sobota, 24 września 2016

Zdrowe włosy, indywidualność, kamienie szlachetne, Suliga i demony

Ostatnio siedzę trochę w różnych naturalnych sposobach na wzmocnienie włosów i wśród herbatek i soków z pokrzywy oraz skrzypu pomyślałam sobie o agatach. Kamienie szlachetne to w końcu również dary natury i również z nich można korzystać w ramach poprawy stanu swojego zdrowia. No a jeśli mowa o kondycji włosów, właśnie agaty są jednymi z tych kamieni, po które można sięgnąć w razie problemów.

Tak sobie w ogóle myślę, że agaty to kamienie niedoceniane, jeśli idzie o zastosowanie magiczno-lecznicze. Może to być tylko moje wrażenie, w każdym razie one naprawdę zasługują na uwagę. Podczas gdy mamy rozmaite odmiany agatów (np. agat drzewny, agat muszlowy czy agat niebieski), sam agat jako rodzaj kamienia cechuje się tym, że działa bardzo kompleksowo na nasz stan- fizyczny, psychiczny, energetyczny, itd.
Na podstawie swojej obecnej wiedzy (tzn. tego, jak odbieram kamienie) mogę stwierdzić, że niektóre kamienie mają raczej działanie skierowane w stronę tą stricte fizyczną (czyli ciało), inne z kolei bardziej specjalizują się w sprawach natury duchowej i mentalnej (umysł). Agaty, natomiast, to jedne z tych rodzajów kamieni, których działanie obejmuje całokształt istoty; działają wielowarstwowo i wielopoziomowo i bardzo dogłębnie. A przy tym są na tyle łagodne, że nie ma obaw z "przedawkowaniem".


Aczkolwiek jeśli już piszę o kamieniach, za bezwzględnie wymagające zaznaczenia uważam to, że każdy z nas jest inny, każdy z nas inaczej odbiera różne rzeczy i wobec tego nigdy nie można mieć pewności co do charakteru oddziaływania danej rzeczy na daną osobę. Oznacza to więc, że tak samo jak różne leki na różnych ludzi różnie działają, i tak samo jak różnie na różnych ludzi działają rozmaite rośliny, kolory, zapachy, smaki, dźwięki, i tak samo jak jedni preferują takie i takie bodźce, a inni inne (np. jedni kochają stare zamczyska, a inni ich nienawidzą), tak samo również kamienie na każdego działają inaczej. Wobec czego nie można ślepo działać wg ściąg zamieszczonych w książkach czy internecie i każdemu na daną dolegliwość dobierać ten sam kamień. W końcu każdy reaguje inaczej, każdy czego innego potrzebuje. Stąd aby mieć zupełną pewność co do skuteczności danego kamienia dla danej osoby, trzeba po prostu pozwolić tej osobie samodzielnie sobie zbadać, sprawdzić, jak dany kamień na nią działa, jakie reakcje w niej wywołuje, jak go odbiera (i tak, KAŻDY to potrafi).
Dla każdego co innego i nie można się spodziewać, że każdy na daną rzecz (np. lek czy zapach, czy materiał video, czy- jak powyżej- kamień) zareaguje tak samo.
Stąd zawsze należy samodzielnie sprawdzać to, z czym się pracuje, to, czego się używa (np. kamienie), a nie wierzyć ślepo opisom innych. Bo oni odebrali dany- na ten przykład- kamień tak i tak, ale my możemy go już odebrać zupełnie inaczej.

