środa, 19 października 2016

Szyszynka, kombucha, ayahuasca, psychodeliki, itede

Wpis został zaktualizowany 06.07.2017 o godz: 19:41.

Ostatnio w środowisku ezoterycznym zrobiła się moda na temat szyszynki, odwapniania szyszynki, poszerzania percepcji * (swoją drogą, ładne określenie, ładnie brzmi), no i m.in. kombuchy i różnych innych takich. Sama tę sprawę poznałam całkiem niedawno (właśnie wtedy, kiedy zrobiło się o tym głośno), no i postanowiłam (jak zresztą niemało osób ostatnio) coś w tej materii powiedzieć. Albo raczej napisać. No i, jak zwykle, będzie to takie bardzo po mojemu napisanie- bo, jak być może wiecie, ja generalnie zawsze stawiam na siebie i swoją wiedzę, a nie sugeruję się ani nie podążam za wiedzą innych. Po prostu sama wolę badać różne tematy- i mam do siebie zaufanie (logiczne- inaczej bym na sobie nie polegała ;)).


Zacznijmy od szyszynki.
Szyszynka jest jednym z gruczołów wydzielania wewnętrznego- wydziela m.in. melatoninę oraz DMT (dimetylotryptaminę). Jest zatem odpowiedzialna za rytm dobowy i jakość snu (również za nasz rozwój fizyczny generalnie) oraz za same sny, a także rozmaite podobne zjawiska (czyli różnego rodzaju wizje, kreacje umysłu o charakterze wizualnym/dźwiękowym/zapachowym/smakowym/dotykowym- a więc np. halucynacje). Szyszynka- a dokładniej jej stan- wpływa na nasz ogólny stan psychiczny oraz, nazwijmy go, duchowy (generalnie: wpływa na nasz umysł, na jego stan). Zdrowa szyszynka zapewnia harmonię umysłu, mówiąc krótko (czyli zdrowy umysł, harmonijnie działający). Zatem szyszynka chora (przy czym głównie mówi się tu o jej zwapnieniu) wiąże się z występowaniem rozmaitych zaburzeń umysłowych (chorób psychicznych generalnie, zaburzeń w funkcjonowaniu mózgu, problemów z pamięcią, koncentracją, no i, krótko mówiąc, dysharmonii pomiędzy duszą a umysłem ** (stąd u ludzi z chorą szyszynką stwierdza się głęboki pesymizm i ogólne poczucie bezsensowności życia)).

