wtorek, 2 sierpnia 2016

Kreatywność i otwarty umysł to podstawa (w magii)

No właśnie.
Ja jestem (i zawsze byłam. I mam nadzieję, że zawsze będę) bardzo otwartą osobą, o bardzo otwartym umyśle, sporym dystansie do siebie i świata i bardzo kreatywną- w każdym razie jeśli chodzi o te różne ezoteryczne, magiczne, metafizyczne sprawy. Zawsze uwielbiałam robić różne rzeczy po swojemu; a przy tym zawsze miałam jakieś takie naturalne wyczucie Prawdy (o czym przekonałam się ostatnio, gdy właśnie poznałam Prawdę tak "z bliska", że tak powiem). Chodzenie własnymi szlakami, wykorzystywanie różnych rzeczy, o których większość ludzi by nie pomyślała, że można, robienie rzeczy w taki sposób, że większość ludzi by nie pomyślała, że tak można, itd. Mieszanie z sobą różnych dziedzin ezoteryki, wyciąganie z nich tego, co dla mnie atrakcyjne i wykorzystywanie w swojej praktyce... To właśnie jestem ja. Takie trochę new-age'owskie podejście. Ale... czy to znaczy, że złe? Po prostu nowe. A świat się zmienia, wszystko ewoluuje, a więc... lepiej jest iść z prądem (własnym ;)) i działać z otwartym umysłem, a nie trzymać się sztywno tradycji i starych zasad. Luz-blues, grunt to być sobą i czuć to, co się robi. I wyrażać siebie w tym, co się robi. Być kreatywnym. I otwartym. I nie bać się eksperymentować, próbować nowych rzeczy. Bo... kto nie próbuje, ten się nie przekonuje. ;) A przecież w życiu o to chodzi, by doświadczać- bo poprzez to właśnie rozwijamy się. A w życiu o rozwój chodzi. O dążenie naprzód. O łamanie starych barier, burzenie starych murów- które już nie służą, nie pasują. Burzymy stare (to, co szkodzi, co nie służy), robimy miejsce na nowe (to, co pomaga). Budujemy nowe pałace będące wyrazem naszej kreatywności i naszej boskości (ja w sumie wolę słowo "Źródlaności"- bo od Źródła- ale już mniejsza).
I niech sobie inni myślą i mówią co chcą- oni to oni. A my to my. Ty to ty, ja to ja. Każdy jest inny i każdy ma do tego pełne prawo- naturalnie. Aczkolwiek żyjmy i dajmy żyć innym. Nie trujmy im życia swoimi, ekhem, zagrzybiałymi poglądami, jeśli oni mają swoje, które im pięknie kwitną w życiu. ;)

Tia, no dobra, słowem wstępu to by było chyba na tyle.
O co mi chodzi w tym poście- poza tym, co napisałam wyżej? Otóż... Może zacznę (tę część posta) od tego, co mnie do jego napisania zainspirowało- tak będzie po prostu najłatwiej.
A więc obejrzałam sobie dziś pewien filmik (o ten ;)) i właśnie idea tam przedstawiona mnie zainspirowała. Bardzo, bardzo mocno mnie zainspirowała. O co chodzi (jeśli komuś nie chciało się kliknąć i sprawdzić ;))? Otóż filmik ten traktuje o traktowaniu postaci ze świata Disneya (konkretnie Disneyowkich księżniczek) podobnie jak traktuje się bóstwa czy anioły czy przewodników duchowych- tzn. jako istoty (a tak konkretnie, są one egregorami, oczywiście- bo nie istnieją w Prawdziwej Rzeczywistości, ale istnieją w rzeczywistości... no, w tym przypadku jest to rzeczywistość tych filmów, a więc można to zaklasyfikować jako rzeczywistość zbiorową (wg mojej terminologii)), z którymi można pracować tak samo, jak się pracuje z bóstwami, aniołami, zwierzęcymi przewodnikami czy przewodnikami duchowymi czy elfami czy tym podobnymi duchowymi- lub nie- istotami. Tak więc możemy, między innymi, wykonywać rytuały poświęcone konkretnym postaciom, możemy je sobie przyjąć za naszych opiekunów, tak samo jak się to robi w przypadku bóstw. No wiecie- tak samo jak można pracować z bóstwami, aniołami, itp., tak też można pracować z postaciami fantastycznymi (już rozszerzmy poza postacie z Disneya ;)). To totalnie logiczne- ponieważ skoro bóstwa i anioły są egregorami (a są, jak już nieraz pisałam na blogu), no i się z nimi pracuje, to tak samo można pracować z postaciami (a konkretniej z egregorami postaci) z filmów, książek, seriali, itp., a także z naszego własnego tworu postaciami/istotami, oczywiście. Krótko mówiąc: możemy pracować z czymkolwiek (i jakkolwiek), wystarczy że zechcemy (a, tak nawiasem, egregora może stworzyć, oczywiście, jedna osoba- nie potrzeba do tego całej grupy osób--- w końcu, wiecie, tworzymy sobie różnych przyjaciół w wyobraźni, itp).

Tak więc możemy pracować- na takiej samej zasadzie jak pracuje się z bóstwami czy aniołami czy elfami (akurat te ostatnie nie są egregorami, tak nawiasem)- z postaciami fantastycznymi. Możemy pracować z Pocahontas, z Ginny Weasley, z Kubusiem Puchatkiem, z Aslanem, z Kaczorem Donaldem... ;) lub też z naszą samodzielnie wykreowaną postacią/istotą/bytem. Wszystko to kwestia naszej otwartości i kreatywności. Bo w końcu gdzie są granice? W nas. Kto tworzy granice (w magii)? My. Są, oczywiście, pewne odgórnie ustalone prawa (Prawa Uniwersalne), ale poza nimi granice ustalamy sobie sami. I żadne Prawo Uniwersalne nie mówi jakoby nie można było pracować z Kubusiem Puchatkiem, Pocahontas, Minervą McGonagall czy Królewną Śnieżką w taki sam sposób, w jaki można pracować z Thorem, Odynem, Atheną czy Kuan Yin.
A jeżeli dla kogoś to jest przesada, jeśli ktoś uważa tę ideę za głupią, niedojrzałą, itp., to... jego sprawa. I tyle. ;)

W końcu czemu nie czerpać inspiracji z tego, co mamy współcześnie? Czemu nie czerpać inspiracji z otaczającego świata filmów, powieści, komiksów, seriali, gier? I czemu nie wykorzystywać tego w naszej praktyce magicznej, na przykład? No właśnie- nie ma żadnych "nie". A jedyne granice, jakie ewentualnie istnieją, są w nas.
Każdy ma swoją ścieżkę, swój styl, swój gust. I wg tego właśnie powinien podążać- wierny sobie, wierny temu, co do niego przemawia. O to chodzi!

Kreatywność, zdrowy dystans do siebie i świata, otwarty umysł...

Niejako druga część tego posta: KLIK.








Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Masz ochotę podzielić się słowem? Zapraszam! :)