W ogóle tak sobie myślę, że ludzie mają wręcz śmieszną tendencję do polegania na doświadczeniach innych pt. "jak on doświadczył tego i tego, to wszyscy inni zapewne też będą mieli takie doświadczenia". Oczywiście ludzie są różni i jedni faktycznie są bardzo sztywni w tym swoim postrzeganiu świata, podczas gdy inni potraktują doświadczenia innych nie tyle jako wyznacznik potencjału ich własnych doświadczeń, lecz raczej jako swego rodzaju przestrogę pt. "oho, lepiej uważać, bo jak temu gościowi się takie rzeczy przytrafiły, to nie jest wykluczone, że i mnie mogą".
A dobrym przykładem (choć zwykle odnoszenie się do konkretnych przykładów niezupełnie wypala... Ale dobra, powiedzmy, że zaryzykuję) jest chyba wszystkim znany (a przynajmniej w tym ezoterycznym środowisku. No, uściślijmy- w polskim ezoterycznym środowisku) Jan Suliga i jego nie najprzyjemniejsze doświadczenia z jakimiś "nieczystymi energiami". Jeśli nie wiecie, o co biega, to dobrze. Nie warto się o tę wiedzę wzbogacać. A czemu? Zaraz powiem.
Otóż jak napisałam kilka zdań temu, ludzie mają śmieszną tendencję do polegania na doświadczeniach innych i opierania na nich swojej opinii. Najczęściej, oczywiście (bo jakże by inaczej) na tych negatywnych doświadczeniach. No bo nikt przecież nie powie: "o, jemu się tak dobrze udało! To mi na pewno też się uda!". Raczej się myśli: "uuu, ale się gościowi dostało... To ja lepiej nie próbuję, bo jeszcze mi się coś przydarzy...". No przyznajcie, nie jest tak? Cóż, na pewno nie u wszystkich, ale podejrzewam (jakkolwiek oczywiście mogę się mylić), że u większości.
Tak czy inaczej... No właśnie. Ludzie mają taką dziwną tendencję. Rzecz jasna niesłusznie. Bo, heh, niby wszyscy wiedzą, że przecież każdy jest inny, itd., niby wszyscy sobie z tego doskonale zdają sprawę, tylko że... śmieszna sprawa... w tych najbardziej tego wymagających momentach nikt o tym nie pamięta. Nikt nie pamięta, że:
-każdy jest inny
-każdy działa inaczej (nieco lub bardzo)
-każdy ma za sobą inne doświadczenia
-każdy ma inne doświadczenia przed sobą
-każdy co innego umie
-każdy co innego wie
-każdy ma inne przekonania
-każdy ma co innego w głowie
-każdy w innym środowisku się wychował
-każdy ma inną odporność na wpływy innych ludzi
-każdy inaczej patrzy na świat
-każdy inaczej odbiera rzeczywistość
...


Rozumiecie?

Każdy ma co innego w głowie, każdy ma inne przekonania, itd. i każdy sobie- wg tego, co ma w głowie, właśnie- kreuje życie, rzeczywistość.
Jeśli ktoś ma takie i takie przekonania odnośnie życia, to jego życie takie i takie właśnie będzie. A jeśli ktoś ma inne takie i takie przekonania odnośnie życia, to jego życie właśnie takie będzie. Jedni widzą świat w różu i słodkim błękicie, a inni ten sam świat postrzegają jako czarno-szaro-bury i ponury. Dlaczego tak jest? No po prostu: bo każdy jest inny. Każdy widzi świat przez swój własny pryzmat, każdy przez swój własny pryzmat go doświadcza. A przecież każdy jest inny, każdy co innego w głowie ma, stąd każdy inaczej doświadcza.




Stąd taki np. Suliga (serio, nie przepadam tak się odnosić do żywych przykładów... No a Suliga to przecież wielki, uznany autorytet i w ogóle, więc jeszcze ktoś się do czegoś przyczepi, że kogoś obrażam czy coś. Mniejsza), który doświadczył tego, czego doświadczył (a doświadczył kilku takich dosyć bardzo złych rzeczy. Jak zresztą wiedzą ci, którzy wiedzą), doświadczył tego tylko i wyłącznie (podkreślam: t-y-l-k-o  i  w-y-ł-ą-c-z-n-i-e) dlatego, że w głowie miał to co miał (mam tu na myśli jego przekonania i sposób patrzenia na świat). Gdyby tego w głowie nie miał, to by nie doświadczył tych wszystkich niedobrych rzeczy, których doświadczył, a które odstraszają wielu małowiedzących (i mam tu na myśli każdego, kto uważa, że: "jak on miał takie doświadczenia, to ja też pewnie takie mogę mieć"- niezależnie od tego, czy ten ktoś połknął dziesiątki książek o starożytnych praktykach magicznych, czy też jest kompletnie zielony w temacie), przekonanych, że skoro Jan Suliga miał takie i takie doświadczenia, to oni wszyscy też będą takie mieli/mogą takie mieć.

Cóż, jeśli mają w głowie to, co Suliga miał/ma, to całkiem prawdopodobne jest, że faktycznie mogliby czegoś podobnego doświadczyć. No bo kto co w głowie ma, to produkuje (a właśnie umysł jest źródłem wszelkich tych demonów, złych bytów, itd. Nic innego ich nie produkuje, tylko ludzie- sami sobie. No ale proszę bardzo, mamy wolną wolę, to i nikt się nie wtrąca w to, co sobie tworzymy naszymi przekonaniami).


Tak więc jeśli wierzycie głęboko w możliwość doświadczenia tego, czego doświadczył- na ten przykład- Suliga (ach, ja to się tak bardzo (nie)lubię do tego przykładu odnosić...), to lepiej faktycznie niczego z tego kanonu nie róbcie. Dla własnego dobra. A w każdym razie póki nie pozbędziecie się swoich (fałszywych) przekonań odnośnie tego, jak działa świat (energii).
No bo wiadomo: jak ktoś ma chaos i demony w głowie, to i tego doświadczyć może w różnych praktykach typu medytacja czy OOBE.
Proste? No proste.
Szkoda tylko, że jednocześnie dla wielu jest tak bardzo skomplikowane...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Masz ochotę podzielić się słowem? Zapraszam! :)