Przy czym warto by zwrócić uwagę na fakt, że nie tyle chora szyszynka (np. zwapniona) sprawia, iż powstają te wszystkie zaburzenia, lecz fakt, że coś niedobrego się z tym gruczołem dzieje, jest, można powiedzieć, objawem już wcześniej powstałych problemów w obrębie umysłu. Pamiętajmy, że to umysł zawiaduje ciałem- ciało, jego stan, jest tak naprawdę tylko odbiciem stanu umysłu, produktem zawartości umysłu (zawartość umysłu to po prostu wszystko to, co jest w umyśle, a więc: myśli, emocje, programy mentalne, wspomnienia, itd). Zatem to nie jest tak, że te rozmaite zaburzenia wynikają z tego, że szyszynka jest chora- na odwrót. Szyszynka zachorowała, stała się podatna na chorobę (np. zwapnienie), PONIEWAŻ umysł jest w stanie nieharmonii (czyli choroby).
Bo gdyby umysł był harmonijny (czyli zdrowy), to nie pozwoliłby ciału zachorować- a więc i nie pozwoliłby szyszynce zachorować. To, że coś się dzieje z jakąkolwiek częścią naszego ciała, WYNIKA z problemów w umyśle. Nie odwrotnie.
Zatem szyszynka choruje (a zatem i staje się podatna na zwapnienie), PONIEWAŻ coś jest nie tak z umysłem. Zdrowy umysł chroni ciało przez wszelkimi dolegliwościami, przez wszelkimi "niedobrościami" (np. truciznami czy szkodliwym wpływem nadmiaru pewnych substancji, pierwiastków- jak np. fluor, który to właśnie w temacie szyszynki znany jest z tego, że powoduje jej zwapnienie).
Gdyby to nie tak działało (czyli tak, jak wyjaśniłam wyżej), to jedynymi sposobami na wyleczenie szyszynki byłyby te polegające na oddziaływaniu bezpośrednio na ciało fizyczne (czyli np. sławna kombucha). A przecież głównym sposobem uzdrawiania szyszynki jest uzdrawianie umysłu (zresztą to się tyczy choroby każdej części ciała- zawsze klucz to uzdrowić umysł---> ponieważ wobec tego iż to umysł zawiaduje ciałem, to zdrowy umysł = zdrowe ciało)- no a najłatwiej jest zrobić to poprzez wchodzenie w stan Pustki (ponieważ umysł zostaje uzdrowiony poprzez trwanie w stanie harmonii (tzn. w stanie tzw. ciszy, czyli braku myśli i emocji, w stanie totalnego wyciszenia, a więc, innymi słowy, w stanie wypełnienia czystą świadomością. Czysta świadomość, bowiem, to uważność, czyli skupienie świadomości na tu i teraz. Zatem jeżeli skupiamy świadomość na tu i teraz (podświadomość zawsze jest skupiona na tu i teraz- co wyjaśniam nieco niżej, pod gwiazdką *), to wyciszamy swój umysł, zatrzymujemy myślenie, umysł się uspokaja i, wobec tego, harmonizuje, gdyż nie ma w nim już chaosu, czyli tego hałasu- myśli i emocji. Oczywiście nie chodzi o to, że ten hałas jest zły- nie. Doświadczanie owego umysłowego hałasu- myśli i emocji- jest czymś zupełnie naturalnym i bardzo wartościowym. Pustka w końcu stała się Istnieniem właśnie takim jakim ono jest, ponieważ właśnie takiego chciała doświadczać. Nic tu nie jest "niedobre". Chodzi po prostu o to, że możemy mieć w umyśle ciszę- czyli brak myśli i emocji- lub hałas- czyli myśli i emocje- i jeżeli chcemy trwać w stanie jak największej mentalnej harmonii, spokoju, musimy po prostu utrzymywać tą ciszę. Nie chodzi tu zaś o to, że cisza czy hałas są dobre bądź złe)- a w takim właśnie stanie jesteśmy, gdy jesteśmy w stanie umysłowej Pustki, tzn. w stanie wypełnienia czystą świadomością).

Aha, i jeszcze taka mała sprawa... To już takie bardziej z cyklu "śmezoteryczne głupoty", ale pomyślałam sobie, że przy okazji można by o tym wspomnieć.
   A więc.
   Uważa się (o ile się orientuję, w każdym razie), że przez szyszynkę właśnie dusza wchodzi do ciała. Czy to prawda? Nie.
   Dusza wchodzi do ciała- jeśli już by ktoś chciał opisu konkretnej "trasy"- przez obszar głowy, owszem, ale nie konkretnie przez szyszynkę. Wchodzi po prostu "od góry", mniej więcej przez ten obszar ciała, który popularnie nazywa się czakrą korony (czakra korony to inaczej po prostu umysł, jak wyjaśniam niżej, przy podwójnej gwiazdce ** oraz w tym poście). I dusza wcielona w ciało tak na dobrą sprawę dopasowuje swój wygląd do wyglądu naszego ciała- można zatem powiedzieć, że dusza nie mieszka gdzieś tam konkretnie, tylko jest "rozlana" na całe nasze ciało. Jakkolwiek komunikuje się z nami poprzez nasz umysł, naturalnie (no bo jak inaczej?).
   Wiem, wiem, dziwna wiedza. Ale cóż, tak sprawy wyglądają, i jakkolwiek głupio to, co powyżej napisałam, brzmi, jest to Prawdą. 

Wracamy do tematu szyszynki...

Zatem- gwoli podsumowania- szyszynka choruje nie tyle dlatego, że fluor czy coś tam, tylko dlatego, że to z umysłem coś się dzieje- no i przez to że dzieje się coś z umysłem, dzieje się coś i z ciałem, a więc i z szyszynką (w końcu jest ona częścią ciała), która traci zdrowie i staje się podatna na zwapnienie.
Tak to działa.
Wobec tego kluczem #1 w uzdrawianiu (m.in. odwapnianiu) szyszynki jest wchodzenie w stan pełnej harmonii wewnętrznej (umysłowo-duszowej. Inaczej można powiedzieć: umysłowo-duchowej), no a robi się to poprzez wchodzenie w stan Pustki (innymi słowy: poprzez wchodzenie w punkt zero/trwanie w tu i teraz).

