sobota, 12 listopada 2016

Odcinanie karmy? O karmie ciąg dalszy

Po tym jak napisałam post o karmie, przez kilka dni zastanawiałam się, czy nie warto by było wyjaśnić również paru kwestii na temat odcinania karmy i tym podobnych spraw. No i dziś właśnie dotarło do mnie, że jednak zdecydowanie trzeba to zrobić.


Całe to odcinanie karmy, zdejmowanie obciążeń karmicznych i różne inne głupoty stało się ostatnimi laty szalenie popularne. Gdzie się w tym ezoterycznym środowisku nie obejrzymy, możemy natrafić na bogate oferty oczyszczeń obejmujących między innymi właśnie karmę. Ludzie lgną do tego jak ćmy do światła, szukając wybawienia z problemów, wyjścia z kłopotów i w ogóle rozwiązania wszelkich zawiłości- nie mając oczywiście pojęcia o faktycznym mechanizmie tego typu działań oraz działania Istnienia w ogóle. A nie mają o tym pojęcia, bo nikt im o tym nie mówi- a już na pewno nie ci, którzy sami te wszystkie usługi oferują. Czy oni sami nie wiedzą, czy po prostu nie chcą umniejszać sobie źródeł dochodu? Prawdopodobnie to pierwsze. Tak, niestety, ludzie, którzy zajmują się magią, sami mają o niej tak naprawdę wiedzę nijaką (tzn. żadną), sami jej nie rozumieją, nie wiedzą, na czym ona tak naPrawdę polega. I głupota się rozprzestrzenia. Jak zarazek.
No ale... nie o tym miał być ten post. Ten post miał być o działaniach typu odcinanie karmy (czy jak to tam ludzie nazywają).
A więc.

Przechodząc może tak mniej więcej do sedna... Czy można w ogóle oczyścić się z karmy, odciąć ją, spalić?
By odpowiedzieć na to pytanie, trzeba oczywiście wpierw wiedzieć, czym w ogóle ta cała karma jest. A czym jest? Krótko mówiąc (pisałam o tym m.in. tu), karma to wszystko to, co sobie jako dusza zaplanowaliśmy na dane wcielenie. To po prostu nasze plany, nasze cele, nasze ambicje na dane wcielenie; taka nasza umowa z sobą samym pt. "co chcę zrobić w tym wcieleniu". I- a to trzeba wiedzieć- ta, że tak to nazwę, umowa nie jest niczym Przysięga Wieczysta (kojarzycie? Z "Harry'ego Pottera" ;)), tzn. nie jest ona nie-do-złamania. Bo jak najbardziej można tę umowę złamać, tzn. można tego, co sobie w tej umowie- jako dusza- zawarliśmy, jako człowiek nie zrobić; jak i można sobie, jako dusza, tę swoją umowę zmienić, z czegoś tam zrezygnować (no wiecie, bywa tak, że jako dusza zmieniamy sobie cele, wybieramy inną ścieżkę- ale nie przez to, że umysły, w ciała których się wcielamy, się nam stawiają, tylko po prostu przez to, że- na przykład- w pewnym momencie zdaliśmy sobie sprawę z tego, że my jednak chcemy robić coś innego, kształcić się w innym kierunku. To trochę jak ze szkołą, studiami- teraz chcemy iść na ten kierunek, a za jakiś czas coś się nam odmienia i stwierdzamy, że jednak lepiej nam pasuje inny). Rzecz jasna jeśli dusza nie zrezygnuje z owych celów sobie postawionych, to te cele przenosi sobie na kolejne wcielenie, no i tak do skutku- aż w końcu uda jej się je osiągnąć.
A po co dusza sobie te cele ustala? Ano ponieważ to jest jej ścieżka rozwoju. Te cele to są takie punkty do zaliczenia na drodze do głównego celu duszy- udoskonalenia się i połączenia z powrotem ze Źródłem. Bo Źródło właśnie po to stworzyło dusze- by się poprzez nie doskonalić, czyniąc je niedoskonałymi, a przeto dając możliwość doskonalenia owych niedoskonałości, a więc rozwijania doskonałości, a wobec czego stałego doskonalenia swojej Doskonałości (która de facto doskonałą, absolutną Doskonałością nie jest, ponieważ gdyby takową była, to nie był by potrzebny rozwój, gdyż Źródło już byłoby doskonale Doskonałe- ale o tym to ja pisałam dokładniej w tym poście).

No więc karma- czyli te cele duszy (nie tylko na dane wcielenie, ale w ogóle- w całym jej życiu (a trzeba wiedzieć, że dusze rozwijają się nie tylko drogą inkarnacji, na planetach, ale również w samym świecie dusz, w ogóle nie inkarnując))- to jest coś, co jest niezbędne do osiągnięcia, aby dusza mogła się doskonalić.


