać, itd.

Cóż, podstawa jest taka: luz, naturalność i przyjacielskość w atmosferze, zdrowa powaga i profesjonalizm w pracy (czyli rozkładaniu kart). Tak więc zero spiny, zero stresu, zero "na siłę", itd.- zachowujmy się normalnie. Bądźmy naturalni... ale też nie zapominajmy, że to jednak jest praca, a więc wykażmy się również profesjonalizmem (niekoniecznie mam tu na myśli "pełną profeskę", po prostu ten profesjonalizm, który sprawia, że o człowieku dobrze się mówi. Takie, wiecie, żeby nie przesadzić ani w jedną ani w drugą).
Bez względu na to, czy przyjmujemy we własnym domu, czy też w jakimś naszym specjalnie do tego celu przeznaczonym gabinecie, postawmy na schludność i elegancję w kwestii aranżacji. * Owszem, klimacik jest fajny, ale nie przesadzajmy- to nie ma być przedstawienie teatralne, z którego nasz klient bardziej zapamięta dekoracje, aniżeli treść (treść- tzn. w tym wypadku: informacje, jakich mu udzieliliśmy na podstawie naszego odczytu rozkładu kart). Poza tym zadbajmy o ogólny komfort- niech będzie czysto i świeżo, ale nie od tony perfum czy odświeżaczy powietrza. Jeśli przyjmujemy klientów w domu i mamy jakieś zwierzęta, weźmy pod uwagę, że klient może mieć na nie uczulenie- a więc w takim przypadku ich obecność na pewno nie byłaby szczególnie komfortowa dla klienta.
Krótko mówiąc: ma być komfortowo pod kątem przestrzeni (czyli przestrzennie, a nie ciasno), powietrza (w końcu tym się oddycha, nie? ;)), wyglądu (a więc np. mroczne obrazy na ścianach niekoniecznie są najlepszą opcją- skąd wiemy, czy ktoś nie potraktuje tego ze skrajnym niesmakiem? Oczywiście nie przesadzajmy- w końcu wszystkich się nie da zadowolić- ale jeśli mamy możliwość, postawmy na neutralność w kreowaniu przestrzeni. W przypadku talii jakiej używamy, sytuacja jest trochę inna- w końcu mamy swoje narzędzia pracy i to nam mają pasować, nie klientom. Natomiast przestrzeń, jej wygląd, to już inna beczka), no i ogólnej atmosfery.
Niech nam będzie przyjemnie, ale i niech klientom będzie przyjemnie.
Rzecz jasna nie da się dogodzić wszystkim, ale niech po prostu sesja (otoczenie, atmosfera) będzie nastawiona na ogólny komfort i zdrowy profesjonalizm.


Pamiętajmy: najważniejszy w sesji z klientem jest rozkład- nie nasze ceregiele, nie nasze rytuały (świeczki, oczyszczanie, obrusik, itp.), nie otoczka, lecz tzw. serce sytuacji, którym jest właśnie rozkład kart i nasza interpretacja (bądź też wahadełko czy kula czy co tam robimy, czego używamy).
Jak natomiast pracować z kartami podczas sesji z klientem? Normalnie. Klient zadaje pytanie, a my wykonujemy rozkład- po prostu. Nie ma tu niczego, co miałoby nas odwodzić od naszego naturalnego stylu (no chyba że nasz naturalny styl obejmuje jakieś dziwne rytuały czy pół godzinną medytację oddechową ;)- takie coś, naturalnie, byłoby zwyczajnie nie na miejscu, bowiem klient nie przychodzi popatrzeć na cudaczności, tylko dowiedzieć się czegoś odnośnie sprawy, która go interesuje. Bądźmy więc empatyczni i rozsądni). Możemy w międzyczasie coś dorzucić (np. krótką analizę numerologiczną czy coś podobnego- dobre na rozruszanie, gdy atmosfera jest trochę gęsta i nie wiadomo jak zacząć), natomiast praca z klientem to nie żadna wielka filozofia. Nie róbmy z tego dramatu, bo nie o to chodzi. Bądźmy- jak już napisałam- naturalni i zachowujmy się normalnie. Pamiętając o kulturze osobistej i etykiecie **, oczywiście.

Czasami problemem jest sytuacja, w której klient nie ma żadnych konkretnych pytań albo zwyczajnie boi się je zadać. Sama spotkałam się parę razy z takim czymś- ździebko niewygodne, jeśli ktoś nie wie, co w takim wypadku można zrobić. Bo, no właśnie, w takim przypadku możemy- jak już wcześniej wspomniałam- rozluźnić atmosferę wykonując np. krótką analizę numerologiczną czy astrologiczną, no a w ramach rozkładu rozłożyć rozkład ogólny (czyli taki, który obejmuje wszystkie sfery życia, który opowiada tak ogólnie o życiu)- ponieważ do takiego rozkładu nie potrzeba konkretnych pytań. No a potem sesja się rozkręci i konkretne pytania już same polecą (zapewne).
(Przykładem rozkładu ogólnego jest ten, który przedstawiłam w tym poście oraz rozkład pt. "Zegar Astrologiczny", którego co prawda na blogu nie przedstawiałam, ale można go łatwo znaleźć w internecie.)


* Rzecz jasna wróżyć można wszędzie- na ulicy, na przystanku, w restauracji, na dworcu, w sklepie, itd. (tak więc nie ma tutaj żadnych zasad, reguł, które by nas ograniczały- absolutnie. Wszystko jest kwestią tego, jak MY się czujemy, bo to o NAS chodzi, jak zresztą już wyżej zaznaczałam). Natomiast typowo sesja z klientem odbywa się raczej w naszym "gabinecie"- w domu lub też konkretnym gabinecie przeznaczonym do tej pracy.
Natomiast, tak tylko dodam przy okazji, to nie ma znaczenia, gdzie jesteśmy- grunt to to, byśmy byli w stanie pracować (no wiecie: skupienie, ogólny komfort, itd). Nie potrzeba żadnej otoczki (chyba że ktoś koniecznie potrzebuje- to proszę, czemu nie, wolna wola nasza). Nie ma żadnych musów, odgórnie ustalonych zasad- takowe ustalamy sobie, jeśli już, sami. W końcu to my pracujemy z kartami, my ich używamy, a nie one nas (jak już wielokrotnie na blogu- w tym właśnie poście, między innymi- wyjaśniałam). ;)
Tak samo np. czy dajemy innym dotykać karty (np. je tasować, przekładać, wyciągać), to sprawa naszego własnego wyboru- nie ma żadnych musów (tzn. niczego nie musimy). Każdy ma swój styl, każdy jest inny. Nie bójmy się być sobą, wróżąc innym. Aczkolwiek jednocześnie pamiętajmy, by być w miarę neutralni- tzn. by nie przesadzać z pewnymi rzeczami, by mieć to wyczucie, co wypada, a co niekoniecznie; zachowujmy się po prostu przyzwoicie.

** O etykiecie/etyce w pracy z kartami piszę w tym poście w rozdziale poniżej ("Gdy stawiamy karty innym- czyli etyka w pracy z kartami").

______________________________________________________________

GDY STAWIAMY KARTY INNYM
-CZYLI ETYKA W PRACY Z KARTAMI

Jest parę zasad, którymi powinniśmy się kierować, gdy stawiamy karty innym- taki, po prostu, kodeks etyki.

A więc.

Nie powinno się (nie można, wręcz) programować innych negatywnie- to takie ogólne stwierdzenie, jeśli mówimy o etyce w stawianiu kart innym (m.in).
Dlaczego? Bo zawartość umysłu kreuje naszą rzeczywistość. A bardzo łatwo jest zaszczepić w umyśle przekonania, programy (szczególnie te negatywne, niestety). No a potem te przekonania wpływają na człowieka i jego życie. (PS: O programowaniu, wpływaniu na umysł i wpływie umysłu na życie człowieka pisałam w tym poście.)
Jeśli więc osoba uzyska- w ramach właśnie interpretacji rozkładu, na przykład- negatywne informacje, to jej umysł zakoduje je sobie, zapamięta (nawet jeżeli ta osoba zupełnie nie będzie tego świadoma), no i jej umysł będzie na takie właśnie wydarzenia ukierunkowany i w ten sposób taka osoba może zniszczyć sobie życie, mówiąc krótko (np. ciągle żyjąc w lęku przed przepowiedzianym przez wróżkę wypadkiem albo np. będzie się bała zajść w ciążę i urodzić dziecko, bo powiedziano jej, że urodzi chore dziecko).
Nie wolno więc mówić o śmierci (przepowiadać jej), wypadkach, zagrożeniach życia, zdrowia- a w każdym razie nie można o tym klientom mówić w sposób pewny i bezpośredni (bo można- a wręcz, jeśli widzimy ten np. wypadek w rozkładzie, powinniśmy- delikatnie dać do zrozumienia, że dana osoba powinna np. uważać na siebie, że powinna zwrócić uwagę na to i na to- ale nigdy nie powinniśmy dawać do zrozumienia konkretnie i pewnie, bezpośrednio, że jest np. chora na to i na to czy że umrze wtedy i wtedy).
Gdy natomiast jesteśmy w sytuacji, że ktoś pyta nas, czy osoba ciężko chora wróci do zdrowia, a w rozkładzie widać wyraźnie, że nie, że wkrótce umrze, wtedy nie powinniśmy mówić z pewnością siebie, że niestety dobiega jej koniec, lecz przekazać to w jakiś delikatny sposób- tak, by osobę podeprzeć, wesprzeć, a nie załamać.
Pamiętajmy: przede wszystkim nie szkodzić- to jest zasada, której każdy powinien się trzymać (czy to tarocista czy inny karciarz, czy to astrolog, czy numerolog, czy ktokolwiek inny).
Jeśli przekazujemy komuś negatywne informacje, nie powinniśmy robić tego z chłodem i suchością emocjonalną, lecz w jakiś sposób wesprzeć taką osobę, dać jej ten promyk słońca, nadzieję- bo właśnie dzięki temu ta osoba może być w stanie nawet tzw. odwrócić zły los (tzn. pokierować swoim życiem w taki sposób, by uniknąć negatywnego doświadczenia albo je korzystnie opóźnić). Oczywiście nie chodzi o słodzenie, cukrowanie i fałszywe zapewnianie: "będzie dobrze, będzie dobrze, proszę się nie martwić, głowa do góry, wszystko się samo ułoży"; grunt to szczerość połączona z wyczuciem (a więc ta etyka), empatią (umiejętnością rozumienia położenia innych osób), zrozumieniem (wobec drugiej osoby), inteligencją- żeby nie kłamać i nie wciskać fałszywych przesłodzonych prognoz, ale i by nie być czarnowidzem i zabijać w innych nadzieję. Krótko mówiąc: skrajności są niezdrowe, powinniśmy być jak najbardziej zrównoważeni, jeśli chcemy pomagać innym.
A poza tym pamiętajmy również, że przyszłość nie jest pewna/ustalona/zaaranżowana, tylko prawdopodobna, a więc nic nigdy nie jest pewne, nic nie jest "wyryte w kamieniu" i niezmienne. Bo przyszłość stale się kształtuje, zmienia- o czym pisałam dokładniej w tym poście, przy talii Oracle of the Mermaids.

Jeśli chodzi o stawianie kart na zdrowie, to nie powinno się stawiać konkretnych diagnoz- bez względu na to, czy się jest lekarzem, czy nie. Jak najbardziej da się zobaczyć w kartach szczegóły, dokładne i prawdziwe informacje (w końcu GRANICE LEŻĄ W NAS, co w głowie to w życiu- jeśli więc w coś nie wierzymy, uważamy, że się nie da, to rzeczywiście u nas się nie da, ale to absolutnie nie znaczy, że ktoś inny nie potrafi), ale lepiej po prostu nie stawiać kart na zdrowie na zasadzie konkretnej, szczegółowej diagnozy; lepiej wskazać jedynie ogólne tendencje do zaburzeń, by osoba miała świadomość, na co powinna zwrócić uwagę, co powinna zmienić w swoim stylu życia, by poprawić zdrowie, itd.
Dlaczego nie powinno się stawiać konkretnych diagnoz ani straszyć innych chorobami? Cóż, straszyć w ogóle nie wolno. W końcu nigdy nie wiemy, jak dana osoba to odbierze- a może się to odbić bardzo źle na jej psychice, a więc na reszcie jej życia (i nie tylko jej). Natomiast generalnie informacje odnośnie zdrowia, podobnie jak informacje o śmierci, pozostawiają uzyskane informacje w umyśle osoby (dokładniej: w jej podświadomości- podświadomość bowiem to jest taka część umysłu, która zapisuje każdą chwilę naszego życia)- no a umysł właśnie zawiaduje ciałem, a więc i on tworzy choroby. Jeśli więc w umyśle będą dane pt. "jestem/będę chory na ......", to umysł (prawdopodobnie- aczkolwiek summa summarum zależy to od przypadku. Bowiem ta osoba może mieć np. bardzo silny program pt. "wszystko jest możliwe i żadna choroba nie jest wyrokiem", skąd właśnie wg tego programu umysł potraktuje informację o chorobie. Jeżeli natomiast osoba nie ma takiej pozytywnej świadomości, to umysł takiej osoby, najpewniej, zareaguje na informację o potencjalnej chorobie w sposób bardzo negatywny, przyjmując ją sobie jako absolutny fakt) tak właśnie ciałem pokieruje, żeby to spełnić- bo taki program w niego wszczepiono.
Dlatego właśnie nie powinniśmy (mało tego: NIE WOLNO NAM) stawiać diagnoz zdrowotnych czy prognozować śmierci, ponieważ może wyjść tak (a niestety umysł większości ludzi tak działa, że informacje o zdrowiu traktuje poważnie- chyba że, jak pisałam wyżej, dana osoba ma wyraźny program pt.: "każdą chorobę da się wyleczyć, bowiem choroba najpierw powstaje w umyśle", bo wtedy, naturalnie, jej umysł będzie działał właśnie wg tego programu w pierwszej kolejności i właśnie wg tego programu będzie traktował wszelkie informacje o jego stanie zdrowia, jakich się tej osobie udzieli. Jakie mamy podejście do życia, takie mamy życie- po prostu), że właśnie przez postawienie komuś diagnozy, wywołaliśmy u tej osoby chorobę, której normalnie wcale by nie było (a w końcu zawartość naszego umysłu kreuje naszą rzeczywistość- na czym się skupiamy, jakie mamy programy mentalne, to właśnie kreujemy).
Zamiast więc mówić "będzie pan chory na .....", lepiej jest powiedzieć: "dobrze by było zwrócić uwagę na ...., ponieważ wygląda mi na to, że te miejsca mogą być troszkę osłabione" (czy coś w ten deseń). 

Całkiem istotną sprawą w kwestii etyki rozkładania kart dla innych jest wróżenie osobom niepełnoletnim (co w przypadku takiej na przykład Polski oznacza: osobom poniżej osiemnastego roku życia). Na ogół, nie powinno się tego robić. Po prostu jest ta kwestia odpowiedzialności- znaczy, zawsze jest, oczywiście; aczkolwiek osoby niepełnoletnie są potencjalnie, że tak to krótko ujmę, bardziej nierozgarnięte i nieobliczalne, niż osoby pełnoletnie (a przynajmniej za takie się je uważa), mówiąc najprościej (wiadomo: hormony, niedojrzałość w pewnych aspektach, domyślnie nie za duże ogarnięcie życiowe, itd. Nie żeby sprawa była prosta i każdy prawnie dorosły człowiek od razu był dojrzały, mądry i rozgarnięty- bo, jak pewnie doskonale wiadomo, tak nie jest). No a tak poza tym, to w sumie nie ma żadnych przeciwwskazań, by wróżyć osobom niepełnoletnim- ja bym powiedziała, że to raczej kwestia konkretnego przypadku. Zwykle osoby niepełnoletnie (no i również, tak właściwie, osoby trochę ponad dwudziestym rokiem życia, jeśli by tak szczerze spojrzeć na sprawę) są bardzo emocjonalne, gotowe na różne dziwne, gwałtowne czyny, podatne na sugestię, itd. i tylko dlatego nie powinno się im wróżyć- bo usłyszaną wróżbę mogą potraktować śmiertelnie poważnie i zwyczajnie zrobić sobie krzywdę. Aczkolwiek tak na dobrą sprawę to się tyczy każdego człowieka, w każdym wieku (w końcu każdy może ulec sugestii, każdy może mieć jakieś tam niezrównoważenia psychiczne, każdy może być zbyt wrażliwy, emocjonalny, itd.); natomiast tak się przyjęło, że po prostu osobom niepełnoletnim się z reguły nie wróży- taka moralna zasada, można powiedzieć (a czy się jej trzymamy czy też nie, to już nasza sprawa). Aczkolwiek jak najbardziej nie ma przeszkód, by postawić osobie niepełnoletniej karty na zasadzie udzielenia wskazówki, wsparcia, rady, co może zrobić, którą drogą pójść, by poprawić sytuację, uniknąć niemiłych zdarzeń, itd. (Rzecz jasna nie da się wszystkiego co złe uniknąć, ale zawsze można jednak dać pewne podpowiedzi, rady, co dobrze by było zrobić, na czym dobrze byłoby się skupić, itd.)
Podobnie sprawa ma się z kładzeniem kart kobietom w ciąży- zwyczajnie, dla jej bezpieczeństwa, nie powinno się tego robić, jeśli nie mamy pewności co do stanu emocjonalnego takiej kobiety (lub- bo w końcu takie sytuacje również są możliwe- mężczyzny).
O osobach będących pod wpływem alkoholu, narkotyków, itp. nie trzeba chyba wspominać- nietrzeźwość tego rodzaju zdecydowanie bowiem nie sprzyja traktowaniu życia w sposób na tyle poważny i rozsądny, by nie zrobić czegoś głupiego pod wpływem uzyskanej wróżby. Naturalnie więc takim osobom wręcz nie powinno się stawiać kart (jak i one same sobie stawiać kart nie powinny).
Wszystkie te przypadki (osoby niedojrzałe emocjonalnie, ciężarne, znajdujące się pod wpływem substancji odurzających, itp.) to kwestia jedynie niestabilności emocjonalnej tych osób- i z tego właśnie względu (i z żadnego innego, o nic więcej tu nie chodzi) nie powinno się im udzielać usług pokroju wróżb. Nie wiadomo po prostu, jak otrzymane informacje potraktują, jak wpłyną na ich życie. Tak więc jeśli mamy do czynienia z osobą niepełnoletnią acz raczej stabilną mentalnie (a przecież, heh, są takie :P), to jak najbardziej nie ma przeszkód, by dla takowej wykonać wróżbę.

Jeśli mówimy o karcianej etyce, to jest jeszcze taka sprawa, że na osoby trzecie * nie powinno się stawiać kart, jeśli o tym nie wiedzą (a zwykle raczej mamy do czynienia z taką sytuacją, że właśnie nie wiedzą). Czemu? Po prostu ponieważ jest to nieetyczne- to zwyczajne grzebanie, zaglądanie do czyjegoś życia bez jego pozwolenia; no a przecież każdy ma prawo do prywatności i powinniśmy to prawo szanować. Tak więc jeśli stawiamy karty np. pt.: "hmm, zobaczę sobie, co tam u znajomej ze studiów się teraz dzieje", to jest to zwyczajnie nieetyczne. Teoretycznie nikt nam nie zabroni i w sumie jak najbardziej faktycznie jesteśmy w stanie sprawdzić, jak wygląda życie tej osoby, co myśli, co tam u niej, itd., aczkolwiek po prostu nie powinno się tego robić- bo to jest nieetyczne. I tyle. Żadnego innego powodu nie ma.
Nieco inna sprawa jeśli naszą intencją jest pomoc (np. osobie znajomej czy komuś z rodziny)- w takim przypadku stawianie kart na osoby trzecie nie jest w sumie uznawane za nieetyczne. Aczkolwiek musimy pamiętać, by: "żyć i dać żyć innym". Nieetyczne jest wtrącanie się w czyjeś życie, ograniczanie mu wolności i prywatności, włażenie w jego strefę osobistą. Jeśli więc chcemy komuś pomóc usilnie, jeśli działamy wbrew jego woli i zmuszamy go do czegoś, jeśli wtrącamy się w jego życie, to de facto jest to nieetyczne- mimo wszystko. Jeśli jednak stawiamy karty by takiej osobie faktycznie pomóc, coś tam podpowiedzieć, doradzić- a nie wchodzić z butami w życie i nakazywać, którą drogą ma iść- to zasady etyki nam tu granic nie stawiają.

Generalnie, etyka (w takim chociażby stawianiu innym kart) to kwestia moralności, empatii, zrozumienia, zdrowego rozsądku, no i inteligencji. Jeśli ktoś nie ma w sobie tego wyczucia etyki (a więc wyczucia, co jest w porządku wobec danych osób, a co już tak niekoniecznie, co może pomóc, a co zaszkodzić), nie powinien w ogóle wróżyć innym.


* W razie gdyby ktoś miał wątpliwości: jak sama nazwa wskazuje, osoba trzecia to: on, ona, ono (tak, trochę języka polskiego). Nie ja, nie ty, tylko ktoś, najczęściej, spoza kręgu akurat obecnych. No więc niezależnie czy mówimy o bliskich znajomych, czy o eks naszego partnera/partnerki, czy o zmarłych, czy o sąsiadce z naprzeciwka- to zawsze są to osoby trzecie.