No dobra, tyle o uzdrawianiu szyszynki. Teraz rzucę parę słów na temat roli szyszynki- w tym bardziej, tzw., duchowym aspekcie.
Szyszynka jest gruczołem produkującym DMT (skrót od dimetylotryptamina). Substancja ta nazywana jest "molekułą Boga" i odpowiada za wszelkiego rodzaju umiejętności parapsychiczne związane z percepcją (tzn. postrzeganiem) (a więc np. jasnorozpoznawanie), wizje, sny, różne odloty, doświadczenia paranormalne, itd. Znana jest jako najsilniejszy psychodelik świata. Produkuje ją nie tylko szyszynka, ale również niejeden gatunek roślin.


Przyjmowanie rozmaitych substancji o działaniu psychoaktywnym (inaczej: psychodelików) jest rzeczą bardzo popularną wśród ludzi. Chociażby taka ayahuasca- napój, którego działanie polega z grubsza na tym samym, co działanie DMT, a więc na pobudzeniu umysłu do rozmaitych parapsychicznych działań (wizji, świadomych snów, różnych odlotów świadomości (umysł składa się ze świadomości oraz podświadomości- jak pisałam tutaj- i o ile podświadomość stale, nieprzerwanie pozostaje skupiona, aktywna w teraźniejszości, w tu i teraz, o tyle świadomość to coś, co samodzielnie kontrolujemy, zatem może ona być skupiona zarówno w tu i teraz jak i w przeszłości bądź przyszłości oraz miejscach innych niż to, w którym się akurat znajdujemy. Także wszelkie wizje to coś, co kreowane jest w świadomej części umysłu- no a podświadomość, bowiem taka jest jej rola, zapisuje owe doświadczenia), pobudzenia zdolności jasnorozpoznawania, itp).
Natomiast dobrze by było mieć świadomość, że z tymi psychodelikami to jest w sumie taka sama sprawa jak z używaniem, dajmy na to, kart (do, na przykład, samoanalizy psychologicznej) zamiast samodzielnej pracy, bez jakichkolwiek narzędzi (prócz umysłu, rzecz jasna. Umysł bowiem jest naszym stałym, głównym narzędziem- zaś wszelkie rzeczy typu karty czy psychodeliki są tylko narzędziami-pomocami, których możemy używać, co prawda, aczkolwiek absolutnie nie musimy, gdyż bez tych narzędzi-pomocy jesteśmy w stanie osiągnąć wszystko to, co jesteśmy w stanie osiągnąć z ich pomocą). Jest to niejako rezygnowanie z samodzielności na rzecz wspomagania się substancjami przyjmowanymi z zewnątrz- podczas gdy przecież najsilniejszy psychodelik świata produkuje nasze własne ciało (mowa o DMT produkowanym przez szyszynkę). Wiadomo, ludzie preferują drogi na skróty. Wolą sięgnąć po karty czy inne narzędzie tego typu, zamiast samodzielnie sobie różne rzeczy badać, tak samo jak wolą zażywać różne psychodeliki (jak ayahuasca), zamiast samodzielnie działać i budzić w sobie rozmaite umiejętności, samodzielnie się "uduchawiać", itd. Samodzielność w aspekcie działań, nazwijmy je, ezoterycznych (a więc m.in. działań magicznych (tzn. kreowania rzeczywistości wedle własnej woli z zastosowaniem typowo uznawanych za magiczne działań (np. rytuałów magicznych)) czy właśnie doprowadzania się do różnych psychodelicznych stanów (czyli rozmaitych odmiennych niż ten na którym standardowo działamy stanów świadomości)) nie jest zbyt popularna. Niestety. Zapomina się, że dosłownie wszystko, czego nam potrzeba do bycia "bogami" (tzn. "panami swojego losu", czy jak by to tam inaczej nazwać), mamy w sobie. Dokładnie w sobie. Pewnie, możemy sobie korzystać z pomocy z zewnątrz... Ale to nie o to chodzi. W tym całym rozwoju, doskonaleniu siebie, itd. nie chodzi o zabawy z roślinkami, żeby doświadczać paranormalności, odlotów, itd. W rozwoju, doskonaleniu siebie chodzi o- no właśnie- doskonalenie siebie, poprzez po prostu pracę nad sobą, poprzez samodzielność; a nie poprzez pomaganie sobie (a właściwie wyręczanie się) różnymi substancjami z zewnątrz (nawet jeśli są to te same substancje, które produkuje nasze ciało. Bo tu nie chodzi o to, jaka to substancja, tylko o to, skąd ona pochodzi- czy z naszego ciała, czy spoza niego. (Bowiem trzeba wiedzieć, że wszelkie stany warunkowe- czyli będące efektem bodźca zewnętrznego- są, niejako, iluzyjne, gdyż nie my sami je wykreowaliśmy, lecz zostały w nas wykreowane pod wpływem czynników zewnętrznych; natomiast stany bezwarunkowe- czyli płynące stricte z nas- są Prawdziwe, ponieważ zostały wykreowane właśnie przez nas, a nie przez czynniki zewnętrzne)).
Zabawy ze świadomymi snami, jasnowidzeniem, itd. są zwykłymi zabawami, zaspokojeniem potrzeb umysłu (czyli, tak właściwie, potrzeb ego- które jest, tak tylko dodam, jedną z kreacji umysłu, jedną z jego iluzji)- a nie o to chodzi. Jeśli sami, bez żadnych pomocy, obudziliśmy w sobie wyższe stany, parapsychiczne zdolności, to ok- genialnie; dobra robota, itd. Natomiast jeśli użyliśmy roślinek (czy czego tam), żeby sobie podoświadczać, to to się mija z ideą rozwoju jako drogi samodoskonalenia się. Pewnie, każde doświadczenie jest rozwojem. Pewnie- mała pomoc czasem może się okazać dobrą drogą. Ale doskonalenie siebie to nie jest chodzenie na skróty, by sobie poodlatywać. Doskonalenie siebie to jest doskonalenie siebie, a nie bawienie się w psychodeliki. Podnoszenie sobie świadomości na chwilę z pomocą roślin to zwyczajne bawienie się w fajne, magiczne rzeczy, a nie faktyczny wzrost w tym aspekcie (jakkolwiek jeżeli takie zabawy faktycznie otwierają nam w jakiś sposób oczy, jak to się mówi, to de facto mogą stanowić pomoc, i to wielką. Jednakże jeżeli okaże się, że aby się rozwijać, otwierać, potrzeba nam pomocy z zewnątrz, nie potrafimy tego robić zupełnie samodzielnie, no to, niestety, nie tędy droga, jeżeli mowa o samorozwoju).