Żeby to lepiej wyjaśnić, przedstawię przykład:
ustanawiamy sobie jakiś cel; dajmy na to- "wyrobić sobie wielkie umiejętności pisarskie i napisać genialną książkę". I teraz tak. Aby do tego celu dojść, musimy przejść pewną drogę, w trakcie której będziemy się doskonalić ku osiągnięciu tegoż celu. A zatem musimy zrobić pewne rzeczy, które nam to umożliwią- chociażby codziennie coś tam napisać, aby ćwiczyć swoje zdolności pisarskie oraz dużo czytać, by i w taki sposób to wszystko szlifować. No i te takie właśnie mini-cele, można powiedzieć, czyli to, co musimy zrobić, aby dojść do naszego celu, jakim jest napisanie genialnej książki, można przyrównać do karmy- bo karma tym właśnie jest: takimi punktami do zrobienia, niezbędnymi na naszej drodze do celu. No i te punkty, te rzeczy do zrobienia, ta karma składa się, naturalnie, i z miłych, przyjemnych rzeczy i z rzeczy zupełnie niemiłych i nieprzyjemnych. Ale musimy to wszystko zrobić, jeżeli chcemy osiągnąć swój cel. No a dusze raczej są dość ogarnięte i swoje cele wybierają, wyznaczają starannie- nie robią tego na odwal, a zatem i nie są wcale skłonne sobie te swoje plany, cele odpuścić, gdy coś im po drodze nie idzie, gdy umysł jakiegoś ciała, w które sobie inkarnowały, sprzeciwia się i mówi: "a ja sobie tę karmę odetnę- i co? Hahah, i nic nie zrobisz! Bo ja sobie zrobię co chcę!". No ale właśnie nie- umysł może się sprzeciwiać i stroić fochy pt. "ja te całe twoje plany mam gdzieś, mi one nie pasują, mi jest za ciężko, ja tego nie chcę i już!", ale dusza i tak i tak te swoje plany ciągle ma i się ich trzyma i- w 99% (bo, jak wyjaśniłam wyżej, zdarza się, że je zmienia)- trzymać się ich będzie. Być może zdarzy się tak, że zmieni zdanie- ale na pewno nie z powodu fochniętego umysłu, który stwierdza, że "on nie będzie". Spoko, jak on nie będzie, to inny umysł będzie (czyli inne ciało, w które dusza inkarnuje. A- tak tylko dodam- dusza sama decyduje, czy i co z poprzednich wcieleń wpływa na kolejne (np. sposób śmierci w minionym wcieleniu- bo na przykład w poprzednim wcieleniu zginęliśmy w wyniku utopienia się i dusza postanowiła przenieść to sobie na kolejne wcielenie, sprawiając, że w tym wcieleniu mamy lęk przed wodą- wynikający właśnie z okoliczności naszej śmierci w poprzednim wcieleniu)). Tylko... po co przedłużać, po co przeciągać sobie tę karmę na kolejne wcielenia? No ale cóż, umysł (a więc my jako ludzie) tego nie rozumie- bo on myśli, że jak sobie zrobi rytuał na spalenie karmy, to to zadziała i problem z głowy. Ano nie. To wcale tak nie działa. A jeśli ktoś uważa przeciwnie, to świadczy to po prostu o tym, że nie ma pojęcia, jak działa Istnienie.
Bo widzicie, my- jako ludzie- mamy wolną wolę. Ale ta wolna wola tak na dobrą sprawę należy w dużej mierze do naszej duszy, a nie do naszego umysłu. Bo my jesteśmy duszą, która wsiada sobie w samochód (ciało) i ma do zaliczenia pewne sprawy (karma), i ona nie pozwoli sobie na to, by ten samochód (ciało) się jej sprzeciwiał i stwierdzał: "ja tam nie jadę- chcesz, to se sama idź".
Zamiast więc mazać się, że mamy ciężkie życie, lepiej po prostu wziąć się w garść i przyjąć na klatę to, co sobie jako dusza zaplanowaliśmy- i pamiętać, że my nie umysłem jesteśmy (a więc i nie naszym ciałem; a umysł to część ciała, jego element), lecz duszą.