W PIGUŁCE
-podsumowanie odnośnie etyki w pracy z kartami

Przede wszystkim nie szkodzić. Absolutnie nie wyrokować ani diagnozować. Wspierać, pomagać, podnosić na duchu, dawać nadzieję- oczywiście nie fałszywą (bo szczerość, jak by nie było, też jest ważna, naturalnie), ale po prostu dawać tą nadzieję, a nie ją gasić, zabijać. Jest to ekstremalnie ważne.
Nie wróżyć osobom o niestabilnym stanie psychicznym, emocjonalnym (a więc m.in. osobom niepełnoletnim (które domyślnie uznaje się za niestabilne emocjonalnie...), osobom w okresie dojrzewania (wiadomo- hormony buzują, mózg dziwnie działa, umysł szaleje...), kobietom w ciąży (to samo, co w poprzednim nawiasei), osobom będącym pod wpływem alkoholu czy narkotyków (nietrzeźwość = nietrzeźwe spojrzenie na życie, zatem nie wiadomo, jakie rzeczy mogą takim osobom do głowy przyjść pod wpływem informacji otrzymanych we wróżbie), osobom będącym w stanie wzburzenia emocjonalnego (gdyż jak wiadomo, w takim stanie człowiek jest mało stabilny emocjonalnie i może bardzo łatwo porwać się na różne niekorzystne czyny, poza tym otrzymane informacje odbierze znacznie bardziej intensywnie, bowiem poprzez pryzmat buzujących w nim emocji, a zatem obraz sytuacji, która została mu we wróżbie przedstawiona, może mu się bardzo skrzywić przez jego pełen chaosu umysł), itp). Oczywiście zwykle nie wiemy,w jakim stanie jest osoba, której kładziemy karty (czy też dla której wykonujemy jakiegokolwiek rodzaju inne działania tego typu- np. analizę wahadłem radiestezyjnym czy wróżbę z kuli- w końcu nie tylko o kartach tutaj mowa, ale o wszelkiego rodzaju usługach, nazwijmy je ogólnie, paranormalnych), aczkolwiek zawsze powinniśmy postarać się jak najlepiej tego dowiedzieć (na ile możemy).
Nie powinno się kłaść kart na osoby trzecie- po prostu ponieważ jest to nieetyczne, jest to wchodzenie z butami w ich życie, a one mogą sobie tego nie życzyć. To kwestia zwykłej etyki społecznej.
Pamiętać, że przyszłość nie jest pewna, tylko prawdopodobna. A więc nigdy nie przekazywać wróżby w taki sposób, jakby to była pewność, że stanie się to, co mamy w rozkładzie, to, co zobaczyliśmy.

Ten kodeks etyczny (można tak to nazwać) dotyczy zarówno sytuacji pt. "kładziemy karty innym" jak i sytuacji pt. "kładziemy karty sami sobie" (bo wobec siebie również powinniśmy mieć ten szacunek i nie szkodzić sobie samemu, nie programować się negatywnie, itd).

______________________________________________________________

NASZE ZDROWIE I SAMOPOCZUCIE A PRACA Z KARTAMI

MAŁA UWAGA ZANIM PRZEJDĘ DO RZECZY: tyczy się to w ogóle pracy z energią, pracy z jakimikolwiek narzędziami magicznymi (np. z wahadłem, kulą, itp.), a nie tylko z kartami.

Wokół kart narosło wiele fałszywych przekonań, a jednym z nich jest stwierdzenie, jakoby w chorobie bądź w gorszym stanie psychicznym nie można było pracować z kartami. A jak to jest tak naPrawdę?
Otóż tak naPrawdę wygląda to tak: grunt to nasz własny komfort, nasz własny styl, nasza własna wola. Po prostu: róbmy to, co nam pasuje, co my sami uznamy za słuszne, co my sami czujemy; podążajmy za sobą.
Nie jest wcale, absolutnie prawdą, że w chorobie czy gorszym stanie psychicznym nie można/nie da się skutecznie pracować z kartami. Bo się da- granice leżą w nas; co w głowie to w życiu.
Jeśli czujemy się bardzo źle i nie mamy sił pracować z kartami, naturalnie nawet nam się nie chce tego robić. Aczkolwiek nawet w takich ciężkich stanach nie ma żadnych wskazań, które by mówiły, że praca z kartami wtedy wykonana będzie nieskuteczna. Powtarzam: nawet w takich ciężkich stanach nie ma żadnych wskazań, zasad, itp., które by mówiły, że praca z kartami wtedy wykonana będzie nieskuteczna.

W pracy z kartami podążajmy po prostu za weną, za ochotą. Podążajmy, krótko mówiąc, za sobą, za swoim sercem/intuicją/wewnętrznym głosem (wszystkie te trzy określenia oznaczają jedno i to samo- czyli po prostu intuicję, tę naszą wewnętrzną mądrość, ten nasz osobisty GPS, który każdy z nas ma, naturalnie, zawsze i od zawsze). Nie zmuszajmy się, nie róbmy niczego na siłę, ale też jeśli mamy ochotę, czujemy się na siłach, to absolutnie nie przejmujmy się, że ktoś tam stwierdza: "w chorobie nie powinno się pracować z kartami". Co się powinno, a co się nie powinno to, w przypadku chociażby karciarstwa (tzn. pracy z kartami), kwestia totalnie indywidualna- nie ma żadnych odgórnych wskazań, zasad, reguł. No a poza tym: każdy jest inny. Jeśli ktoś uważa, że się "nie powinno", to niech sobie uważa- on to on, a my to my. My mamy swoje zasady (albo i nie mamy- bo przecież nie musimy żadnych sobie ustalać: możemy działać zupełnie na spontanie, tak, jak nam akurat pasuje, i nie mieć żadnych zasad, ustaleń, schematów działań ani niczego takiego), swój styl, swoje preferencje i właśnie za tym powinniśmy podążać- zawsze szczerze wobec siebie i w zgodzie ze sobą. Jak nam wygodnie, co do nas przemawia, co czujemy w danym momencie- to właśnie róbmy. Podążajmy za sobą, za własnym komfortem. Po prostu.

Oczywiście pamiętajmy, by nie przesadzać, by się nie uzależnić od używania kart. W gruncie rzeczy, żadne uzależnienie nie jest dobre (nawet to "zdrowe", jak uzależnienie od joggingu czy sportu ogólnie), ponieważ uzależnienie to zaburzenie naszej równowagi w podejściu do tej danej rzeczy; to przywiązanie do czegoś, to danie naszemu umysłowi pewnego stopnia kontroli nad nami. Dlatego też warto pamiętać o tym zdrowym rozsądku i umiarze- wyłącznie dla własnego dobra, po prostu. Natomiast tak poza tym proszę bardzo, droga wolna, mamy wolny wybór i sami ustalamy swoje granice w pracy z kartami. I nikomu nic do tego.

W tym temacie jest jeszcze ta kwestia wpływania na odpowiedź zawartością swojego umysłu. Uważa się, że rozkładanie kart w stanie silnych emocji da nam taki wynik, że zamiast faktycznej odpowiedzi zobaczymy w rozkładzie nasze emocje albo że odczyt zostanie przez nas przekłamany, właśnie w taki sposób, że wpłyniemy na niego niechcący naszymi emocjami, odczytując go tak, jak chcemy, jak nam wygodnie, jak dla nas korzystnie, zamiast odczytać prawdziwe informacje (tzw. interpretowanie życzeniowe).
No cóż, co karty pokazują (tzn. co my w nich odczytujemy- bo to nie "karty pokazują", tylko my w nich pewne rzeczy widzimy. To umysł tu działa, a nie karty) (czyli to co akurat się w nas dzieje, czy też prawdziwą odpowiedź, czy coś jeszcze innego) to jest coś, co my sami możemy sobie ustalić- nawet w stanach silnych emocji, w ciężkich stanach mentalnych. Jak pisałam: granice leżą w nas. Nawet w stanie ciężkich emocji, w ciężkich stanach psychicznych potrafimy skutecznie pracować z kartami. Wszystko jest kwestią wyraźnego wyrażenia tego, co chcemy osiągnąć- wyraźnego zaprogramowania naszego umysłu na działanie. Jeśli nasz umysł dostanie konkretny program, zadziała właśnie wg niego (piszę o tym szerzej w dalszej części posta, w rozdziale "Q&A", przy pytaniu: "CZY KARTY MOGĄ POKAZYWAĆ NASZE MYŚLI ZAMIAST ODPOWIEDZI NA ZADANE PYTANIE?"). Po prostu- tak działa umysł. Piękne, co nie? ;) Fakt faktem, dla własnego dobra, komfortu, a nawet bezpieczeństwa, lepiej jednak nie pracować z kartami w ekstremalnych stanach (no bo w końcu nasze reakcje na odpowiedź mogą być różne); natomiast poza tym nie ma żadnych przeciwwskazań. Tak więc to zwyczajnie kwestia etyki, kwestia BHP.

Emocje czy generalny chaos mentalny wcale nie powinny być traktowane jako bezwzględna przeszkoda w procesie takiej np. pracy z kartami. W gruncie rzeczy, wszystko zależy tu od sytuacji- są bowiem takie, gdzie emocje faktycznie przeszkadzają, zaburzają nam obraz, ale są i takie, gdzie emocje są nie tyle zaburzaczem, zabrudzaczem obrazu, lecz częścią tego obrazu, a więc grają istotną rolę w naszej pracy z kartami.
Wcale nie jest prawdą, że chaos- czy to w nas samych (czyli chaos mentalny, chaos w umyśle) czy wokół nas (czyli np. chaotyczne otoczenie, hałas, duże tłumy, itd.)- przeszkadza w pracy z kartami, dywinacji, medytacji, itp. Owszem, może przeszkadzać. Ale nie zawsze przeszkadza- czasem jest wręcz pomocny; wszystko zależy od osoby, od sytuacji. Czasem, na przykład, rozkłady na pełnych ludzi, hałasu i alkoholu imprezach są bardziej dogłębne niż rozkłady w cichym, spokojnym otoczeniu.
Tak więc otwórzmy się po prostu na eksperymenty, podążajmy za sobą, i nie ograniczajmy się zasadami, normami, itp. bzdurami, które ustalają inni. Odkrywajmy rzeczy po swojemu.

Ja, na przykład, nieraz rozkładałam karty w stanie dużych emocji, kiedy koniecznie chciałam znać odpowiedź; no a nie potrafiłam się wyciszyć, uspokoić, odsunąć emocji na bok (zresztą, lubię eksperymentować, sama się uczę, a nie na podstawie wiedzy innych, sama badam pewne rzeczy, a nie opieram się o wiedzę innych- wobec czego, zwyczajnie, musiałam sprawdzić jak to jest w kwestii "emocje a skuteczność pracy z kartami". No i co? No i okazało się, że to, co mówili inni, wcale nie jest Prawdą). Tak więc z tymi moimi dużymi emocjami rozkładałam karty. No i z tych wszystkich wcale-nie-tak-niewielu razów tylko w paru przypadkach moje emocje faktycznie "zepsuły" moją pracę. Tak więc chociażby w moim przypadku ciężkie emocje, silne emocje wcale nie są problemem. Już częściej jest nim brak skupienia wywołany zwyczajnym rozproszeniem i chaosem w umyśle.
Wiele też razy kładłam karty, kiedy byłam chora i niezbyt dobrze się czułam- zwyczajnie mi się nudziło, więc chwytałam talię w ręce i w łóżku leżąc, pracowałam sobie z kartami (m.in. rozkładałam je) godzinami- chyba że serio byłam zmęczona i nic mi się nie chciało. W każdym razie- również wtedy pracowało mi się równie skutecznie jak zwykle, jak w "normalnym", zdrowym stanie.
Także chociażby na moim przypadku widać, że wcale nie jest prawdą stwierdzenie jakoby nasz stan (psychiczny, fizyczny) miał wpływ na skuteczność naszej pracy. Jeśli w Waszym przypadku stan psychiczny, fizyczny ma wpływ, ma znaczenie, to ok- w końcu każdy jest inny, każdy ma inny styl, inne ustalenia w swojej pracy z kartami, itd. Ja po prostu dzielę się tym, co wiem, ponieważ chcę uświadomić innym, że pewne przekonania, które mają na temat pracy z kartami, nie są Prawdą, a jedynie ich przekonaniami. No a że im się sprawdzają, to akurat nic dziwnego- w końcu co w głowie, to w życiu.

Na koniec tego rozdziału powtórzę to, co pisałam już wcześniej. Może to i nudne... ale na tyle ważne i Prawdziwe, że warte powtórzenia.
Otóż:
granice są w nas (w naszym umyśle, tak dokładniej. To nasz umysł je kreuje). Możemy je sobie sami ustalać- ale one są wtedy dla nas, a nie dla innych. Inni ustalają sobie własne. Dlatego też nie mamy wręcz prawa ograniczać innych naszymi własnymi granicami (a więc np. "zarażać" ich naszymi fałszywymi przekonaniami na temat pracy z kartami).
Każdy jest inny, każdy ma inną ścieżkę, każdy jest na innym etapie rozwoju. Dlatego też- co już zresztą pisałam kiedyś na blogu- nie powinniśmy przyrównywać siebie do innych czy innych do siebie. Ponieważ oni to oni. A my to my. Oni mają swoje ścieżki, swoje życia, a my mamy swoje. I tego się trzymajmy.

Także pamiętajcie: nie ma czegoś takiego jak "coś tam zawsze będzie działać tak i tak". Każdy jest inny i u każdego różne rzeczy działają inaczej. To, że dziewięćdziesięciu siedmiu osobom coś zadziałało tak a nie inaczej, nie oznacza wcale, że trzem innym zadziała tak samo.
Nie ma więc odgórnych ustaleń pt. "emocje własne zawsze zaburzą odczyt kart" czy "emocje pytającego zawsze wychodzą w kartach". To, co jesteśmy w stanie odczytać z pomocą kart (w karciarskim slangu: "co karty pokazują"), to jest kwestia tego, jaką mamy zawartość umysłu, a więc jak my sobie ustalimy (o czym zresztą pisałam wyżej w tym poście). Bo jesteśmy w stanie to sobie ustalić, samodzielnie. Możemy więc to zrobić, a możemy tego nie robić i zostawić to samo sobie, nie działać w tym aktywnie. Mamy wolną wolę, sami ustanawiamy sobie granice. I podkreślam: sobie, nie innym- inni ustanawiają sobie własne.

Zakładanie z góry, że "czegoś się nie da" albo że "coś trzeba tak i tak a nie można/nie wolno tak i tak" to zwyczajne i zupełnie przecież niepotrzebne ograniczanie się (w końcu nasza zawartość umysłu tworzy naszą rzeczywistość- to my sami, w gruncie rzeczy, ustalamy zasady w swojej rzeczywistości (tzn. w swoim życiu). Co w głowie, to w życiu).

______________________________________________________________

PARĘ SŁÓW ODNOŚNIE WYBIERANIA TALII DLA SIEBIE

Talia wcale nie musi przemówić do nas od razu, za pierwszym razem, od pierwszego wejrzenia. Sama mam w kolekcji mnóstwo talii, które kocham po wsze czasy, a które na pierwszy rzut oka niezbyt mnie zainteresowały. Tak więc stwierdzenie, że "musi być miłość od pierwszego wejrzenia" czy że "pierwsze wrażenie zawsze najtrafniejsze", no cóż, po prostu nie jest prawdą. I tyle.
Faktem jednak jest, że powinniśmy wybierać te talie, do których czujemy "to coś", które nam się podobają, przemawiają do nas- nawet jeśli chodzi o naszą pierwszą talię tarota, którą my chcemy uczynić, dajmy na ten przykład, Deviant Moon Tarot, podczas gdy wszyscy wkoło trąbią, że "nie, nie! Nie możesz zaczynać z taką talią! To musi być Rider-Waite Tarot albo jakiś jego klon!". No nie musi. A w wielu przypadkach okazuje się, że rozpoczęcie przygody z tarotem z zupełnie nieklasyczną, "nietarotową" talią wcale nie uczyniło takiej osobie żadnej krzywdy, wręcz przeciwnie. ;) Oczywiście wszystko zawsze zależy od osoby. Ja np. zaczynałam z Gilded Tarot (czyli klonem Tarota Rider-Waite'a), a potem pracowałam również z Tarot of Dreams, Osho Zen Tarot, Pictorial Key Tarot, Shadowscapes Tarot, Maroon Tarot, Haindl Tarot, Thoth Tarot, Legacy of the Divine Tarot, Transparent Tarot (jest to talia przezroczysta, wydrukowana na specjalnym przezroczystym materiale)... Z Tarotem Rider-Waite'a zaczęłam pracować dopiero po tych taliach. I co? Miałam jakiekolwiek problemy z załapaniem tarota wróżebnego? Nie. Akurat przede wszystkim dlatego, że od samego początku miałam bardzo otwarty umysł i stawiałam bardzo mocno na interpretacje intuicyjne.

Bardzo ważne jest, aby pamiętać, że droga każdego człowieka jest inna. Więc podążajmy swoją drogą, po swojemu, tak, jak czujemy, jak serce nas prowadzi, i nie porównujmy się do innych. Bo każdy z nas jest zupełnie wyjątkowy.


W ramach dodatku:
parę wskazówek (w formie pytań, które zadajemy sobie) odnośnie tego, czy kupić daną talię (bo czasem brakuje nam konkretów lub pragniemy opinii innych, by podjąć decyzję, a żadnej opinii dostać nie możemy):
-Co jest dla mnie ważne, jeśli chodzi o talie (tzn. na podstawie jakich kryteriów oceniam talie)?
-Jak chcę pracować z talią i czy talia spełnia moje oczekiwania wobec tego?
-Czego szukam w taliach i czy talia spełnia moje oczekiwania wobec tego?
-Czy talia ogólnie mi się podoba (grafika, styl, motyw, gatunek talii, itd)?
-Co dokładnie mi się w niej podoba (konkretne cechy)?
-Co mi się w niej nie podoba (konkretne cechy)?
-Dlaczego talia mi się podoba (konkretne powody)?
-Dlaczego talia mi się nie podoba (konkretne powody)?
-Co bym w niej zmienił (to pytanie lepiej jest potraktować ogólnie, nie zagłębiać się zbytnio w szczegóły- w końcu zawsze znajdzie się coś, do czego można się przyczepić)?
-Czy przemawia do mnie grafika talii, czy trafia w mój gust?
-Czy motyw główny talii dobrze ze mną gra, pasuje mi (np. jeśli jest to talia mroczna, to czy jest to motyw, który mi pasuje)?
-Czy talia ta byłaby dla mnie rzeczą wartościową, pomocną (tzn. czy faktycznie bym jej używał i do czego? Po co by mi ona była)?
-Dlaczego zwróciłem na tę talię uwagę, co takiego mnie do niej przyciągnęło (weź pod uwagę również to, czy był tu wpływ otoczenia, opinii innych, czy też może sam zwróciłeś na nią uwagę)?
-Co bym zyskał, kupując talię (np. ładne narzędzie do pracy nad sobą, talię z ciekawą książką czy po prostu kolejny element karcianego zbioru)?
-Co bym stracił, nie kupując talii (np. ciekawy dodatek do karcianego zbioru lub jedyną w życiu okazję, by tę talię kupić)?
-Dlaczego w ogóle chcę tę talię? Po co mi ona?
-Dlaczego mi się ona podoba (względnie: nie podoba)?
-Co JA o niej myślę? Jakie jest MOJE o niej zdanie, MÓJ WŁASNY jej odbiór?

Pytania te mają Ci pomóc podjąć decyzję odnośnie zakupu talii- odpowiadaj więc szczerze i jak najdokładniej, jeżeli chcesz dokładnie przeanalizować sobie daną talię.
Jeśli po swoich refleksjach wciąż nie wiesz, wahasz się, zadaj sobie po prostu pytanie: "Bardziej chcę tę talię, czy jej nie chcę?"- przeanalizuj sobie dokładnie wszystkie swoje "za" i "przeciw". A jeżeli naprawdę nie umiesz podjąć decyzji, to znaczy to po prostu, że w tym momencie talia nie pociąga Cię na tyle, by ją kupić (chyba że przeszkodą są czynniki typu niewystarczający budżet)- w takiej sytuacji po prostu daj sobie czas; nie musisz przecież kupować talii natychmiast. ;) A jeśli jednak sytuacja wymaga od Ciebie szybkiej decyzji, zastanów się- znowu- czy bardziej talię chcesz mieć, czy też raczej bardziej Cię ona odpycha, i na tej podstawie podejmij decyzję odnośnie zakupu. Czasami (jeśli nam zależy, jeśli coś jest naszą pasją) opłaca się "zaryzykować", bowiem pierwsze wrażenie wcale nie tak często jest trafne... A potem możesz żałować, że się nie zdecydowałeś.