Oczywiście jeśli ktoś chce się bawić w psychodeliki- proszę bardzo. Tak czy siak każde doświadczenie rozwija. Niemniej, zwracam uwagę na to, że takie rzeczy, takie zabawy, które nie mają głębszego sensu, które robione są tylko dlatego, że "to fajne", nie są faktycznym rozwojem i podnoszeniem samoświadomości. Podnoszenie samoświadomości powinno płynąć i wynikać z nas- nas samych- a nie z zażycia jakichś substancji psychoaktywnych. Umysł lubi bawić się w magiczności, fantazje, odlatywanie. Ale my nie mamy pozwalać umysłowi się bawić i taplać się w iluzyjnych wizjach, jakie nas "nawiedzają" pod ich wpływem (bo trzeba wiedzieć, że często te różne wizje, doświadczenia, których doświadczamy pod wpływem takich np. psychodelików, są jedynie iluzjami umysłu, a nie Prawdziwymi doświadczeniami, widzeniem i poznawaniem Prawdy). Wręcz przeciwnie. My mamy nasz umysł "pokonywać" (piszę w cudzysłowie, ponieważ nie chodzi w żadnym razie o walkę z umysłem- chodzi po prostu o doprowadzanie umysłu do naturalnego dla niego stanu harmonii/ciszy, o czym to w tym poście, nieco niżej, piszę), poszerzać horyzonty umysłu, wychodzić poza ograniczenia umysłu (czyli rozwalać mentalne blokady), rozwijać swoją świadomość jak tylko się da... poznawać Prawdę. Tego się nie da, jeśli będziemy trwali w stadium dziecka w piaskownicy, które przyjmuje psychodeliki, żeby pobawić się w paranormalne kino 5D (taka analogia), czy potrzebuje pomocy psychodelików, żeby podwyższyć sobie świadomość i zmienić postrzeganie siebie i świata. To wszystko ma płynąć prosto z nas. My musimy z tej piaskownicy wyjść i odnaleźć siebie, poznać Prawdę- a nie trwać w iluzjach umysłu (a owe iluzje potęguje właśnie zażywanie psychodelików), czy sięgać po psychodeliki, by pomogły nam zmienić sobie życie. Sama pomoc to nic złego, ale nie jeśli jest to uzależnianie się i wyłączanie swojej samodzielności. A umysł właśnie takie wyłączanie samodzielności lubi, bo nie przepada za pracą pt. "rozwalanie iluzji"- które przecież sam tak skrupulatnie kreuje.