Tak więc czy da się oczyścić z karmy, odciąć ją? Ano nie.
I mam nadzieję, że po powyższych paru akapitach rozumiecie, czemu. (A jeżeli jednak nie, to zapraszam do podzielenia się swoimi wątpliwościami, pytaniami, uwagami w komentarzach- w końcu po coś ta sekcja jest. ;))


Przy okazji jeszcze- skoro już piszę taki post- zahaczę sobie o temat magii na/dla innych. No wiecie, oczyszczanie innych, robienie rytuałów w intencji innych, itd., itd.
Jak już nieraz na blogu wyjaśniałam, my mamy wolną wolę odnośnie tego, co dopuszczamy do swojej przestrzeni (innymi słowy- do swojej indywidualnej rzeczywistości; bo każda istota ma swoją własną rzeczywistość- ale o tym pisałam m.in. tutaj). A zatem jeśli pozwolimy innym wpływać na nas (magicznie), to ci inni będą mieli możliwość wpływania na nas (a więc np. wykonywania oczyszczeń nas, odprawiania rytuałów w naszej intencji, rzucania klątw, itd.); natomiast jeśli nie pozwolimy innym na nas wpływać, to ci inni tego wpływu mieć nie będą. Przy czym co w tym wypadku znaczy "pozwolić"? Jak się pozwala lub nie pozwala? Ano prosto- albo wyrażamy taką wolę, albo nie, albo w to wierzymy, albo nie (a trzeba wiedzieć, że jeśli boimy się, że ktoś na nas rzuci klątwę czy coś, jeśli gdzieś tam w podświadomości mamy jakieś przekonania, że ktokolwiek może sobie na nas dowolnie wpływać i my nie mamy tu nic do powiedzenia, a jedynie możemy zabezpieczać się rytuałami ochronnymi czy podobnymi rzeczami, to w taki sposób również, de facto, pozwalamy innym na nas wpływać- mimo że tak na dobrą sprawę wcale nie chcemy, by inni mieli możliwość wpływania na nas magicznie, to jednak sam strach i przekonanie, że inni mogą na nas wpływać, już jest otwarciem swojej przestrzeni- że tak to ujmę- dla innych, by na nas wpływali wbrew naszej woli. A wiecie- to, co mamy w podświadomości, przecież również gra rolę w kreowaniu naszej rzeczywistości, naszego życia; i powinno się o tym pamiętać: co w głowie, to w życiu, a "w głowie" oznacza nie tylko "w świadomości", ale również "w podświadomości". No i w nadświadomości (czyli duszy). (PS: O świadomości, podświadomości i nadświadomości pisałam w tym poście)).
I teraz tak.
Każde działanie magiczne, które jest niezgodne z wolą istoty, której dotyczy, jest- niezależnie od intencji osoby owo działanie wykonującej- czarną magią. Bo czarna magia to działania magiczne wbrew woli drugiej istoty. Nieważne są intencje- wbrew woli to wbrew woli, i tyle.
I teraz kolejna sprawa.
Czy możemy oczyszczać karmę innych? Nie. Niezależnie od ich woli, niezależnie od tego, czy dopuszczają takie działania, nikt nie może niczyjej karmy zdjąć. Czemu? Dokładnie z tego samego powodu, dla którego my sami nie możemy tego zrobić. Karma to po prostu plany naszej duszy, a dusza nie pozwoli jakiemuś umysłowi tych planów sobie ot tak skreślić- o nie, nie, nie. Plany duszy może zmienić tylko dusza. Zatem my, jako ludzie, nie możemy, nie mamy mocy, by wpływać na czyjąś karmę- bo nawet jeśli działanie to byłoby zgodne z wolą umysłu takiej osoby, to nie byłoby zgodne z wolą duszy tejże osoby. A dusza- jak pisałam wyżej- ma jednak ostateczny głos w kwestii kreowania rzeczywistości przez istotę, w której ciało się wciela (w naszym przypadku- człowieka). W końcu to ona jest kierowcą tego "samochodu" i wsiada do niego po to, by gdzieś dojechać, by pewne rzeczy zaliczyć po drodze, by coś osiągnąć.

Karma to innymi słowy nasze przeznaczenie- coś, co sobie jako dusza przeznaczyliśmy do zrobienia i co umożliwia nam osiągnięcie naszego głównego celu. To nie jest żadne ograniczenie (zapewne wbrew temu, co się powszechnie uważa); to jest nasza mapa, dzięki której wiemy, co powinniśmy robić i gdzie iść, by dojść tam, gdzie sobie wyznaczyliśmy, gdzie leży nasz cel. A tym głównym jest połączenie się ze Źródłem; natomiast tym drugim w hierarchii jest "wyszkolenie się" na konkretny "zawód" (na ten temat pisałam więcej w tym poście).

No i dobra, to by chyba było na tyle. Może coś mi jeszcze przyjdzie do głowy, to tu dopiszę (w końcu nie będę pisać kolejnego posta w ramach uzupełnienia tego :P).
Jeżeli macie jakiekolwiek pytania, wątpliwości odnośnie tematu, piszcie w komentarzach.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Masz ochotę podzielić się słowem? Zapraszam! :)