______________________________________________________________

CZYTANIA DLA INNYCH- CZYTANIA GRUPOWE

Tytuł tego "podrozdziału" posta oznacza czytania wykonywane przez jedną osobę dla jakiejś grupy osób (obejmuje to zarówno przypadek, w którym osoby te są znane osobie wykonującej czytanie, jak i przypadek kiedy osoby te nie są znane osobie wykonującej czytanie oraz przypadek kiedy część osób jest tej osobie znana, a część nie (tak, dobrze jest ładnie wytłumaczyć, żeby nie było niejasności ;))). Otóż: nieważne z którym z tych trzech przed chwilą przedstawionych przypadków mamy do czynienia, takie czytania (mniej lub bardziej) globalne (czyli, w sumie, dla więcej niż jednej osoby) (dlatego nazwałam je czytaniami grupowymi- bo wykonywane są dla grupy osób, a nie dla jednej osoby) de facto nie mają, oczywiście, potencjalnej sprawdzalności tak wysokiej, jaką mają czytania dla jednej osoby (no bo w końcu każda osoba jest inna, ma inne życie, zatem zwyczajnie siłą rzeczy mniej adekwatne będą dla, dajmy na to, dwóch osób jedno czytanie wykonane dla nich wspólnie niż dwa czytania wykonane dla każdej z nich osobno), aczkolwiek jednak mają one pewną sprawdzalność (dla jednych większą, dla innych mniejszą).
Jak to działa? Ano bardzo prosto. Otóż: jest to sprawa wyrażenia odpowiedniej intencji (tzn. odpowiedniego zaprogramowania umysłu na pracę) (przez osobę wykonującą czytanie. Lub osoby- jeśli czytanie wykonuje więcej niż jedna osoba). I tyle. Proste? No proste. Wystarczy po prostu, że osoba wykonująca czytanie wyrazi intencję (tzn. zaprogramuje swój umysł by zadziałał w taki sposób), by rozkład ten odnosił się do całej grupy, dla której czytanie jest wykonywane. Albo np.- w przypadku bardzo popularnych na anglojęzycznym YouTube- by czytanie odnosiło się/było adekwatne do/dla wszystkich osób, które- w dowolnym czasie- obejrzą filmik z czytaniem (niezależnie czy rozkład był wykonywany na dany tydzień/miesiąc, na przykład, czy też nie- bo jeżeli osoba wykonywująca rozkład wyrazi odpowiednią intencję, to rozkład będzie działał wg tej intencji (gdyż umysł tej osoby uzyskał, pod wpływem mentalnego programu którego ta osoba użyła, informacje adekwatne dla- na ten przykład- wszystkich osób, które w dowolnym czasie obejrzą to czytanie, stąd też owo czytanie jest zgodne z ową intencją/owym programem)).

Tak więc teraz już wiecie, jak działają np. te czytania typu "dla wszystkich na dany tydzień", jakie można zobaczyć na YouTube.

PS: "Czytanie" czyli interpretacja rozkładu- tak piszę na wszelki wypadek, gdyby ktoś miał wątpliwości.

PS2: Żeby działać poza czasem i przestrzenią, wystarczy po prostu wyrazić taką intencję (tzn. zaprogramować umysł, by w taki właśnie sposób nam działał podczas naszej pracy). I tyle.
A kiedy nam się przydaje działanie poza czasem i przestrzenią? Ano np. przy uzdrawianiu na odległość, przy nagrywaniu filmików, w których przesyłamy widzom energię (a więc każdy, kto ten filmik obejrzy, nieważne kiedy, otrzyma przekaz energii) czy też właśnie przy nagrywaniu filmików z czytaniami grupowymi.

Czas i przestrzeń to iluzje- formy, których doświadcza Pustka (podobnie jak np. ludzie czy zwierzęta to formy, które Pustka przyjmuje, by poprzez nie doświadczać)- a zatem wystarczy wyjść poza owe iluzje, by wyjść poza ich działanie (to już jest takie metafizyczne wyjaśnienie, tak na marginesie, dodatkowo).

______________________________________________________________

MAGIA (np. rytuały) Z UŻYCIEM KART
-do czego można użyć kart, jak można je wykorzystywać

(Najpierw małe wyjaśnienie: czym jest magia? Magia to po prostu kreowanie swojej rzeczywistości wedle własnej woli, a dokładniej, robienie tego z zastosowaniem tzw. "działań magicznych", tzn. np. rytuałów magicznych.)

Do czego można używać kart? Ano do wszystkiego- jak już zresztą wyżej w tym poście wyraźnie wyjaśniłam. Granice leżą bowiem w nas, w naszym umyśle.
Talia kart to zbiór obrazów do pracy z. No a z obrazem można wiele rzeczy zrobić, na wiele sposobów go wykorzystać... ;) Wszystko jest kwestią tego, co mamy w umyśle; jakie mamy przekonania, jakie mamy podejście, na ile jesteśmy otwarci, kreatywni, itd.

Czy talie, karty można wykorzystywać w magii, działaniach magicznych? Oczywiście, że tak.
Całe talie czy pojedyncze karty można, na przykład, ustawiać na magicznym ołtarzu, jako jego element, można je wykorzystywać jako talizmany, amulety, narzędzia magiczne (jak działają narzędzia magiczne- pisałam m.in. tu), można z nich robić nawet układy na ciele- tak jak to się robi w przypadku kamieni szlachetnych (które to układy mają korzystny wpływ na kondycję naszego ciała), można z nich robić układy o określonym działaniu (już nie na ciele) (tak samo, jak to się robi w przypadku kamieni szlachetnych- tzw. crystal grids), można ich używać jako konkretny element rytuału magicznego (o rytuałach magicznych pisałam m.in. w tym poście), można je wykorzystywać podczas medytacji (np. jako wspomagacze dla naszego umysłu- bo przecież karty czy całe talie mają pewną sobie właściwą energię/klimat, którą właśnie możemy wykorzystać. Możemy więc wykorzystywać energię talii/kart w taki sposób, że np.: "chcę ognia, chcę ognistej energii, mocy do działania--->medytuję z taliami o motywie ognia, o silnej energii ognia". Oczywiście jaką dane talie/karty mają energię, to jest coś, co sami odbieramy, tzn. po prostu sami widzimy, jaki karty mają klimat, co na nich jest, czy są mroczne czy są jasne, czy mamy na obrazach się na nich znajdujących np. ogień czy też może wodę lub jakiś las i kojącą zieleń, itd., itd.), można ich używać przy pracy artystycznej (jako formy inspiracji), itd., itd. Można wymyślać sobie całe rytuały oparte tylko na energii danej talii/karty (takie rytuały mogą służyć np. temu, by lepiej połączyć się z energią/klimatem danej talii/karty, by wykorzystać jej energię w naszym życiu, itd. (tzn. by pomóc naszemu umysłowi intensywnie tę kartę odebrać, a dzięki temu umożliwić mu takie "zaprogramowanie się" zawartością karty, no i potem kreowanie życia na podstawie owej karty (bo tu- powtarzam już po raz któryś w tym poście- chodzi o umysł, a nie o jakąś magiczną moc kart))- co chcemy, jak chcemy, co do nas przemawia, co nam pasuje).
Wszystko to kwestia naszej kreatywności. Pamiętajcie: granice leżą w nas. Tylko i wyłącznie w nas.

No a jak pracować z kartami w kontekście działań magicznych? Oczywiście intuicyjnie, tak jak czujemy, podążając za sobą. Ta droga zawsze jest tą najlepszą. Wszystko róbmy intuicyjnie, wg siebie, podążajmy za sercem- głęboko w sobie czujmy nasze działania, a wtedy będziemy wiedzieli, co robić i jak. Nie ma żadnych odgórnych ustaleń, wskazań, jak pracować z kartami- każdy ma swoją ścieżkę, swój styl, swoją wolę, swoje preferencje, swoje potrzeby i każdy powinien podążać za sobą. I tyle.
(A więc talie czy pojedyncze karty wybierajmy do naszej pracy również intuicyjnie. Kierujmy się tym, co dla nas znaczą, reprezentują konkretne karty- co postacie na nich przedstawione robią, jak się zachowują, jakie symbole, kolory są przedstawione, jakie zwierzęta (karty mogą być reprezentantami energii danych zwierząt), rośliny, kamienie (kartami możemy zastąpić prawdziwe rośliny oraz kamienie, na przykład na naszym ołtarzu- pisałam o tym mechanizmie pod kątem metafizycznym w tym poście, przy talii Kamienie Wróżą), itd.- właśnie na tej podstawie dobieramy karty adekwatne do tego, co chcemy zrobić z ich pomocą.)

Sami kreujemy swoją rzeczywistość, granice leżą w nas; co w głowie, to w życiu. Mamy moc nadawania znaczenia (swoim umysłem, oczywiście) (pisałam o tym szerzej m.in. tutaj)- więc jakim sobie coś tam uczynimy, takim to coś dla nas będzie (ponieważ co mamy w głowie, to i mamy w życiu- jaką nasz umysł ma zawartość (programy mentalne, myśli, emocje i inne treści), tak kreuje nasze życie, wg tego właśnie kreuje naszą rzeczywistość. Umysł to po prostu narzędzie, którym posługujemy się, by działać, żyć, funkcjonować w świecie). No a w magii (w rytuałach magicznych, między innymi) grunt, klucz, podstawa to podążać za sobą- bowiem działania magiczne to nasze działania, a więc powinny płynąć z głębi nas, powinny wyrażać nas, (pisałam o tym np. tu).
______________________________________________________________

 WARTO PAMIĘTAĆ

>>>Granice leżą w nas, to my sami tworzymy sobie własną rzeczywistość- a tworzymy ją swoimi działaniami oraz poprzez zawartość naszego umysłu i naszej duszy.
Oczywiście są pewne rzeczy, pewne sytuacje, w których aż tak wolnej ręki nie mamy (pisałam o tym w tym poście), ale generalnie mamy tą wolną wolę, wolność wyboru.

>>>Ile kto ma talii, jak pracuje z kartami, itd.- to jego sprawa. W końcu każdy ma swoją drogę, każdy jest inny. Stąd też nonsensem jest porównywanie siebie do innych czy innych do siebie- np. na zasadzie: "ja mam tylko jedną talię i to mi w zupełności wystarcza; po co komu więcej?". Warto o tym pamiętać i mieć otwarty umysł, umieć patrzeć z wielu różnych punktów, a nie stricte subiektywnie.

>>>Karty są przecież narzędziem, a narzędzie ma tylko taką moc, jaką my mu nadamy. A więc jak postrzegamy talie, takimi one dla nas będą.
Jeśli więc np. są dla nas powerful narzędziami energetycznymi, to dla nas one takie właśnie będą- ale TYLKO dlatego, że my sami tak do nich podchodzimy. W końcu co w głowie, to w życiu. Jakimi przekonaniami, programami umysł karmimy, takie on nam będzie kreował doświadczenia w naszym życiu.

>>>Każdy podchodzi do kart inaczej, dlatego trzeba być zawsze wiernym przede wszystkim swoim własnym odczuciom.
Pamiętaj więc: to jest twój czas, twoja praca (np. z kartami właśnie), a więc to ty decydujesz o tym, jak ten czas spędzisz, co będziesz robić i jak. Możesz słuchać innych, lecz przede wszystkim słuchaj samego siebie.

>>>Absolutnie nie kieruj się wiekiem oraz nie patrz pod kątem: "to mi zajmie tyle i tyle lat zanim będę na tym i na tym poziomie"- bo każdy jest inny, każdy inaczej się rozwija i uczy, w innym tempie, każdy czego innego potrzebuje; po prostu każdy ma inną ścieżkę. Przykładowo więc: w 5 lat można się nauczyć genialnie pracować z kartami, na bardzo wysokim poziomie- znacznie wyższym niż inna osoba nauczy się w 20 lat. Dlaczego? BO KAŻDY JEST INNY. A co w głowie, to w życiu.
___________________________________________

Praca z kartami może być płytsza (mniej poważna, mniej "na poważnie") i głębsza (bardziej "na poważnie")- zależy to od sposobu, w jaki pracujemy. Medytacje mogą być płytsze i głębsze, rozkłady mogą być płytsze i głębsze ("płytsze"- tzn. bardziej powierzchowne, nieobejmujące raczej tych głębszych poziomów sprawy, życia, niezagłębiające się szczególnie w sprawę, w emocje, w kwestie energetyczne związane ze sprawą, itd. No a "głębsze" oznacza po prostu przeciwieństwo płytkich/płytszych, oczywiście, a więc takie, które zagłębiają się w sprawę, w różne jej elementy, aspekty, sięgają głęboko, aż do dna, do sedna, pozwalają, że tak to ujmę, na poważnie zanurkować w oceanie sprawy, itd).

Możemy pracować z kartami tylko dla siebie, możemy też wykorzystywać nasze umiejętności dla innych. Możemy łączyć różne dziedziny naszego życia, naszej pracy (szczególnie np. pracy energetycznej, przykładowo: jako uzdrowiciel) z pracą z kartami- na wiele różnych sposobów. Granice są, tak naPrawdę, jedynie w nas- w naszym postrzeganiu świata, samych kart i kwestii pracy z nimi, wyznacza je nam nasz strach, nasze lęki, niepewności, horyzonty naszej wyobraźni; horyzonty naszego umysłu, mówiąc krótko. Im bardziej otwarci jesteśmy- pod tymi wszystkimi względami- im bardziej jesteśmy skłonni do eksperymentów i kreatywni, tym więcej możliwości jest dosłownie w zasięgu naszej ręki, tym więcej możemy zrobić. Nie tylko w pracy z kartami, oczywiście.
A więc przełamujmy granice, bariery, próbujmy nowych rzeczy, otwierajmy się na doświadczenia, doskonalmy się, stawajmy się coraz lepszymi wersjami siebie. Na tym polega samorozwój.
Otwierajmy umysł! (A świetną drogą ku temu jest praktykowanie medytacji Pustki.)

____________________________________________________________

PAMIĘTAJMY

Cała wiedza Istnienia leży w nas. Musimy tylko się na nią otworzyć, otworzyć sobie do niej dostęp (oczywiście niekoniecznie jest to zawsze takie łatwe; w dodatku każdy ma swoją własną, unikalną ścieżkę i nie dla każdego jest to akurat idealny na takie przełomy czas).

Praca z kartami może być wspaniałą drogą do tego. A więc podczas pracy z kartami pracujemy z samym sobą, z własnym umysłem oraz duszą (a więc z własną świadomością i podświadomością oraz nadświadomością). Tym samym wchodzimy na drogę, podążenie którą do końca umożliwi nam otwarcie "Wewnętrznej Księgi Mądrości" (pozwolę sobie tak to nazwać), a więc po prostu odblokowanie dostępu do wiedzy, która jest cały czas w nas- do wiedzy o całym Istnieniu (którą to wiedzę każdy z nas posiada; bo każdy z nas nią jest (tak, każdy z nas nią jest- jakkolwiek absurdalnie to brzmi. Chodzi o to, że każdy z nas w swej istocie jest Pustką (o czym pisałam m.in. tutaj), a zatem energią, która jest wszystkim, stąd też właśnie każdy z nas jest wiedzą wszelką)).

Może to brzmieć podniosło, trochę dziwnie i nieprawdopodobnie, ale de facto takie właśnie możliwości otwiera przed nami chociażby praca z kartami (oczywiście owe możliwości jak najbardziej mogą się w nas otworzyć bez udziału kart- karty zupełnie nie są potrzebne. Aczkolwiek jeśli komuś właśnie używanie kart pasuje, to jest to jedna z dróg do tego). Bo praca z kartami to obcowanie ze sztuką (no, skoro na kartach mamy obrazy...). A poprzez obcowanie ze sztuką możemy zajrzeć głęboko w siebie (bowiem umysł reaguje na sztukę- odbiera ją w jakiś sposób, a w jaki sposób ją odbiera, to zależy od tego, jaka jest jego zawartość (a każdy ma inny umysł, stąd każdy na sztukę inaczej reaguje. Więcej na ten temat pisałam w tym poście, m.in. przy talii Journey of Love Oracle)). A poprzez to możemy dotrzeć do najgłębszych zakamarków nas. A wobec tego do najbardziej esencjonalnej części nas- czyli Pustki. A w niej właśnie zawiera się cała wiedza Istnienia. Bo najbardziej esencjonalną częścią nas jest Pustka właśnie- ponieważ zostaliśmy z niej stworzeni, a właściwie ona się nami stała, przyjęła formę nas, by poprzez tę formę doświadczać.

A więc: jeśli odpowiednio głęboka, taka na przykład praca z kartami może nas zaprowadzić do oświecenia, do poznania najgłębszych Prawd. Potencjał leży w nas. I tylko od nas zależy, co z nim zrobimy. Mamy wiele narzędzi- karty są jednym z nich. Jak je wykorzystamy- a więc i co osiągniemy- to już nasza wolna wola (nooo, i też w sumie kwestia przeznaczenia... Ale mimo wszystko to my sami kreujemy swoją rzeczywistość. Choć nie zawsze tak doraźnie, jak byśmy chcieli).

 ________________________________________________

Q&A- parę częstych pytań
(a więc zarówno informacje nowe dla tego posta, jak i powtórzenie już zaprezentowanej tu wiedzy)

>>>CZY KARTY KŁAMIĄ? CZY MOGĄ SIĘ MYLIĆ?
Pytanie trochę nie w tę stronę, bo jeśli już, to nie karty mogą kłamać czy się mylić, tylko osoba, która ich używa. Bowiem, jak pisałam wielokrotnie wyżej, karty to narzędzie. Zwyczajny przedmiot- tak samo jak np. śrubokręt. A czy taki np. śrubokręt może się mylić? Ano nie. To tylko przedmiot, materia nieożywiona. I choć z jednej strony prawdą jest, że wszystko, co istnieje, jest energią- w pewnym sensie- "żywą" (bo jest w stanie kodować w sobie informacje), to z drugiej jednak materia nieożywiona to materia nieożywiona: nie ma uczuć, myśli. Jeśli więc już mówić o kłamaniu czy myleniu się, to jedynie my sami możemy to robić (a dokładniej- nasz umysł może odbierać niewłaściwe informacje bądź przepływ informacji w umyśle może być zaburzany przez natłok myśli i emocji. Ale o mechanizmie wróżenia pisałam już m.in. w tym poście, przy talii Oracle of the Mermaids, zatem tu nie będę się znów rozwlekać)- karty nie.

A tak nawiasem: jak wiedzieć, kiedy odpowiedź, którą otrzymujemy, jest nieprawdziwa? No, generalnie w sobie, w sercu- tak głęboko, głęboko- się to czuje. Aczkolwiek niektórzy nie potrafią słuchać siebie, zanurzać się głęboko w sobie- takie osoby powinny po prostu otworzyć się na ten swój wewnętrzny głos, nauczyć się go słuchać (właśnie poprzez otwarcie się na słuchanie go). Pomocne wielce może tu być praktykowanie medytacji Pustki. Zresztą, w ogóle w stanie Pustki, kiedy nasz umysł jest czysty, cichy, spokojny, najłatwiej jest usłyszeć ten swój wewnętrzny głos, tzn. najłatwiej jest odbierać Prawdziwe informacje z Istnienia. (Więcej o mechanizmie odbierania informacji z Istnienia w kontekście wróżenia pisałam w tym poście, przy talii Oracle of the Mermaids.)


>>>CZY KARTY MOGĄ SIĘ OBRAZIĆ?
Oczywiście że nie- w końcu to tylko przedmioty. Tylko i wyłącznie. Głupotą jest wierzyć, że "przedmiot może się obrazić". Przedmiot to przedmiot, materia nieożywiona- nie ma uczuć.
W takich przypadkach (tzn. gdy talia nam "nie działa") problem zawsze leży W NAS. A w końcu co w głowie, to w życiu. Czasami po prostu np. źle się czujemy albo też wmówiliśmy sobie (innymi słowy: wgraliśmy sobie w umysł przekonanie), że "talia może się obrazić"- no i wtedy- wobec tego, że sami kreujemy swoją rzeczywistość- nasz umysł będzie kreował nasze doświadczenia z tą talią wg owego przekonania, a więc wykreuje nam doświadczenia pt.: "ta talia nie działa"--- ale będzie się to działo tylko dlatego, że myśmy sobie tak wmówili, a więc problem ciągle LEŻY W NAS (a dokładniej: w naszym umyśle), a nie w kartach (które są przecież jedynie narzędziem, którego używamy, a jak działa narzędzie, to kwestia tego, co mamy w głowie odnośnie tego narzędzia, tzn. jakie mamy przekonania, programy, podejście. To wszystko to kwestia psychologii, a nie żadne czary-mary. To o nasz umysł tutaj chodzi, a nie o karty).


>>>JAK PRZECHOWYWAĆ KARTY, JAK O NIE DBAĆ?
Panuje tu absolutna dowolność. Nie ma w końcu żadnych reguł, zasad, jak się "powinno" obchodzić z kartami.

Jak pisałam wyżej w tym poście:
Karty to narzędzie, a to o nas chodzi i o nasz komfort. Karty to nie istoty żywe, one nie czują- to Wy jesteście istotami żywymi i to Wy czujecie. Zatem róbcie po prostu to, co do Was przemawia, co sprawia, że czujecie się dobrze.
To wszystko, co się robi wokół kart (obrusy, świece, kamienie, rytuały typu oczyszczanie- po prostu ta cała tzw. otoczka wokół kart) to jest tylko taki gadżet, taka zabawa, w której chodzi o to, byście używając tego narzędzia jakim są karty, mieli komfort, przyjemność, żebyście się po prostu dobrze czuli. Tylko o to chodzi. O nic więcej. Żadne "czary-mary", żadne odgórnie ustalone zasady, żadne narzucenia, żadne musy. To, najzwyczajniej w świecie, Wasz psychiczny komfort (bo w końcu każdy ma do kart inne podejście i tak na przykład niektórzy po prostu muszą, potrzebują mieć obrus, gdy kart używają- bo im się to wbiło w umysł- a inni rozkładają sobie karty gdziekolwiek chcą, gdziekolwiek mają do tego w miarę dogodne warunki i nie potrzebują żadnych dodatków, żadnych gadżetów typu obrusy, kamienie, świeczki, nie potrzebują żadnych rytuałów typu oczyszczenia, itd. Wszystko to- te potrzeby- siedzą w głowie. Robienie tego samo w sobie nie ma żadnego znaczenia- dopiero Wy owo znaczenie tym czynnościom nadajecie. Wg siebie. Wg swoich przekonań).