Uzależnianie się nie tylko prowadzi do dysharmonii (inaczej można powiedzieć: chorób; bowiem choroba to inaczej dysharmonia, stan wytrącenia z harmonii- w ciele bądź w umyśle), ale JEST POWODOWANE przez dysharmonię- oczywiście mowa o dysharmonii w umyśle. No a że umysł zawiaduje ciałem, to i również, jako następstwo, w ciele (zatem ciało zaczyna- kierowane przez umysł- łaknąć, np., psychodelików. Każde uzależnienie płynie z umysłu- umysł ma to do siebie, że łatwo się przywiązuje (np. do pewnych doświadczeń), i jeżeli się przywiąże, i będzie chciał więcej, to taki stan nazywa się nałogiem. A, jak pisałam wyżej, umysł zawiaduje ciałem, zatem to od umysłu zależy, jak bardzo na ciało- na mózg, tak konkretniej- wpłyną uzależniające substancje, które spożywamy).

Naturalnie natura zawiera różne pomoce, z których możemy sobie korzystać- ale w ramach, no właśnie, pomocy, a nie w ramach wyręczania się, uzależniania. Wszystko to, co robią dla nas elementy natury (kamienie, rośliny, itd.), to, jak nam pomagają, jak nas uzdrawiają, potrafimy zrobić sami, bez nich. One po prostu są po to, by nas wspomagać, by nam pomagać, jeśli sami nie potrafimy tego robić. Natura zwyczajnie daje nam pomoce. Ale powinniśmy z nich korzystać z rozsądkiem, a nie na zasadzie wyręczania się, a przez to ograniczania swoich własnych zdolności.
Jeśli z pomocą psychodelików- czy w ogóle z pomocą czegoś (np. narzędzi typu karty dywinacyjne)- potrafimy coś zrobić (np. doświadczyć różnych stanów, spojrzeć inaczej na siebie i swoje życie), a nie potrafimy zrobić tego bez owych pomocy, to te pomoce nie są już dla nas faktyczną pomocą, tylko przedmiotem uzależnienia (uzależnienia- bo od nich właśnie zależy nasz stan mentalny). Nie tędy droga.


Zatem zamiast bawić się w ceremonie ayahuasci, lepiej jest siąść sobie w ciszy i spokoju i pomedytować- w ten sposób osiąga się Prawdziwe oświecenie, w ten sposób poznaje się siebie i świat, w ten sposób poznaje się Prawdę, w ten sposób się doskonali. Samodzielnie. A nie z asystą pomocy.
Nie wpadajcie w pułapki wspomagaczy. Pracujcie sami. Macie w sobie wszystko, czego potrzebujecie. Uświadomcie sobie to, wykorzystujcie to, używajcie tego.
Doskonalcie się.


* Samo słowo "percepcja" znaczy "odbiór", zaś "perceptywność" znaczy "zdolność odbioru", zatem trafniej byłoby mówić "poszerzanie perceptywności".
W każdym razie: w owym poszerzaniu perceptywności chodzi po prostu o rozwijanie zdolności naszego umysłu do odbierania otoczenia. Jak napisałam w tym poście:
Obrazy są bodźcami dla umysłu- umysł na nie reaguje, włącza wyobraźnię... Właściwie, cały świat- zupełnie wszystko- jest zbiorem bodźców, które umysł może odbierać i na nie reagować- a więc interpretować to, co odbiera.
Interpretacja takich na przykład kart [przyp.: akurat tamten post jest na temat kart, między innymi, zatem pisałam tam o interpretacji kart] to właśnie po prostu odbieranie tego, co na nich mamy (najczęściej jest to obraz + jakiś tekst typu nazwa czy słowo-klucz) i reagowanie na to. Tak to działa, taki jest mechanizm: odbiór- i potem reakcja (no, wiadomo, trzeba odebrać, żeby można było zareagować- inaczej nie ma na co zareagować).
Perceptywność- czyli zdolność odbioru (percepcji) (oczywiście odbioru bodźców z pomocą zmysłów)- to coś, co można ćwiczyć, rozwijać. No i, naturalnie, coś, co- zaniedbane- może się "zwinąć", tzn. ta zdolność może się zmniejszyć, osłabnąć. Ćwiczenie perceptywności polega po prostu na jej używaniu- a więc na praktykowaniu odbierania różnych bodźców z otoczenia. Oczywiście my to tak czy siak robimy- ale w ćwiczeniach rozwijających perceptywność chodzi o to, by robić to jakby ponad nasze standardy: po prostu poszerzać granice, przekraczać normy, robić większy niż zwykle wysiłek- no, ćwiczyć, po prostu. Tak jak z mięśniami, tak i ze zdolnościami- używane, poddawane wysiłkowi, rozwijają się; nieużywane, słabną. Dobrą formą ćwiczenia perceptywności są różne artystyczne aktywności, naturalnie. No a, cóż, praca z kartami ma to do siebie, że się przy niej obcuje ze sztuką- w formie obrazów na kartach- zatem to na pewno można zaliczyć jako świetną okazję do ćwiczenia percepcji. Im bardziej się perceptywność ćwiczy, tym lepsza ona jest.
No i właśnie; także rozwijanie perceptywności/poszerzanie perceptywności robi się poprzez używanie naszej zdolności odbioru otoczenia- z tym że im bardziej wychodzimy poza granice naszego standardowego poziomu odbioru (czyli im bardziej wysilamy nasze zdolności odbioru ponad nasz standard), tym bardziej owe zdolności rozwijamy (to jest logiczne).

Jeśli więc na co dzień jesteśmy mało uważni wobec swojego otoczenia (czyli nasze zdolności percepcji- a w każdym razie percepcji świadomej; percepcja bowiem może być również podświadoma. No i tak się składa, że o ile percepcja podświadoma (czyli inaczej: zdolność odbioru otoczenia przez naszą podświadomość) jest zawsze bardzo szeroka, ponieważ nasza podświadomość w każdej chwili wyłapuje z otoczenia tony informacji/danych, o tyle percepcja świadoma (czyli inaczej: zdolność odbioru otoczenia przez naszą świadomość) ma to do siebie, że jej poziom zależy od naszej uważności wobec tu i teraz. Podświadomość zawsze działa w teraźniejszości- ponieważ jest ona odpowiedzialna za, m.in., kontrolowanie funkcji życiowych naszego organizmu. Świadomość jednak może sobie wędrować w przeszłość (wspominać) oraz w przyszłość (dzieje się to oczywiście kiedy myślimy o przyszłości), zatem wcale nie musi ona pozostawać skupiona w teraźniejszości. Skupienie świadomości w teraźniejszości nazywa się uważnością. Ćwiczenie percepcji świadomej polega więc na ćwiczeniu uważności.
A robi się to przez, po prostu, zwracanie uwagi; zwracanie uwagi na rozmaite bodźce, które do nas w każdej chwili docierają i które wyłapuje nasza podświadomość, aczkolwiek na które nasza świadomość pozostaje ślepa.
(Owe ćwiczenia to np. zwracanie uwagi na to, co mijamy po drodze, gdy gdzieś idziemy/jedziemy; zwracanie uwagi na to, w co ludzie wokół nas są ubrani- jakie kolory, jakie tekstury, itd.; zwracanie uwagi na to, jak dokładnie wyglądają np. produkty, które spożywamy: jaki mają kolor, kształt, zapach, teksturę, smak, co nam przypominają, itd. Owo ćwiczenie perceptywności może również polegać na bawieniu się w opisywanie jakichś losowych przedmiotów w, na przykład, pięciu słowach/sentencjach, z których każde będzie odnosiło się do jednego z pięciu głównych zmysłów. Takie ćwiczenia mają po prostu rozwijać naszą zdolność postrzegania, naszą uważność wobec otoczenia, no i, przyokazjonalnie, naszą kreatywność.)