Zatem nie ma najmniejszego znaczenia to, jak się obchodzicie ze swoimi kartami- chyba że ma dla Was. Jeżeli Wy sami po prostu preferujecie szanować swoje rzeczy, to naturalnie i karty będziecie chcieli szanować. Natomiast jeśli należycie do osób, które mają takie sprawy gdzieś, to możecie sobie z tymi kartami (czy jakimikolwiek innymi narzędziami tego typu- na przykład wahadełkiem radiestezyjnym) robić cokolwiek tylko chcecie. Możecie je szlajać po kątach, kłaść na brudną ziemię czy uklejony stolik, pluć na nie... cokolwiek.
Bo w szacunku- jeżeli okazujecie go przedmiotom- chodzi jedynie o Was i o Wasze uczucia, a nie o przedmioty. Bo przedmioty nie mają uczuć. Wy za to macie. Więc polegajcie po prostu na tym, co sami czujecie. Jeśli chcecie, okazujcie szacunek swoim rzeczom (w tym- kartom), jeśli nie chcecie, nie róbcie tego. Przedmioty to przedmioty, a nie istoty żywe. A karty- być może wbrew temu, co się co poniektórym wydaje- są przedmiotem, a nie istotami żywymi.
No. Teraz jasne? ;)

Karty- jako swoje narzędzie pracy- traktujmy tak, jak nam pasuje. Po prostu. Tak samo jak swoje książki, meble, ubrania, sztućce, itp. Bo karty to normalny przedmiot- i ewentualnie my sami możemy nadać im jakiś szczególny status, ale w takim przypadku owy status będzie miał znaczenie jedynie dla nas, a nie dla innych, i jedynie w naszym umyśle, a nie naPrawdę. Mówię: wszystko to kwestia umysłu; to umysł działa, a nie narzędzia, których używamy (jak karty właśnie).
Tak więc jak dbać o karty? Po prostu tak, by nam było komfortowo ich używać- a więc m.in. żeby się nie brudziły, byśmy ich sobie nie zalali przypadkowo kawą czy winem, nie upaprali jakimś klejem czy coś, itd. Zwyczajnie, po prostu; i tyle. Karty to nie jest żadna świętość, która żyje, czuje, myśli.

Nawiasem (bo to ważne i chcę to bardzo, bardzo wyraźnie zaznaczyć):
miejsca, przedmioty, działania mają taką moc, znaczenie, status, jak MY UZNAMY, UWIERZYMY, PRZYJMIEMY. To my nadajemy moc, znaczenie, status. Nic samo w sobie mocy, znaczenia, statusu nie ma. (Pisałam o tym szerzej w tym poście.)


>>>JAK NAWIĄZAĆ POŁĄCZENIE/WIĘŹ Z KARTAMI?
Karty to narzędzie. To z sobą mamy się połączyć, a nie z narzędziem.
"Połączenie z kartami" to nie jest jakaś mistyczna rzecz, która umożliwia nam w ogóle używanie ich (czy coś w ten deseń); połączenie z kartami to po prostu lubienie talii albo nie. To czysto psychologiczna sprawa, a nie jakieś energie czy inne czary-mary.

Kwestia połączenia pt. "talia nam się podoba/talia nam się nie podoba" to sprawa gustu i weny, nastroju (oraz zawartości naszej podświadomości, mówiąc krótko- no bo w końcu to, jak nas wychowano, jakie przekonania w nas tkwią, itd., ma ogromny wpływ na nasze życie. PS: Naturalnie ową zawartość naszej podświadomości zawsze można przemodyfikować- pisałam o tym tu), a nie jakiegoś "mistycznego połączenia", więzi czy czegoś w tym rodzaju.
Zresztą, czy kiedy czytamy książkę, musimy z nią nawiązywać jakąś więź? Albo gdy odkurzamy- czy z odkurzaczem/miotełką czy czymtamkolwiek innym musimy nawiązywać więź? No nie. Jak ktoś sobie chce, to niech to robi- w końcu każdy ma wolną wolę odnośnie tego, jak działa, jak wykonuje różne działania, jak żyje, jak podchodzi do różnych rzeczy, itd.

W kartach nie ma nic szczególnego, nadprzyrodzonego, itd.- chyba że my sami sobie uznamy, przyjmiemy, że jest. Bo co w głowie mamy, to staje się naszą prawdą, rzeczywistością (gdyż nasz umysł kreuje nasze doświadczenia wg tego, co ma w sobie- tzn. swojej zawartości).
I tyle.

Natomiast jeśli już ktoś by chciał odpowiedzi na pytanie "jak nawiązać połączenie/więź z kartami?", ponieważ czuje, że takowej potrzebuje, to powiem tak:
zawsze podążajmy za sercem i działajmy wedle naszych przekonań. Po prostu. Nie ma żadnych odgórnych ustaleń, musów, zasad, itp. Bo to MY SAMI ustalamy zasady w swoim życiu.


>>>CZY TO PRAWDA, ŻE KARTY SAME NAS WYBIERAJĄ?
A czy szczoteczka do zębów, kubek do picia, lampka nocna... nas wybierają? No nie. To są przedmioty. Materia nieożywiona. Fakt, wszystko jest energią mniej lub bardziej "żywą" (w sensie: ponieważ w swojej istocie wszystko jest z tej samej energii, a dokładniej czystej świadomości- więcej o tym pisałam m.in. tutaj). Ale nie żywą. Jest różnica. (A jaka konkretnie? Ano taka, że jak coś jest żywe, to wykazuje konkretne oznaki tego życia, a więc przejawia procesy życiowe typu wzrost. Natomiast takie np. meble, wiadomo, nie żyją, aczkolwiek w pewnym sensie- podkreślam: w pewnym sensie- są "żywe", dzięki czemu m.in. zapisują się w nich informacje z otoczenia. Wszystko, na tym najbardziej podstawowym poziomie, jest zbudowane z tej samej energii, czyli z energii czystej świadomości/Pustki. A ta energia jest, w pewnym sensie, żywa, jest świadomością- zatem wszystko, co istnieje, na tym najbardziej podstawowym poziomie jest czystą świadomością, czyli energią w pewnym sensie "żywą". I w owym "żywą" chodzi po prostu o to, że cały świat się z sobą porozumiewa, komunikuje, nadaje i odbiera energię- nie jest więc stricte martwy.)

Wybierać mogą nas istoty żywe. A nie przedmioty. To my wybieramy- na ten przykład- karty. A nie karty wybierają nas. Taka jest kolej rzeczy.

Wiecie, czasami się mówi: "ta talia mnie wybrała". Ale to jest stwierdzenie metaforyczne, a nie dosłowne. No tylko że problem jest taki, że ci niezaznajomieni z tematem myślą, że chodzi o to, że karty mają coś w rodzaju woli, rozumu i mogą wybierać swoich przyszłych potencjalnych właścicieli. A tak, jak już wyżej wyjaśniłam, to nie działa.


>>>CO ZROBIĆ, BY POWRÓŻYĆ NA ODLEGŁOŚĆ? JAK TO SIĘ ROBI?
Normalnie. Nie ma żadnych wskazań- robi się to normalnie, standardowo, tak samo jak gdy się wróży komuś twarzą w twarz czy sobie samemu.

Nie musimy więc wcale się w takiej sytuacji jakoś bardziej skupiać czy coś. Po prostu: skoncentrujmy się na osobie, pytaniu, rozłóżmy karty, zinterpretujmy- tak, jak to zawsze robimy. Na luzie.

Głupotą jest stwierdzanie, że trzeba łapać jakąś więź energetyczną czy coś (np. poprzez znanie danych pytającego- data urodzenia i imię są takim standardem, jeśli idzie o dane, o które ludzie proszą, jeśli ktoś prosi ich o wróżbę) (zresztą, i tak wszystko jest połączone- tak został stworzony świat, jak tłumaczyłam tutaj). No, chyba że my sami sobie wmówimy, że "trzeba robić coś tam bo coś tam"- to wtedy, dla własnego komfortu, za tym podążajmy, jeśli czujemy, że właśnie tak jest dobrze (co w głowie, to w życiu. Jeśli więc mamy jakieś przekonania, to nasz umysł działa wg nich, zatem jeśli postąpimy nagle niezgodnie z tymi przekonaniami, to możemy spotkać się z sytuacją pt.: "nie udało się", ale to tylko dlatego, że nasz umysł ma pewien program i nagle my działamy niezgodnie z tym programem, no i umysł, wobec tego, podążając ciągle za tym programem, po prostu nie działa wedle naszej woli (to tak upraszając wyjaśnienie)).


>>>CZY KARTY ZNAJĄ ODPOWIEDŹ NA WSZYSTKO?
Jak już pisałam, karty to przedmiot. Materia nieożywiona. A więc: nie, karty nie znają odpowiedzi- na cokolwiek. To my znamy odpowiedź, my ją z siebie wydobywamy- karty jej nie mają, nie znają. Bo to są zwyczajne przedmioty. Tak, dokładnie- zwyczajne przedmioty. Jak szczotka, kubek, płaszcz, lampa, itd. To, że używa się ich do wróżenia, nie czyni z nich wyjątkowych i świętych (jeśli już, to jedynie my sami swoją wiarą, przekonaniem, podejściem możemy je sobie sami uczynić wyjątkowymi- wtedy takimi właśnie będą. Dla nas- bo sami je sobie takimi uczyniliśmy).
Odpowiedzi są w nas, wiedza jest w nas, mądrość jest w nas (co tłumaczyłam dokładnie w tym poście). Przedmioty jej nie mają, tylko my. Takie np. karty są narzędziem pomagającym nam wydobyć z siebie tę wiedzę, odpowiedzi. Tylko i wyłącznie narzędziem. Równie dobrze możemy tę wiedzę z siebie wydobywać bez ich pomocy.
No a poza tym trzeba pamiętać, że przyszłość nie jest pewna, tylko prawdopodobna- więc nic nie jest z góry ustalone, nic nie jest 100%-owo pewne, nikt nie wie zupełnie, totalnie wszystkiego.

PS: Więcej na temat mechanizmu wróżenia pisałam w tym poście, przy talii Oracle of the Mermaids, a także nieco niżej, przy pytaniu: "CZY KARTY MOGĄ POKAZYWAĆ NASZE MYŚLI ZAMIAST ODPOWIEDZI NA ZADANE PYTANIE?".


>>>CZY MOŻNA SOBIE SAMEMU ZROBIĆ KARTY? CZY KARTY ZROBIONE WŁASNORĘCZNIE MAJĄ TAKĄ SAMĄ MOC, JAK TE KUPNE?
Jak najbardziej można sobie samemu zrobić karty, a czemu by nie? Karty to tylko narzędzie- one same w sobie żadnej mocy nie mają; co najwyżej my możemy ją nadawać przedmiotom.

Mówi się, że "jak zrobimy sobie karty sami, to one są silniejsze czy coś, bo mają naszą energię"; no cóż, wcale nie jest to Prawdą. Aczkolwiek jeśli ktoś sobie tak wmówi, przyjmie, to jemu tak to będzie działać; a jak nie, to nie- i tyle (w końcu co w głowie, to w życiu- nasz umysł kreuje nam doświadczenia w życiu według tego, jaka jest jego zawartość, m.in. przekonania, podejście, wierzenia. Zatem jak wierzymy, tak nam świat działa. Wszystko kręci się tu wokół naszego umysłu).


>>>CO ZROBIĆ Z TALIĄ, KTÓRA ZOSTAŁA NAM PO ZMARŁEJ OSOBIE? MOŻNA JEJ UŻYWAĆ, CZY LEPIEJ SIĘ JEJ POZBYĆ?
Zróbmy, co czujemy głęboko w sobie, że jest ok, co nam, tzw., serce mówi. Po prostu. Nic nie trzeba, nie ma żadnej odgórnie ustalonej reguły, żadnych zasad ani niczego takiego- po prostu zróbmy to, co uważamy za słuszne, wedle naszego własnego komfortu.

Ludzie mają w takich sytuacjach tendencję do obiekcji, bowiem wierzy się, że przedmioty należące do kogoś zachowują w sobie energię ich właściciela, a zatem jeśli mamy własność kogoś zmarłego, to tym samym mamy energię tego kogoś. Czy jest to Prawda? No cóż, faktem jest (zwyczajnie dlatego, że świat tak działa), że przedmioty mogą zapisywać energię (tzn. informacje, myśli, emocje, itd.) z otoczenia. Zatem... tak, jest to Prawdą. Aczkolwiek jeśli mamy do czynienia z taką sytuacją, i nam to przeszkadza, to wystarczy po prostu usunąć energię z tego przedmiotu (wystarczy tutaj działanie mentalne- np. zwykłe wyrażenie takiej intencji czy wizualizacja, w której owa energia znika z przedmiotu. Aczkolwiek jeśli preferujemy zabawy w rytuały, to możemy wykorzystać w tym celu jakiś rytuał, np. okadzanie takiego przedmiotu w dymie jakiejś rośliny. Tak czy siak, to nasz umysł tutaj działa, a nie działania same w sobie- gdyż jak pisałam wyżej, to my nadajemy moc naszym działaniom, zaś same w sobie one mocy nie mają. Tu chodzi o umysł, a nie o czary-mary. Aczkolwiek rytuały mogą nam akurat pomóc uwierzyć, że działanie poskutkowało. Tak czy siak- znowu- to o umysł chodzi. To umysł kreuje nam doświadczenia, to umysł kieruje energią. Tak więc nie o to, co robimy, tutaj chodzi, tylko o nasz umysł: jak wierzymy, jak podchodzimy, jakie znaczenie swoim działaniom nadajemy. Magia polega na mocy umysłu, a nie na jakiejś "mocy słów" czy "mocy rytuałów"- bo słowa czy rytuały same w sobie żadnej mocy nie mają; dopiero my, swoim umysłem, moc słowom czy działaniom nadajemy. Tak działa magia).


>>>CZY MOŻNA WRÓŻYĆ Z SAMYCH WIELKICH ARKAN TAROTA?
Oczywiście- kwestia naszej woli, naszego wolnego wyboru.
Można wróżyć tylko z Wielkich Arkan, można wróżyć z pełnej talii, a można również wróżyć tylko z Małych Arkan, a nawet tylko z kart dworskich czy tylko z Asów, itd.- kwestia podejścia. Granice leżą w nas. Wszystko się da, wszystko można. Nie ma żadnych zasad, jak wróżyć, zaś czy da się po prostu czytać mając same Wielkie Arkana, na przykład, czy same Małe Arkana? Pewnie że tak. W końcu mamy karty z obrazami, tekstem- więc mamy z czym pracować, co nie? ;)


>>>JAK ZADAWAĆ PYTANIA?
Przede wszystkim: gdy używamy kart by uzyskiwać odpowiedzi na pytania, to nie kartom zadajemy pytanie i nie karty nam odpowiadają, tylko sobie (a dokładniej: swojemu umysłowi) zadajemy pytanie i to my sami sobie odpowiadamy (a dokładniej: nasz umysł odbiera informacje)- zaś karty są tylko narzędziem wspomagającym cały proces (a o owym procesie pisałam dokładniej w tym poście, przy talii Oracle of the Mermaids, a także nieco niżej w tym poście, przy pytaniu: "CZY KARTY MOGĄ POKAZYWAĆ NASZE MYŚLI ZAMIAST ODPOWIEDZI NA ZADANE PYTANIE?"). 

To teraz, gdy kluczowa sprawa została wyjaśniona: jak zadawać pytania?
Otóż: zadane pytanie to inaczej po prostu wyrażenie naszej intencji- tzn. tego, co chcemy uzyskać w swoim działaniu. Posługujemy się tu umysłem (jest to nasze główne narzędzie- narzędzie, które reaguje na programy (czyli np. właśnie pytania, jakie zadajemy i na jakie rozkładamy karty), potem działa wg nich, uzyskując odpowiedź na pytanie, na które odpowiedź chcemy znać), zatem pytanie jest po prostu programem, który "instalujemy" w swoim umyśle, by umysł wg niego zadziałał i odnalazł odpowiedź. Zatem jaki program, takie działanie. Innymi słowy: jakie pytanie, taka odpowiedź. Na czym się skupimy, jaką intencję wyrazimy, tak nasz umysł będzie działał- a więc taki efekt dostaniemy.
Także taka jest filozofia owego zadawania pytań.

Tłumacząc zaś mniej filozoficznie a bardziej obrazowo:
to jest tak, jak z rozmową między ludźmi: chcemy coś wiedzieć- pytamy. A potem słuchamy odpowiedzi. A jak chcemy zapytać o coś jeszcze, to zwyczajnie pytamy. I słuchamy odpowiedzi.
W takiej na przykład pracy z kartami (czy jakimkolwiek innym działaniu z tej kategorii- tzn. mającym na celu uzyskanie drogą mentalną informacji na jakiś temat; pisałam o mechanizmie tego rodzaju działań w tym poście, przy talii Oracle of the Mermaids) trzeba umieć nie tylko pytać, ale i słuchać (czyli jeśli mowa o rozkładaniu kart- rozumieć to, co widzimy w rozkładzie, zinterpretować to).

Oczywiście gdy używamy jakichś narzędzi (np. kart), to nie rozmawiamy z tymi narzędziami, tylko z sobą- przy pomocy tych narzędzi. Narzędzia nie żyją, nie są istotami żywymi- one są przedmiotami, które służą nam jako pomoc w rozmawianiu z samym sobą, w używaniu swojego umysłu jako narzędzia uzyskiwania informacji.

W gruncie rzeczy, nie ma znaczenia, jak zadamy pytanie- nie ma tu żadnych reguł wskazujących, w jaki sposób zadawać pytania, by uzyskać jak najbardziej szczegółową odpowiedź. W całym procesie dywinowania (tzn. uzyskiwania informacji (wydobywania ich z siebie, w gruncie rzeczy) drogą mentalną) chodzi o nas, o nasz umysł, a nie o przedmioty, którymi się posługujemy (np. karty czy wahadła). Zatem zadawajmy pytania wyrażające po prostu to, czego chcemy się dowiedzieć- i tyle.

Aha, i jeszcze jedno: nie jest wcale prawdą, że "konkretne pytanie gwarantuje konkretną odpowiedź; zaś ogólne pytanie gwarantuje ogólną odpowiedź", bowiem na ogólne pytanie (np.: "co mnie dzisiaj czeka?") można otrzymać bardzo szczegółową odpowiedź (np.- na podane przed chwilą jako przykład pytanie- szczegółowy opis tego, co, prawdopodobnie (prawdopodobnie- bowiem, jak już nieraz na blogu tłumaczyłam- m.in. niżej w tym poście- przyszłość nie jest z góry ustalona lecz jest zbiorem mnóstwa potencjalnych scenariuszy z których ostatecznie wydarzy się tylko jeden) będziemy robili w ciągu tego danego dnia, co się w tym dniu w naszym życiu wydarzy), zaś na bardzo konkretne pytanie (np.: "gdzie są moje klucze?") można otrzymać bardzo ogólną odpowiedź (np.- na podane przed chwilą jako przykład pytanie- jedynie ogólną wskazówkę odnośnie lokalizacji kluczy).


>>>CO ZROBIĆ, GDY TALIA "NIE DZIAŁA" (NP. WRÓŻBY SPRAWDZAJĄ SIĘ Z PRZESUNIĘCIEM CZASOWYM ALBO NIE SPRAWDZAJĄ SIĘ W OGÓLE, ITP)?
Przede wszystkim: karty to tylko narzędzie, przedmiot, materia nieożywiona, coś co nie jest żywe, więc to nie ich wina że coś idzie nam z nimi tak a nie inaczej, to nie ich wina że coś nam nie działa, tylko nasza, czyli osoby, która ich używa (a dokładniej: tego, że osoba ta ma w umyśle jakieś uprzedzenia, blokady mentalne, programy mentalne, które sprawiają problem w pracy z kartami).

No a jak to naprawić? Wszystko tak czy siak jest kwestią umysłu, a nie jakichś energii kart, zatem to nie o "naprawienie kart" chodzi, tylko o naprawienie swojego umysłu. Tak więc mowa tu o autoprogramowaniu. Można to zrobić poprzez- na przykład- proste wyrażenie intencji (tzn. zaprogramowanie umysłu na działanie), by "talia została naprawiona" (takie "rzucenie zaklęcia"/"modlitwa"). Ale jak mówię: to nie talia nie działa, tylko w naszym umyśle tkwią jakieś przekonania, programy (często mogą to być programy podświadome, a więc niekoniecznie uświadomione), które robią nam problemy w pracy z kartami. Tak więc to o umysł powinniśmy się zatroszczyć, a nie o karty.

Nawiasem: czasem wcale nie jest tak, że jakiś przesąd czy mit sprawdza nam się bo w niego wierzymy (albo nieświadomie wierzymy- bo takie nieświadome przekonania, uprzedzenia też się liczą- jak zresztą tłumaczyłam w tym poście)- bo czasem po prostu tzw. los daje nam pewne lekcje wbrew naszym własnym ustaleniom w pracy z kartami, no i one (te lekcje, te doświadczenia) są po to, by nas czegoś nauczyć.
Bo niby mamy tę wolną wolę (w pracy z kartami, między innymi), ale jednocześnie są czasami pewne rzeczy, doświadczenia, które muszą się zdarzyć, ponieważ są po prostu istotną częścią naszej ścieżki. (Pisałam o tym w rozdziale "Praca z kartami a przeznaczenie" w tym poście.)