Oczywiście w jednej chwili dociera do nas tyle informacji, że gdyby wszystko to wyłapywała nasza świadomość, oszalelibyśmy z przeciążenia- dlatego właśnie mamy podświadomość. W niej umysł zapisuje te tony informacji, które do nas w każdym momencie napływają, zostawiając nam spokój w świadomości. Jednakże ten spokój, tę ciszę, my łatwo zapełniamy hałasem: myślami. Im większy spokój w świadomości, tym większa uważność- ponieważ im większy spokój w świadomości, czyli im mniej myśli, które świadomość rozpraszają, odrywając ją od tu i teraz, tym większe skupienie w tu i teraz.
Myślenie to rozpraszanie uważności. Brak myślenia to uważność- czyli świadomość skupiona na tu i teraz.
Jeśli stąd wynika prosta rzecz: jeżeli chcemy przestać myśleć, zatrzymać myślenie, musimy po prostu skupić się na tu i teraz, na teraźniejszości. (A w związku z tym, że najłatwiej jest nam skupić się na czymś konkretnym, namacalnym, to najłatwiej byłoby skupiać się na swoim ciele: czuć siebie w swoim ciele, skupiać się na tym, co nasze ciało robi. A potem, gdy już osiągniemy tę ciszę, ten brak myśli, możemy przestać skupiać się na czymś konkretnym- czyli np. ciele- i po prostu utrzymywać ową ciszę, ot tak, bez potrzeby konkretnego skupiania się.)


** Harmonia pomiędzy duszą a umysłem- no właśnie, o co tu dokładnie chodzi? Zrobi się teraz trochę mistycznie-odlecianie, heh...
Rzecz wygląda tak: jako człowiek mamy ciało z umysłem. Mamy też duszę. Tak więc jako człowiek jesteśmy ciałem z duszą; albo raczej duszą w ciele. Nie jesteśmy bowiem- jeśliby chcieć się z czymś identyfikować, pytać "kim jestem- duszą czy umysłem?"- ciałem ani umysłem tego ciała. Jesteśmy duszą (no, gdyby tak głębiej iść, na ten Prawdziwy poziom/perspektywę (czyli perspektywę Pustki), to trzeba powiedzieć, że nie jesteśmy ani duszą ani umysłem, bowiem i jedno i drugie jest tylko formą przyjmowaną przez Pustkę, a więc iluzją. Ja jest iluzją. Nie ma, na tym Prawdziwym poziomie, czegoś takiego jak ja (inaczej: ego). Ja to iluzja, której Pustka doświadcza, by doświadczyć owego ja. Ale nie jest ono Prawdą, tylko iluzją (o co chodzi z tą iluzją- tłumaczę w tym poście). Zatem jeżeliby pytać "kim jestem?" odpowiedź byłaby: "ani umysłem, ani ciałem, ani duszą- jesteś, w swej istocie, Pustką. I co prawda jako człowiek jesteś człowiekiem a nie Pustką, ale ta forma- czyli, w tym przypadku, człowiek- jest iluzją. Zaś tak naPrawdę jesteśmy Pustką, która owe formy przyjmuje, by poprzez nie doświadczać (co wyjaśniam w tym właśnie poście)). Zatem jako człowiek jesteśmy duszą w ludzkim ciele, duszą która się w ludzkie ciało wcieliła/inkarnowała (te dwa słowa znaczą to samo- wejście w ciało).