>>>BOJĘ SIĘ KART. CO MAM ZROBIĆ?
Cóż, jeśli się czegoś boimy, to po co w ogóle się za to zabierać, zmuszać do tego? Dla własnego komfortu lepiej odpuścić. Co w głowie, to w życiu- a więc jakie mamy przekonania, wierzenia, takie wykreujemy sobie doświadczenia (co prawda to nie jest takie proste i liniowe- umysł jest bowiem nieco bardziej skomplikowany, gdyż składa się z podświadomości i świadomości i obydwie te części grają rolę w projektowaniu nam życia, przy czym podświadomość jest tutaj silniejsza, zatem prędzej te podświadome przekonania wpłyną na naszą rzeczywistość, niż nasze świadome myśli- ale dokładniej pisałam o tym w tym poście) (swoją drogą: każdy lęk ma swoje podłoże (możemy np. bać się kart, bo wmawiano nam, że to narzędzie diabła (co jest, oczywiście, bzdurą totalną- zresztą żadnych szatanów, diabłów, demonów, itp. mrocznych bytów nie ma, jak pisałam na blogu nieraz)). Możemy więc spróbować dojść do źródła naszego lęku- zrozumienie go może się okazać bardzo pomocne w pozbyciu się go).
Nie mówię, oczywiście, że rezygnowanie to dobra droga; w każdym razie na ogół jeśli ktoś boi się kart (co jest absurdalne, bo przecież karty to zwyczajny przedmiot, który nie ma żadnej, ale to żadnej mocy. No ale ludzie różne głupoty wymyślają, a potem w nie wierzą i komplikują sobie życie...), to nie powinien się zmuszać do pracy z nimi- chyba że "naprawi" swoje podejście do sprawy (bo lęk, strach ma swoje źródło jedynie w nas- w naszym umyśle. A więc jeśli się czegoś boimy, musimy zmienić swoje podejście do tego czegoś, uświadomić sobie, że tak naprawdę jedyne, czego mamy powód się bać, to my sami- bo to my sami naszymi lękami, negatywnymi myślami i emocjami możemy sobie zrobić krzywdę, a nie żadne karty. Jak pisałam: karty to narzędzie; tak więc jakimi je sobie uczynimy, takimi dla nas będą).

PS: Zresztą, jeśli mamy pracować z kartami (tzn. jeśli jest to część naszej drogi życiowej, nasze przeznaczenie), to i tak, raczej, będziemy to robić (raczej- bo nic nie jest zaaranżowane, zapisane, przyszłość się stale kształtuje, zmienia).


>>>JAK WYGLĄDA KWESTIA ZAPŁATY ZA WRÓŻBĘ? CZY TRZEBA PŁACIĆ ZA WRÓŻBĘ, KTÓRĄ KTOŚ DLA NAS WYKONAŁ?
No więc tak. Nic nie trzeba, aczkolwiek etycznie rzecz biorąc się powinno. No bo to jednak jest praca, co nie? Ano jest. No i właśnie. Aczkolwiek nic nie trzeba. Nic się nie stanie, jak nie zapłacimy, żadna energia nie zostanie między nami (nie jest prawdą, że zapłata "zrywa" jakąś więź energetyczną pomiędzy wróżącym a klientem. Nie jest też prawdą, że jakakolwiek więź powstaje i wymaga zerwania. Takie przekonania to tylko głupie wierzenia wzięte nie wiadomo skąd, i niePrawdziwe. Trzeba wiedzieć, że to, co się dzieje z energią wokół nas, jest kontrolowane przez nas samych- przez nasz umysł. Co w głowie, to w życiu.
Poza tym, wszystko tak czy siak jest jednością, na tym najbardziej podstawowym poziomie wszystko jest z sobą naturalnie połączone- o czym pisałam tutaj- i żadne więzi energetyczne ani nic takiego się nie tworzy, gdy się komuś stawia karty czy gdy się go np. uzdrawia energią, itd. (Oczywiście co w głowie, to w życiu, zatem jeśli ktoś ma jakieś przekonania, to umysł kreuje mu doświadczenia właśnie na podstawie owych przekonań. Natomiast przekonania to przekonania, a Prawda jest jaka jest)). Jeśli my sami sobie wmówimy, że musimy, bo coś tam, to dla własnego komfortu- po prostu dla własnego mentalnego komfortu- to zróbmy. Ale nic nie trzeba- no, chyba że z góry zostało umówione, że płacimy za wróżbę (wiadomo, kwestie prawne się wtedy liczą).


>>>CZY KARTY MAJĄ COŚ WSPÓLNEGO ZE ZJAWISKAMI PARANORMALNYMI?
Nie ma to ze sobą nic wspólnego- jedynie może mieć na takiej zasadzie, że to my sami sobie wmówimy, że ma. Bo jaką sobie czynimy naszą rzeczywistość, taka ona dla nas jest.
Innymi słowy: co w głowie, to w życiu.

Rozmaite niezwykłe zjawiska typu "karty same spadają nam z półki i wpadają do ręki, bo "chcą nam dać znać, że mają nam coś do przekazania i powinniśmy wykonać rozkład"" nie są wcale kwestią "magicznej siły" kart, lecz po prostu... no cóż, po prostu świat tak działa, że daje nam te różne znaki. Wszystko jest energią- poniekąd żywą energią (bo wszystko jest z energii Pustki, czystej świadomości- jak pisałam w tym poście)- a więc różne takie cuda to normalka- to po prostu świat się z nami komunikuje. Może i jest to dziwne, ale... no cóż, tak po prostu jest. Jak słońce jest gorące czy jak woda jest mokra- tak po prostu jest.

Poza tym: nasz umysł, a czasem też nasi duchowi przewodnicy (lub też i anioły, jeśli w nie wierzymy (o aniołach pisałam m.in. tutaj, przy talii Mother Mary Oracle)) oraz bliscy zmarli, dają nam wskazówki, rady (również np. w czasie snu)- no i właśnie w taki sposób m.in. ostrzegają nas przed niebezpieczeństwami, które mogłyby się nam przytrafić.

(Ja np. mogę podzielić się z Wami taką historią: bliski znajomy mojej rodziny miał kiedyś jechać do miasta zrobić niewielkie zakupy (mieszkał na wsi). Nocą, tuż przed tym dniem, w którym miał jechać, przyśniła mu się zakapturzona postać, która wskazywała na jego motocykl- na motorze pojawił się czerwony świecący znak "x". Mężczyzna wystraszył się i stwierdził, że nie pojedzie do miasta (uznał sen za znak, że nie powinien jechać)- no i nie pojechał. Kilka godzin później dowiedział się, że na drodze, którą miał jechać, zdarzył się poważny wypadek, w którym zginęło kilka osób. Kto wie, czy on nie byłby jedną z nich, gdyby jednak pojechał...)


>>>CZY ŻEBY PRACOWAĆ Z KARTAMI, TRZEBA MIEĆ JAKIEŚ SZCZEGÓLNE PREDYSPOZYCJE, CZY TEŻ KAŻDY MOŻE TO ROBIĆ?
Tak naprawdę, każdy człowiek ma wszelkie predyspozycje, każdy potencjalnie może być kimkolwiek zechce, robić cokolwiek zechce w życiu (jesteśmy bowiem wszyscy, w swojej istocie, Pustką, więc możemy być czymkolwiek i kimkolwiek, mamy wszelkie potencjały). Natomiast faktycznie niektóre predyspozycje, umiejętności są u nas bardziej zaznaczone (nazywa się je talentami); no a poza tym bardzo liczą się tu też zainteresowania- gdzie nas ciągnie, co czujemy, co chcemy robić, co nam pasuje, co nas pociąga, interesuje. Jeśli coś nas interesuje- tak faktycznie mocno- to znaczy, że mamy ku temu te tzw. predyspozycje (po prostu ponieważ nasze zainteresowania są taką wskazówką dla nas odnośnie tego, gdzie powinniśmy podążać. I może nie zawsze oznaczają, że mamy od razu jakiś talent w tym interesującym nas zakresie, ale na pewno oznaczają, że właśnie w tę stronę powinniśmy pójść, że właśnie te doświadczenia, które nas czekają, gdy za swoimi zainteresowaniami pójdziemy, są tym, czego potrzebujemy, chcemy- jako dusza- doświadczyć). Aczkolwiek nie zawsze równa się to: "mamy już rozwinięty talent"- bowiem każdy talent trzeba rozwijać, wiadomo.

Czy karty "mówią" do każdego? Czy każdy potrafi czytać z kart? Oczywiście. Każdy potrafi używać kart. Karty to jedynie narzędzie-pomoc dla nas (jak tłumaczę nieco niżej, przy pytaniu "CZY KARTY MOGĄ POKAZYWAĆ NASZE MYŚLI ZAMIAST ODPOWIEDZI NA ZADANE PYTANIE?").

By pracować z kartami (np. z kartami tarota) nie trzeba wcale mieć żadnych specjalnych predyspozycji- jak już wiele razy pisałam na blogu, każdy z nas ma wszelkie potencjały i każdy z nas potrafi, na ten przykład, pracować z kartami. Każdy może to robić. Natomiast nie każdy będzie to robił, co jest oczywiste. Jeśli ktoś się tym interesuje, to jest to oznaka tego, że jest to jego ścieżka i że powinien się tym zająć (w jakiś sposób- a w jaki, to już kwestia indywidualna. Jednakże nasze zainteresowania- jak pisałam wyżej- są zawsze wskazówką dla nas, w którą stronę powinniśmy iść w swoim życiu).
Co dobrze by było mieć, by skutecznie pracować z kartami? Oczywiście są pewne cechy, które są bardzo przydatne i pomocne, a wręcz niezbędne, by być skutecznym w swoich działaniach. Np. otwartość umysłu i dystans (do siebie i świata). Poza tym zdrowy rozsądek na pewno się przyda- np. by nie popaść w uzależnienie od wróżb. Kreatywność i wyobraźnia są pomocne- nie potrzebne, więc obejdzie się, jeśli ktoś nimi nie grzeszy, ale na pewno pomocne (w pracy z kartami naszym narzędziem numer jeden, naszym głównym, podstawowym narzędziem jest w końcu nasz umysł- jak tłumaczę nieco niżej, przy pytaniu: "CZY KARTY MOGĄ POKAZYWAĆ NASZE MYŚLI ZAMIAST ODPOWIEDZI NA ZADANE PYTANIE?"- zatem im bardziej rozwinięte są nasze zdolności umysłowe, nasza kreatywność, wyobraźnia, im bardziej otwarty mamy umysł, tym łatwiej nam będzie działać).

By pracować z kartami, wcale nie trzeba dużo się uczyć, nie potrzeba wielkiego wysiłku, jak to wiele osób powtarza. Oczywiście każdy ma swoją drogę i swój styl, a poza tym dla każdego co innego, zatem jednemu będzie pasowało to, drugiemu tamto- no i ok, każdy powinien po prostu działać wg siebie, tzn. tak, jak mu najlepiej pasuje.
Natomiast ja, na przykład, właściwie wcale się nie uczyłam- pracowałam po prostu na mojej talii, ćwiczyłam interpretowanie po obrazkach, intuicyjnie i wcale nie czytałam żadnych książek, opracowań, żadnych opisów znaczeń, nic. Po prostu patrzyłam na obrazki na kartach i czytałam. Intuicyjnie. I w ten sposób nauczyłam się wróżyć z kart- myślę, że o wiele lepiej, niż niejedna osoba, która siedziała kilka dobrych lat i kuła z książek. :P (Dobra, nie jestem snobem, żeby nie było.) Ale… to moja droga, oczywiście, a jaka jest Wasza- sami wiecie, w głębi siebie (innymi słowy: w swoim sercu, intuicyjnie, czy jak by to tam inaczej ująć). Tak więc róbcie po prostu to, co Wam w sercu dobrze gra i pamiętajcie: nie ma reguły jak się uczyć, jeśli chodzi o ezoterykę (w czym ja, tak rozszerzając ten termin, pojmuję również: magię, pracę z energią, pracę z kartami, itd).

PS: I nie ma czegoś takiego jak "dziedziczenie zdolności magicznych/dywinacyjnych, itp.", to nie "płynie we krwi". Dziedziczy się aspekty stricte fizyczne (budowa ciała), zaś co do predyspozycji umysłowych, to jest to coś, co jest nie dziedziczone, lecz kształtowane pod wpływem środowiska w którym żyjemy.


>>>CZY MOŻNA ZADAWAĆ HIPOTETYCZNE PYTANIA?
Oczywiście że można. I- wbrew temu, co niektórzy mogliby sądzić- karty wcale nie fiksują od tego, wcale nie pokazują głupot- no chyba że my sami sobie wmówimy, że będą, to wtedy faktycznie może się tak dziać (jakkolwiek, jak tłumaczyłam wyżej, karty same w sobie nie działają, tylko to nasz umysł działa i kreuje nam doświadczenia na podstawie swojej zawartości (tzn. przekonań, podejścia, myśli, emocji, programów mentalnych, itd.)). Ale tak naprawdę- jak najbardziej można kłaść karty na pytania hipotetyczne.
Pamiętajcie: GRANICE LEŻĄ W NAS. CO W GŁOWIE, TO W ŻYCIU. To my sami, swoim umysłem, kreujemy sobie doświadczenia, wpływamy na swoje życie, na swoje otoczenie. Takie np. karty- czy jakiekolwiek inne przedmioty używane do dywinacji bądź magii- same w sobie żadnej mocy nie mają. Są jak każdy inny przedmiot (np. szklanka, szczotka do zębów czy buty).


>>>CZY KARTAMI MOŻNA SOBIE ZROBIĆ KRZYWDĘ?
Cóż, wszystkim sobie można zrobić krzywdę. Kartką się można np. zaciąć czy udławić...
Zaś czy można sobie zrobić krzywdę w sensie, nazwijmy to, energetycznym? Cóż, co w głowie, to w życiu, zatem wszystko zależy tu od nas.

Karty to narzędzie. To przedmiot. Jak każdy inny. Co prawda służą do dość niezwykłych czynności (czytanie przyszłości, itp.), ale są zwyczajnym przedmiotem. Natomiast jeśli my sobie wmówimy, że mają jakąś niezwykłą moc (a nie mają), jeśli sobie wmówimy, że żyją, że mogą nam zrobić krzywdę (a tak nie jest), to faktycznie tak to dla nas może działać- tylko i wyłącznie dlatego, że sami sobie to wmówiliśmy.
Karty nie mają mocy, osobowości, inteligencji, itd. Nie czują, nie mają uczuć. One są przedmiotem. Zwyczajnym przedmiotem. Używanym, typowo, do ciekawych rzeczy, dość odlecianych (mianowicie, wróżenia, chociażby), ale zwyczajnym. Tak samo możemy używać czegokolwiek innego do wróżenia, itp. (np. guzików, muszelek, patyczków, kamieni, książek, butelek z szamponem, pieniędzy, kredek, kubków)- i to ciągle będzie zwyczajnym przedmiotem. Tylko że używanym do wróżenia. I co- czy zrobi nam krzywdę? Czy coś nas opęta, gdy będziemy wróżyć z kredek, guzików czy butelek z szamponem? No nie. Aczkolwiek jeśli sobie wmówimy, że tak, to faktycznie może. Ale tylko i wyłącznie dlatego, że sobie to wmówiliśmy (a więc to nie te przedmioty nas opętają czy w jakiśtamkolwiek inny sposób skrzywdzą, lecz nasze własne myśli, lęki, emocje- czyli to my sami siebie skrzywdzimy, a nie przedmioty, których używamy. Analogicznie: gdy używamy śrubokręta i dziabniemy się nim w oko, czy to on nas skrzywdził? Czy ten śrubokręt zrobił to specjalnie? Ano nie. Tak samo jest z kartami- to my ich używamy i jeśli cokolwiek złego się stanie, to absolutnie nie z powodu kart, lecz przez naszą własną nieodpowiedzialność, błędne, chore podejście, lęki, uprzedzenia, itp. Dlatego też osoby niezrównoważone psychicznie, osoby mające jakieś lęki wobec kart, nie powinny ich używać--- bo nieodpowiednie podejście do przedmiotu sprawi po prostu, że same siebie skrzywdzą- coś tam sobie wmówią i to się stanie; ale tylko dlatego, że sobie to wmówiły. Pamiętajmy: całe zło (całe, absolutnie całe) ma swoje źródło w umyśle- tzn. w naszych myślach i emocjach; to my je kreujemy. Tworzymy i dobro i zło- sami. To my tworzymy świat takim jaki jest, to my kreujemy sobie życie. Poza tym: tak naPrawdę nie ma żadnych demonów, złych, mrocznych bytów, złych, demonicznych energii, itp.- to my sami je sobie tworzymy, naszą wiarą, siłą naszych myśli i emocji i tylko dla nas one istnieją, bo myśmy je sobie sami wykreowali. Pisałam o tym nieraz na blogu, np. tu).

Dobrze jest natomiast mieć na uwadze to, że od kart (w sensie: od wróżb, od sprawdzania wszystkiego kartami) można się uzależnić. Dobrze jest (nie trzeba, ale dobrze jest) wobec tego robić sobie przerwy od pracy z kartami- tzn. od kładzenia kart, w każdym razie. Chodzi po prostu o to, by się nie uzależnić, by nie przywiązać się do tego, nie przesadzić. Pamiętajmy, że karty to tylko narzędzie-pomoc, a nie zastępnik naszej intuicji- a więc absolutnie nie są nam one potrzebne. Możemy ich używać, jeżeli chcemy, jeżeli nam się to podoba, jeżeli łatwiej nam jest w ten sposób działać- ale bez użycia narzędzi typu karty sami doskonale potrafimy robić to, co potrafimy robić z ich użyciem.
Nie musimy kłaść kart, by dowiedzieć się, jakie buty powinniśmy kupić lub gdzie pojechać na wakacje, nie musimy codziennie wykonywać rozkładu na dzień, itd. Mamy w końcu własny rozum, a uzależnianie się od korzystania z kart (na ten przykład) jest zwyczajnie niezdrowe (wszelkie uzależnienia są niezdrowe, jeśli już o tym mowa). A chyba nie chcemy doprowadzić do zaburzeń psychicznych, prawda?


>>>CZY PRZY PRACY Z KARTAMI TRZEBA SIĘ JAKOŚ ZABEZPIECZAĆ?
Nie. Chyba że ktoś uważa, że musi- to proszę bardzo, niech się zabezpiecza (w końcu każdy tworzy własną rzeczywistość, więc jeśli sobie wmówimy, że jest coś, przed czym powinniśmy się zabezpieczać, to dla nas tak to może działać (ponieważ nasz umysł wykreuje nam doświadczenia na podstawie swojej zawartości- tzn. przekonań, myśli, itd.)- ale tylko i wyłącznie dlatego, że myśmy sobie to wmówili; bowiem tak naPrawdę nie ma żadnych powodów, by zabezpieczać się podczas pracy z kartami. Nic nas nie opęta, żadna energia nie zostaje nam zabrana, nic nam się nie dzieje--- chyba że my sami sobie wmówimy, że jest to możliwe, że tak się dzieje- to wtedy faktycznie może się stać, ale tylko dlatego, że sobie to wmówiliśmy, że w to wierzymy, że sobie tak przyjęliśmy. Tak to działa. Nie inaczej). Twoja wola. Tylko po co w ogóle brać się za coś, czego się boisz  i przy używaniu czego czujesz się zagrożony?

Karty to tylko narzędzie- to zwyczajne kolorowe kawałki papieru. Nie mają żadnej mocy. To my mamy moc (mianowicie, potęgę naszego umysłu), my mamy wolną wolę, wolną rękę, to my ustalamy zasady. Nie karty. Karty to przedmiot. Jak poduszka, szczoteczka do zębów, kubek, czy gofrownica.
Tak naprawdę więc jedyne, czego możemy się bać, to sami siebie- bo to my sami sobie możemy zrobić najgorszą krzywdę (jakimiś bzdurnymi przekonaniami, lękami, itp).


>>>OTOCZKA PODCZAS PRACY Z KARTAMI
Jak sobie zorganizujemy przestrzeń podczas pracy z kartami, jaką otoczkę sobie wykreujemy, to sprawa naszej wolnej woli- możemy włączyć muzykę, możemy nie włączać, możemy palić świecę, możemy nie palić, możemy układać kamienie, możemy nie układać, możemy mieć obrus, możemy nie mieć obrusa, możemy to robić w specjalnym miejscu, możemy to robić gdziekolwiek, nawet przy śmietniku, możemy się do pracy z kartami specjalnie przygotowywać, możemy pracować z kartami zupełnie z biegu, itd.- po prostu podążajmy za sobą, za tym co nam pasuje, dążmy do osobistego komfortu. Bo o to chodzi. Tylko i wyłącznie. Wszelkie nasze doświadczenia i tak są kreowane przez nas samych- a dokładniej, przez nasz umysł. Tak więc o umysł tu chodzi, to on tu działa, to on jest naszym narzędziem w kreowaniu naszego życia. I to my, swoim umysłem, nadajemy moc, znaczenie przedmiotom, miejscom, działaniom, itd.- o czym pisałam dokładniej w tym poście.

Jeśli stawiamy karty innym bezpośrednio (będąc twarzą w twarz), to oczywiście wypadałoby zadbać, by otoczenie, w którym przyjmujemy klienta, było schludne (a więc np. nie powinno być w nim dymu tytoniowego, mocnych perfum w powietrzu)- w końcu pracujemy z innymi, więc powinniśmy liczyć się z tym, że nie tylko my sami mamy czuć się komfortowo, ale także osoba, której stawiamy karty.


>>>JAK POWINIENEM PRACOWAĆ Z KARTAMI? CZY SĄ JAKIEŚ USTALENIA, ZASADY, PRZEPISY OKREŚLAJĄCE, CO POWINIENEM ROBIĆ PODCZAS WYKONYWANIA ROZKŁADU, PRZED NIM I PO NIM? SĄ JAKIEŚ WSKAZANIA, ZAKAZY, NAKAZY? CZY TEŻ MOGĘ TO ROBIĆ ZUPEŁNIE PO SWOJEMU, TAK JAK CZUJĘ, JAK MI WYGODNIE?
Jak już nieraz pisałam: nie ma żadnych odgórnych zasad, ustaleń, reguł w pracy z kartami- bowiem to my sami sobie je ustalamy. Co w głowie, to w życiu. Tak po prostu działa świat.

Oczywiście że powinniśmy pracować z kartami tak, jak czujemy, że jest dobrze, tak, jak jest nam wygodnie. Podążajmy za tym, co do nas przemawia- to jest podstawa w pracy z kartami (i nie tylko zresztą- tyczy się to bowiem życia w ogóle).
Nie ma musów, nie ma reguł, zasad określających jak mamy pracować z kartami. Jedne, czego wypadałoby się trzymać, to zasady etyki (które zresztą odnoszą się głównie do kładzenia kart innym) (w skrócie: przede wszystkim nie szkodzić (czyli nie straszyć, nie wieszczyć śmierci, wypadków, poważnych chorób, itp.); nie wróżyć osobom niestabilnym emocjonalnie; pamiętać, że przyszłość nie jest pewna, tylko prawdopodobna, więc nic nie jest "wykute w kamieniu", wszystko może się zmienić, nic nie jest pewnikiem, itd).

Z pracą z kartami (oraz pracą z energią, itp.- właściwie to ze wszystkim) jest (jak to kiedyś gdzieś przeczytałam) tak, jak z zupą pomidorową: każdy robi ją po swojemu i trudno spotkać drugą od innego kucharza o tym samym smaku. Po prostu: każdy ma własny warsztat, własne metody, własny styl, własne upodobania, przyzwyczajenia, itd. i powinien postępować właśnie wg siebie, wg swoich upodobań.
W takiej np. pracy z kartami grunt to podążanie za sobą, działanie wg siebie oraz zwyczajny luz i swoboda, naturalność- w końcu po co się spinać? ;) Jeśli potrzebna jest nam dodatkowa oprawa, jakieś a'la teatralne przedstawienia, ceremonie, czynności, gesty, to ok- skoro tak nam wygodnie, proszę bardzo, nikt nie broni. W końcu każdy ma swój własny styl, każdy jest inny. Te rozmaite gesty, dodatkowe czynności (np. palenie świec czy kadzideł, układanie kart po kolei po skończonej wróżbie, oczyszczanie kart, specjalne znaki wykonywane przed wróżbą, itd.) tak naPrawdę nie mają żadnego znaczenia (co tłumaczyłam tutaj); natomiast jeśli mają jakieś dla nas, to w porządku- róbmy to, co uważamy za słuszne. Jeśli coś ma znaczenie dla nas, to ma znaczenie dla nas- i to się liczy. Nawet jeśli w Prawdziwej Rzeczywistości, czyli tak naPrawdę, coś w ogóle nic nie znaczy, aczkolwiek dla kogoś tam ma ogromne znaczenie, to właśnie w rzeczywistości indywidualnej tejże osoby to będzie miało znaczenie- bo ona je temu czemuś nadała. Tak to działa.
PS: Jeśli nie wiecie, o co chodzi z tymi rzeczywistościami, to tutaj, tak mniej więcej w połowie posta, znajduje się schematyczne przedstawienie tematu wraz z małym wyjaśnieniem. Poza tym o rzeczywistościach pisałam w wielu innych postach na blogu.


>>>CZY OTOCZENIE, W KTÓRYM SIĘ ZNAJDUJĘ PODCZAS PRACY Z KARTAMI, MA ZNACZENIE? CZY WPŁYWA JAKOŚ (ENRGETYCZNIE) NA JAKOŚĆ MOJEJ PRACY, NA ODCZYTY? CZY WPŁYWA NA DZIAŁANIE KART?
Wyżej już to, w sumie, tłumaczyłam, no ale dobra, powtórzę.

Nie. Chyba że sami sobie ustalimy, wmówimy, przyjmiemy, że tak (jak pisałam tutaj, nic samo w sobie nie ma znaczenia, dopiero my sami, swoim umysłem, je nadajemy). Ale tak normalnie- nie, nie wpływa to na nasze odczyty, na naszą pracę z kartami. Zresztą to nie karty działają, tylko my---> tak więc otoczenie, w którym jesteśmy, może co najwyżej mieć wpływ na nas (na nasz umysł, a więc np. nasze samopoczucie (bo, dajmy na to, spokojne, przytulne otoczenie może mieć na nas kojący wpływ, a więc łatwiej nam się będzie skupić, zrelaksować, zaś otoczenie pełne hałasu, bałaganu może nam to utrudniać, bowiem będziemy się w takim otoczeniu czuli niekomfortowo, niemiło- ot zwyczajna psychologia); no i np. jeśli palimy jakieś kadzidła, to i one mogą wpływać na nasze ciało w określony sposób)- a nie na narzędzie (jakim karty właśnie są). Chyba że przyjmiemy sobie, że również na nasze karty otoczenie ma jakiś energetyczny wpływ- to wtedy tak to właśnie będzie dla nas działać (ponieważ sami określamy, jak nasze narzędzie działa, jaką ma moc, itd. Po prostu: wpływamy na swoje otoczenie swoim umysłem, co w głowie to w życiu).
Możemy przebywać w otoczeniu pozytywnie na nas działającym (przyjemna atmosfera, spokój, itd.--- np. świece, miła, relaksująca muzyka- co tam kto lubi), a możemy przebywać w otoczeniu o niezbyt korzystnym wpływie na nas (np. nieprzyjemna atmosfera, hałas, harmider, itd.---  np. w miejscu pełnym ludzi)--- natomiast czy pozwolimy swojemu otoczeniu na nas wpływać, to, tak naprawdę, kwestia naszej wolnej woli (no i naszej wrażliwości, naszych preferencji- ale i to można sobie poustawiać w umyśle- w końcu potęga naszego umysłu jest wielka i jesteśmy w stanie zrobić praktycznie wszystko... No dobra, przeciętny człowiek nie jest, bo jego umysł nie jest dostatecznie rozwinięty- ale tak ogólnie patrząc, nie zawężając tego do konkretnych przypadków).
Sami określamy sobie granice. Co w głowie, to w życiu.

No i przy tym pytaniu schodzimy na temat "wpływ otoczenia, w którym się znajdujemy, na nasze samopoczucie".
Generalnie zasada jest taka, że: "każdy tworzy sobie własną rzeczywistość (każdy ją automatycznie ma (jak pisałam tu), no i sam ją sobie kreuje (swoim umysłem)) i ustala w niej własne zasady". Tak więc mimo że, co prawda, różne miejsca mają- same w sobie- pewną energię (klimat, aurę), to jednak dana osoba może sobie sama określić, czy chce się na wpływ tej energii otworzyć, czy nie. No, jedni są bardziej wrażliwi, inni mniej, jedni lepiej umieją się w taki sposób określać względem otoczenia, inni gorzej- ale generalnie rzecz biorąc, mamy możliwość decydowania o tym, co dopuszczamy do siebie, do swojej przestrzeni. A to oznacza, że nawet w miejscu przepełnionym, powiedzmy, energią wojny i śmierci (np. na dawnym polu bitwy) możemy czuć się dobrze, normalnie. Nieco absurdalne, być może, ale de facto jak najbardziej jest to możliwe.

Poza tym: na ogół jest tak, że jeśli jesteśmy w stanie, w którym nasz umysł jest czysty (pisałam o tym tu) albo chociaż w stanie bardzo zbliżonym (czyli po prostu jeśli jesteśmy generalnie zharmonizowani, jeśli ciągle panuje w nas mniej więcej spokój, harmonia), to automatycznie jesteśmy niewrażliwi na wszelkie negatywne wpływy z zewnątrz (tak więc i na wpływy otoczenia w którym się znajdujemy).


>>>OSTATNIO WIELE RAZY WYCIĄGAM TĘ SAMĄ KARTĘ. CZY TO COŚ ZNACZY? JEŚLI TAK, TO CO?
Ogólnie rzecz biorąc to jest tak, że: nic to nie znaczy, chyba że sam sobie przyjmiesz, że znaczy- to wtedy dla ciebie będzie to znaczyło właśnie to, co sobie przyjąłeś i będzie się sprawdzało i działało właśnie tak, jak sobie przyjąłeś.

Jeśli przyjmiemy sobie, że dla nas to coś znaczy, ale nie przyjęliśmy sobie konkretnie, co, albo jeśli zwyczajnie czujemy, że powinniśmy zwracać na to uwagę, ale nie wiemy, co to może znaczyć, to aby się tego dowiedzieć możemy np. pomedytować z tą często się pojawiającą kartą- właśnie z intencją dowiedzenia się, czemu wyciągamy ciągle tą samą kartę (o medytacji pisałam wyżej w tym poście).
Tak więc gdy ciągle pojawia się nam ta sama karta, gdy jakaś karta/karty nas, jak to się mówi, prześladuje/ją, to po prostu spokojnie zgłębmy, czemu się to dzieje (poprzez medytację właśnie (a w to wlicza się zwyczajne zastanawianie się, rozmyślanie, analizowanie- to też jest rodzaj medytacji)- jest to najlepszy sposób. A w każdym razie lepiej samemu to zbadać, niż pytać innych- bo to przesłanie jest konkretnie dla nas, a więc to my sami, tak naprawdę, wiemy, o co chodzi, tylko musimy tę wiedzę ze swojego umysłu wydobyć (poprzez medytację, właśnie). Oczywiście faktem jest, że świat tak pięknie działa, że cokolwiek zrobimy, będzie dobrze (no wiecie- ta cała synchroniczność i tak dalej). Natomiast mimo to ja bym polecała właśnie medytację). No i pozwólmy temu się dziać, nie walczmy z tym, nie obrażajmy się na życie, nie ignorujmy tego, itd., jeśli czujemy, że nie powinniśmy. Zwykle coś się dzieje tak a nie inaczej po prostu dlatego, że tak ma być- bowiem wszystko ma swój cel, wszystko jest po coś (jak tłumaczyłam tutaj (we fragmencie o wolnej woli), wszystko, w swej istocie, jest Pustką, i Pustka doświadcza sobie bycia tym wszystkim i kreuje doświadczenia tak, jak chce, zatem wszystko jest zawsze po coś, wszystko jest zawsze "wolą niebios" (czyli inaczej: wolą Pustki)). Więc po prostu płyńmy z tym prądem rzeki życia, dajmy się ponieść tam, gdzie nas prowadzi. ;)

Poza tym: warto jeszcze mieć na uwadze, że ta sama karta może za każdym razem oznaczać coś zupełnie innego. Tak więc za każdym razem ta sama karta może stanowić zupełnie inne przesłanie dla nas, wobec czego za każdym razem powinniśmy od nowa to zbadać (tzn. od nowa, na świeżo sobie kartę/y zinterpretować. Nie sugerujmy się więc naszymi poprzednimi interpretacjami tej karty, tylko zinterpretujmy na nowo- i jeżeli okaże się, że interpretacja się powtarza, no to, najwyraźniej, właśnie to jest przesłanie dla nas).


>>>MAM JUŻ TALIĘ. CO TERAZ?
Wiele osób początkujących w zakresie pracy z kartami ma tę zagwozdkę pt. "jak zacząć?". Zadają pytania: "co robić?", "czy trzeba talię jakoś przywitać?", itp.

No cóż gdy się coś nowego dostaje (lub sobie kupuje), to prawdopodobnie typową czynnością jest mniej lub bardziej pobieżne zapoznanie się z tym. Tak więc nową talię możemy sobie przejrzeć (przy okazji sprawdzić, czy są wszystkie karty- bo czasami zdarzają się pomyłki, braki. Albo jakieś skazy (plamy, nierówny druk, itp.) na kartach- no to możemy od razu załatwić sprawę, żeby mieć ładny produkt, a nie jakieś skazy na kartach), popatrzeć na obrazki, zapoznać się z naszym nowym nabytkiem... Możemy wykonać rozkład na pracę z talią (świetny na początek- po prostu bo luźny, zabawny, więc fajny na rozruszanie).
Pamiętajcie: karty to nie istota żywa. One nie potrzebują żadnych przywitań czy tym podobnych- to nie karty mają wiedzieć, że są wasze, tylko wy macie to wiedzieć. Karty to materia nieożywiona. To w was jest moc (chodzi tu oczywiście o potęgę umysłu jako narzędzia kreującego rzeczywistość). I wy- jeśli chcecie- możecie swoim narzędziom (czyli, na przykład, kartom) nadać jakiś tam status, jakąś tam moc (jak? Zwyczajnie: mentalnie- poprzez intencję czy też poprzez posiadanie jakichś przekonań)- ale to wy nadajecie im moc, znaczenie, status, same w sobie one tego nie mają (jak tłumaczyłam tutaj).

Żadnych oczyszczeń ani nic robić nie trzeba (w końcu nasze otoczenie- a więc np. karty- działa wg tego, co mamy w umyśle: to my sami, swoim umysłem, wpływamy na swoje otoczenie)- jeśli jednak macie taką ochotę, czujecie taką potrzebę (jakkolwiek owa potrzeba to tylko wpojona iluzja że trzeba oczyszczać- bowiem tak naprawdę wcale takiej potrzeby nie ma, gdyż przedmioty same w sobie nie kumulują w sobie żadnych energii. Dopiero my możemy, swoim umysłem, sprawić, że będą- bowiem, powtarzam, to my sami, swoim umysłem, wpływamy na swoje otoczenie, kreujemy energię i kierujemy energią (tłumaczyłam to tutaj)), zróbcie to. W końcu to wasze karty, wy będziecie ich używać, a więc powinniście się z nimi czuć dobrze, to wam mają pasować, podobać się. Jak pisałam w poście o karcianych mitach, kart nie trzeba oczyszczać, konsekrować, itp. Natomiast jeśli wy chcecie to zrobić, to jak najbardziej możecie. Nie ma żadnych wskazań ani przeciwwskazań. Nie ma żadnych musów, żadnych zasad- to my sami sobie zasady możemy tutaj ustalać, bowiem co w głowie to w życiu. 

Tak więc powtarzam: nie trzeba robić żadnych przywitań z talią, żadnych wstępów, oczyszczeń, itp.- niczego.
Oczywiście jeśli ktoś chce, to niech robi- w końcu każdy ma swój styl, każdy niech podąża za tym, co do niego przemawia. Natomiast chcę po prostu zaznaczyć, że absolutnie nie trzeba niczego robić- można, jeśli się chce, ale nie trzeba. 

Wiele osób zastanawia kwestia tzw. strażników talii (tzn. kart, które ludzie sobie wybierają, by je zawsze układać jako pierwszą kartę, gdy talii nie używają). Cóż, tego tematu trzyma się taka sama zasada, jak napisałam wyżej: nie trzeba, bowiem żadne takie rzeczy nie funkcjonują jako jakaś Prawdziwość, ale, jeśli ktoś chce, to może sobie to stosować.
Wiecie, z tymi całymi strażnikami to jest taka sprawa, że ktoś sobie kiedyś coś tam poustalał, podzielił się tym i ludzie (niektórzy) to sobie przyjęli, że tak trzeba. No i co- trzeba? Oczywiście że nie. Ktoś sobie tak przyjął, więc każdy inny też może sobie coś tam przyjąć. W pracy z kartami nie ma odgórnych ustaleń jak trzeba coś robić, nie ma musów. Każdy niech podąża taką drogą, jaka mu najbardziej pasuje- i tyle. Nikt nic nie musi.

Tak więc pamiętajcie: zawsze podążajcie za sobą. I tyle. Nie zastanawiajcie się, czy można czy nie można... Jeśli wam coś pasuje, jeśli do was coś przemawia, to róbcie to. Nie ma musów, nie ma nakazów, nie ma restrykcji.


>>>CZY W ROZKŁADZIE MA ZNACZENIE KSZTAŁT ROZKŁADU, TO, JAK SIĘ ROZKŁADA KARTY? TZN. CZY TRZEBA SIĘ TRZYMAĆ PODANEGO WZORU UKŁADU, CZY MOŻNA UŁOŻYĆ SOBIE KARTY DOWOLNIE?
Odpowiedź na to pytanie jest bardzo krótka i prosta: oczywiście, że można układać karty dowolnie- kształt rozkładu (tzn. to, w jaki sposób ułożone są karty) nie ma żadnego znaczenia. Można karty ułożyć w danym rozkładzie w rzędzie, a można sobie "pofantazjować" i ułożyć je w jakiś ciekawszy kształt. To nie ma najmniejszego znaczenia. Nie wiem w sumie, czemu ludzie uważają, że ma- czy chodzi o jakieś przekonania, że ma to jakieś znaczenie pod kątem energetycznym, czy co... Nie wiem. W każdym razie: nie, kształt rozkładu nie ma żadnego znaczenia. A jeśli ktoś by się zastanawiał, czy przypadkiem może jednak nie ma- bo przecież może energia kształtu ma tu znaczenie- to dopowiadam: nie, wciąż nie ma znaczenia, bowiem- jak zresztą pisałam m.in. w tym poście- nic (przedmiot, symbol, działanie, itd.) samo w sobie nie ma znaczenia- znaczenie nadajemy dopiero my, swoim umysłem.

Czasem po prostu rozkład kart ma taki układ jaki ma, by łatwiej się było w rozkładzie zorientować- dajmy na przykład: łatwiej jest ogarnąć, gdzie w 9-cio kartowym rozkładzie jest przyszłość, gdzie przeszłość, a gdzie teraźniejszość, jeśli ułoży się karty w trzech rzędach zamiast w jednym.
Tak więc czy kształt rozkładu- czyli układ kart- ma znaczenie? Nie. Nie ma żadnego znaczenia (magicznego, energetycznego- bo pewnie o to ludziom zadającym to pytanie chodzi- ani żadnego innego), czy karty ułożymy w jednym rzędzie, czy też w kształcie koła, gwiazdy, serca czy elipsy czy czego tam jeszcze.


>>>CZY KARTY MOGĄ POKAZYWAĆ NASZE MYŚLI ZAMIAST ODPOWIEDZI NA ZADANE PYTANIE?
Zanim przejdę do właściwej odpowiedzi na pytanie: to nie karty pokazują, tylko my w nich widzimy (tzn.: nasz umysł odbiera je w określony sposób, widzi w nich określone rzeczy).

Przy odpowiedzi na to pytanie kłania się zagadnienie mechanizmu wróżenia. Pisałam na ten temat w tym poście, przy Oracle of the Mermaids; tutaj tylko krótko wyjaśnię: kiedy wróżymy (nieważne czy używamy w tym celu jakichś narzędzi typu karty, wahadełko, kula, itd., czy też jedynie swojego własnego umysłu, bez wspomagania się narzędziami- które zresztą służą jedynie jako ułatwienie używania umysłu w procesie wróżenia), używamy umysłu. To nasz umysł jest tym naszym głównym narzędziem, które pracuje, gdy wróżymy. A jak ta praca wygląda? Otóż: to, na czym się przy wróżeniu skupiamy- czyli jakieś pytanie- to jest po prostu program mentalny (czyli takie polecenie dla umysłu, by wykonał określone działanie- bo umysł jest niczym komputer, którym sterujemy używając różnych poleceń, programów), którego używamy, by zaprogramować umysł na działanie w celu uzyskania informacji będących odpowiedzią na pytanie. Czyli: skupiamy się na tym, co chcemy osiągnąć (np. uzyskać odpowiedź na pytanie); w ten właśnie sposób programujemy nasz umysł, by działał wg owego programu- a więc by uzyskał potrzebne informacje będące odpowiedzią na nasze mentalne polecenie (np. nasze pytanie); no i nasz umysł działa wg owego programu, uzyskując potrzebne informacje.

Taki właśnie jest mechanizm uzyskiwania informacji drogą mentalną- umysł jest naszym narzędziem w tym procesie. Możemy się wspomagać narzędziami typu karty, wahadło czy kula, by łatwiej nam było informacje, które umysł uzyskał, przenieść z podświadomej jego części (bo tam właśnie się one lokują w pierwszej kolejności) do świadomej jego części- a więc docelowej, gdyż chcemy znać owe informacje, a nie mieć je po prostu zapisane w podświadomości i ukryte dla świadomości. Umysł zawsze wykonuje swoją pracę, odbierając informacje z Istnienia, tyle że większość z nich trzyma w podświadomości, skąd świadomość ma do nich nieco utrudniony dostęp- zatem nasza praca przy wróżeniu polega na tym, by owe informacje wyciągnąć z podświadomości, w ten sposób umieszczając je w świadomości, a więc w tej części umysłu, gdzie dostęp do nich jest już dla nas łatwy. I w tym procesie pomocne są- no właśnie- narzędzia typu karty, wahadełka, itd. Także rolą tych przedmiotów nie jest jakieś "dawanie nam wiedzy"- bo one w sobie wiedzy nie mają. To my ją w sobie mamy. I my musimy ją z siebie wydobyć. I właśnie w owym wydobywaniu z siebie wiedzy te rozmaite przedmioty jak karty czy wahadła czy kule są pomocne.