I teraz tak. Umysł ma swoją osobowość- która kształtuje się pod wpływem środowiska, w którym człowiek żyje (pisałam o tym m.in. tutaj). Dusza też ma osobowość- już ukształtowaną w momencie jej powstania (dusze powstają/"rodzą się" ze Źródła/nadduszy/matki dusz); oczywiście osobowość duszy również się w trakcie jej życia kształtuje, jednakże w przeciwieństwie do umysłu, dusza ma już w momencie powstania wykształtowaną, do pewnego stopnia, osobowość (a jest tak dlatego, ponieważ każda dusza jest, można powiedzieć, pewnym aspektem Źródła. Źródło zaś- czyli inaczej naddusza/matka dusz- jest najczystszą istniejącą formą Pustki, jest najczystszym wyrazem Pustki, bowiem jest ono energią/istotą/Duszą będącą czystą świadomością. No i ze Źródła powstają dusze. Z tym że te dusze nie są kolejnymi małymi Źródłami- czyściutkimi świadomościami- lecz istotami, które co prawda są świadomością, aczkolwiek nie czystą/niezmąconą, tylko mającą już pewne "zabrudzenia", czyli właśnie konkretną osobowość oraz cechy. Źródło jest czystą świadomością, zatem nie ma żadnych cech, żadnej osobowości. Dusze zaś mają już pewne cechy, zatem nie są czystą świadomością. A nie są czystą świadomością ponieważ właśnie owa niepowtarzalność każdej z dusz sprawia, że Pustka może doświadczać różnorodności, może doświadczać iluzji ja. Jeśli Źródło jest energią-istotą uosabiającą naturę Pustki, a więc łączącą w sobie wszelkie cechy w spójną jedność będącą właśnie ową czystą świadomością niemającą żadnych cech, to dusze są takimi ja Źródła, i każda jedna dusza uosabia, można powiedzieć, pewien aspekt owej uosabiającej wszystko natury Źródła).
I teraz: gdy dusza inkarnuje (tzn. wciela się w jakieś ciało), to ma do czynienia z umysłem tego ciała. Tak więc jako człowiek- czyli dusza w ludzkim ciele- mamy, w gruncie rzeczy, dwie osobowości, dwa ja: duszy oraz umysłu. Ażeby sobie ciałem, w które dusza się wcieliła, móc sobie ładnie, swobodnie kierować (taka analogia do samochodu), dusza musi skompatybilizować z sobą umysł tego ciała oraz mózg tego ciała (tak na marginesie napiszę, że umysł to inaczej czakra korony. Czakry, bowiem, są, można powiedzieć, rzadkoenergetycznym ciałem. No i jak np. szyszynka jest takim naszym fizycznym trzecim okiem, zaś czakra trzeciego oka jest, można powiedzieć, szyszynką w wersji rzadkoenergetycznej, tak mózg jest czakrą korony w wersji fizycznej (gęstoenergetycznej), zaś umysł jest rzadkoenergetyczną wersją mózgu, czyli innymi słowy właśnie tym, co się nazywa czakrą korony). Jeżeli jej się to uda, umysł i dusza ładnie współgrają i dusza nie ma problemów z prowadzeniem ciała w którym sobie doświadcza inkarnacji. Jeżeli jednak duszy nie uda się umysłu oraz mózgu ciała z sobą zgrać, no to są z tym prowadzeniem problemy (można powiedzieć, obrazowo, że ten samochód się kierowcy nie słucha). Więcej nieco na temat owej zależności pomiędzy duszą a umysłem pisałam w tym poście.

2 komentarze:

  1. Masz rację, te wszystkie stany osiągane pod wpływem psychodelików jesteśmy w stanie doświadczyć " na trzeźwo ". Sęk w tym , że najpierw powinniśmy wykonać pracę , odblokować się w środku . Osobiście przydają mi się w uswiadomieniu Sobie tych stanów , no bo jak ryba może dowiedzieć się o istnieniu wody , jeśli nie poczuła się jak to jest być po za nią ... Świetny artykuł
    Dziękuję

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja dziękuję za komentarz i miłe słowa. :)

      "przydają mi się w uswiadomieniu Sobie tych stanów , no bo jak ryba może dowiedzieć się o istnieniu wody , jeśli nie poczuła się jak to jest być po za nią" ---> to jest dobre odniesienie. No właśnie, psychodeliki mogą stanowić świetną pomoc, takie "drzwi do czegoś poza tym, co normalnie widać", i wtedy to jest ok, może naprawdę fajnie pomóc, otworzyć na potrzebne procesy; byle tylko się nie zagalopować i nie zatracić w tych odlotach, które zresztą często są wcale nie oczyszczaczem umysłu, tylko pomnażaczem śmieci w nim tkwiących.

      Pozdrawiam serdecznie :)

      Usuń

Masz ochotę podzielić się słowem? Zapraszam! :)