A czemu są pomocne? Czemu ułatwiają owy proces? Ponieważ jest to materia, jest to coś namacalnego, a więc coś nie-abstrakcyjnego, wobec czego coś, co umysł może łatwo wykorzystać jako formę zakotwiczenia świadomości, by podświadomość mogła ładnie, swobodnie dostarczyć informacje do świadomości. Bo widzicie, problem we wróżeniu jest taki, że świadomość często jest bardzo hałaśliwa i chaotyczna (w końcu to właśnie w tej części umysłu powstają emocje i myśli, to tu robi się bałagan. Podświadomość to wszystko zapisuje, przechowuje- niczym worek na śmieci, który swoimi śmieciami zapełnia świadomość), zatem w owym procesie uzyskiwania informacji owa hałaśliwość świadomości może przeszkodzić umysłowi w swobodnym przeniesieniu informacji z podświadomej jego części do świadomej jego części. Jeśli mamy spokojny, cichy umysł, to ok, nie ma problemu, informacje ładnie sobie przepływają. Jednakże jeśli w umyśle mamy chaos, hałas i zamęt, to owy przepływ informacji pomiędzy podświadomością a świadomością jest zakłócony. Materia- w postaci przedmiotów takich jak karty czy wahadła, chociażby- jest po prostu takim "odwracaczem uwagi" naszej świadomości, by zamiast na tworzeniu kolejnych śmieci (myśli, emocji, różnych stanów typu lęk, ekscytacja, itd.) mogła skupić się właśnie na owej materii, a zatem by mogła się uciszyć i pozwolić podświadomości dostarczyć jej żądane informacje.
Taka właśnie jest rola narzędzi dywinacyjnych: są po to, by umysł się na nich skupił i przeto wyciszył, by uzyskane przez niego informacje mogły ładnie płynąć pomiędzy podświadomością i świadomością.

Z kolei do podświadomości informacje umysł uzyskuje z nadświadomości- inaczej, po prostu z naszej duszy, a jeszcze inaczej, z naszej intuicji/wewnętrznego głosu. Cała wiedza, wszelkie informacje, wszelkie odpowiedzi są w nas- kwestia tylko żeby je z siebie wydobyć; i, jak wyjaśniłam wyżej, kluczem do tego jest uciszenie paplaniny umysłu, by informacje mogły swobodnie płynąć---> a zatem kluczem do tego jest oczyszczenie umysłu z emocji, myśli, uprzedzeń, przekonań, itd., które to jedynie skrzywiają Prawdziwy obraz (o czym zresztą pisałam szerzej w tym poście, przy talii Fallen Angel Oracle).

Powracając do pytania: CZY KARTY MOGĄ POKAZYWAĆ NASZE MYŚLI ZAMIAST ODPOWIEDZI NA ZADANE PYTANIE?
Po powyższych wyjaśnieniach odpowiedź powinna już sama się nasuwać, ale rozwinę: tak. Ponieważ to, na czym się skupiamy, to jest program-polecenie dla naszego umysłu, który potem działa wg owego programu, by uzyskać żądane informacje. Zatem na czym się skupimy, jakie zadamy pytanie, gdzie nasze myśli się będą kierować, takie właśnie informacje otrzymamy. Stąd też najkorzystniej jest po prostu oczyścić umysł jak najbardziej się da, by nie zaprzątały nam go żadne zbędne treści- wtedy program (tzn. polecenie którym programujemy swój umysł na działanie) będzie jasny i przepływ informacji będzie szybki i skuteczny. Zaś im więcej chaosu w naszym umyśle, tym bardziej chaotyczna będzie naszego umysłu praca, przez co cały proces wróżenia może się okazać nieefektywny (tzn. wróżba może się okazać nietrafna- właśnie z naszej winy, a nie z winy tego, że bieg zdarzeń obrał inny tor niż to wyglądało w momencie gdy wróżyliśmy (gdyż, jak wyjaśniałam wyżej w tym poście, powody dla których wróżba się nie sprawdziła, mogą być dwa:
-osoba wróżąca uzyskała niewłaściwe informacje bądź też uzyskane przez nią informacje zostały źle odczytane
-potencjalna przyszłość, która w momencie wróżenia była taka jaka wtedy była, ostatecznie okazała się być inna w wyniku poczynionych działań (gdyż przyszłość nie jest jedna i "zapisana w gwiazdach", lecz składa się na nią wiele możliwości i ostatecznie tylko jedna z nich się wydarzy, ale która- to nie jest żadne "z góry określone fatum, które musi się wydarzyć"))).


>>>CZY WRÓŻENIE TO GRZECH?
Zacznę może od tego, że religie to nie jest Prawda, a jedynie, można powiedzieć, mitologia, a więc zbiory zasad, którymi się kierują (o jakiejkolwiek religii, systemie wierzeń mowa) nie jest Prawdziwy (a przynajmniej nie jest w pełni Prawdziwy).
Pojęcie grzechu to, coby nie owijać w bawełnę, wymysł religii- bowiem tak naPrawdę nie ma czegoś takiego jak grzech, nie ma czegoś takiego jak podział na zło i dobro. Jak już nieraz na blogu wyjaśniałam, podział na zło i dobro to kreacja umysłu- a więc iluzja a nie Prawda. Jest to system oceniania doświadczeń, które doświadczamy, a ocena to coś, co powstaje na określonych kryteriach. W ocenianiu rzeczy jako złe lub dobre kryteriami jest zawartość umysłu osoby, która ocenia (własne przekonania, wpojone przekonania, wierzenia, własny odbiór danego doświadczenia, własne emocje, reakcje, itd.)- a więc ocena jest czymś subiektywnym. Obiektywna ocena, zaś, nie istnieje- po prostu ponieważ ocena to zawsze jest subiektywność, zatem logiczne jest że jeśli mowa o "obiektywnej ocenie", to mowa o czymś, co nie istnieje- siłą rzeczy, bowiem ocena jest subiektywna, a nie obiektywna. Tak więc ocenianie, kreowanie podziałów na "dobre" i "złe" to zawsze będzie rzecz subiektywna, to zawsze będzie zależało od tego, kto ocenia, kto dzieli- zaś obiektywnie patrząc na sprawę, nie ma czegoś takiego jak "dobre" i "złe"- jest po prostu doświadczenie, rzecz, osoba (czy co tam akurat bierzemy pod uwagę). Ale... o ocenie i ocenianiu pisałam szerzej w tym poście.

Wracając więc do pytania: CZY WRÓŻENIE TO GRZECH?
Gdyby dać Prawdziwą odpowiedź, to brzmiałaby ona: nie. I na podstawie tego, co napisałam wyżej, można sobie łatwo dopowiedzieć, dlaczego.
Natomiast jeśli patrzeć przez pryzmat konkretnych religii- na przykład chrześcijańskiej- to można stwierdzić, że takie na przykład wróżenie jest grzechem- no bo jest grzechem według tej religii. Ale religie to nie Prawda, tylko, można powiedzieć, mitologie i wymyślone przez ludzi, nie zawsze Prawdziwe, zasady, reguły, wierzenia. Zatem tak naPrawdę wróżenie grzechem nie jest (tak samo zresztą jak wszystko inne). Wg religii chrześcijańskiej (nie wiem jak tam to wygląda w innych, więc tylko do tej się odnoszę) wróżenie jest grzechem. Ale tak naPrawdę wróżenie nie jest grzechem, bowiem tak naPrawdę coś takiego jak grzech w ogóle nie istnieje- jak wyjaśniłam wyżej.
I tyle.


>>>O CO MOŻNA PYTAĆ KARTY?
Oczywiście pytanie jest nieco źle postawione- gdyż to nie kart pytamy ani nie one nam odpowiadają, tylko siebie pytamy i to my sami sobie odpowiadamy (no, dokładniej- nasz umysł).
No więc... jakie możemy zadawać pytania, jakie informacje mamy możliwość uzyskać? Odpowiedź brzmi: jakiekolwiek. Tak, dokładnie- jakiekolwiek. Nie ma tu żadnych granic. Możemy uzyskać dowolnie wszelkie informacje, odpowiedzi na wszelkiego rodzaju pytania. Nie ma żadnych granic. (No, chyba że my sami sobie jakieś w swoim umyśle wykreujemy (poprzez różne przekonania, podejście, wierzenia, przesądy, itd).)

Cała wiedza jest w nas; jesteśmy Pustką która przyjęła formę nas, jesteśmy w swojej istocie Pustką, a więc wszystkim.
Zatem nie ma dla nas żadnych granic- chyba że my sobie sami jakieś wykreujemy.

A zatem: czy jest coś, czego nie można, nie da się odczytać z kart? Czy jest pytanie, na które nie da się uzyskać odpowiedzi z użyciem dywinacji (czy to mowa o wspomaganiu się narzędziami typu karty, wahadło, kula, czy to mowa o używaniu samego tylko umysłu, bez wspomagania się narzędziami)?
Nie. Po prostu- nie.
Nieważne czy mówimy o pytaniach mega, giga poważnych (typu: "kiedy umrę?" Jakkolwiek takich pytań lepiej nie zadawać, a to z dwóch powodów:
1) bo przyszłość to nie jest coś "wyrytego w kamieniu", jak zresztą tłumaczyłam wyżej w tym poście, a zatem ostatecznie nigdy nie można stwierdzić ze 100% pewnością, że coś się wydarzy oraz kiedy się wydarzy- po prostu dlatego, że przyszłość to nie jest jedna-jedyna droga, którą musimy przejść, lecz zbiór mnóstwa potencjalnych dróg, z których ostatecznie tylko jedna się wydarzy
2) ponieważ uzyskanie takiej informacji- niezależnie od tego, czy będzie to jedynie w ramach zabawy czy też poważnie branej przepowiedni- może, krótko mówiąc, zepsuć nam psychikę. Wiedza o tym, jak będzie wyglądała nasza śmierć czy też kiedy nadejdzie, jest niczym blizna w naszym umyśle- bowiem taka informacja to raczej nie jest coś, co traktuje się z przymrużeniem oka i o czym się łatwo zapomina, bagatelizując treść. Umysł ma to do siebie, że zapisuje wszystko czego doświadczamy- każdziutką chwilę naszego życia zapisuje w podświadomości. Zatem nawet jeżeli nie jesteśmy świadomi wpływu jaki informacja o naszej śmierci może na nas mieć, de facto owy wpływ jest (bowiem informacja została zapisana w naszej podświadomości, a zatem może nie od razu, ale prędzej czy później może się ona dać we znaki, wywołując w nas paranoję (dajmy na to, lęk przed wsiadaniem do samochodu- jeżeli powiedziano nam, że zginiemy w wypadku. Takie lęki często mają swoje podłoże właśnie w podświadomości, która pamięta to, co wydarzyło się kiedyś, a potem, gdy spotyka się z tym czymś ponownie, przypomina sobie przeszłość, w efekcie czego reagujemy lękiem. Nazywa się to traumą. Tak więc- no właśnie- możemy nawet nie być potem świadomi, skąd ten lęk przed, dajmy na to, samochodami się u nas wziął, a wziął się on właśnie z uzyskanej informacji na temat warunków naszej śmierci (jakkolwiek czy te informacje były tylko "dla zabawy", czy też były faktyczną przepowiednią pt.: "pisane jest nam zginąć w wypadku samochodowym"- to już inna sprawa, a nawet jeżeli była tylko zabawą i ostatecznie wcale nie w taki sposób "pisane nam było" zginąć, to ostatecznie może się okazać, że stracimy życie w takich właśnie warunkach, tylko dlatego, że nasz umysł taką właśnie informację uzyskał, zapisał ją, no i na podstawie owego zapisu wykreował nam doświadczenie (czyli śmierć w wypadku samochodowym). A jak już nieraz na blogu pisałam, umysł tak właśnie działa, że to, co w sobie ma (wspomnienia, myśli, wiedza, przekonania, itd.). wykorzystuje do projektowania na nasze życie, kreując nasze doświadczenia właśnie na podstawie swojej zawartości (zarówno zawartości świadomej jak i podświadomej- i zaznaczam że, no właśnie, liczy się tu nie tylko świadomość ale również podświadomość, bowiem ludzie mają tendencję do pomijania podświadomości, gdy poruszają temat "myśli kreują rzeczywistość", co jest błędem okropnym, gdyż podświadomość to jest podstawowy element naszego umysłu, który wpływa na nasze życie- co zresztą wyjaśniłam m.in. tutaj oraz tutaj). To po prostu mechanizm działania umysłu)))
czy też o pytaniach śmiesznie wręcz błahych (typu: "gdzie są moje kapcie?")- nie ma pytania na które niemożliwym by było uzyskać odpowiedź (jedynie z poprawką na fakt, że jeśli idzie o pytania o przyszłość, to przyszłość nie jest zaaranżowana jako coś, co na stówę się wydarzy w taki a nie inny sposób, lecz jest to, jak zresztą wytłumaczyłam wyżej, zbiór mnóstwa potencjalnych scenariuszy wydarzeń, z których ostatecznie tylko jeden się wydarzy- zatem jeśli idzie o przyszłość, to nie ma nigdy 100% pewności odnośnie tego, jaka będzie, gdyż przyszłość się jeszcze nie wydarzyła lecz dopiero się wydarzy, i nie jest odgórnie określona, zaaranżowana, "zapisana w gwiazdach" czy coś. Ale o tym pisałam szerzej m.in. w tym poście).

Cała wiedza, wszelkie odpowiedzi są dla nas dostępne- są w nas, mówiąc krótko. A jest tak, ponieważ (i tutaj tłumaczę, jak to jest możliwe, jak to działa, jaki jest mechanizm) każdy z nas- i w ogóle wszystko, cały świat, całe Istnienie ("Istnienie" tzn. "wszystko co istnieje, wszystko co jest, po prostu wszystko")- w swojej istocie (tzn. gdyby rozłożyć materię, z której się składamy, najbardziej jak się da, najzupełniej) składa się z tego samego, z tej samej energii, mianowicie z energii niemierzalnej, którą można nazwać "niczym" (skoro jest niemierzalna, to można ją nazwać "niczym", właśnie), i która jest właśnie tą energią, z której powstało wszystko- a dokładniej: energią, która stała się wszystkim. Ponieważ ta właśnie energia- która jest czystą świadomością- przyjęła formę wszystkiego co istnieje (a więc stała się wszystkim co istnieje, a nie stworzyła wszystko co istnieje), po to, by poprzez to wszystko doświadczać, a poprzez doświadczanie się doskonalić. Pisałam o tym na blogu już nieraz- chociażby tutaj.
No więc właśnie: wszystko jest- w swojej istocie- tą samą energią: energią niemierzalną, "niczym", czystą świadomością, energią która stała się wszystkim, Pustką ("Pustka" to to słowo, którego używam najczęściej, gdy o tej energii piszę. Aczkolwiek wszystkie z powyższych określeń są określeniami określającymi (tak, wiem, masło maślane :P) tą energię). Na poziomie formy wszystko jest tym, czym jest na poziomie formy (tzn. np. człowiek jest człowiekiem, pies jest psem, tulipan jest tulipanem, kubek jest kubkiem), zaś na poziomie najbardziej podstawowym- tzn. w swojej istocie- wszystko jest Pustką. Pustką, która przyjęła formę tego czym to coś jest na poziomie formy (czyli np. człowiek jest człowiekiem, pies jest psem, itd). Forma to określona... no właśnie- forma, którą Pustka przyjmuje, by poprzez tę formę doświadczać. Wszystko, całe Istnienie, jest więc zbiorem form, które przyjęła Pustka, by poprzez owe formy doświadczać- jednakże tak naPrawdę, w swej istocie, wszystko jest nie tymi formami, tylko Pustką (ponieważ w swej istocie człowiek nie jest człowiekiem, tylko Pustką).
A zatem: każdy z nas jest- w swej istocie- energią, która jest wszystkim. Można więc stwierdzić, że każdy z nas- w swej istocie, tak naPrawdę- jest niczym oraz że każdy z nas- w swej istocie, tak naPrawdę- jest wszystkim: bowiem Pustka- którą każdy z nas w istocie jest- jest energią, która jest "niczym" (ponieważ jest niemierzalna, więc można by stwierdzić- jeśli patrzeć pod kątem fizycznym na sprawę- że nie istnieje), a jednocześnie owa energia jest wszystkim co jest (ponieważ całe Istnienie składa się z tej energii, całe Istnienie z niej właśnie powstało: ta energia przyjęła formy wszystkich elementów Istnienia (istot, organizmów, przedmiotów, itd.), stała się wszystkimi elementami Istnienia, zatem ta energia jest wszystkim i wszystko jest nią. A zatem wszystko- w swej istocie- jest tą samą energią, jest "niczym", jest czystą świadomością; a w związku z tym, że ta energia jest czystą świadomością, to wszystko jest- w swej istocie- właśnie czystą świadomością, zatem można stwierdzić, że wszystko, całe Istnienie, jest, w pewnym sensie, żywe- bowiem jest świadomością, a nie jakąś zdechłą, martwą materią). Tak więc w swojej istocie wszystko, każdy z elementów Istnienia- czyli każda z form przyjętych przez Pustkę- jest Pustką, a więc energią która jest niczym i wszystkim jednocześnie. Jest niczym, bowiem sama w sobie, w swojej pierwotnej postaci, nie ma żadnej formy (więc jest, można powiedzieć, niczym); zaś jest wszystkim, ponieważ wszystko, co istnieje, jest w swej istocie tą energią. Zatem Pustka jest wszystkim i wszystko jest Pustką. Zatem każda z form przyjętych przez Pustkę jest zarówno wszystkim jak i niczym; każda z form przyjętych przez Pustkę nie jest- tak naPrawdę, w swej istocie- tą formą, tylko Pustką, a więc jest niczym oraz wszystkim innym jednocześnie.
A w związku z tym, właśnie, że w swojej istocie wszystko (każdy element Istnienia; inaczej- każda forma przyjęta przez Pustkę) jest wszystkim, że każdy element Istnienia jest w swojej istocie energią która jest wszystkim i którą wszystko jest, to tacy np. my, ludzie, jesteśmy m.in. wszelką wiedzą, wszelkimi odpowiedziami.
Tak to wygląda- jeśliby chcieć wyjaśnienia metafizycznego/duchowego czy jak by to tam nazwać.

Także stąd właśnie nie ma takiego pytania na które nie moglibyśmy, nie bylibyśmy w stanie znać odpowiedzi.
A zatem bez względu na to, czy używamy przy dywinacji (tzn. uzyskiwaniu informacji drogą mentalną- tzn. z pomocą samego umysłu, a więc bez użycia książek, rozmowy z kimś czy innych standardowych dla nas dróg uzyskiwania informacji) samego umysłu, bez wspomagania się przedmiotami typu karty, czy też wspomagamy się przedmiotami typu karty, jesteśmy w stanie odczytać dowolne informacje, jesteśmy w stanie uzyskać odpowiedź na każde pytanie.


>>>CZY WRÓŻENIE TO MAGIA?
Aby odpowiedzieć na to pytanie, trzeba najpierw odpowiedzieć na pytania:
-czym jest magia?
-czym jest wróżenie?

Czym więc jest magia? Magia to kreowanie rzeczywistości wedle własnej woli. I tyczy się to nie tylko typowo magicznych działań (rytuałów, czarów-marów, itepe), ale i życia w ogóle. Bowiem całe nasze życie jest naszym aktem kreacji owego życia (w końcu przez całe nasze życie podejmujemy działania, które determinują kolejne wydarzenia w naszym życiu)- więc można powiedzieć, że przez całe nasze życie uprawiamy magię. Jakkolwiek zwykle definicję magii zawęża się nieco, sprowadzając ją do "kreowania rzeczywistości wedle własnej woli z zastosowaniem typowo uznawanych za magiczne działań (np. rytuałów)".

Czym zaś jest wróżenie? Wróżenie... albo dobra, rozszerzmy to do dywinacji; no więc: dywinacja to uzyskiwanie informacji drogą mentalną (tzn. z użyciem samego umysłu, a nie np. poprzez czytanie w książkach czy rozmowę). Samo wróżenie to uzyskiwanie informacji na temat przyszłości drogą mentalną, zaś dywinacja to ogólnie uzyskiwanie informacji drogą mentalną (zatem wlicza się tu również np. telepatia (tzw. "czytanie w myślach innych istot")- na marginesie dodam, że telepatia jest jedną z tzw. zdolności parapsychicznych, zaś na temat zdolności parapsychicznych pisałam m.in. w tym poście).

I teraz: CZY WRÓŻENIE TO MAGIA? No nie. Magia to kreowanie rzeczywistości wedle własnej woli (z zastosowaniem typowo uznawanych za magiczne działań (np. rytuałów)), zaś wróżenie to uzyskiwanie informacji na temat przyszłości drogą mentalną. A więc dwie różne rzeczy. 


>>>CZY Z UŻYCIEM KART DA SIĘ POSTAWIĆ KONKRETNĄ DIAGNOZĘ ZDROWOTNĄ?
Jak najbardziej.
Pisałam zresztą wyżej, przy pytaniu: "O CO MOŻNA PYTAĆ KARTY?", na temat, no właśnie, tego, jakie informacje można uzyskać drogą dywinacji (czy to z użyciem narzędzi dywinacyjnych typu karty, czy też bez użycia jakichkolwiek narzędzi a jedynie z użyciem samego umysłu). Tłumaczyłam również wyżej, przy pytaniu: "CZY KARTY MOGĄ POKAZYWAĆ NASZE MYŚLI ZAMIAST ODPOWIEDZI NA ZADANE PYTANIE?", jak wygląda mechanizm dywinacji (czyli uzyskiwania informacji drogą mentalną). Na podstawie owej wiedzy (ogarniania mechanizmu wróżenia) można łatwo odpowiedzieć na pytania takie jak to właśnie- tzn. "CZY Z UŻYCIEM KART DA SIĘ POSTAWIĆ KONKRETNĄ DIAGNOZĘ ZDROWOTNĄ?".

Powtarzam więc: tak, jak najbardziej da się drogą dywinacji uzyskać dokładne informacje na temat stanu zdrowia danej osoby/zwierzęcia/rośliny/innej istoty.
Ktoś tam może akurat niezbyt to umieć- ale wtedy problem leży w jego umyśle, w którym po prostu istnieją pewne programy, które utrudniają mu owo działanie. Jeśli idzie o sprawy takie jak dywinacja, magia, itp., to wszystko kręci się tu wokół umysłu. To umysł jest źródłem problemów (np. nietrafnych wróżb czy nieumiejętności tzw. "dogadania się" z kartami), to w umyśle powstają blokady stanowiące przeszkodę w skutecznym działaniu. (I aby się z nimi uporać, należy zająć się więc umysłem właśnie.)

PS: Przy czym (zresztą pisałam o tym wyżej, w rozdziale: "Gdy stawiamy karty innym- czyli etyka w pracy z kartami") jeśli idzie o stawianie diagnoz zdrowotnych, to sprawa jest tu podobna jak w przypadku przepowiadania śmierci (na ten temat pisałam wyżej w tym poście, w rozdziale "Q&A", przy pytaniu: "O CO MOŻNA PYTAĆ KARTY?"), tzn.: informacje tego typu zalicza się raczej do dość poważnych informacji, a więc takich, których świadomość może okazać się dla osoby zbyt ciężka, trudna, a wręcz nawet bardzo niezdrowa. Jak mówię- dokładniej wyjaśniałam to już wyżej w tym poście; tutaj tylko zwracam na to uwagę ponownie, ponieważ odnosi się to pośrednio do tematu poruszonego w pytaniu, tzn. diagnozowania stanu zdrowia czy też wróżb dotyczących spraw zdrowotnych.

Zwyczajnie, dla komfortu psychicznego danej osoby (a więc swojego- jeśli dywinujemy te informacje dla siebie- lub kogoś innego- jeśli dywinujemy te informacje dla kogoś innego (ps: "dywinować" tzn. zdobywać informacje drogą mentalną, jak zresztą wyjaśniłam już wyżej)), a często też bezpieczeństwa osoby, lepiej takich rzeczy jak konkretniejsze, niż tylko wskazanie ogólnych skłonności do problemów zdrowotnych, analizy zdrowotne czy przepowiednie na temat śmierci po prostu nie robić.

Ponieważ drogą dywinacji (tzn. uzyskiwania informacji drogą mentalną)- czy to bez użycia narzędzi, czy to z ich użyciem (np. z użyciem kart)- jak najbardziej da się uzyskiwać bardzo konkretne, dokładne i prawdziwe informacje na temat, dajmy na to, stanu zdrowia, da się stawiać precyzyjne i trafne diagnozy zdrowotne (wszystko jest kwestią skuteczności w działaniu osoby dywinującej- bo, przypominam, to nie narzędzie (np. karty) działa bądź nie działa, tylko osoba dywinująca, a zatem to nie narzędzia są skuteczne bądź nie, tylko osoba ich używająca jest w swoim działaniu skuteczna bądź nie); jednakże ze względów zwyczajnego psychicznego komfortu oraz bezpieczeństwa (zresztą, warto mieć na uwadze również fakt, że wszelkie te prognozy, przepowiednie, wróżby, analizy, itd. wcale niekoniecznie muszą zawsze być trafne- ludzie w końcu często popełniają błędy, zatem nigdy nie powinno się informacji uzyskanych drogą dywinacji- czy to samodzielnie wydywinowanych, czy to przekazanych nam przez osobę dywinującą- brać zbyt poważnie, zawsze powinno się je z góry kwestionować, nie trzymać się ich jakby były pewnikiem, gdyż zwyczajnie pewnikiem nie są; zawsze bowiem jest ten margines błędu, i na to trzeba zawsze brać poprawkę, jeśli idzie o dywinację) lepiej jest tego nie robić.


>>>W JAKI SPOSÓB PRZYPORZĄDKOWAĆ KARTY DO ODPOWIEDZI "TAK" ORAZ "NIE", JEŻELI CHCEMY UZYSKAĆ WŁAŚNIE TAKIEGO RODZAJU ODPOWIEDŹ?
Jak nam wygodnie. Nie ma tu żadnych odgórnych ustaleń, przyporządkowań. W internecie można znaleźć propozycje, ale są one tylko proponowanymi przyporządkowaniami i możemy za nimi podążyć lub wymyślić sobie własne. Jakkolwiek zdecydujemy zrobić, karty będą nam działać wg naszych założeń- zresztą wyjaśniłam wyżej, na jakiej zasadzie działają karty oraz mechanizm wróżenia.


>>>CZY KARTY TRZEBA OCZYSZCZAĆ?
Nie. Z kartami w ogóle nie trzeba nic robić- oczyszczać, konsekrować, ładować energiami, ani nic innego.

Jak wielokrotnie pisałam wyżej (a także i w tym poście, gdzie również sporo o karciarstwie pisałam), karty to jest przedmiot, który może nam służyć jako narzędzie- do różnych rzeczy (np. do wróżenia, do uzyskiwania podpowiedzi/rad/wskazówek, do medytacji, do odprawiania działań magicznych, etc). Jak tłumaczyłam w tym poście, nie ma czegoś takiego że "jakiś przedmiot sam w sobie ma jakąś moc, sam w sobie działa w jakiś sposób (np. kumuluje energię z otoczenia)". Nie ma tak. Bowiem to, jak się zachowuje nasze otoczenie (czyli właśnie np. talie kart), to zależy/jest determinowane przez nas samych- a konkretniej, przez nasz umysł. Swoim umysłem kreujemy swoją rzeczywistość- i odnosi się to między innymi właśnie do wpływania na otoczenie, do kierowania energią w naszym otoczeniu.

Co w głowie, to w życiu. Tak więc jaką mamy zawartość umysłu (tzn. myśli, emocje, przekonania, wiedzę, itd.) odnośnie czegoś, tak właśnie- tzn. na tej podstawie- nasz umysł wpłynie na naszą rzeczywistość, tak ją ukształtuje. Przedmioty same w sobie zapisują energię z otoczenia (tzn. myśli, emocje, to co się działo, itd.- to jest właśnie owa energia), owszem; tak w istocie działa świat (wyjątkiem są elementy natury- rośliny, kamienie, itd.- bowiem one nie trzymają w sobie biernie energii, lecz transformują ją w pozytywną, korzystną. Jako część natury, kamienie czy rośliny mają to do siebie, że one się, w gruncie rzeczy, same oczyszczają, same, że tak to ujmę, gospodarują energią. Natura po prostu dąży do utrzymania równowagi- i w tym energetycznym aspekcie przejawia się to właśnie w tym, że takie np. kamienie nagromadzoną niekoniecznie zdrową energię zwyczajnie przetwarzają na zdrową, pozytywną- a także same taką właśnie korzystną energię wytwarzają. Tłumaczyłam to nieco bardziej w tym poście). Faktem jest więc, że takie np. talie kart mogą kumulować w sobie negatywną- jak i pozytywną- energię. Ale summa summarum to nasz umysł jest narzędziem, którym zarządzamy swoim życiem, swoim otoczeniem- i wobec tego jesteśmy w stanie, na przykład, swoimi przekonaniami sprawić, że talie przez nas posiadane nie będą gromadzić szkodliwych, negatywnych, niezdrowych energie, wobec czego nie będziemy mieli potrzeby takich talii oczyszczać.


>>>CZY TO PRAWDA, ŻE NIE NALEŻY UŻYWAĆ DO MEDYTACJI TEJ SAMEJ TALII, KTÓREJ UŻYWA SIĘ DO ROBIENIA ROZKŁADÓW?
Nie.
Po prostu: nie.

Nie mam pojęcia, skąd się ten mit wziął, ale, coby nie owijać w ładniejsze słowa, jest to bzdura totalna.
A niby czemu "nie należy"? Ktoś to wyjaśnił? Ktoś wie, czemu "nie należy"? Jest w ogóle jakiś powód, który by stał za tym stwierdzeniem, uzasadniał go? 
Cóż, powiem tyle: jeśli spojrzeć na temat mechanizmu działania kart (pisałam o tym wyżej, przy pytaniu "CZY KARTY MOGĄ POKAZYWAĆ NASZE MYŚLI ZAMIAST ODPOWIEDZI NA ZADANE PYTANIE?"), to nie ma żadnego- żad-ne-go- uzasadnienia dla tego przekonania. Żadnego. To przekonanie jest po prostu jednym z (wielu zresztą) bzdurnych mitów, które ludzie powtarzają bezmyślnie, przeczytawszy to w książkach, internecie, etc.

No. Mam nadzieję, że ta (ździebko ostra, być może, dla niektórych) odpowiedź nie pozostawia wątpliwości.


>>>CZY JEŚLI CHCĘ UŻYWAĆ TALII DO WRÓŻENIA INNYM, TO MUSZĘ JĄ NAJPIERW DOBRZE POZNAĆ, SPĘDZIĆ TROCHĘ CZASU UŻYWAJĄC JEJ?
Nie.
Jak wielokrotnie pisałam wyżej, nie ma- między innymi jeśli idzie o pracę z kartami, używanie ich- żadnych restrykcji, zasad, nakazów, zakazów, ograniczeń. Takowe możemy sobie ustalać co najwyżej my sami.

Są ludzie, którzy po prostu lubią ogarnąć się nieco z nową talią, zanim zaczną jej używać dla innych, bowiem po prostu wolą być pewni swoich działań, no a przeważnie ludzie są mało pewni siebie jeżeli spotykają się z czymś nowym (nawet jeśli idzie o nową talię kart mimo że osoba jest już z karciarstwem obeznana). Stąd właśnie mają taki styl, taki sposób działania- jednakże jaki my mamy styl, to nasza własna sprawa, więc nie powinniśmy ślepo podążać za innymi, tylko samodzielnie sobie sprawdzić, co nam odpowiada, jak chcemy działać.

W przypadku nowej talii, wiele osób potrzebuje czasu na ogarnięcie się z nią dlatego, że wiele osób interpretuje karty nie po obrazkach, nie stricte intuicyjnie, tylko podąża za klasycznymi znaczeniami systemu (jeżeli jest to talia bazująca na jakimś karcianym systemie dywinacyjnym) lub też znaczeniami podanymi przez autora talii w jakimś podręczniku do talii napisanym (jeżeli takowy jest, bo nie zawsze jest). Poza tym, wielu ludzi pracuje z kartami w taki sposób, że preferują sobie wyrobić swój własny system interpretacji poszczególnych kart w talii, zamiast zawsze czytać zupełnie na świeżo, zupełnie intuicyjnie, no a aby to zrobić, wiadomo, ileś tam czasu potrzeba.

Ja akurat jeśli interpretuję karty, to zawsze robię to zupełnie intuicyjnie, po swojemu, zawsze na świeżo, a więc nie kierując się moimi poprzednimi interpretacjami karty czy tym o czym poprzednio karta okazała się mówić, tylko zawsze interpretuję karty z zupełnie świeżym spojrzeniem- a wobec tego dla mnie nie ma znaczenia, czy talia jest zupełnie dla mnie nowa, czy też mam ją i znam i używam od lat: zawsze interpretuję tak samo, zawsze interpretuję karty zupełnie na nowo, na świeżo.
Wobec tego dla mnie nie stanowi problemu najmniejszego używanie dla innych talii, której sama wcale nie znam. Po prostu mój styl czytania kart mnie w tym aspekcie nie ogranicza.
No ale jeżeli czyjś styl czytania kart polega na tym, że ten ktoś się uczy znaczeń, tworzy sobie jakiś swój własny system interpretacji poszczególnych kart w danej talii, no to całkiem logiczne, że taka osoba będzie miała potrzebę talię sobie właśnie poznać, zanim zacznie jej używać np. do rozkładania dla innych.

PS: I żeby było jasne: ja nie chcę dać do zrozumienia, że jakiś styl jest lepszy od innych. Nie. Dla każdego co innego, zatem co dla jednego jest dobre, wygodne, pomocne, dla innego będzie niedobre, niewygodne, niepomocne. Każdy jest inny, ma inny umysł, a więc ma inne preferencje, sposób działania, czego innego mu potrzeba, itd.
Także niech każdy po prostu podąża za sobą, działa wg tego, co mu odpowiada- a nie podąża za innymi. Inni jak najbardziej mogą stanowić dla nas inspirację- ale nie wzór do naśladowania. Każdy jest inny, każdemu czego innego potrzeba, każdy ma inne zdolności, inaczej działa, inaczej został wychowany, itd., więc po prostu naśladowanie innych może nam wyjść na złe, bo być może ta czyjaś inna ścieżka, którą próbujemy podążać, jest zupełnie niezgodna z tym, jacy my sami jesteśmy, co my sami mamy w umyśle (a więc jest niezgodna z naszymi preferencjami, potrzebami, itd).


 ________________________________________________

JAK TO DZIAŁA
(czyli jak to jest możliwe, że wróżby, analizy są trafne)

Jak działają karty... no i w ogóle wszystkie systemy dywinacyjne, w których wybiera się coś (karty, monety, patyczki, itp.), rysuje (np. figury w geomancji), itp? Jak to jest, że te np. wróżby z kart są trafne, trafnie oddają nasz aktualny stan? Jak to jest, że np. wahadełko trafnie się "waha", jak to jest, że w kuli widzimy to, co odpowiada trafnie na nasze pytanie, jak to jest, że mamy prorocze sny, jak to jest że nasza intuicja daje nam trafne podpowiedzi, jak to jest, że jasnorozpoznajemy (jasnowidzimy, jasnosłyszymy, jasnoczujemy, itd.) odpowiedź Prawdziwą, adekwatną, faktyczną, trafną wobec rzeczywistości? Jak to jest, że to wszystko się zgadza, że to jest trafne?

Najprościej rzecz ujmując: po prostu świat tak działa. Świat został tak stworzony, że jest ta synchroniczność (pisałam na ten temat nieco szerzej w tym poście). I tyle. To nie żadne czary-mary, to zwyczajna... synchroniczność, system, mechanizm działania świata.

A nieco dokładniej można by to wytłumaczyć tak:
-w nas jest cała wiedza Istnienia, wszystko. Bowiem w swojej istocie jesteśmy Pustką- a więc tą energią, z której powstało wszystko (tłumaczę to m.in. w tym poście).
-Gdy dywinujemy (np. wróżymy), wysyłamy naszym umysłem informacje odnośnie tego, czego chcemy (np. poprzez zadanie pytania- bo skoro pytamy, to chcemy odpowiedzi. Oczywiste, nie?).
-Dostajemy tą odpowiedź poprzez umysł (bo nasz umysł, działając na podstawie programu- czyli naszego pytania- sczytuje z Istnienia (np. z czyjegoś umysłu- jeżeli pytamy np. "co ten ktoś myśli?") informacje będące odpowiedzią na nasze pytanie)
-a nasz umysł prezentuje/przekazuje nam ową odpowiedź poprzez- na przykład- ruchy wahadełka, obrazy w kuli, czy wyciągnięte karty.

A jak to się dzieje, że- na przykład- nasza ręka wybiera właśnie te karty albo że właśnie te karty wypadają nam podczas tasowania?
Nasza ręka- tasująca i wybierająca karty- jest, podświadomie, kierowana przez nasz umysł (bo umysł kieruje naszym ciałem, zawiaduje nim- to po prostu naturalna zależność pomiędzy ciałem i umysłem. Umysł może kierować ciałem świadomie albo podświadomie. Świadomie to znaczy że z udziałem naszej woli, naszej świadomości; zaś podświadomie to znaczy że bez udziału naszej woli, naszej świadomości (np. odruchy to właśnie kierowanie ciała przez umysł z użyciem podświadomości). I gdy np. tasujemy i losujemy karty czy też gdy trzymamy wahadełko, to nie kontrolujemy świadomie tego, co nasze ręce i dłonie robią, tylko właśnie nasza podświadomość to kontroluje), który to odebrał odpowiedź na nasze pytanie; a zatem nasz umysł kieruje naszym ciałem tak, by- dajmy na to- nasza ręka wybierała karty (lub by przy tasowaniu wypadły karty) adekwatne do informacji, które otrzymał umysł (czy też by wahadełko poruszało się w sposób który będzie stanowił odpowiedź na nasze pytanie (oczywiście system znaczeń ruchów wahadła ustalamy sami- to nie jest coś, co jest z góry ustalone. Sami to sobie ustalamy- i ten program mentalny (bo to jest program mentalny- czyli informacja, jak umysł ma działać, w jaki sposób ma funkcjonować, jak ma odbierać rzeczywistość; a w tym przypadku: jakie ruchy wahadła co oznaczają) nasz umysł potem wykorzystuje właśnie w przekazywaniu informacji poprzez ruchy ręką, która z kolei porusza wahadłem)).

Tak więc nie są to żadne czary-mary, niewiadomoco, tylko zwyczajny mechanizm odbierania informacji z Istnienia- taka (meta)psychologia, po prostu.

PS: Pisałam na ten temat również nieco wyżej w tym poście, w rozdziale "Q&A", przy pytaniu "CZY KARTY MOGĄ POKAZYWAĆ NASZE MYŚLI ZAMIAST ODPOWIEDZI NA ZADANE PYTANIE?", a także w tym poście, przy talii Oracle of the Mermaids.

 ________________________________________________

LINKI

>>>Inne posty przedstawiające temat działania kart, czym są karty, itd.:
Moje ulubione, najczęściej używane talie (02.04.2017)

Ten powyższy post koniecznie polecam- ponieważ tam napisałam bardzo dużo na temat m.in. pracy z kartami pod kątem psychologicznym oraz metafizycznym.
No a z tych starszych (które- tak tylko marginesowo notuję- musiałabym przejrzeć i poaktualizować, ponieważ ich treść opiera się na wiedzy, którą miałam dawniej, a więc jeszcze niezupełnie wyklaryfikowanej, niestety. Tak więc pewne rzeczy w tych poniższych postach wymagają uzupełnienia, wyjaśnienia. Oczywiście treścią tychże postów się zajmę- w przyszłości, i wtedy dam znać o tutaj):
-Mechanizm wróżenia, kreowanie rzeczywistości, magia i co nieco o zdolnościach parapsychicznych
-Karciane mity, itp. (BR to Tafalarota)
-Karciane mity
-Jak działają karty, czym jest przeznaczenie i jak kreujemy swoje życie oraz czemu warto pracować z kartami
-Małe słów parę nt. tarota i egregorów
-posty z serii: praca z kartami

>>>Różne rodzaje pracy nad sobą, w których można wykorzystywać talie dywinacyjne:
PRACA Z CIENIEM: O pracy z cieniem raz jeszcze  (oraz wszystkie inne posty spod etykiety "praca z cieniem")
PRACA Z WEWNĘTRZNYM DZIECKIEM: Wewnętrzne dziecko, Sztuka autoprogramowania
PRACA Z ENERGIĄ ZWIERZĄT (shapeshifting, animal medicine, itd.): Shapeshifting, zwierzęta mocy, rośliny mocy, zwierzęca medycyna, itp.
GENERALNIE PRACA Z UMYSŁEM (W SENSIE: ZE ŚWIADOMOŚCIĄ I PODŚWIADOMOŚCIĄ): Świadomość i podświadomość- czym są, jak z nimi pracować, Sztuka autoprogramowania

>>>Pozostałe posty z serii "Praca z kartami i co nieco o różnych rodzajach talii dywinacyjnych":
-cz. 1 (Wstęp)
-cz. 2 (Przykładowe talie)
-cz. 3 (Kamienie szlachetne, przechowywanie talii)
-cz. 4 ("Witanie" i "żegnanie" talii)
-cz. 5 (Rozkład na pracę z talią)
-cz. 6 (Medytacja z kartami)
-cz. 7 (Talie sezonowe)
-cz. 8 (Rozkłady)
-cz. 9 (Łączenie talii- w tym co nieco o energetycznych zależnościach karcianych)

>>>O tym, jak ja pracuję z kartami:
-Jak pracuję z kartami- charakter mojej pracy
-Czym są dla mnie karty, jaką rolę pełnią w moim życiu
-Jak pracuję z kartami
-Ja jako ezoteryk
-Top talie roku 2016

>>>Talie tarota/wyrocznie dla początkujących (propozycje talii) oraz jak wybrać talię:
-Tarot- jak wybrać talię
-Talie-wyrocznie (oracle cards) dla początkujących oraz trochę o tym, jak wybrać talię

>>>Powiązane posty:
-Autorska talia kart
-Nowe możliwości...- czyli co nieco o (moim) rozwoju w pracy z kartami
-"Surowe" talie; mrok i światło w taliach (oraz dlaczego ważne jest zachowanie harmonii pomiędzy nimi) (chodzi o mrok i światło w sensie, że tak to prosto nazwę, negatywności i pozytywności talii (tzn. na ile jest fluffy i urocza, a na ile jest poważna i mroczna), a nie w sensie graficznym, wizualnym)
-Medytacja, OOBE, LD, itp. (jeszcze nie został napisany; gdy już zostanie, wkleję tu link)

>>>Moje doświadczenia z konkretnymi taliami, recenzje (posty te były pisane w ciągu lat, tak więc prezentują jak moje podejście do karciarstwa się przez cały ten czas zmieniało. Te starsze posty (mam tu na myśli dokładniej posty z roku 2014 oraz 2015), wobec tego, niekoniecznie są już aktualne):
-posty z serii: recenzje
-posty z serii: moje ulubione talie

>>>O karcianych systemach dywinacyjnych:
-Dywinacyjne systemy karciane- runy, ogham, kipper, karty cygańskie i klasyczne, geomancja oraz ICing 

 ______________________________________________________

JEŚLI MACIE 
JAKIEŚ INNE PYTANIA, 
JAKIEKOLWIEK WĄTPLIWOŚCI, KTÓRE NIE ZOSTAŁY ROZWIANE 
LUB TEŻ JAKIEŚ UWAGI, 
PISZCIE ŚMIAŁO W KOMENTARZACH. :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Masz ochotę podzielić się słowem? Zapraszam! :)